Press "Enter" to skip to content

Co kryją ruiny kaplicy w Morawie?

Wśród poszukiwaczy tajemnic, eksploratorów i historyków nazwa „Morawa” kojarzy się nierozerwalnie z tajemniczą i niewyjaśnioną od 70 lat historią zaginięcia obrazu „Portret Młodzieńca” Rafaela. W przedziwny sposób wszyscy omijają pewien obiekt, którego ruiny znajdują się tuż przy pałacu. A jeśli tam znajduje się rozwiązanie pasjonującej zagadki II wojny światowej?

Pocztówka otrzymana przez nas od Pai Aldony Struzik.
Zaznaczono wejście do podziemi kaplicy

Od naszej Czytelniczki – Pani Aldony Struzik otrzymaliśmy do publikacji przedwojenną pocztówkę, ukazującą kaplicę, jaka znajdowała się niegdyś w parku przy pałacu w Morawie (gmina Strzegom, powiat świdnicki). Zadała nam Ona także pytanie, czy jest szansa na odbudowę tego obiektu?

W kontekście wydarzeń, jakie miały miejsce w Morawie na początku 1945 r., sprawa kaplicy jawi się jako jedna z nierozwiązanych do dziś tajemnic. Dlaczego?

Nie będziemy tu szczegółowo opisywać całej historii pałacu i wydarzeń, do jakich w nim doszło we wspomnianym okresie, gdyż zostały już one omówione w wielu publikacjach. Musimy jednak uczynić krótki wstęp, aby łatwiej zrozumieć poniższe hipotezy.

Przypomnijmy tylko, że do Morawy trafiła część zbiorów z kolekcji Hansa Franka, zrabowanych w Polsce, wśród których miał być między innymi zaginiony obraz Rafaela „Portret Młodzieńca”. Sprawą tego obrazu zajął się dokładnie i wyczerpująco – jak na obecny stan wiedzy – Robert Kudelski w swojej książce „Zaginiony Rafael”. Według zapewnień Melitty Sallai, córki jego ostatnich właścicieli, widziała Ona ten i inne obrazy, kiedy pokazywała jej te dzieła w świetle latarki (23 stycznia) jej matka. Nie wspomina już jednak o nim dolnośląski konserwator zabytków Günther Grundmann, który pojawił się w Morawie 29 stycznia 1945 r. – podobno przez przypadek. Rodziny ostatniego właściciela pałacu –Christopha von Wietersheim-Kramsta już wtedy w pałacu nie było.  Wyjeżdżając z Morawy 30 stycznia Grundmann zabrał ze sobą m.in. wyjęte z ram obrazy Canaletta czy Cranacha. Wydaje się niemożliwe aby w tym przypadku pozostawił w pałacu o wiele cenniejszy obraz Rafaela. Gdzie się ów podział? Dziś nikt nie zna odpowiedzi na to pytanie.

W ciągu następnych miesięcy w pałacu stacjonowały jednostki niemieckie, a potem sowieckie. Kiedy do Morawy jako pierwsi przyjechali członkowie grupy operacyjnej ze Świdnicy, natrafili na walające się złote i srebrne monety ze złożonej w pałacu i rozbitej skrzyni ze zbiorami numizmatycznymi Muzeum Narodowego oraz walającymi się grafikami ze zbiorów króla Stanisława Augusta, których żołnierze sowieccy używali jako papier toaletowy.

Zaginiony obraz „Portret Młodzieńca” Rafaela

Szczególnie kwestia rozsypanych monet może zastanawiać i w pewnym sensie wykluczać ewentualność skradzenia obrazu Rafaela przez żołnierzy niemieckich lub sowieckich. Pierwsi zapewne nie myśleli o tym, żeby zabierać obraz – trudny w transporcie – mając sowieckie oddziały na karku. Również czerwonoarmiści raczej bardziej zadowoliliby się złotymi i srebrnymi monetami, którymi można napchać kieszenie, niż obrazem o którego wartości pewnie i tak nie mieli pojęcia.

Zastanawiające jest jednak kto mógł rozbić skrzynię z monetami i je porozsypywać. Niemcy? Raczej wrzuciliby ciężką skrzynię chociażby do stawu w przypałacowym parku, żeby ją ukryć w najprostszy sposób, nie mając czasu na przygotowanie bardziej pracochłonnej skrytki. Sowieci? Być może. Niszczyli i demolowali wszystko, tak pojmując sprawiedliwość dziejową.

A jeżeli zaryzykować twierdzenie, że monety zostały rozsypane celowo, aby odwrócić uwagę od ewentualnie innych rzeczy, które na terenie majątku w Morawie zdołano jednak ukryć? Kiedy do pałacu w Morawie w sierpniu przyjechały polskie ekipy rewindykacyjne – pozbierano monety, z pieczołowitością zebrano porozrzucane grafiki. Wiadomo, że przeszukano wtedy pałac i inne budynki majątku w poszukiwaniu ewentualnych zabytków i dzieł sztuki. Na ile jednak te poszukiwania były szczegółowe? Można tylko przypuszczać, że nie było czasu ani środków, żeby można mówić o kompleksowych działaniach. W wielu miejscach na Dolnym Śląsku była ogromna ilość schowanych archiwów i dzieł sztuki, którymi trzeba było zająć się jak najszybciej. Dlaczego więc akurat Morawa miałaby skłonić polskich naukowców do bardziej szczegółowych niż powierzchowne i szybkie poszukiwań?

Wnętrze kaplicy na obrazie z pałacu w Morawie

I tu wkracza do naszej opowieści sprawa kaplicy. Według różnych źródeł wzniesiona została pod koniec XIX wieku lub w 1902 r. jako kaplica modlitewna i mauzoleum dla członków rodu von Wietersheim-Kramsta. Budynek miał formę nawiązującą do średniowiecznych kaplic i był jedną z ważniejszych budowli kompozycyjnych w dużym parku otaczającym pałac. Kaplica miała dzwonnicę i niewielki dzwon, który został zarekwirowany przez nazistów w czasie wojny. Według wspomnień matki Melitty Sallai – Herty Wietersheim-Kramsta – ów dzwon został rozbity na dwie części, bo nie można go było przecisnąć przez otwór dzwonnicy.

W odniesieniu do tej budowli długo pokutowało przeświadczenie, że była ona niepodpiwniczona czy też, że nie znajdowały się pod nią krypty. Przeczy temu jednak kilka faktów. Po pierwsze kaplica pełniła rolę mauzoleum rodowego, trudno więc sobie wyobrazić, że nie było pod nią krypt grobowych, chociaż przeczy temu Melitta Sallai, która uważa, że w piwnicy kaplicy nie było miejsca na rodzinne grobowce.

Po drugie w przedwojennej prasie odnaleziona została informacja opisująca społeczne działania właściciela pałacu w Morawie – Christopha von Wietersheim-Kramsta, z której dowiedzieć się można, że udostępnił on część parku na spacery dla mieszkańców Morawy, a kaplicę na cele religijne dla miejscowych ewangelików. Ojciec Melitty Sallai umieścił przed bramą wjazdową wymyślone przez siebie napisy, które były wskazówką, jak należy się zachować. Najważniejszą informacją zawartą we wspomnianej informacji prasowej jest jednak ta, że w piwnicach pod kaplicą planowane było usytuowanie kotłowni ogrzewającej obiekt!

Melitta Sallai, córka ostatnich właścicieli pałacu w 1945 r.

Taki stan rzeczy potwierdza także Melitta Sallai: – Kaplica była częściowo podpiwniczona, miała światło elektryczne i była rzeczywiście ogrzewana kotłem na koks. Nabożeństwa w kaplicy odprawiane były w co drugą niedzielę przez pastora Helmuta Amelunga z Pastuchowa, gdzie znajduje się kościół ufundowany przez Marie von Kramsta. Co drugą niedzielę rodzina jeździła na nabożeństwo do Pastuchowa. Jeden z mieszkańców Morawy pamiętał, że po wojnie ktoś wyniósł z piwnicy kocioł na koks i zainstalował go u siebie w domu. Najprawdopodobniej kaplica uszkodzona została częściowo pod koniec wojny, później popadała w ruinę i została rozkradziona. Była to wprawdzie prywatna kaplica ale rzeczywiście w nabożeństwach uczestniczyli okoliczni mieszkańcy. Rodzina Wietersheim-Kramsta miała w kaplicy miejsce na emporze i rzeczywiście tam siedzieli w czasie nabożeństw. Kaplica była pięknie wyposażona, był drewniany rozkładany ołtarz, organy, bogato rzeźbione ławki, obrazy i witraże. Klucz do kaplicy znajdował się w Pałacu. W czasie wojny moja matka codziennie chodziła do kaplicy modlić się i zwykle prosiła jedną z córek, aby jej towarzyszyła.

Kaplica nie została w 1945 r. wysadzona przez Sowietów, a z takimi opowieściami w odniesieniu do dziejów Morawy także można się spotkać. Być może została uszkodzona i to bardziej w wyniku bezmyślnego szału niszczenia niż działań wojennych. Kto wie, czy jakiś sowiecki żołnierz nie wrzucił do wnętrza na przykład granatu, podczas zajmowania majątku.

Herta Wietersheim-Kramsta – jedna z ostatnich osób, które widziały zaginiony obraz

Kaplica na pewno jednak ocalała i  była w na tyle dobrym stanie, że jeszcze w latach 60. XX wieku używana była jako skład na… nawozy czy też pasze. Melitta Sallai przytacza wspomnienia swojej matki z okresu, kiedy po raz pierwszy przyjechała do Morawy po wojnie. Kaplica była zdewastowana i rozkradziona, a kiedy weszła do wnętrza rozpoznała tylko napis: Fürchte dich nicht. Glaube nur (Nie bój się, wierz tylko). To zrobiło na niej ogromne wrażenie.

Budynek został całkowicie zniszczony – i raczej tylko w części naziemnej – długo po 1945 r. Część materiału po kaplicy leży do tej pory w jej pobliżu, część została wykorzystana przy budowie w latach 70. XX wieku niewielkiego budyneczku na pobliskim hipodromie, część natomiast zapewne rozkradziona. W ciągu tych lat jest raczej więcej niż pewne, że nikt nie badał w sposób profesjonalny podziemnej części budynku, do której wejście widoczne jest nawet na jednej ze starych pocztówek! Mało tego, Melitta Sallai twierdzi, że wśród porozrzucanych kamieni jest wąski otwór, którym można się jeszcze dziś do piwnicy spróbować wejść!

Pod tym kątem warto się zastanowić, czy podziemia kaplicy nie byłyby idealnym miejscem na skrytkę? Czy nie znalazłoby się tam miejsce na ukrycie cennych rzeczy? Może niekoniecznie „Portretu Młodzieńca” Rafaela, ale na przykład rodowych pamiątek lub innych cennych precjozów ze zbiorów rodowych lub tych, które zrabowane w Polsce, zostały zwiezione do Morawy? Pamiętajmy, że ostatnia właścicielka pałacu – Herta von Wietersheim-Kramsta była bardzo przedsiębiorczą, mądrą i oddaną rodzinie kobietą, która myślała o przyszłości w sposób racjonalny. Jak pisze we wspomnianej książce Robert Kudelski – „Opuszczając dom kazała pozostawić opróżniony i otwarty sejf. Poleciła również, by służba wyniosła z piwnic butelki z winem i inne produkty, które mogłyby skłonić Rosjan do rozgoszczenia się w jej domu. W ten sposób chciała uchronić pałac przed dewastacją”.

Niewielki budynek wzniesiony w latach 70. XX wieku na hipodromie w Morawie do którego budowy wykorzystano elementy z rozebranej kaplicy

Skrytka mogła zostać przygotowana niekoniecznie przez Hertę von Wietersheim-Kramsta. Mogła być ona przygotowana znacznie wcześniej, nawet bez jej wiedzy i w stosownym czasie wykorzystana. Oczywiście trudno twierdzić z całą pewnością, że w podziemiach kaplicy są ukryte jakieś rzeczy. Ale dopóki piwnice nie zostaną zbadane – bez względu na to, w jakim stanie się zachowały – chociażby ściany czy posadzka – nie można na pewno powiedzieć, że jest to niemożliwe.

Dzisiaj na obszarze, gdzie niegdyś wznosiła się kaplica, są porozrzucane jej fragmenty obrosłe mchem i porostami. Wyraźnie widoczna jest także jeszcze część ścian przyziemia. W jakim stanie są podziemia – trudno stwierdzić. A czy kaplica zastanie odbudowana? Marzena Muszyńska-Szwegler – dyrektor Fundacji Św. Jadwigi, do której należy teren parkowy i pałac mówi, że jest to marzenie Melitty Sallai, aby ją odbudować – niekoniecznie w pierwotnej formie – i udostępnić mieszkańcom Morawy jako obiekt sakralny. Potrzeba na to jednak dużych środków finansowych, których Fundacja póki co nie posiada. Można żywić tylko nadzieję, że jeżeli do tego dojdzie, kaplica przypałacowa w Morawie odsłoni swoje tajemnice. Zresztą nie tylko kaplica. Na pewną interesującą rzecz natrafiono całkiem niedawno także w samym pałacu. O tym jednak w drugiej części artykułu.

Andrzej Dobkiewicz (Fundacja IDEA)

(Podziękowania dla Rafała Wiernickiego z www.polska-org.pl za udostępnienie części ikonografii oraz dla Pani Aldony Struzik za nadesłaną pocztówkę.)

12 LIKES

Skomentuj jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Mission News Theme by Compete Themes.