Press "Enter" to skip to content

Hejnalista brudas

Funkcja hejnalisty była niegdyś nierozerwalnie związana z wieżą ratuszową w Świdnicy, a jednocześnie niezwykle ważną dla życia miejscowej społeczności. Wywodziła się zapewne od obecnego na wieży od najdawniejszych czasów strażnika, którego zadaniem było dozorowanie porządku w mieście i ostrzeganie o grożących miastu niebezpieczeństwach, związanych czy to z klęskami żywiołowymi czy z obecnością wrogich wojsk w okolicach miasta.

O obowiązkach hejnalisty miejskiego dowiadujemy się dzięki dokumentowi z 9 kwietnia 1599 roku, do jakiego dotarł jeden z najwybitniejszych historyków zajmujących się Świdnicą – Heinrich Schubert. Dokument ten wymienia powinności, jakie powinien spełniać nowozatrudniony hejnalista miejski Georg Schmidt (pierwszy, jakiego znamy z imienia i nazwiska).

Po pierwsze, powinien on codziennie o godzinie pierwszej bić w zwykły dzwonek i gdyby wybuchł pożar – od czego uchowaj Boże – czy byłoby to za dnia czy w nocy, powinien bić we wspomniany dzwonek oraz wywiesić flagę wraz z zapaloną latarnia w tę stronę, z której widać ogień. Po drugie, do jego obowiązków należy, aby zarówno w dzień, jak i w nocy, pełnił straż na wieży ratuszowej i dbał o to, aby każda godzina, zarówno w dzień, jak i w nocy została odtrąbiona. Po trzecie, powinien każdego ranka odtrąbić cały dzień. Po czwarte, on czterokrotnie w południe i pod wieczór wygrywać dobre motety, nie zaś piskliwe melodie. Po piąte, gdyby przybywali do miasta lub przejeżdżali przez jego teren obcy ludzie, powinien on za każdym razem dawać sygnał.

Wieża ratuszowa widziana od północnej wg rysunku Friedricha Bernharda Wernera (ok. 1758-1765 r.).

Świdniccy hejnaliści z różnym powodzeniem pełnili swoją służbę. Dzięki niezastąpionemu Schubertowi zachowały się informacje o skargach do rady miejskiej na niedostateczną kontrolę nad wieżą (1662 r.), nieodpowiednio nastawiany zegar i opieszałość strażnika (1670 r.), oraz że pozwala on sobie wieszać brudną pościel i inne rzeczy na balustradzie wieży (1761 r.). Z pewnością nie była to łatwa służba. Wymagała sporego zaangażowania i poświęcenia. Mogła też być niebezpieczna. Pod datą roczną 1594 kronikarze zanotowali przypadek, kiedy niezwykle silny wiatr wyrwał hejnaliście trąbkę z dłoni i zawlókł ją aż na ulicę Kapturową (dziś Franciszkańska). Ławkę na którą trębacz zwykł stawać, wiatr przerzucił przez balustradę i cisną w jeden z kominów.

Schubert wymienia z imienia i nazwiska w okresie od 1559 roku do 1770 roku szesnastu hejnalistów. Byli to: Georg Schmidt (1559 r.), Matthes Schneider (1559 r., 1601 r.), Georg Klose (1600 r., 1608 r.), Adam Fischer (1614 r., 1619 r.), Martin Netke (1622 r., 1631 r.), Martin Schneider (1682 r., 1688 r.), George Wenger (1684 r.), Michael Bernhardt Langer (1709 r.), Johann Georg Wenger (1720 r., 1727 r.), Bernhardt Langer (1736 r.), Anton Langer (1742 r., 1748 r.), Nathanel Graeve (1770 r.).

Trudno dziś z całą pewnością określić, kiedy funkcja hejnalisty, mającego czasami tez pomocników, pełniona była po raz ostatni. Zapewne zawód ten wygasł w połowie XIX w.

/drek/

3 LIKES

Skomentuj jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Mission News Theme by Compete Themes.