Press "Enter" to skip to content

Oblężenie Świdnicy w 1757 r. (cz. 2)

Ponad 250 lat temu wojska austriackie dowodzone przez Franza Leopolda hrabiego Nadasdy obległy i zdobyły twierdzę świdnicką.

Odchodząc od rekonstrukcji historycznej pierwszego oblężenia autorstwa Tielkego, który w swym dalszym opisie bardziej zajmował się sprawami militarnymi niż sytuacją w naszym mieście, przytaczamy w tym miejscu fragmenty z relacji świdnickiego rzeźbiarza Augusta Gottfryda Hoffmanna.


„31 października rozpoczęło się bombardowanie z aproszy Austriaków i trwało ono nieprzerwanie dzień i noc. Około godziny dziesiątej stanął w ogniu folwark jezuicki i spłonął wraz z całą ulicą Wodopojową (obecnie Wyspiańskiego). W pobliżu złożonych było kilkaset sążni drewna, które również zaczął obejmować ogień, jednakże wielkie jego ilości wrzucono do fosy miejskiej i zostały uratowane.

1 listopada rozpoczął się bardzo żywiołowy ostrzał i bombardowanie zarówno z dzieł fortecznych, jak i ze strony nieprzyjaciela. Eksplozje bomb zrywały bruk uliczny, a podcienia zostały pokryte gnojem. Na wieżę jezuicką wpadła przez okno prześwitu 30-funtowa ciężka kula armatnia i uszkodziła hełm wieży przy dzwonie. Przyczyna może leżeć w tym, iż wartownicy obserwowali z wieży obóz wojsk nieprzyjacielskich. Jednego z wartowników kula ta o mało nie zabiła.

Czterystu żołnierzy zostało zakwaterowanych w szkole i na cmentarzu [ewangelickim]. Bombardowanie trwało obecnie zarówno w dzień, jak i w nocy, i chociaż istniało stałe zagrożenie utraty zdrowia i życia, to ludzie chodzili po ulicach niczego się nie obawiając. Kule o wadze 30 funtów i bomby o wadze 150 funtów spadały raz tu, raz tam, rozbijając okna, przebijając i burząc szczyty kamienic. W sumie znajdowaliśmy się w stanie stałego zagrożenia zdrowia i życia. We wtorek jakoż w dzień Wszystkich Świętych, nieprzyjaciel podpalił karczmę stojącą przy zewnętrznej ulicy Kraszowickiej (obecnie ulica Nauczycielska). Pożar ten za pośrednictwem składu budowlanego leżącego pod bramą, przedostał się do Bramy Kraszowickiej i za jego sprawą spłonęła do fundamentów połowa ulicy Kraszowickiej (obecnie Trybunalska), cała ulica Rzeźnicka (obecnie Spółdzielcza), ulica Długa, Wysoka (obecnie Pułaskiego), Bednarzy (obecnie Teatralna), Poszewników (obecnie Przechodnia), Piotrowa (obecnie Bohaterów Getta), Siostrzana i Pańska, ponieważ nikt nie mógł go gasić, gdyż stale strzelano kulami zapalającymi i bombami. W ten sposób potęga ognia, podsycana dodatkowo straszliwym wiatrem, strawiła prawie całe miasto i nienaruszone pozostały jedynie Rynek, ulica Grodzka, Kotlarska, Ściętych (obecnie Franciszkańska) i Łukowa. 


6 listopada 1757 r. nieprzyjaciel podpalił folwark położony przed Bramą Strzegomską, przez co ogień rozprzestrzenił się na ulice Kotlarską, Grodzką i Łukową. Wiatr przeniósł ogień wysoko nad domami, tak iż zajął on wieżę kościoła franciszkanów. Spłonęła on w całości, tak iż pozostała tylko część z tego dużego kościoła. Przy okazji spłonęło kilka tysięcy korców owsa i wielkie ilości mąki.

9 i 10 listopada nieprzyjaciele strzelali do wieży ratuszowej. Od około południa wiedziano już, iż wszystkie strzały przeznaczone były dla tej wieży. Około godziny siódmej udało się im osadzić kulę zapalającą na najwyższym prześwicie wieży, a ponieważ była ona wykonana z łatwopalnego materiału, który przykleił się dosłownie do obu kolumienek, dlatego też w ciągu paru minut cała wieża stanęła w ogniu i spłonęła w przeciągu godziny. W czasie pożaru nieprzerwanie strzelano bombami i kulami w kierunku miejsca, gdzie widoczny był pożar i dlatego wszystko spłonęło, gdyż nie można było niczego ratować. Wody brakowało, gdyż spłonęły wszystkie domki studzienne, sikawki były niesprawne i w ogóle nie było ludzi do gaszenia ognia, sami oficerowie straży ogniowej bali się o swą skórę.


W ten sposób musieliśmy przetrzymać kolejne dwa ciężkie dni, ponieważ zarówno w czwartek, jak i w piątek, prowadzono nieprzerwany ostrzał, szczególnie w piątek, kiedy to bombardowanie i uderzenia kul zapalających stały się nie do wytrzymania, a wszystko to trwało do wieczora, do około godziny jedenastej. Potem nastała cisza, która trwała do około godziny pierwszej, kiedy to nieprzyjaciel rozpoczął natarcie. Naliczyłem jedenaście razy, kiedy to rozpoczynano kolejne szturmy, aż w końcu zdobyte zostały forty numer 3 i 4. Złe zachowanie oficerów, zdrada, dezercja i zbyt niewielka liczba załogi stały się przyczyną poddania twierdzy nieprzyjacielowi.

W sobotę mówiono o kapitulacji, iż mianowicie wszyscy oficerowie od generała w dół do stopnia kapitana mają stać się jeńcami wojennymi, ale po daniu słowa będą mogli odjechać na swe majątki ziemskie, zaś od kapitana do chorążego mają zostać rozbrojeni i wraz z pozostałymi żołnierzami garnizonu jako jeńcy wojenni zostaną odprowadzeni do Czech. Obecnie znowu znaleźliśmy się pod rządami cesarskimi, a nasze piękne miasto było ruiną i kupą zgliszcz. Nieszczęścia, strachu i biedy podczas oblężenia, które trwało przez 13 dni, oraz strat, jakie ponieśli przy tym mieszczanie, nie sposób jest opisać żadnym piórem. Jednakże fakt, iż w czasie tego posępnego i straszliwego bombardowania nikt nie zginął od kuli, przypisać należy dobrotliwej ręce boskiej, która chroniła nas i roztaczała łaskawą ochronę. Wyjątkiem był tu pewien powroźnik, któremu kula strzaskała obydwa kolana i musiał wskutek tego umrzeć, jak również syn pewnego pracza w pobliżu domów praczy.


Poza tym wielu innych ludzi zostało rannych i zabitych, jak na przykład pewna posługaczka u pana Ictciusa wraz z innymi osobami, którzy siedzieli i jedli przy stole. W tym momencie jedna z bomb przeszła przez tylną ścianę, ścięła owej kobiecie równiutko głowę, chociaż trzymała ona akurat dziecko na kolanach, a mimo to wraz z innymi ludźmi zupełnie ono nie ucierpiało. W Zaułku Bocznym zginęło 5 osób, a na moście Bramy Piotrowej pewnemu żołnierzowi odstrzelono nogi, podobnież pewnemu rannemu w lazarecie, któremu kula odcięła pół głowy, zaś pewien człowiek, który przechodził przez ulicę w pobliżu kamienicy „Pod złotym chłopkiem”, został zastrzelony. W dzień po zajęciu miasta zawalił się szczyt kamienicy „Pod anielskim pozdrowieniem”. Zginęło przy tym 18 osób, a 2 zostały ranne. Zawalił się również szczyt budynku u pana Andersa i zabił przy tym posługacza urzędu poboru akcyzy. Do katastrof budowlanych dochodziło jeszcze tu i tam, a ze względu na deszczową pogodę obawiano się więcej tego typu wypadków.

Wedle wypowiedzi bombardujących w kierunku miasta wystrzelić oni mieli od 16000 do 17000 kul i bomb. Żaden z domów nie został przy tym oszczędzony, wszystkie kościoły zostały ostrzelane, również kościół ewangelicki otrzymał wiele trafień, podobnież jak budynki szkolne i parafialne.”

Warunki, na jakich skapitulowała twierdza, podaje w swej rekonstrukcji nieoceniony dla ówczesnych dziejów Świdnicy saski kapitan Tielke. Napisał on między innymi:

„Warunki kapitulacji, jakie musiano wprowadzić w życie, były następujące:

1. Oblężeni domagają się, aby cały garnizon bez jakiegokolwiek wyjątku, mógł wolno odejść, i żeby każdy batalion mógł ze sobą zabrać dwie armaty polowe, a oprócz tych armat dodatkowo dwa moździerze, zaś dla każdej armaty po 120 kul, oprócz tego 60 patronów dla każdego piechura i huzara. Oprócz tego domaga się, żeby garnizon zachował całe swoje bagaże, i żeby wyrażono zgodę, iż czego nie można będzie zabrać z owych bagażów, zostanie zabrane w późniejszym czasie. Domagają się również, żeby załoga twierdzy mogła wyjść z miasta z rozwiniętymi sztandarami i przy dźwiękach muzyki [a zatem ze wszystkimi honorami].

2. Że oficerowie, którzy nie mają wystarczającej ilości koni, otrzymają ze wsi bez odszkodowania niezbędne konie zaprzęgowe do odtransportowania ich bagaży do Wrocławia, albo aż do Głogowa. Że w ten sam sposób odtransportowane zostaną bagaże oficerów z regimentu Kalkreitera, który wcześniej stacjonował w tutejszym garnizonie.

3. Że garnizon odeskortowany zostanie najkrótszą drogą do Wrocławia lub Głogowa.

Odnośnie punktów 1, 2 i 3. Pierwszy, drugi i trzeci punkt kapitulacji zostały całkowicie odrzucone. Żołnierze załogi twierdzy stają się jeńcami wojennymi.

Zezwala się wprawdzie załodze twierdzy na wymarsz z bronią w ręku i z rozwiniętymi sztandarami przez bramę Witoszowską, i przemaszerowanie przed obliczem armii Cesarsko-Królewskiej [austriackiej], lecz natychmiast potem ma ona złożyć broń. Wszystkie konie należące do huzarów mają zostać co do jednego oddane wraz z ich uprzężą i bronią, a następnie mają zostać przejęte przez kawalerię cesarsko-królewską [austriacką], i odkonwojowane być mają do Hradca Kralove i jeszcze dalej. Zezwala się zaś na zatrzymanie ekwipunku należącego do oficerów, którzy rzeczywiście należą do garnizonu twierdzy, podobnie gdy chodzi o tornistry podoficerów i szeregowców, wszystkie prośby dotyczące koni pociągowych zostają absolutnie odrzucone.

4. Żeby kasa wojenna, która znajduje się tutaj w celu aprowizacji regimentów, mogła zostać zabrana.

5. Odrzucone. W związku z tym wszystkie kasy królewskie pruskie, jak i regimentowe muszą zostać oddane cesarsko-królewskiemu komisariatowi wojennemu.

6. Żeby bataliony i szwadrony zostały zaopatrzone w chleb i furaż na sześć tygodni od dnia wymarszu.

Odnośnie punktu 5. Na stacjach, dokąd dotrą, będą zaopatrywane.

7. Żeby otoczono staranną opieką lekarską chorych i rannych, a w szczególności pułkownika Röbela, i opatrzono ich wszystkim tym, co niezbędne, również wówczas, gdy będą już rekonwalescentami, żeby otrzymali niezbędne przepustki i wysłani zostali do swych jednostek.

Odnośnie pkt. 6. Ranni będą otoczeni opieką, lecz są jeńcami, tak jak i pozostali żołnierze garnizonu.

8. Żeby wszyscy jeńcy wojenni, którzy zostali wzięci do niewoli, zarówno przed, jak i w czasie oblężenia, zostali wpisani na rachunek wymiany, albo aby zostali wymienieni za tych, którzy zostali wzięci do niewoli spośród naszego garnizonu tej nocy, głowa za głowę.

Ad 7. Zostaje odrzucony, a wszyscy jeńcy wojenni, którzy znajdują się na terenie Świdnicy, mają zostać wydani o godzinie 8 rano; tak samo za jeńców wypuszczonych na słowo honoru, którzy zostali pojmani w czasie jednej z wycieczek, mają zostać wydane rewersy.

9. Żeby zezwolono garnizonowi na posiadanie 10 zakrytych wozów, które w żadnym wypadku nie będą mogły być przeszukiwane.

Ad 8. Całkowicie odrzucony.

10. Żeby magistrat, jak i wszyscy pozostali urzędnicy królewscy zostali utrzymani na swych urzędach; ci, którzy wszakże nie będą chcieli pozostać i zechcą złożyć swój urząd, mogli wolno odejść i wziąć ze sobą swój majątek ruchomy.

Ad 10. Odrzucono, a ich los zależy od łaski Jej Wysokości mojej najłaskawszej Pani.

11. A ponieważ landrat jeszcze przed zamknięciem twierdzy został tu powołany przez komendanta twierdzy, a następnie nie został już z niej wypuszczony, aby w związku z tym i on mógł wolno odmaszerować, i udać się na wieś do swego majątku.

Odnośnie 10. Odrzucone, zaś landrat musi stawić się przed obliczem cesarsko-królewskiego komisariatu wojennego, jak również wiernie przekazać wszystkie archiwa, katastry, jak i pozostałe pisma, dotyczące zarówno miasta, jak i powiatu świdnickiego.

12. Żeby załoga garnizonu począwszy od tej daty, mogła pozostać tu jeszcze cztery dni, aby móc się przygotować do wymarszu.

Odnośnie pkt. 11. Wymarsz garnizonu nastąpi 14 listopada o godzinie 8.

13. Że natychmiast po zawartej kapitulacji cesarsko-królewskim oddziałom węgierskim oddana zostanie do dyspozycji jedna brama miejska.

Odnośnie pkt. 12. Brama Witoszowska i brama Dolna mają być oddane cesarsko-królewskim oddziałom dziś jeszcze.

14. Że przed wymarszem obecnego garnizonu do miasta nie zostaną wpuszczone żadne cesarsko-królewskie oddziały węgierskie, a tutejszy garnizon nie zostanie w żaden sposób znieważony.

Odnośnie pkt. 13. Królewskie pruskie oddziały nie zostaną niczym znieważone.

15. Że miasto nadal zachowa swe dotychczasowe przywileje, również religia ewangelicka będzie mogła być nadal bez przeszkód sprawowana.

Odnośnie pkt. 14. Zależy to jedynie od cesarsko-królewskiej łaski.

16. Komendant twierdzy przysięga na swój honor, że wskaże co do jednego wszystkie magazyny, jakąkolwiek nazwę by nosiły, jak również wszystkie miny twierdzy.

Odnośnie pkt. 16. Magazyny i kasy zostaną przekazane cesarsko-królewskiemu komisariatowi wojennemu dziś i jutro; artylerię przejmie cesarsko-królewski pułkownik artylerii, wszystkie rysunki, plany i mapy, jak i wszystko to, co dotyczy fortyfikacji, zarówno Świdnicy, jak i innych twierdz, czy należą one do Jego Wysokości Króla, czy też znajdują się pod inną władzą, zostaną złożone na ręce inżyniera-pułkownika, zarazem wskazane zostaną wszystkie miny i podziemia.

17. Żeby komendant otrzymał zgodę, aby zaraz po zawarciu kapitulacji mógł wysłać jednego oficera do Wrocławia, do Jego Książęcej Mości księcia von Bevern.

Odnośnie pkt. 17. Wyrażono zgodę.

18. W celu zachowania owej kapitulacji z obu stron wyznaczeni zostaną zakładnicy.

Odnośnie pkt. 18. Major pozostanie na zewnątrz jako zakładnik; za to z kapitanem odesłany zostanie cesarsko-królewski kapitan dragonów, zaś dokument kapitulacji musi zostać podpisany najpóźniej o godzinie 3.

Świdnica, 12 listopada 1757 r.

Franz harbia von Nadasti m.p.

Seers m p.

Warunki tej kapitulacji są wprawdzie bardzo ciężkie, i można by się było spodziewać lepszych warunków; jedyne, co nam obecnie pozostaje to oczekiwać lepszych czasów, obecnie proszę jeszcze Waszą Ekscelencję, aby zechciał pan wskazać miejsce przeznaczenia trzech generałów, i proszę, aby zezwolił im Pan, aby na słowo kawalerskie i oficerskie sami mogli się tam udać.

Seers m.p.”

Po podpisaniu kapitulacji Austriacy natychmiast zajęli obie bramy a 13 listopada przejęli wszystko na terenie twierdzy.

Tłumaczył Sobiesław Nowotny

2 LIKES

Skomentuj jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Mission News Theme by Compete Themes.