Press "Enter" to skip to content

Ojczulek Denke

Spread the love

Na przestrzeni dziejów zdarzają się historie, które większość społeczeństwa pragnie natychmiast wymazać z pamięci. Czy strach  jest w jakimś stopniu połączony z  mroczną częścią ludzkiej natury? Czy zwyczajny, bogobojny człowiek może okazać się rządnym krwi psychopatą? Przenieśmy się do Münsterbergu, obecnych Ziębic na Dolnym Śląsku, by sprawdzić kim był Ojczulek Denke.

12 lutego 1870 roku w Kalinowie Górnym (gmina Ziębice) przyszedł na świat Karl Denke, drugi syn stosunkowo zamożnego rolnika. Od najmłodszych lat sprawiał kłopoty wychowawcze. Nie pałał zainteresowaniem do pracy na roli, a mając zaledwie 12 lat uciekł z domu, do którego musiała go odprowadzić policja. W późniejszych latach podjął takich prób jeszcze kilka. W szkole należał do najgorszych uczniów i uznawany za opóźnionego w rozwoju. Mimo kłopotów z nauką ukończył szkołę, podejmując praktykę u ogrodnika. W wieku 25 lat zmarł mu ojciec. Gospodarstwo dziedziczył jego starszy brat, natomiast on sam za ojcowiznę, zakupił niewielkie gospodarstwo rolne wraz z ogrodem w Ziębicach. Okazał się jednak złym gospodarzem i szybko popadł w długi. Zmuszony do sprzedaży majątku, nabył w Ziębicach dom w którym zamieszkał, część przeznaczając na wynajem. Należała do niego jeszcze szopa i kawałek gruntu na którym urządził ogródek warzywny. Iście pragmatyczny gospodarz do którego los się uśmiechnął, nie na długo…

Sytuacja finansowa Denkego pogorszyła się za sprawą kryzysu i dewaluacji po I wojnie światowej. Ponownie zmuszony został do sprzedania swojego domu, co jednak nie miało wpływu na jego sytuację mieszkaniową Denke nadal zajmował te same pomieszczenia. Lokale obok były zagospodarowane przez innych lokatorów.

Karl Denke uchodził za bardzo prawego obywatela, zawsze skory do bezinteresownej pomocy – nie był mu obojętny los żebraków i bezdomnych, cieszył się nieposzlakowaną opinią. Stronił od alkoholu i wszelkich innych używek. Uważany był za spokojnego, zrównoważonego i bardzo pobożnego obywatela. Był typem samotnika – nie miał bliskich przyjaciół, stronił od towarzystwa kobiet, a z rodziną utrzymywał luźne kontakty. Dzięki ogólnemu zaufaniu jakim był obdarzony przez lokalne społeczeństwo, bez trudu uzyskał od władz pozwolenie na handel domokrążny. Zajmował się sprzedażą skórzanych pasków, szelek i sznurowadeł, dodatkowo handlował wyrobami mięsnymi i kościami. Nieźle wiodło mu się również w handlu plonami z własnego ogródka, otrzymał nawet przydomek „Rabarbarowego Króla”

Denke w dniu pogrzebu

W sobotę 20 grudnia 1924 r. do Ziębic przybył bezrobotny czeladnik stolarski Vincenz Olivier. Aby zdobyć pieniądze, rozpoczął żebraczą tułaczkę po okolicy, pukając od drzwi do drzwi. W swojej wędrówce trafił również do domu Karla Denke. Ten zaprosił go do siebie, oferując pieniądze za niewielką przysługę. Zadaniem Oliviera było napisanie listu do brata Denkego. Adolf, ty tłusty bebechu! Olivier słysząc te słowa roześmiany odwrócił się do dyktującego i wtedy otrzymał cios ciężką zaostrzoną motyką! Zaczęła się rozpaczliwa walka o życie, Olivier z trudem wyrwał motykę z rąk oprawcy, a jego krzyki ściągnęły mieszkańców domu. Denke zaś krzyczał, że to ów żebrak go napadł i próbował obrabować. Olivier mimo odniesionych ciosów zdołał udać się na pobliski posterunek, gdzie złożył relację z całego zdarzenia. 

Policjanci podeszli z dużym dystansem do zgłoszonej skargi, gdyż oskarżony został prawy współobywatel przez nikomu nieznanego włóczęgę. Komisarz wręcz z oburzeniem miał oświadczyć – Karl Denke i mord, to jest naprawdę śmieszne.

Oliviera zatrzymano i osadzono w celi więziennej, dopiero gdy wezwany lekarz potwierdził iż faktycznie osadzony został zaatakowany, a odniesione rany są tego dowodem, policjanci postanowili przesłuchać Denkego oraz jego sąsiadów.

Denke cały czas utrzymywał wersję o tym, że to on został zaatakowany przez Oliviera i że to on jest pokrzywdzony. Policja jednak zdecydowała się na zatrzymanie Denkego do wyjaśnienia całej sprawy. Bezskutecznie zresztą, bo  jeszcze tego samego dnia Denke powiesił się w swojej celi na… chusteczce do nosa. Strach przed odkryciem jego tajemnicy wziął górę!

22 grudnia 1924 r. rodzina Karla Denke wystąpiła do władz  o wydanie ciała samobójcy, chcąc sprawić mu pogrzeb. Dwa dni po tym fakcie policja udała się do domu Denkego celem zabezpieczenia mienia. Tego co tam odkryli nie oddałby najmroczniejszy koszmar.

W mieszkaniu i szopie odkryto licznie zgromadzone naczynia z peklowanym mięsem, odkryto również aparat do produkcji mydła obok którego leżały przygotowane do obróbki ludzkie kości. Na ścianie wisiały tuziny pasków, szelek i sznurowadeł z ludzkiej skóry. Znaleziono również kolekcję ludzkich zębów w ilości 420 sztuk.

W szafie zgromadzone były zakrwawione ubrania, a na parapecie i stole leżały papiery na różne nazwiska:

– Hermann Muller – karta zwolnienia z więzienia w Zielonej Górze

– Johann Thomalla- wypis ze szpitala w Strzelcach Opolskich

– Karl Seidel – kwity

– Kaspar Hubalem – kwity

– Adolf Salisch – cukiernik, książeczka wydana przez katolicki związek rzemieślniczy

Zabezpieczone, peklowane mięso przekazano do laboratorium kryminalistyki we Wrocławiu, a badania potwierdziły że było ono ludzkie i należało do kilku różnych osób. Liczba ofiar Ojczulka Denke (bo tak go nazywano) sięgała około 40 osób. Zdołano zidentyfikować tylko 20 z nich. Seryjny morderca rekrutował swoje ofiary z grup najuboższych – włóczęgów, bezrobotnych i żebraków.

Sąsiedzi Denkego byli przekonani o tym, że odgłosy rąbania i piłowania dochodzące z jego mieszkania były związane ze sprzedażą psiny, co nie było dziwne w owych czasach oraz  wyrobów mięsnych na wrocławskich targowiskach, gdzie handlował „peklowaną wieprzowiną bez skóry”…

Kiedy sprawa kanibala z Ziębic została po raz pierwszy opisana w prasie, społeczeństwo ogarnął… masowy „wegetarianizm”.

Historia Denkego została szybko wyciszona. Może obawiano się o gospodarkę gdyż sprzedaż wyrobów mięsnych głęboko się pogorszyła, a masarnie i rzeźnie zaczęły świecić pustkami. A może ludzie zwyczajnie bali się mrocznej natury kanibala… Spokojny, bogobojny sąsiad  okazał się krwawym mordercą… Karl Denke pochowany został 31 grudnia 1924r. w kącie cmentarza, pogrzebowi asystowała policja. Do dnia dzisiejszego motywy zbrodni jakich się dopuścił Denke nie zostały wyjaśnione.

Warto dodać, że szczegółowo, fascynującą w pewnym sensie historię Denkego opisała w swojej ostatniej książce Ten dom ma tajemnicę Joanna Lamparska.

Opr. Anna Czarna

Na podst.: Lucyna Biały, Z ciemnych kart historii Ziębic – masowy morderca i kanibal Karl Denke [in:] LITTERARIA Teoria literatury – Metodologia – Kultura – Humanistyka; Wrocław 2001 r.

16 LIKES

Skomentuj jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Mission News Theme by Compete Themes.