Press "Enter" to skip to content

Ruina skazana na… zniszczenie?

Spread the love

Czy jest szansa aby uratować pozostałości być może najstarszego w Świebodzicach kościoła pw. św. Anny w dzielnicy Pełcznica?

Mimo zaleceń i nakazów służb konserwatorskich o zabezpieczeniu obiektu i powstrzymaniu jego dalszej dekapitalizacji, niewiele się w tym względzie działo w ostatnich latach.

Pozostałości dawnego kościoła pw. św. Anny w świebodzickiej dzielnicy Pełcznica

Niewykluczone, że ruiny pełcznickiej świątyni mogą być pozostałościami najstarszego lub jednego z najstarszych kościołów na terenie dzisiejszych Świebodzic. Problem polega na tym, że jak dotąd nie odnaleziono w źródłach pewnej wzmianki o jego budowie. Jego średniowieczne losy też są owiane tajemnicą, a zamieszanie w zachowanych – w niewielkich ilościach – źródeł potęguje fakt, że wiele z nich może dotyczyć innego kościoła, który do końca lat 20. XX wieku należał do Pełcznicy – pw. św. Franciszka z Asyżu, a który został wzniesiony w I połowie XIII wieku. Pierwsza informacja o nim pochodzi z dokumentu wystawionego 30 sierpnia 1228 roku przez Henryka I Brodatego, na mocy którego przyznawał proboszczowi tutejszej parafii 2 wolne łany ziemi, a ponieważ proboszcz z powodu szczupłej prebendy opuścił tę miejscowość, książę dodał jeszcze 2 dalsze łany oraz czynsze z istniejących w tej okolicy młynów.

Do książęcego nadania dla świątyni pełcznickiej dołączył również miejscowy możnowładca Imbram Gniewomirowicz – właściciel okolicznych osad oraz bliski doradca księcia Henryka I Brodatego. Jest to o tyle ważna informacja, że właśnie Imbram wskazywany jest w niektórych opracowaniach jako inicjator budowy kościoła pw. św. Anny. Czy tak było rzeczywiście? Czy nadając ziemię dla kościoła św. Franciszka z Asyżu jednocześnie doprowadził jednocześnie do budowy drugiego kościoła – pw. św. Anny? Nie jesteśmy w stanie dziś stwierdzić, który z dwóch pełcznickich kościołów był starszy. Jeżeli pw. św. Anny – jaki był sens budowy w niewielkiej osadzie drugiej świątyni i to w krótkim stosunkowo okresie czasu? Jeżeli starszy był kościół pw. św. Franciszka z Asyżu, to być może rację ma świebodzicki badacz historii – Rafał Wietrzyński, że początków kościoła pw. św. Anny – (…) należy się doszukiwać jeszcze w wiekach średnich. Budowla ta miała być miejscem kultu nie tylko dla mieszkańców tutejszej osady, ale także dla wyrobników i służby dworskiej, zatrudnionych na zamku Książ. Być może kaplica ta powstała nawet z ich inicjatywy. Istniejące do dziś resztki murów świątyni dają się wskazywać na jej XIV- lub nawet XV-wieczne pochodzenie, jednak brak detalu architektonicznego przyczynia się do tego, iż trudno jest w dzisiejszych czasach wskazać dokładną datę jej powstania.

Według Doroty Wandrychowskiej, autorki programu prac konserwatorskich dla kościoła pw. św. Anny ten ostatni miałby być wymieniony źródłowo już w 1226 roku oraz w 1228 roku, kiedy wspomniano o jego walorach obronnych. Sęk w tym, że obydwa pełcznickie kościoły powstałe gdzieś na przełomie XII/XIII wieku posiadały funkcje obronne. Ich romańska forma posiadała kształt rotundy z niewielką prostokątną nawą, czasem niewielką wieżą.

Zapewne gdzieś w XIV/XV wieku kościół pw. św. Anny został przebudowany w stylu gotyckim i zapewne w takiej formie przetrwał zapewne najpóźniej do połowy XVII wieku. Tak bowiem jak nie znamy daty budowy kościoła, tak nie odnaleziono – jak na razie – w źródłach daty jego zniszczenia. I znowu w różnych opracowaniach rozstrzał dat sięga od I połowy XV do I połowy XVII wieku. Kościół miał bowiem zostać zniszczony już w okresie wojen husyckich (1419-1436) lub podczas wojny 30-letniej (1618-1648). Według innej wersji miał spłonąć po uderzeniu weń pioruna. W każdym razie pewne jest, że stan kościoła w 1666 roku, uniemożliwiał pełnienie wszystkich funkcji sakralnych. Kronikarz Epraihm Ignatius Naso wspomina jednak, że z kościoła parafialnego pw. św. Mikołaja odbywały się procesje do pełcznickiej świątyni, do której przypisana była wieś Froelichsdorf (obecnie Cieszów), tereny orne z dawnych nadań oraz inne dobra wiejskie. O tym, że świątynia pełniła jakieś funkcje świadczy fakt, że Naso wspomina o dwóch witrykach, a więc osobach świeckich współzarządzająca majątkiem kościoła lokalnego i troszczących się o jego utrzymanie i bieżące potrzeby – Michaelu Weissie i Johannesie Kellerze.

Korona zachowanych murów kościoła jest w bardzo złym stanie

Zachowane fragmenty świątyni pozwalają wysnuć nieco wniosków na temat jej konstrukcji i być może pierwotnego wyglądu. Zachowane ściany prezbiterium tworzy pięć boków ośmioboku, a samo prezbiterium nakryte było sklepieniem. Nie wiadomo, jak wyglądała nawa kościoła i z jakiego materiału była wzniesiona. Strzępia widoczne w zachodniej ścianie – przy przejściu łączącym prezbiterium z dawną nawą mogą świadczyć o tym, że była ona drewniana, co tłumaczyłoby fakt, że nie został po niej żaden ślad (uległa spaleniu?). W murze widoczne są też gniazda, w których niegdyś zamocowane były belki drewniane. Prezbiterium wykonano z kamieni polnych oraz częściowo obrobionych. Spojone zostały zaprawą wapienną. Mury wykonano stosunkowo starannie z przeplecionymi warstwami większych i mniejszych kamieni. Przy węgarach okiennych znajdują się przemurowania z cegły, pochodzące zapewne z przebudowy świątyni w XIV lub XV wieku. Jej wielkość i dość staranne wypalenie mogą sugerować, że wbudowane zostały pod koniec średniowiecza (w XV wieku), co eliminuje koncepcję zniszczenia świątyni już w okresie wspomnianych wojen husyckich.

Świątynia posiadała wyprawy tynkarskie od wewnętrznej i zewnętrznej strony, wykonane z grubaziornistego piasku. Tynki nie tworzyły powierzchni idealnie gładkiej a lekko pofałdowaną. W kilku miejscach zachowały się ślady pobielenia ich wapnem.

Przynajmniej od 300 lat budowla pozostaje w ruinie, jednak jej stan techniczny systematycznie się pogarsza. Zniszczenia dotyczą przede wszystkim korony zachowanych murów, które narażone są na działanie czynników atmosferycznych, w tym przede wszystkim wypłukiwaniem przez wody opadowe wapiennej zaprawy. Powoduje to, że z korony murów od wielu lat odpadają kolejne głazy. Na degradację spoin a co za tym idzie na spójność murów i ich rozsypywanie się wpływ ma także roślinność porastająca mury. Z tego też powodu mogące odpaść z korony głazy stanowią istotne zagrożenie dla ludzi, chociaż sam teren jest ogrodzony.

O ilości odpadających z korony murów kamieni świadczą ich usypiska w środku i na zewnątrz prezbiterium. Niestety, od lat ten arcyciekawy zabytek dzisiejszych Świebodzic nie może się doczekać prac konserwatorskich i zabezpieczających budowlę przed dalszym zniszczeniem. A szkoda, bo naprawa murów pozwoliłaby na uporządkowanie terenu wokół ruin, rozebranie obskurnego ogrodzenia z siatki i zagospodarowanie tego miejsca, jako jedną z ciekawszych atrakcji turystycznych Świebodzic, chociażby na wzór przeprowadzonej rewitalizacji murów miejskich.

Starą i zniszczoną tablicę z opisem zabytku chyba lepiej zdemontować, bo chwały miastu nie przynosi

Z informacji, jakie uzyskaliśmy w Urzędzie Miejskim Świebodzic wynika, że w ciągu ostatnich kilku lat nie przedsięwzięto żadnych poważniejszych prac zabezpieczających zabytek. Wcześniej rozebrano jedynie fragmenty ścian niewielkiej zakrystii. Poza doraźnym koszeniem trawy oraz składaniem na sterty odpadających z korony murów kamieni, niewiele się tu dzieje, mimo nakazów zabezpieczenia obiektu, jakie zostały wydane przez wałbrzyską delegaturę Dolnośląskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków.

W dniu 22 stycznia 2018 roku (jeszcze za kadencji poprzedniego burmistrza) DWKZ wydał pokontrolne zalecenia (kontrolę przeprowadzono 14 grudnia 2017 roku). Zobowiązano władze Świebodzic do wykonania zabezpieczenia korony murów oraz ich spoinowania, a także usunięcia samosiewów. Prace miały zostać wykonane do 31 grudnia 2018 roku. Niestety, korona murów nie została zabezpieczona. Czy usunięto z nich samosiejki nie wiadomo, dziś nadal bowiem porastają mury. Nie wykonano także uzupełnień spoin. Z otrzymanych z Urzędu Miejskiego dokumentów wynika, że dopiero 4 października 2018 r., po 10 miesiącach (sic!) ówczesny burmistrz Świebodzic zwrócił się do Dolnośląskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków o pozwolenie na wykonanie  prac konserwacyjnych i restauratorskich, w tym:

 – uporządkowanie terenu  i usunięcie nadmiaru ziemi zasłaniającej elewacje

 – zmycie i oczyszczenie murów

 – demontaż zagrożonych konstrukcyjnie górnych partii murów

 – uzupełnienie i przemurowanie korony murów

 – uzupełnienie zniszczonego spoinowania

 – konsolidację zachowanych fragmentów tynku

 – wykonanie pozostałych prac towarzyszących w tym archeologicznych, co pozwoliłoby być może na wyjaśnienie wielu zagadek związanych z kościołem pw. św. Anny

Decyzję zezwalającą na wykonanie prac DWKZ wydał niemal natychmiast, bo już 9 października 2018 roku. Ile z tych zaleceń zostało wykonanych do dzisiaj? Wystarczy pojechać do Pełcznicy i popatrzeć na pozostałości świątyni, które są wpisane do rejestru zabytków (A/5211/631). W zasadzie można stwierdzić, że pozbierane zostały kamienie, które spadły z korony murów tylko od frontu obiektu. Od tyłu nadal zalegają wśród śmieci i chwastów. W miarę systematycznie jest wykaszana trawa tylko od strony frontu i wewnątrz ruin. I to wszystko. Z niezabezpieczonych koron murów nadal odrywają się kamienie.

Czy w najbliższym czasie jest szansa na uratowanie zabytku przed dalszym niszczeniem? Jest to raczej wątpliwe. Po pierwsze pozwolenie DWKZ jest ważne do 31 grudnia 2021 roku, a więc jeszcze zaledwie niecałe pół roku. Po drugie podjęcie prac wymaga konsultacji architektonicznych, archeologicznych, sporządzenia kosztorysu tych prac itd. Jak na razie, gotowy jest tylko  ogólny program niezbędnych do wykonania prac – „Świebodzice/Pełcznica. Kościół św. Anny – mury w ruinie. Program prac konserwatorskich ratunkowo-zachowawczych”, przygotowany przez konserwator Dorotę Wandrychowską.  Po trzecie i chyba najważniejsze rada miejska Świebodzic, która powinna zabezpieczyć w budżecie środki finansowe na wykonanie tych prac jest pochłonięta głośną już w regionie wojną „polsko-polską”, która z pewnością nie sprzyja trzeźwemu osądowi wagi sprawy. Czy świebodziccy radni wzniosą się ponad podziały polityczne i coś w końcu zrobią w sprawie ruin po kościele pw. św. Anny? Czy są w stanie podjąć temat ale nie na płaszczyźnie walki politycznej a konstruktywnej dyskusji i konkretnych decyzji? Z pewnością świebodziczanie byliby tym mile zaskoczeni.

Andrzej Dobkiewicz (Fundacja IDEA)

9 LIKES

Skomentuj jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Mission News Theme by Compete Themes.