Press "Enter" to skip to content

„Strzała” z jeziora

Z pewnością wielu dolnoślązaków odwiedzających jezioro Bystrzyckie (gmina Walim, powiat wałbrzyski) pamięta niewielki statek kursujący po jeziorze, a potem przez wiele lat jego wrak, wyciągnięty na brzeg. Ta niewielka jednostka miała niezwykle ciekawą i mało znaną historię. Warto ją przytoczyć tym bardziej, że często mieszane są fakty związane z dwoma jednostkami, z których tylko jedna pływała po jeziorze Bystrzyckim.

„Pfeil” w Elblągu ok. 1912 r. jeszcze przed przebudową, która powiększyła długość jednostki z 18 do 26 metrów

Mały pasażerski statek motorowy o którym mowa, wybudowany został w 1911 r. w stoczni Franz Schenk & Co. w Elbing (dziś Elbląg). Pierwotnie miał 18 metrów długości, 3,07 m szerokości i 1,05 m zanurzenia. Wyposażony był 3-cylindrowy silnik wysokoprężny typu Deutz, wyprodukowany przez Gasmotoren Fabrik Deutz w Köln. Posiadał moc 24 KM, co zapewniało jednostce „spacerową” prędkość 15 km/godzinę. Załogę stanowiły zaledwie 3 osoby, a na pokład statek mógł zabierać 74 osoby.

Jednostka powstała na zamówienie elbląskiego armatora Hansa Schrötera i nazwana została „Pfeil”, czyli „Strzała”. Do ok. 1938 r. statek obsługiwał kilka tras turystycznych: Elbing-Marienburg (Elbląg-Malbork), Elbing-Hirschfeld (Elbląg-Jelonki) i Elbing-Baumgart (Elbląg-Ogrodniki). Pod koniec lat 30. XX wieku statek zakupił Eduard Freiwald z Tiegenhof (Nowy Dwór Gdański), który zlecił przebudowę jednostki. Przede wszystkim statek z początkowych 18 metrów osiągnął długość aż 26 metrów, co sprawiło, że w przebudowanych pomieszczeniach i na pokładach spacerowych mogła zostać podwojona liczba przewożonych pasażerów – do 150 osób! Zamontowano również nowy, prawie pięciokrotnie mocniejszy silnik o mocy 110 KM. Po dokonanej przebudowie motorowiec obsługiwał różne trasy, pływając po Kanale Elbląskim (wówczas nazywanym Warmijskim) i do Malborka i Gdańska.

Załadunek „Władysława Hibnera” na lory kolejowe w Porcie Miejskim we Wrocławiu (1968 r.)

Pod koniec wojny, wobec zbliżających się wojsk sowieckich, jednostka została zarekwirowana na potrzeby wojskowe. W 1944 roku uzbrojono ją lekką artylerię przeciwlotniczą i wykorzystywano jako okręt obrony przeciwlotniczej (Luftschutzboot). „Pfeil” (brak danych czy zmieniono mu wówczas nazwę) stacjonował najpierw przez krótki okres czasu w Gdańsku, a następnie we wrześniu tego roku został skierowany do Königsberg (Królewiec, Kaliningrad). „Pfeil” przetrwał potężne bombardowania miasta przez sowieckie lotnictwo i artylerię, które na początku 1945 r. zbliżyły się do miasta. Nie jest znana dokładna data, kiedy okręt opuścił Königsberg. Odbyło się to jednak zapewne podczas ewakuacji miasta, a na jego pokładach znajdował się tłum cywili lub wojskowych, uciekających przed sowietami. Okręt dotarł szczęśliwie do Gdańska przed 9 kwietnia 1945 r., tj. jeszcze przed kapitulacją hitlerowskiej załogi Königsberg. W Gdańsku „Pfeil” pozostał do końca wojny. Nie wiadomo, czy został zatopiony przez samych Niemców, czy w skutek działań wojennych. W każdym razie zatopiony w porcie gdańskim statek został wydobyty z polecenia Głównego Urzędu Morskiego. Jednostka nie była chyba zbyt mocno uszkodzona i nie wymagała dużego remontu. W 1945 r. polskie możliwości remontowe nie były zbyt duże, na pewno więc uznano, że jednostkę da się szybko i łatwo wyremontować.

„Władysław Hibner” na wiadukcie w Jugowicach (1968 r.)

W 1946 r. wyremontowany statek został przekazany Żegludze Gdańskiej został ochrzczony imieniem „Anna” i eksploatowany był przez Międzykomunalne Zakłady Komunikacyjne na trasie Gdańsk-Gdynia. Trwało to krótko, bo tylko do 1947 r. Awaria maszyny sprawiła, że z nową nazwą „Ewa” statek został na stałe przycumowany w Gdańsku, pełniąc funkcje… biurowe i jako przystań. W tej roli pozbawiona napędu jednostka eksploatowana była do 1948 r., kiedy zakupiona została przez Państwową Żeglugę na Wiśle w Gdańsku. Jej kolejny remont został przeprowadzony w Stoczni Rzecznej w Płocku, gdzie dokonano konserwacji kadłuba i wstawiono nowy silnik. Przebudowano także nadbudówkę i pokład spacerowy w wyniku czego ilość miejsc dla pasażerów zmniejszyła się do około 100. Statek otrzymał kolejną czwartą już nazwę – „Kołobrzeg” i skierowany został do obsługi trasy żeglugowej między Elblągiem i Ostródą.

„Władysław Hibner” na ulicy Głównej w Zagórzu Śląskim (1968 r.)

W 1949 r. jednostka została przekazana Państwowej Żegludze Śródlądowej we Wrocławiu Ekspozytura w Gdańsku, nadal jednak obsługiwała ruch pasażerski na Kanale Elbląskim. Wykorzystywana była także jako holownik. W 1951 r. jej nowym armatorem została Państwowa Żegluga na Wiśle, a statek otrzymał piątą nazwę w swojej historii – „Władysław Hibner”, upamiętniając polskiego komunistę, zabójcę dwóch osób (kilkoro zostało rannych) podczas próby zamachu w lipcu 1925 r. na agenta policji Józefa Cechnowskiego.

Do 1959 r. pływał na trasie Elbląg-Ostróda, a następnie na skutek zużycia maszyny został skierowany do stoczni remontowej, gdzie został ponownie przebudowany. Oprócz nowego silnika, po raz kolejny zmniejszyła się po tym remoncie liczba zabieranych pasażerów – do 68 osób. 1964 rok był ostatnim w historii statku, kiedy pływał po Kanale Elbląskim. Przez dwa lata jednostka była nieużytkowana, do momentu zakupienia jej przez Wrocławskie Zakłady Eksploatacji Kruszywa we Wrocławiu. Sprowadzony o własnych siłach do Wrocławia, pozostawał tu około 1,5 roku, być może odbywając rejsy po Odrze.

Przygotowania do wodowania statku na jeziorze Bystrzyckim (1968 r.)

W 1968 r. statek cumujący w Porcie Miejskim we Wrocławiu został przy pomocy suwnicy załadowany na specjalną lorę kolejową i tzw. Koleją Bystrzycką wysłany do Jugowic. Tutaj nastąpił rozładunek. „Władysława Hibnera” posadowiono na dwóch płaskich przyczepach holowanych przez ciężarówkę i następnie przez centrum Zagórza Śląskiego niezwykły transport dojechał nad Jezioro Bystrzyckie, gdzie został zwodowany na ułożonych nad brzegiem szynach.

Statek był największym wycieczkowcem, jaki pływał po tym akwenie, chociaż stosunkowo krótko, bo tylko do 1974 r. Początkowo był nadal eksploatowany przez Wrocławskie Zakłady Eksploatacji Kruszywa, które w Zagórzu Śląskim posiadało swój ośrodek wypoczynkowy. Ostatnim armatorem statku w latach 1972-1974 było Towarzystwo Krzewienia Kultury Fizycznej Ognisko przy Hucie Szkła „Wałbrzych”. Skrócono wówczas jego nazwę (szósta w historii jednostki) do samego „Hibner”.

Telegraf maszynowy z „Hibnera” i miejsce, gdzie niegdyś był eksponowany

W 1974 r. zły stan techniczny jednostki i brak możliwości a i chyba środków finansowych sprawił, że statek został wycofany z eksploatacji. Praktycznie porzucony, pozostawał jednak na wodzie, przycumowany do brzegu. Dopiero w 1985 r. wyciągnięty został całkowicie na brzeg tuż obok niewielkiej plaży, w pobliżu obecnego hotelu „Maria Antonina”. Ostatni, ocalały statek przedwojenny, wybudowany do obsługi żeglugi na Kanale Elbląskim nikogo nie interesował. Niszczał na brzegu, stanowiąc relikt minionych lat PRL. Niestety, nie zainteresowali się nim ani armatorzy z Pomorza, ani służby konserwatorskie. Nikomu nie przyszło do głowy aby wpisać statek do rejestru zabytków i uchronić go od zniszczenia. A to nastąpiło w połowie lat 90. XX wieku. W 1997 zakupiony przez prywatną osobę „Hibner” został pocięty na złom.

Do niedawna jedyną pamiątką zachowaną po przedwojennej „Strzale” był telegraf maszynowy, który wyeksponowany był w Zagórzu Śląskim na posesji przy ulicy Wodnej 4F. Niestety i on zniknął…

Andrzej Dobkiewicz

Fundacja IDEA

„Konrad” przed II wojną światową na Kanale Elbląskim (ok. 1935 r.)
Ex „Konrad” jako „Grunwald” na Odrze we Wrocławiu
(lata 60. XX wieku)

Dość często przedwojenny „Pfeil” mylony jest z podobnym statkiem, który przed wojną nosił nazwę „Konrad” i został wybudowany w 1927 r. dla znanego armatora z Ostródy Adolfa Tetzlaffa. Po przejęciu przez polskie władze w 1945 r. nosił nazwy „Orzeł”, „Hübner” „Jordan”, „Wł. Kniewski”, „Grunwald”, „Wagabunda” i ponownie „Grunwald. W 1957 roku został on sprowadzony do Wrocławia, gdzie pływał jako statek wycieczkowy po Odrze. Ciekawa historia związana jest z nazwą „Wagabunda”, która została nadana statkowi przez studentów warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Planowali oni odbycie rejsu europejskimi rzekami aż nad Ren. Statek został wyposażony w kuchnię i spiżarnię oraz 20 prycz dla załogi. Rejs nie doszedł do skutku na skutek protestu władz NRD, które nie zgodziły się na popłynięcie jednostki rzekami na jej obszarze, argumentując, że podpisana z Polską umowa tranzytowa obejmuje tylko statki towarowe. Ostatecznie w połowie lat 60. XX wieku ex „Konrad” wrócił na Pomorze, gdzie został pocięty na złom.

Dziękujemy za użyczenie zdjęć: polska-org.pl, Elbląska Gazeta Internetowa i Ryszard Kowalski.

9 LIKES

One Comment

  1. Danka Danka 17 grudnia 2019

    Bardzo interesujące, dobrze się czyta.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Mission News Theme by Compete Themes.