Press "Enter" to skip to content

Strzegom i… Bestia ze Wschodu

Meteorolodzy zapowiadają, że tegoroczny styczeń będzie mroźny i śnieżny szczególnie w jego drugiej połowie. Wszystkiemu ma być winien wyż z Syberii, który zbliża się do Europy – nazywany Bestią ze Wschodu. Wielbiciele sportów zimowych stwierdzą zapewne „nareszcie”, bo ostatnimi laty zima nas nie rozpieszczała. Chcąc uprawiać narciarstwo lub saneczkarstwo trzeba było się udać się w wyższe partie Sudetów, gdzie zazwyczaj w okresie zimowym nie brakowało śniegu i lekkiego mrozu. Natomiast w samym Strzegomiu (powiat świdnicki) lub na pobliskich stokach kompleksu Góry Krzyżowej trudno dziś dostrzec amatorów sportów zimowych.

Ponad 100 lat temu, sytuacja w Strzegomiu pod tym względem była diametralnie inna. Kończący się XIX wiek wprowadził modę na saneczkarstwo i narciarstwo.

Jak wynika z opisów historycznych sprzyjały temu zimy. W grudniu, styczniu i lutym bywały długie okresy mrozu, śniegu i nieraz pojawiało się słońce na bezchmurnym niebie. Wtedy liczni amatorzy sportów zimowych wybierali się na wszelkie możliwe miejsca, gdzie można zjeżdżać w dół na sankach. Moda zapanowała wśród mieszczan, robotników, kobiet, dzieci, młodzieży i nawet dorosłych wąsatych mężczyzn z fajkami w zębach. Damy w kapeluszach, w długich płaszczach, panowie również w strojach bardziej wizytowych niż sportowych zasiadali na saniach. Sanie były najróżniejsze: pojedyncze i wieloosobowe. Metalowe i drewniane. Z oparciami i bez, górskie z zakręconymi płozami do góry, jak rogi baranie, lub proste dwu, trzy osobowe. Przy sprzyjającej pogodzie zimowej, zabawę na sankach uprawiano od rana do zmroku.

Góra Świętego Jerzego i Góra Krzyżowa koło Strzegomia

Niejednokrotnie takie saneczkowanie odbywało się na pochyłych ulicach miasta. Dochodziło do przeróżnych kolizji, drobnych i większych stłuczeń. Władza miejska musiała jakoś zareagować, na tą nową modę, wprowadzającą pewien chaos na niektórych ulicach Strzegomia. Problem stał się tak ogólny dla całego Dolnego Śląska, że prezydent rejencji wrocławskiej w roku 1909 wydał zakaz zjazdów sankami ulicami miast i drogami publicznymi z powodu zbyt dużej ilości wypadków.

Na tej ogólnej fali fascynacji sportami zimowymi, w Strzegomiu w 1911 roku grupa mieszkańców powołała do życia strzegomskie Towarzystwo Sportów Zimowych. W hotelu Niemiecki Cesarz w Rynku (obecnie nie istnieje), przed którym stoi do dziś pomnik św. Nepomucena, 14 lutego tegoż roku, przy ogólnym entuzjazmie, kilkunastu strzegomian podpisało statut nowej organizacji. Władze miasta bardzo pozytywnie odniosły się do nowego związku.

Towarzystwo za swój główny cel działania wyznaczyło: wybudowanie i użytkowanie nowego toru saneczkowego na Górze Krzyżowej. Magistrat strzegomski, jak i bardzo liczni mieszkańcy odnieśli się do tego bardzo pozytywnie. Władze miasta uważały, że wybudowanie toru saneczkowego, rozwiąże problem z ulicami na których szalały gromady dzieci i dorosłych, zjeżdżających między innymi obecnymi ulicami Bohaterów Getta, Niepodległości, Bankową i wieloma innymi.

Stosunkowo szybko powstał projekt toru saneczkowego. Jego początek znajdował się koło góry św. Jerzego od strony południowo-wschodniej, na wysokości dawnej restauracji leśnej, następnie opadał w kierunku wieży ciśnień i kilkanaście metrów przed nią wirażem w prawo skręcał w stronę miasta, wzdłuż alei Lipowej. Zakończenie znajdowało się przy ówczesnym Zameczku Polowym (obecnie znajduje się w tym miejscu piekarnia E. Jańczaka). Długość całego toru wynosiła ok. 900 m. Jak na amatorski tor saneczkowy, to spora odległość. Jego wadą było zmniejszające się pochylenie w końcowej długości toru.

W okresie jesiennym 1911 r. ruszyły roboty ziemne przy budowie wałów ochronnych toru saneczkowego. Gazeta miejska Striegauer Anzeiger informowała 28 listopada 1911 r.: Tor saneczkowy jest gotowy!

Jak opisuje jeden z użytkowników ówczesnego toru saneczkowego: Sanie pędziły w dół i huczały już z daleka. Za chwilę następne i następne.  Życie na torze i obok, wrzało do późnych godzin wieczornych.

Związek Sportów Zimowych w Strzegomiu jako gospodarz toru wprowadził ulgowe przejazdy dla członków związku, a bilety dla uczniów i dorosłych z odpłatnością. Członkowie związku płacili składkę w wysokości 3 marek rocznie, ale pomimo coraz liczniejszej ilości opłacających, Towarzystwo od początku użytkowania toru miało kłopoty finansowe. Bilety i składki członkowskie nie pokrywały bieżących kosztów utrzymania oraz naprawy toru i dlatego związek zwrócił się do strzegomskiego magistratu, aby wspomogli Towarzystwo w roku 1913 na sumę 250 marek, celem uregulowania zaległości finansowych. Miasto przychyliło się do tej prośby i uregulowało bieżące długi Towarzystwa.

Tor saneczkowy na Górze Świętego Jerzego i strzegomianie uprawiający przed 100 laty sporty zimowe. Pocztówka z ok. 1918 r. (Kolekcja: Jacek Kałuża)

W roku 1915 Związek Sportów Zimowych w Strzegomiu informował o ulepszeniu toru i zachęcał do częstego odwiedzania toru saneczkowego. Niestety, okres I Wojny Światowej spowodował kryzys finansowy, a także doprowadził do znacznego ograniczenia działalności różnych towarzystw na terenie miasta, jak również Towarzystwa Sportów Zimowych. Zainteresowanie sportami zimowymi drastycznie zmalało zaraz po zakończeniu wojny.

W latach 20. XX wieku torem saneczkowym była zainteresowana już tylko młodzież szkolna. Nie naprawiany, przez lata popadał w ruinę i powoli przestano się nim interesować. Kryzys lat 20. XX wieku zakończył żywot pierwszego toru saneczkowego na Górze Krzyżowej.

W roku 2015 można jeszcze prześledzić pierwszy fragment toru od podnóża góry Św. Jerzego do wieży ciśnień.

W 1931 r. pojawił się nowy pomysł, aby reaktywować tor saneczkowy na Górze Krzyżowej, ale w nowym miejscu. Z takim wnioskiem wystąpił Urząd ds. Wychowania Fizycznego w Strzegomiu. Zadecydowano, że nowy tor saneczkowy powstanie na północnym stoku Góry Krzyżowej za restauracją górską. Teren nadawał się idealnie. Bardzo duży spadek terenu (40 m) i długość planowanego toru ok. 360 m, zapewniało dużą szybkość zjazdu, co znacznie podnosiło atrakcyjność obiektu. Decyzje zapadły szybko i miasto przy pomocy Biura Pracy w Jaworze zleciło wykonanie prac ziemnych i wycinkę drzew Ochotniczej Służby Pracy w Strzegomiu. Przewidywano, że koszt wstępny zamknie się w wysokości około 1.600 marek, ale prace przy torze przedłużyły się na 1932 i 1933 r. Prace kontynuowane były wraz z poprawkami aż do 1936 r., znacznie podwyższając koszty wykonania toru. Po obu jego stronach ułożono kanały odpływowe dla wody deszczowej, ponieważ ich brak powodował w okresie wiosennym i letnim nadmierne zmiany w strukturze ziemnej toru co zmuszało do corocznych napraw rynny toru. Ten ostatni był zabezpieczony po bokach wałami ziemnymi, opadający łagodnymi wirażami w dół, był wyjątkową atrakcją zimową Góry Krzyżowej.

W latach powojennych tor saneczkowy był nadal wielką atrakcją dla młodzieży, jak tylko obfity śnieg pokrywał Górę Krzyżową. Ale nie naprawiany, a nawet nie doglądany, od 70 lat popada w zapomnienie i powoli znika w poszyciu leśnym.

Ciekawostką jest, że w latach 30. XX wieku planowano wybudowanie skoczni narciarskiej, ale miasto wycofało się z tego pomysłu, ze względu na zbyt duże koszty, jak i nieodpowiedniego ukształtowania terenu. Ale entuzjaści narciarstwa zgromadzeni w nowo powstałym Bractwie Narciarskim (1935 r.) doprowadzili do wytyczenia prostego toru narciarskiego na zachód od toru saneczkowego, również na północnym stoku. Jeszcze do dziś w terenie leśnym widoczne są pozostałości po tym torze.

Edmund S. Szczepański

7 LIKES

Skomentuj jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Mission News Theme by Compete Themes.