Press "Enter" to skip to content

Świdnicki „Port” i popiersie sekretarza

Czy leżąca nad niewielką rzeką Bystrzycą – Świdnica, oddalona o blisko 400 km od najbliższego wybrzeża morskiego, miała kiedyś port?

Okazuje się, że… miała! Oczywiście nie w pełnym tego słowa znaczeniu. Nie było tu wielkich nabrzeży portowych, wielkiej ilości żurawi i suwnic. Ba, nie był to nawet port rzeczny.

Żuraw „Derrick” w świdnickim „Porcie” widziany od strony zakładu (Zbiory: Muzeum Dawnego Kupiectwa)

O „Porcie” pamiętają natomiast pracownicy nieistniejącej już Świdnickiej Fabryki Urządzeń Przemysłowych. „Portem” nazywali oni bowiem miejsce przeładunkowe na terenie zakładu, położone tuż nad samą rzeką Bystrzyca, obok bocznicy kolejowej. Jak wspominają byli pracownicy ŚFUP „Port” był wyposażony w żuraw portowy „Derrick”. Czy był to rzeczywiście żuraw portowy należy wątpić. Określenie tego żurawia, jako „portowy” należy raczej uznać za skojarzenie z obiegową nazwą, jaką określano miejsce jego usytuowania. Faktem jest jednak, że ta nietypowa konstrukcja została zamontowana w 1948 roku, jako element uzupełniający doprowadzoną właśnie na teren zakładu bocznicę kolejową. Żuraw służył przez następne ćwierćwiecze do przeładunku dużych ładunków z i na wagony.

Powódź w sierpniu 1964 r. Zatopiony „Port” i widoczny z lewej strony fragment żurawia „Derrick” (Kolekcja: Muzeum Dawnego Kupiectwa)

Żurawie masztowe systemu „Derrick” dzięki dużej prostocie ich konstrukcji oraz lekkości należały do najtańszych w eksploatacji. Składały się z kratownicowego masztu i wysięgnika połączonego przegubowo z masztem, osprzętu linowego z wielokrążkami do zmiany pochylenia wysięgnika oraz wciągarki do podnoszenia i opuszczania ładunków. Używane były masowo, również na nabrzeżach portowych. Czy jednak świdnicki „Derrick” miał pochodzenie „portowe” trudno dziś dociec. Faktem jest, że z jego historią wiąże się kilka ciekawych wydarzeń.

W 1955 roku został zdemontowany i ustawiony w obecnym Parku Centralnym, jako główny element powiatowej wystawy przemysłowo-rolniczej. Transportowano go przez wybudowany w tym czasie most na potoku Witoszówka przy ulicy Śląskiej. Uległ on zresztą uszkodzeniu pod ciężarem żurawia. 

Powódź w sierpniu 1964 r. Zatopiona brama „przeciwpożarowa przy „Porcie”. Z boku widoczne wielkogabarytowe elementy, jakie były tu składowane (Kolekcja: Muzeum Dawnego Kupiectwa)

Jak wspominał Wiesław Raszkiewicz, były pracownik ŚFUP, obok żurawia miało stanąć porcelanowe popiersie ówczesnego I sekretarza Komitetu Powiatowego PZPR – Edwarda Rajbera. Podobno jednak w trakcie wypalania popiersia, rozsypało się ono w piecu. Sam Rajber nie doczekał kolejnej okazji do zaprezentowania swojego popiersia, bo na fali „odwilży” 30 października 1956 roku na posiedzeniu Plenum KP PZPR potępione zostały metody jego „pracy”, a on sam odwołany z funkcji.

 – Innym wydarzeniem związanym ze ŚFUP-owskim żurawiem było doświadczenie przeprowadzone przez naukowców z jakiegoś instytutu w obecności dyrekcji i licznych specjalistów zakładowych. Chodziło wybuchowego próbę wybuchowego rozpęczania stożkowego dna do filtra „Stellara”. Coś poszło nie tak i siła wybuchu rozerwała pomocniczą osłonę blaszaną, której odłamki ponad głowami obserwatorów, rozprysły się na boki. Jeden z nich, siłą wybuchu owinięty w połowie pobliskiego słupa latarni, przypominał o tym jeszcze przez wiele lat – wspominał Wiesław Raszkiewicz.

Powódź w sierpniu 1964 r. Pracownicy ŚFUP próbują linami przymocować do brzegu olbrzymi, prawie całkowicie zanurzony pod wodą zbiornik, porwany przez wezbraną Bystrzycę
(Kolekcja: Muzeum Dawnego Kupiectwa)

W dniach 8-12 sierpnia 1964 roku miała miejsce powódź spowodowana wylaniem Bystrzycy. Żuraw „Derrick” zamontowany był nad rzeką, na obniżonym, dosyć szerokim nabrzeżu, przy wjeździe do starej hali montażowej W3. Podczas tej powodzi wezbrane wody rzeki uszkodziły zarówno elementy stojące w „Porcie” jak również sam żuraw. Kolejne duże wylania rzeki miały miejsce w latach 1965-1967. Powódź z 1966 r. spowodowała znaczne straty wśród składowanych w pobliżu materiałów i stalowych elementów wielkogabarytowych – zbiorników itp. – Pamiętam, że aby woda nie porwała ich w dół rzeki w kierunku mostu „żelaznego”, pracownicy ŚFUP z narażeniem życia stalowymi linami mocowali z brzegiem, leżące w wodzie elementy – wspomina Wiesław Raszkiewicz.

Wkrótce potem wezbrane wody Bystrzycy zalały maszynownię żurawia i zerwała umocnienia na przeciwległym brzegu rzeki, do której były zakotwione liny, usztywniające maszt żurawia. Wkrótce potem ŚFUP-owski „Port” przestał istnieć. Prawdopodobnie. uszkodzonego żurawia nie opłacało się już naprawiać. Funkcje składowe „Portu” przejęły liczne place magazynowe na terenie zakładu, obsługiwane przez dźwigi samojezdne. Żuraw „Derrick” został zdemontowany jeszcze w 1967 r. i zapewne złomowany. W pamięci byłych pracowników ŚFUP pozostała jednak piękna historia o „Porcie” i dźwigu portowym „Derrick”

Andrzej Dobkiewicz

7 LIKES

One Comment

  1. Sebastian Kalinowski Sebastian Kalinowski 2 listopada 2019

    Warto dodać ze nazwa żurawia Derrick pochodzi z XVII wieku od angielskiego kata Thomasa Derricka.
    Wykonał jako kat ponad 3000 egzekucji przez powieszenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Mission News Theme by Compete Themes.