Press "Enter" to skip to content

Świńska masakra sprzed 100 lat…

… czyli kryzys żywnościowy w latach 1914-1918.

Kiedy w 1914 roku kolejne kraje angażowały się do konfliktu, który potomni nazwali I wojną światową, żadna ze stron nie przypuszczała, że wojna potrwa cztery lata, zamiast kilku tygodni… no, może kilku miesięcy.

Żaden z krajów europejskich, walczących w tym konflikcie nie był przygotowany początkowo pod względem gospodarczym na tak długie i krwawe zmagania wojenne. Już w trakcie wojny starano się szybko przestawić gospodarkę na potrzeby wojenne i uruchamiać wszelkiego rodzaju rezerwy oraz prowadzić politykę oszczędzania surowców i żywności.

Kartka na mięso na okres od 13 listopada do 10 grudnia 1916 r.

Prezentowane poniżej dwie kartki żywnościowe – wydane w Świdnicy w 1916 roku – których ostatnio Świdnicki Portal Historyczny stał się właścicielem, są dowodem na ogromne problemy natury gospodarczej, z jakim borykało się Cesarstwo Niemieckie do którego wraz ze Śląskiem należała Świdnica. Ludności cywilnej szczególnie we znaki dał się gwałtowny spadek produkcji żywności, spowodowany między innymi mobilizacją i potężnym odpływem rąk do pracy w tej dziedziny gospodarki. Ogromnym problemem był także brak koni tak potrzebnych armii, a stanowiących przecież podstawową siłę pociągową na wsi. O ile jeszcze w 1914 roku problemy aprowizacyjne ludności cywilnej nie były jeszcze powszechne, o tyle już na początku 1915 r. zaczęto zdawać sobie sprawę z nadchodzącego kryzysu. O randze problemu niech świadczy fakt, że przy Ministerstwie wojny działał Wojenny Urząd do Spraw Wyżywienia (Kriegsnährungsamt). Jego niektóre decyzje o ile nie były absurdalne, to na pewno pogłębiły kryzys żywnościowy.

Kartka na mięso dla dziecka za okres od 13 listopada do 10 grudnia 1916 r., należąca do podpisanej na kartce Anny Kühnel

Na początku 1915 r. postanowiono na przykład wybić w całym cesarstwie ok. 9 milionów świń (niektóre źródła mówią o 5 milionach) z uwago na fakt, że miały stanowić w pewnym sensie „konkurencję” dla ludzi pod kątem spożycia ziemniaków i zbóż. Tzw. „Schweinemord” („Świńska masakra”) kompletnie nie spełniła pokładanych w niej nadziei. Po pierwsze nie przyczyniło się to do jakiejś poważniejszej oszczędności zbóż i ziemniaków, po drugie w trakcie 1915 roku zaczęto odczuwać braki mięsa, czego efektem było ogłoszenie jego reglamentacji na kartki takie, jak te prezentowane, a po trzecie zmniejszyły się zbiory w mniejszych acz bardzo licznych gospodarstwach na skutek powszechnie używanego do nawożenia… świńskiego nawozu. Późniejsze lata pierwszej wojny światowej na ziemiach Cesarstwa Niemieckiego to uporczywa walka z pogłębiającym się kryzysem w zakresie wyżywienia. Jak miał on przebieg i jak dotykał ludność cywilną? Prześledźmy to na przykładzie wspomnianej Świdnicy z której pochodzą obie prezentowane kartki żywnościowe.

Pierwszym symptomem nadchodzącego kryzysu w 1915 roku było wprowadzenie 8 marca kartek na chleb, które zaskoczyło mieszkańców. Wydanie zakazu wypieku ciast na Wielkanoc, która w tym roku przypadała 4 kwietnia wprowadziło ich w konsternację. To był jednak początek obostrzeń, które systematycznie się nasilały. W listopadzie 1915 roku odgórnie narzucono urzędowo dni bez mięsa i tłuszczu, co miało zaradzić brakowi mięsa wieprzowego spowodowanego wybiciem świń na początku 1915 r., a wobec niskich cen skupu żywca, także zmniejszoną ich sprzedażą przez rolników, co de facto pogłębiało braki na rynku. W kwietniu 1916 r. spowodowało to z kolei braki w zaopatrzeniu w mydło, które można było zakupić dopiero po oddaniu… kartki na chleb. W kolejnych miesiącach reglamentacja obejmowała coraz więcej artykułów spożywczych. Kartki wprowadzono na: cukier (10 maja), ziemniaki i mięso (19 czerwca), tłuszcz jadalny i masło (3 lipca), jajka (oraz mydło i odzież w sierpniu). Początkowo kartki drukowane były osobno dla poszczególnych rejencji i okręgów. Dopiero we wrześniu 1916 r. zostały one zunifikowane na terenie całej Rzeszy.

Miejska kuchnia na ulicy jednego z niemieckich miast, gdzie można było kupić posiłek

Aby przeciwdziałać groźbie głodu, władze zobowiązały przedsiębiorców do prowadzenia stołówek dla robotników i pozyskiwania do nich we własnym zakresie żywności. Powstawały także w miarę możliwości jadłodajnie miejskie. Taka kuchnia dla potrzebujących w Świdnicy powstała we lipcu 1916 r. w nieistniejącym już dziś domu przy obecnej ulicy Kazimierza Pułaskiego 20. Mimo podejmowanych działań rosło niezadowolenie społeczne. Pod koniec 1916 r. coraz częściej odbywały się demonstracje głodowe, w których uczestniczyły głównie kobiety z dziećmi.

Tragiczna okazała się zima 1916/1917. W listopadzie zabrakło w mieście ziemniaków, które próbowano zastępować sprowadzanymi w dużych ilościach brukwią, kalarepą i rzepą – stąd ten okres znany jest jako „rzepowa zima”, która na dodatek – z niewielki odstępami odwilży – była długa i ostra. Jeszcze na początku kwietnia spadło ponad 50 cm śniegu. Wiosną i latem 1917 r. sytuacja w zaopatrzeniu w żywność nie polepszyła się. Świdniczanie masowo wykorzystywali wolne kawałki ziemi pod różnego rodzaju przydomowe uprawy. Nawet na skwerkach miejskich, na przykład wokół Pomnika Bismarcka, sadzono warzywa. Niestety, często padały one łupem złodziei. Święta Bożego Narodzenia były bardzo smutne. Słodycze w jakiejkolwiek postaci były praktycznie nie do zdobycia, zabrakło nawet tradycyjnych pierników, z których przez wiele stuleci słynęła Świdnica i które były tradycją na wigilijnym stole. Na dodatek, na cztery dni przed Wigilią obniżono dzienną rację mięsa do 150 gram.

Tablica z herbem miasta w którą za opłatą można było wbijać gwoździe. Uzyskany dochód przekazano wdowom i biednym rodzinom żołnierskim. To jeden z przykładów wielu inicjatyw na terenie Świdnicy, która miała ulżyć jej najbardziej potrzebującym mieszkańcom. Herb ustawiono 13 lutego 1916 r. i do końca roku uzbierano 16 tysięcy marek.

Reglamentacja żywności spowodowała obniżanie jakości produktu finalnego. O ile produkcja żywności była jeszcze kontrolowana można było się nie martwić, ale niestety, powstawały masowo produkcje nielegalne, poza kontrolą Państwa, których produkty stanowiły zagrożenie dla zdrowia.

Wobec narastających braków poszczególnych towarów, świdniczanie – podobnie jak i reszta mieszkańców cesarstwa, musiała zadowolić się „ersatzami” – produktami „zastępczymi”.

Kiedy zabrakło tytoniu, jego namiastkę wyrabiano z liści bukowych z niewielką ilością prawdziwego tytoniu. Powszechnie jedzony był tzw. „chleb wojenny” („Kriegsbrot”), wypiekany z mąki ziemniaczanej. Zamiast jajek używano produktu z mielonej kukurydzy. W 1917 r. wszechobecne w jadłospisie stały się brukiew oraz rzepa, z której wyrabiano dżem lub marmoladę. Dzisiaj pewnie niewiele osób jadłoby takie „wynalazki”, chociaż na przykład ciasto z marchewki – które w latach wojny było niejako smutną koniecznością, obecnie ma spore powodzenie wśród osób preferujących zdrową żywność. Szacuje się, że dobrze rozwinięty przed wybuchem wojny przemysł chemiczny w Niemczech, w trakcie trwania konfliktu wprowadził do produkcji kilka tysięcy zastępczych produktów żywnościowych, w tym na przykład bezmięsne kiełbasy czy chociażby wspomniane wcześniej jajka z kukurydzy. Masowo spożywano także zamiast masła margarynę. Prowadzono także różnego rodzaju zbiórki, na przykład pestek z różnych owoców czy… fusów z kawy, które potem mielono i dodawano do… chleba (sic!).

Kolejki za chlebem. Smutna codzienność…

W 1918 roku niemiecka gospodarka żywnościowa była w strefie agonalnym. W Świdnicy w pierwszym półroczu przydział ziemniaków zmniejszył się o pół kilograma i wynosił już tylko 2,5 kg na osobę tygodniowo. Zapasów praktycznie nie było, więc za pół kilograma młodych ziemniaków, które pojawiły się w czerwcu, trzeba było zapłacić na targu 1 markę, zamiast urzędowo ustaloną maksymalną kwotę15 fennigów. Nadal brakowało mięsa, którego normę spożycia utrzymywano na poziomie 15 dkg tygodniowo (czerwiec 1918 r.), aby już w sierpniu zmniejszyć ją do 10 dkg tygodniowo. Wobec takiego stanu rzeczy, słynne sznycle wyrabiane były z… kalarepy, a po każdych dwóch tygodniach, w których można było spożywać mięso z przydziałów, ogłaszano tydzień z zakazem jego spożywania.

Do końca wojny zmniejszano także systematycznie przydziały chleba. O ile jeszcze w czerwcu 1918 r. norma wynosiła 2,5 kg na tydzień dla jednej osoby, o tyle w sierpniu już 2 kg, a we wrześniu 1,75 kg. Od 1 października piekarze obowiązkowo do masy wypiekanego chleba musieli dodawać 10 procent ziemniaków, co miało zaoszczędzić zużycie ziaren zbóż.

W tym miejscu warto przytoczyć ciekawostkę, że od samych świdniczan, zdecydowanie lepiej żywieni byli jeńcy alianccy, przetrzymywani w kazamatach dawnej twierdzy świdnickiej. Wynikało to z faktu, że otrzymywali oni pokaźne ilości paczek żywnościowych w ramach pomocy Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. Z końca wojny znane są opisy kwitnącego handlu wymiennego – oczywiście nielegalnego, na który patrzono chyba „przez palce” – między mieszkańcami miasta a jeńcami, którzy w zamian za jedzenie otrzymywali od świdniczan różne towary, jakich brakowało w obozach jenieckich. Ówczesne gazety donosiły także o nagminnym żebractwie pod obozami jeńców tej części miejskiej biedoty, która nie posiadała nic na wymianę. Niejednokrotnie dochodziło w tym wypadku do bójek i bijatyk o każdego rzuconego przez jeńców alianckich papierosa, konserwę, kawałek suchara itp.

Banknoty o wartości 100 milionów marek, wydane w 1923 r. w Legnicy i Wrocławiu

Zakończenie wojny nie przyniosło natychmiastowej poprawy. Owszem, wobec demobilizacji i powrotu mężczyzn do pracy na roli, produkcja roślinna i zwierzęca powoli rosły, ale na kolejnych latach cieniem pojawiła się potworna inflacja, która przez długi czas niweczyła jakiekolwiek próby uzdrowienia gospodarki Republiki Weimarskiej. W sierpniu 1914 r., w momencie wybuchu I wojny światowej, za 1 dolara płacono 4 marki. W 1920 r. dolar kosztował już 83 marki, w 1922 r. ponad 200 marek, w lipcu 1923 r. 100.000 marek, a rekord padł 1 grudnia 1923 r., kiedy za 1 dolara płacono… 6,7 biliona marek! Bochenek chleba kosztował w tym samym czasie milion marek. Robotnikom nierzadko wypłacani pensje dwukrotnie w ciągu dnia, a liczba banknotów jakie otrzymywali sprawiała, że napełniali nimi wielkie torby itp. Bezwartościowe banknoty nierzadko służyły do zabawy dzieciom, palono nimi w piecach, żebracy podobno nie chcieli przyjmować datków w nominałach mniejszych, niż 1 milion marek.

Konsekwencją kryzysu żywnościowego w latach I wojny światowej było w jakimś sensie osłabienie zdrowotne populacji ludności i to nie tylko na terenach dawnego Cesarstwa Niemieckiego, ale także w całej Europie. Pandemia grypy zwanej „hiszpanką”, jaka ogarnęła świat w latach 1918-1919, spowodowała według różnych szacunków śmierć od 25 do 100 milionów ludzi. W wygłodzonej Europie wirus miał świetne warunki do łatwego rozprzestrzeniania się, w fatalnych warunkach sanitarnych i wśród niedożywionej ludności. Ale to już inna historia.

Andrzej Dobkiewicz & Sobiesław Nowotny

Fundacja IDEA

6 LIKES

Skomentuj jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Mission News Theme by Compete Themes.