Press "Enter" to skip to content

Ufundowali pamiątkową tablicę

75 lat temu, 23 stycznia 1945 r. Sowieci wyzwolili największą filię obozu koncentracyjnego Gross-Rosen – podobóz Fünfteichen w dzisiejszych Miłoszycach. Tuż przed wkroczeniem jednostek Armii Radzieckiej, naziści w bardzo mroźnym styczeń ewakuowali pieszo do Gross-Rosen ok. 6.000 więźniów obozu. Ten „marsz śmierci”, przeżył co szósty więzień.

Członkowie Lokalnej Grupy Zwiadowców Historii na otwarciu wystawy poświęconej obozowi

I właśnie te tragiczne wydarzenia w ich 75. rocznicę upamiętniono 23 stycznia br. Po złożeniu wieńców i okolicznych przemówieniach pod pomnikiem ofiar, tuż obok zakładu w którym pracowali więźniowie, otwarta została stała ekspozycja poświęcona obozowi Pięć Stawów i jego więźniom. Na jej potrzeby zagospodarowano malutkie pomieszczenie w izbie historycznej jelczańskich zakładów. Znalazły się tu materiały udostępnione przez Muzeum Gross-Rosen i artefakty, które odnaleźli w miejscu gdzie znajdował się obóz i które przekazali do izby – członkowie Lokalnej Grupy Zwiadowców Historii. Tyle, że podczas uroczystości wspomniano o nich dość… zdawkowo.

Pamiątkowa tablica w miejscu, gdzie znajdował się obóz Fünfteichen

Tymczasem kilkuosobowa grupa mężczyzn, którym na sercu leży pamięć o obozie, w rocznicę jego wyzwolenia postanowiła ufundować (sic!) i ustawić na miejscu dawnego obozu, który znajdował się około czterech kilometrów od zakładów Kruppa – tablicę pamiątkową. – Ludzie nawet nie wiedzą, że był tu obóz. – Dziś już niewiele osób pamięta, że ginęli tutaj ludzie. Chcieliśmy to zmienić – mówi Piotr Kutela z LGZH. – Dziś jest to prywatny teren, na części stoją domy, a po obozie nie ma już praktycznie śladów – dodaje Piotr Kutela z Lokalnej Grupy Zwiadowców Historii, którzy regularnie znajdują pozostałości po miejscu kaźni. Twierdzą, że wystarczy przejść się tutaj, by znaleźć artefakty. – Nikogo to nie interesuje. To co znajdujemy, przekazujemy do izby historycznej jelczańskich zakładów.Chcemy, by pamięć o tym, co się tu stało, nigdy nie przeminęła – mówi Piotr Kutela, szef Lokalnej Grupy Zwiadowców Historii.

Andrzej Dobkiewicz

Zdjęcie lotnicze z 1944 r.
A – zakłądy Kruppa; B – obóz Fünfteichen
Baraki obozu Fünfteichen

Podobóz w Fünfteichen, dzisiejszych Miłoszycach powstał w 1943 roku kilka kilometrów od Wrocławia. Pomysłodawcą był Alfred Krupp, który dzięki powiązaniom z Hitlerem i NSDAP doprowadził do rozkwitu swoje imperium. W Jelczu zbudował potężne zakłady zbrojeniowe, w których produkowano na potrzeby wojny działa. Utworzenie filii obozu Gross-Rosen miało zabezpieczyć fabrykę w darmową siłę roboczą. Pierwsi więźniowie z KL Gross-Rosen trafili do Fünfteichen już w październiku 1943 roku. Wcześniej skierowano tutaj więźniów pobliskiego obozu pracy w Märkstadt. Jeszcze w październiku do obozu przeniesiono 600 polskich Żydów z Auschwitz-Birkenau. Szacuje się, że w Fünfteichen przebywało co najmniej 7 tysięcy mężczyzn różnych narodowości. Obok Polaków, których było najwięcej, więziono tu Żydów (polskich, węgierskich, czeskich), Francuzów, Belgów, Holendrów, Rosjan, Niemców, Czechów i Chorwatów. Oficjalne źródła podają, że zmarło tutaj nie mniej niż 2 tysiące osób. 21 stycznia wobec zbliżającej się radzieckiej ofensywy rozpoczęła się ewakuacja obozu. 6 tysięcy osób, które były w stanie iść, prowadzono bocznymi drogami do KL Gross-Rosen. Po czterech dniach do konzentrationslager dotarł co szósty z nich. Ci, którzy iść nie mogli, byli zabijani strzałami w głowę i ładowani na jadące za konduktem wozy. W Fünfteichen pozostało jedynie kilkuset niezdolnych do drogi więźniów. Zostawiono ich bez jedzenia i opieki na pastwę losu. 23 stycznia do obozu weszli sowieccy zwiadowcy. Nie można się dziwić, że uwięzieni potraktowali ich jak wyzwolicieli. Niestety, większość więźniów w tym czasie zmierzała już do Gross-Rosen, by za kilka dni wyruszyć w dalszą drogę w głąb Niemiec. 21 stycznia wobec zbliżającej się radzieckiej ofensywy rozpoczęła się ewakuacja obozu. 6 tysięcy osób, które były w stanie iść, prowadzono bocznymi drogami do KL Gross-Rosen. Po czterech dniach do konzentrationslager dotarł co szósty z nich. Ci, którzy iść nie mogli, byli zabijani strzałami w głowę i ładowani na jadące za konduktem wozy. W Fünfteichen pozostało jedynie kilkuset niezdolnych do drogi więźniów. Zostawiono ich bez jedzenia i opieki na pastwę losu. 23 stycznia do obozu weszli sowieccy zwiadowcy. Nie można się więc dziwić, że uwięzieni potraktowali ich jak wyzwolicieli. Niestety, większość więźniów w tym czasie zmierzała już do Gross-Rosen, by za kilka dni wyruszyć w dalszą drogę w głąb Niemiec.

4 LIKES

3 komentarze

  1. John Doe John Doe 24 stycznia 2020

    23 stycznia do obozu weszli sowieccy zwiadowcy. Nie można się więc dziwić, że uwięzieni potraktowali ich jak wyzwolicieli.
    ????????????

  2. Historyk Historyk 25 stycznia 2020

    Brawo, a czy piszący te słowa, zainteresował się tekstem istniejącym na tablicy? Są tam rażące wręcz błędy!!!! Tak nie upamiętnia się historii !!!

  3. Miłośnik lokalnej historii Miłośnik lokalnej historii 25 stycznia 2020

    Mówią, że kto nic nie robi ten nie popełnia błędów. Ale jak można popełnić je coś robiąc?
    Tablica jest, z bledami:
    1)”Maschinenfabriken” powinno być Maschinenfabrik.
    2) „Berha” powinno Berthawerk
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Mission News Theme by Compete Themes.