Press "Enter" to skip to content

Unikalne zdjęcia z KL Gross-Rosen

Unikalne zdjęcia z obozu KL Gross-Rosen ujawnił jakiś czas temu w swoich katalogach Instytut Pamięci Narodowej. Na jednym widać szczątki  niedopalonego w krematorium człowieka ze zawiązanymi z tyłu rękami, z  których zwisał łańcuch. Tak wyglądał obóz zaraz po wojnie.

70 lat od zakończenia II wojny światowej nadal nie wiemy, co działo się w jedynym obozie koncentracyjnym na Dolnym Śląsku przez kilka miesięcy dzielących zakończenie wojny i zasiedlenie tych terenów przez polskich mieszkańców. Czy uda się zapisać białą kartę i wyjaśnić kulisy strasznej zbrodni? Dotarliśmy do wyjątkowych materiałów.

Nadpalone szczątki więźnia na gruzach krematorium

Instytut Pamięci Narodowej 30 sierpnia ubiegłego roku wszczął ponowne śledztwo w sprawie zbrodni popełnionych na terenie byłego niemieckiego obozu Gross Rosen. Celem śledztwa jest ustalenie pełnej listy pokrzywdzonych oraz zweryfikowanie danych funkcjonariuszy i więźniów funkcyjnych, pełniących służbę w obozie głównym i jego filiach. A także ustalenie żyjących sprawców zbrodni i pociągnięcie ich do odpowiedzialności karnej. To ostatnie ze względu na upływ czasie będzie już raczej niemożliwe.  Podczas śledztwa poczynione zostaną także ustalenia dotyczące zasad organizacji i funkcjonowania KL Gross Rosen i jego filii, okoliczności pozbawienia życia więźniów, pełnej liczby ofiar, systemu pracy przymusowej, eksperymentów paramedycznych i doświadczeń na więźniach oraz okoliczności dotyczących likwidacji obozu.

Ten ostatni okres jest najbardziej dramatycznym momentem w historii obiektu. – Wiemy, że co najmniej do połowy kwietnia trwała ewakuacja lub próby ewakuacji więźniów z całego kompleksu Gross-Rosen (obóz główny i kilkadziesiąt jego filii) – mówi Barbara Sawicka, pracownik naukowy Muzeum Gross-Rosen.

Wiadomo, że ewakuacja była jedną z najkrwawszych kart obozu. – Zbliżający się front spowodował, że Niemcy chcieli ukryć ślady swojej zbrodni – mówi Katarzyn Pawlak-Weiss, wicedyrektor wałbrzyskiego oddziału IPN. – Już wtedy mieli świadomość grożącej im odpowiedzialności za to, co zrobili.

Komisja przeprowadzająca wizję lokalną na terenie Gross-Rosen

Więźniowie opuszczali obóz w kilku etapach. Najpierw do obozu głównego w Rogoźnicy pędzono ludzi z licznych filii położonych na wschód od centrali. Wiadomo, że pierwszy etap ewakuacji (ostatnia dekada stycznia 1945) odbywał się pieszo. Ludzie byli pędzeniu w środku zimy bez odpowiedniego ubrania, jedzenia i picia. To były regularne marsze śmierci, które pochłonęły tysiące ofiar. Ciała tych, którzy zginęli, były zostawiane w przydrożnych rowach lub grzebane w licznych zbiorowych mogiłach.

W efekcie szybkiego zbliżania się frontu wschodniego, gdy nie było już czasu na ewakuację pieszą, następny jej etap – z obozu głównego na zachód – odbywał się koleją. Więźniów ładowano na stacji kolejowej w Rogoźnicy w odkryte węglarki i wieziono w głąb Niemiec. Jeden z więźniów wspominał to tak: Gdy przejeżdżaliśmy przez miasta, musieliśmy się chować, by nie było wiadomo, że tam są ludzie. Węglarki były ostrzeliwane i kto nie zdążył się schylić, ginął.

W jednym z ostatnich transportów z obozu głównego wywieziono do KL Bergen-Belsen najciężej chorych z rewirów (1.000-2.000 ludzi). Zmarłych w ostatnich dniach funkcjonowania obozu wrzucono w szczeliny schronu przeciwlotniczego. Z zeznania jednego z więźniów wynika, że w opustoszałym obozie pozostało (do ok. 12 lutego 1945) specjalne komando, które miało „ukryć ślady” zbrodni i zniszczyć dokumentację obozową.

W 2017 roku na terenie obozu, w rowie przeciwlotniczym odkryto mogiłę zbiorową. Wydobyto z niej szczątki 92 osób. Ekshumację przeprowadziło Biuro Poszukiwań i Identyfikacji IPN, pod kierunkiem dr. hab. Krzysztofa Szwagrzyka.

– Wiadomo, że byli to pacjenci pobliskiego rewiru – mówi Katarzyna Pawlak-Weiss. – Jeden z najbardziej przejmujących widoków, jaki tam zobaczyłam, to szkielet człowieka, który miał pod pachą termometr…

Kim byli? Nadal nie udało się ustalić. W tej chwili wiadomo już jednak o możliwości istnienia na terenie dawnego KL Gross-Rosen kolejnych dwóch mogił zbiorowych.

Wychodząc z obozu zimą 1945 roku Niemcy zniszczyli też krematorium. Musieli to robić w wielkim pośpiechu, bo istnieją zdjęcia zrobione kilka miesięcy później, które pokazują, jak ze zniszczonego pieca wysypują się jeszcze ludzkie szczątki. To odkryte w archiwach zdjęcia Tadeusz Ignacego Rylskiego, fotografa i byłego żołnierza AK,  który na terenie obozu pojawił się po maju 1945 roku. Przyjechał tutaj razem z czołówką filmową działającą przy pełnomocniku Rządu RP na Dolny Śląsk. Te zdjęcia publikowaliśmy dla państwa jako pierwsi w ubiegłym roku.

Pozostałości wysadzonego w powietrze krematorium

Znalazł je w Archiwach dr Marek Jedynak z delegatury IPN w Kielcach, a przekazała nam wtedy Katarzyna Pawlak-Weiss. Na zdjęciach widać pozostałości wysadzonego krematorium, które funkcjonowało na terenie niemieckiego obozu koncentracyjnego, część oświęcimską obozu, przygotowaną pod koniec wojny dla więźniów KL Auschwitz, których tutaj przewieziono oraz ludzkie ciała. Zwłoki leżą ułożone pod płotem równolegle do siebie. Są nagie. Wtedy wydawało się, że są to jedyne zdjęcia, które pochodzą z tego okresu. Tymczasem w archiwach udało się nam znaleźć kolejne fotografie i informacje.

Wiadomo, że przez kilka miesięcy obóz stał prawdopodobnie pusty. Po zakończeniu wojny, jak większość obiektów, zajęli go Rosjanie. Co ciekawe, Armia Czerwona nie chciała wpuścić na teren obiektu polskich władz państwowych. Istnieją protokoły i sprawozdania członków Komisji Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce, które pokazują, jak traktowano jej członków. Podczas Dolnośląskiego Festiwalu Tajemnic organizowanego przez Joannę Lamparską na Zamku Książ wicedyrektor IPN Katarzyna Pawlak-Weiss ujawniła jeden z takich unikalnych dokumentów. Wynika z niego, że w sierpniu rozpoczęły się próby wejścia polskiej delegacji na teren obozu. Chcieli oni zabezpieczyć dokumenty i księgi zmarłych. Odmówiono im. – Pisali, że na terenie obozu panuje chaos, walają się dokumenty, widać, że są one palone – mówi wicedyrektor.

Udało nam się dotrzeć do jeszcze jednej relacji naocznych świadków z tego okresu. To grupa dziennikarzy, która jechała przez ten obszar do Wałbrzycha. Oto, co napisali: Czas ucieka, a my chcemy zatrzymać się jeszcze w Rogoźnicy, przed Strzegomiem. Niewinnie nazywa się teraz ta wieś czy osada. A to po prostu Gross-Rosen dobrze znany niemiecki obóz koncentracyjny. Już z daleka widnieją charakterystyczne wieżyczki strażnicze i wysokie ogrodzenia z kolczastego drutu. Warta żołnierzy radzieckich. Legitymujemy się jak dziennikarze. Zostajemy odesłani do dyżurnego oficera. Prosimy o pozwolenie obejrzenia obozu. Otrzymujemy je. Znałem już Majdanek. Tak, że nie wywarł na mnie wielkiego wrażenia. Gross-Rosen to po prostu obóz lubelski, tylko trochę mniejszy. Kilkadziesiąt budynków drewnianych, trochę poniszczonych, prycze poprzewracane. Budynek biurowy, jeśli tak można go nazywać, zawalony papierami porozrzucano w nieładzie po podłodze. Wśród nich sterty dokumentów różnojęzycznych. Przeważnie dowody osobiste (…) Naprzeciw baraku – symbol obozu – krematorium, obok olbrzymia sterta obuwia wszelkiego rodzaju, za krematorium stosy białego popiołu i wyprażonych kości, w otwartym piecu popioły ostatnich zagazowanych, których szczątków nie zdążono uprzątnąć. Ewakuacja obozu musiała nastąpić w szalonym pośpiechu, skoro nie zdążono uprzątnąć śladów zbrodni. Przygnębieni wracamy do auta.   

Prochy i szczątki skremowanych więźniów

Polska Komisja Badania Zbrodni Niemieckich też zabrała takie dane na temat obozu w 1945 roku, co więcej udało jej się dotrzeć do serii unikalnych zdjęć. Zostały one w styczniu tego roku upublicznione w archiwach. Fotografie wykonał kapitan Makowiecki, oficer łącznościowy wojewody dolnośląskiego (od red. wtedy jeszcze pełnomocnika). Najbardziej przykuwa uwagę to z nadpalonym szkieletem człowieka, którego ciała nie zdołano całkowicie spalić w piecu krematoryjnym. Ma on z tyłu związane łańcuchem ręce.  – Na zdjęciach widać ślady uderzeń, jakie zadano temu człowiekowi w głowę – piszą członkowie komisji. Podają też, że z krematoryjnego pieca wyciągnęli go czerwonoarmiści przed wysadzeniem obiektu. Ta kwestia wymaga jeszcze wyjaśnienia. Podobnie, jak to, co ze szkieletem tego człowieka się stało, kim był i z jakiego powodu został zamordowany. Zdjęcia człowieka musiały wywrzeć wstrząsające wrażenie. Został obfotografowany ze wszystkich stron.

– Ze spalenia tego człowieka w ostatniej chwili, ze śpiesznego wrzucenia go do pieca wraz z łańcuchem na rękach, dopilnowania procesu jego spalenia wnioskować należy, iż dokonano być może tego zabójstwa w ostatniej chwili i że zależało jego katom jeszcze na spaleniu tychże, lecz już tego wszystkiego dokonać dokładnie nie zdążyli – piszą członkowie komisji w lecie 1945 roku.

Na jednym ze zdjęć widoczne są też sterty obuwia, zresztą były one też widoczne już na zdjęciach Tadeusza Rylskiego, które upubliczniliśmy. Komisja była wtedy przekonana, że jest to obuwie ofiar obozu. Późniejsze zeznania więźniów wskazują jednak, że na terenie placówki istniało komando tkackie, które zajmowało się przerabianiem przywiezionego z zewnątrz obuwia na rzemyki – np. do karabinów. Praca w warsztatach trwała non stop i odbywała się w bardzo złych warunkach. Obok krematorium widoczne są też sterty, na których poukładane są podarte ubrania więźniów, które z obozu były wysyłane do innych zakładów, m.in. papierni w celu przerobienia ich.  

Obóz jest zniszczony, ale wyraźnie widać jego zabudowę, poszczególne części i baraki. Widać część główną, część oświęcimską, niemiecką, wnętrza baraków, poszczególne uliczki i wieże strażnicze. Na kolejnym zdjęciu widać też człowieka robiącego zdjęcia. Wyglądem przypomina wspomnianego  Tadeusza Rylskiego. Czy to może być ta sama ekipa?

Szczątki ubrań i być może samych więźniów

Udało się nam dostrzec także do akt pierwszego prokuratorskiego śledztwa, które toczyło się w sprawie obozu. Prowadził je świdnicki prokurator Wacław Regulski. Prokurator był też członkiem wspomnianej już  tu Komisji Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce, oddział we Wrocławiu i o swojej pracy informował wrocławski oddział. W aktach śledztwa zachowało się wiele bezcennych dokumentów. Prokurator skarżył się w nich ma władze radzieckie, które nie chciały komisji dopuścić na teren obozu. Akta ujawnione przez IPN potwierdzają to. Są w nich sprawozdania, w których Regulski podaje, jak jest odsyłany od komendanta obozu, do władz sowieckich w Jaworze, do samego marszałka Rokossowskiego. Jednak bezskutecznie. Prawdopodobnie polskiej administracji udaje się wejść na teren było obozu dopiero w 1947 roku. W tym roku upamiętniono uroczystości wkopania kamienia węgielnego na terenie KL. Czego już w sierpniu 1945 roku szukali Polacy na terenie obozu? Dokumentów. Bo dzięki nim można było ustalić prawdę i ukarać sprawców strasznej zbrodni. Niestety, to się nie udało.  Regulski dowiedział się jedynie, że znalezione materiały trafiły do Moskwy.  W czasie śledztwa udaje się prokuratorowi trafić na jeszcze bardzo ważny trop – ówczesnego sołtysa Rogoźnicy Jana Stachunia. Mężczyzna zeznaje, że miał w rękach  w 1945 roku oryginalne księgi obozowe. Znalazł je w pomieszczeniach dawnego urzędu  gminy i urzędu stanu cywilnego na terenie wsi. Były w nich zapisane nazwiska zmarłych w obozie od 1941 do 1944 roku!  Pięć ksiąg oddał  w ręce pracowników – nieznanych mu – Czerwonego Krzyża, którzy pojawili się u niego. Co się z nimi stało, nie wiedział. Nazwisk nie pamiętał. W 1946 roku sołtys znalazł kolejną księgę i 27 kartotek i oddaje je prokuratorowi Regulskiemu. Wtedy też opowiedział o  poprzednich odkryciach. Regulski szukał ksiąg w Katowicach, bo tam miały być wywiezione, ale nie znalazł. Trop prowadził do Krakowa, ale tu się urwał.

Poniżej, w galerii prezentujemy część z odnalezionych zdjęć. Kolejne, niebawem.

Agnieszka Dobkiewicz

14 LIKES

2 komentarze

  1. Paul Sławomir Paul Sławomir 16 sierpnia 2019

    W tym obozie szczątki się zachowały a w Auschwitz nie ?

  2. Bogdan Mucha Bogdan Mucha 16 sierpnia 2019

    Część z tych fotografii była już publikowana w książce Józefa Gielo, Gross-Rosen, wyd. Książka i Wiedza, 1970 Warszawa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Mission News Theme by Compete Themes.