Press "Enter" to skip to content

Sensacyjna ucieczka Anglików (cz. 2)

Podziemny tunel drążyli łyżką, a urobek wyciągali na powierzchnię w kubku, przymocowanym do sznurka. Ćwierć wieku przed słynną ucieczką alianckich pilotów ze stalagu Luft III w Żaganiu w marcu 1944 r. doszło do niemniej spektakularnej, a dziś całkowicie zapomnianej ucieczki angielskich oficerów z obozu dla jeńców w Świdnicy na Dolnym Śląsku.

Do ucieczki doszło w nocy z 19 na 20 marca, przed porannym apelem i sprawdzaniem stanu ilościowego jeńców. Nie wiadomo, czy przez tunel udało się wydostać wszystkim chętnym, czy tylko jakiejś części, wyłonionej w drodze losowania. Faktem jest, że obóz opuściło 24 oficerów. Niejasne są planowane kierunki ucieczki jeńców. Z relacji wspomnianego Turna Harkera jednoznacznie wynika jednak, że ostatecznym celem była neutralna Szwajcaria. Relacje zamieszczane w świdnickiej prasie sugerują, iż Anglicy uciekać mieli do Holandii. Być może uciekinierzy celowo rozdzielili się na mniejsze grupy, aby zmylić pościg i zwiększyć szanse powodzenia całego planu. Faktem jest, że część z nich ruszyła na północ, część natomiast w kierunku granicy z Austro-Węgrami.

Masowa ucieczka okazała się o wiele trudniejsza w realizacji niż początkowo to zakładano. Reakcja Niemców była natychmiastowa. Telegrafem poinformowano posterunki żandarmerii i policji, zaś w prasie śląskiej ukazały się wezwania do ludności o obowiązku natychmiastowego informowania policji na temat wszelkich podejrzanych osób, które kręciłyby się po okolicy. Do 22 marca zdołano schwytać 9 Anglików. Dwóch pierwszych pochwycił w pobliżu Modliszowa (ok. 7 km od miejsca ucieczki) tamtejszy leśniczy Weißhampel. Jego pies wyczuł zapach i złapał trop uciekających, doprowadzając po śladach do miejsca, w którym odpoczywali. Stało się to dwie godziny po zauważaniu w obozie braku 24 spośród jeńców. Kolejnego sprowadzono z Pieszyc (ok. 19 km). Dość ciekawego sposobu próbował użyć jeden z oficerów, który zamierzał wydostać się z miasta koleją. Ubrany z fantazją – na głowie miał kapelusz, jaki zwykle noszą artyści, w płaszczu prochowym, w czarnych lakierkach i z aktówką pod pachą, próbował po prostu wsiąść do pociągu i odjechać. Złapali go przedstawiciele straży dworcowej, na „których zrobił wrażenie bardzo eleganckiej osoby”. Na dwóch uciekinierów natknął się 21 marca około godz. 10 wieczorem w pobliżu nasypu kolejowego w Goczałkowie (ok. 25 km) wachmistrz żandarmerii König, który sprowadził ich pod bronią do Strzegomia, skąd odesłano ich do Świdnicy.

Do 28 marca w obozie brakowało już tylko zaledwie 2 z 24 oficerów, którzy zdecydowali się na ucieczkę. Ciekawostką jest fakt, że niektórzy z jeńców, którym udało się wydostać na „wolność”, sami postanowili wrócić do obozu internowania! Zmusiło ich do tego zderzenie z realiami  rzeczywistości za murami. Na zewnątrz nie mogli liczyć na jakąkolwiek już pomoc, co przy odległościach, jakie musieliby pokonać w zupełnie obcym kraju, było kluczowe. Istotną rolę odgrywać musiała przy tym pora roku – pamiętać należy, że na ucieczkę wybrano marzec, gdzie nie można jeszcze znaleźć pożywienia na polach, a zapasy zabrane na drogę nie mogły wystarczyć na długo.


Najdalej na zachód dotarło dwóch oficerów – porucznik T. G. Holley i podporucznik E. A. Copelland, należący do jednostek kanadyjskich, walczących w czasie I wojny światowej dla brytyjskiego Commonwealthu. Udało się dostać aż do Żar (ok. 161 km), gdzie pochwycił ich patrol tamtejszej żandarmerii. Obaj byli wyjątkowo dobrze wyposażeni, co zdumiało niemieckich funkcjonariuszy, a co potwierdza przypuszczenie, iż ucieczka była doskonale zaplanowana pod względem technicznym i dokonano jej przy znacznej pomocy z zewnątrz. Posiadali gumowane płaszcze przeciwdeszczowe, a w ich plecaku znaleziono ciastka, konserwy itp. jak również mapy, na których wytyczono dokładną trasę do Holandii. Rewizja osobista wykazała dodatkowo, iż każdy z nich posiadał przy sobie ponad 100 marek w gotówce. Celem przesłuchania odprowadzono ich do Sądu Rejonowego w Żaganiu, a stamtąd sprowadzono koleją do Świdnicy.

Kierunki południowy i częściowo zachodni okazały się dla zbiegów równie pechowe. Dwóch lotników angielskich pochwycono w Jedlince (ok. 21 km). Dwóch kolejnych w drodze do Jeleniej Góry, gdy próbowali przedostać się koleją w kierunku zachodnim. Nakryto ich na próbie wskakiwania do pociągu towarowego w pobliżu Marciszowa (ok. 45 km). Najdalej dotarło dwóch jeńców, wśród których znajdował się wspomniany Turn Harker. Doszli oni w okolice Hradca Kralove w Czechach (ok. 120 km), należących w owym czasie do Austrio-Węgier, gdzie ich aresztowano. Do końca wojny przebywali w jednym z austriackich, pilnie strzeżonych zamków, przerobionych na obóz internowania o zaostrzonym rygorze.


Przedsięwzięcie zakończyło się więc fiaskiem. Lokalna prasa niemiecka z dumą odnotowała 6 kwietnia 1918 r., iż  pojmano wszystkich zbiegłych jeńców świdnickiego obozu internowania. Podkreślano, szybką reakcję na liczne odezwy miejscowej ludności, która pomogła w złapaniu zbiegów.

Wszyscy  biorący udział w ucieczce Anglicy – z wyłączeniem dwóch, którzy zostali złapani na terenie Austro-Węgier – stanęli przed sądem. Zarzucono im, że ucieczka była niezgodna z obowiązującymi traktatami międzynarodowymi. Nie skazano ich na śmierć, tak jak to miało miejsce 26 lat później w odniesieniu do części uciekinierów z Żagania. Wszyscy powrócili do swej ojczyzny po zakończeniu I wojny światowej.

Niemcy potraktowali ucieczkę jako niepospolite wydarzenie. Zostało ono przez nich upamiętnione wydaniem kartki pocztowej, na której umieszczono zdjęcie wylotu z tunelu, którym dokonano ucieczki oraz budynek kawiarni Promenaden-Cafe, koło której go wydrążono. Pocztówka ta należy do jednej z najciekawszych i najcenniejszych, jakie kiedykolwiek wydrukowano na temat Świdnicy.


Miejsca związane z opisywanymi wydarzeniami częściowo zachowały się do chwili obecnej. Nie ma już budynku przy ulicy Spółdzielczej, mieszczącego obóz Lager II Schweidnitz, z którego uciekał kapitan William Crawshay Loder-Symonds. Obiekty, w których mieścił się obóz Lager I Schweidnitz przy obecnej ulicy Sprzymierzeńców, użytkowane są obecnie przez Schronisko i Zakład Poprawczy dla Nieletnich, chociaż w ciągu ostatnich kilku dekad rozebrane zostały drewniane baraki jenieckie i dawny kościół ewangelicki, jakie znajdowały się na terenie obozu. Jeszcze w latach 20. XX wieku, ze względu na zły stan techniczny, rozebrany został także budynek kawiarni Promenaden Cafe. W jego miejscu powstał przed II wojną światową Ogród Różany. Dziś teren jest całkowicie zaniedbany. Zachował się natomiast pierwotny układ skarp  oraz starych murów, okalających Schronisko i Zakład Poprawczy dla Nieletnich. Być może badania terenu w tym miejscu pozwoliłyby na dokładne zlokalizowanie miejsca, gdzie tunel został wydrążony. Obecnie park jest miejscem prowadzonej przez władze Świdnicy rewitalizacji, która będzie obejmować także miejsce z prawdopodobnym usytuowaniem tunelu. Wydaje się, że historia ucieczki Anglików ze Świdnicy, godna jest upamiętnienia, przynajmniej stosowną tablicą jako niezwykłe wydarzenie w dziejach miasta. Póki co można jedynie ubolewać, iż historia ta znana jest bardziej daleko poza granicami Polski niż w samej Świdnicy.

Sobiesław Nowotny, Andrzej Dobkiewicz

5 LIKES

Skomentuj jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Mission News Theme by Compete Themes.