Press "Enter" to skip to content

O dwóch takich, którzy mogliby zawstydzić wielu dorosłych

Spread the love

Swój wolny czas mogli poświęcić na spotkania z kolegami, grę na komputerze czy jakąkolwiek inną rozrywkę czy relaks. Z własnej inicjatywy postanowili jednak  wolne chwile wykorzystać na uporządkowanie starego, ewangelickiego cmentarza znajdującego się w Miłochowie (gmina Świdnica).

Ukryty przed ludzkim wzrokiem w kępie drzew, jakby ze wstydu, że przez 80 lat pozwalano na jego dewastację… cmentarz ewangelicki w Miłochowie

Cmentarz w tej miejscowości powstał w XIX wieku, na niewielkim wzgórzu, nieopodal drogi łączącej Pszenno i Mołochów. W tej ostatniej miejscowości nie ma parafii. Należała do parafii w Pszennie, ale wzrost liczby ludności spowodował, że postanowiono założyć nowy cmentarz ewangelicki. Na pewno istniał już 1888 roku. – Okazuje się, że we wrześniu 1888 roku grabarz kopiący grób na cmentarzu w Miłochowie natknął się przypadkiem na czaszkę wymarłego zwierzęcia, które z całą pewnością należało do rodzaju przeżuwaczy. Szczególnie dobrze zachowane były zęby zwierzęcia, które były znacznie większe od zębów wszystkich znanych w owym czasie gatunków przeżuwaczy. Wkrótce okazało się, że czaszka ta należała do wymarłego już gatunku tura (Bos urus), który to gatunek, jak widać, musiał dość często występować w dawnych czasach w tej okolicy. Niestety, nie wiadomo, co stało się z odnalezionymi szczątkami wymarłego zwierzęcia – opowiada historyk Sobiesław Nowotny.

Sam cmentarz ma kształt prostokąta o powierzchni około 0,3 hektara i położony jest w odległości około 300 metrów od Miłochowa. Na podstawie przeprowadzonej w latach 90. XX wieku wizji lokalnej uznano, że był w znacznym stopniu zapełniony. Najstarsza zachowana płyta nagrobna jaką zinwentaryzowano poświęcona była zmarłemu w 1918 roku Hansowi Hanke. Czy zachowały się wcześniejsze?

Dziś trudno to stwierdzić z całą pewnością. Po 1945 roku miłochowską nekropolię spotkał los podobny do setek innych, poniemieckich cmentarzy. Nieużytkowany, szybko stał się dla okolicznych mieszkańców i firm kamieniarskich źródłem wszelkiego rodzaju materiałów – od płyt piaskowcowych i granitowych po kute elementy żelaznych przęseł ogrodzenia, po którym z wyjątkiem podmurówki i kilku słupów nie ma już śladów. Niewiele pozostało także nagrobków. Największy – należący do Otto Hankego, bogatego gospodarza, mającego swoje dobra w Pszennie i Mirochowie okazał się zbyt duży, aby go ukraść czy zniszczyć.

Kuba Chybowski

Po samym cmentarzu chodzić jest niebezpiecznie. Pod porastającym go bluszczem kryją się pootwierane krypty grobowe do których łatwo można wpaść.

Na cmentarz można dotrzeć polną drogą. Kobietę z pobliskiego domu pytam, czy tędy na pewno dojdę do nekropolii. Pyta mnie po co tam idę. Tłumaczę, że umówiłem się z dwoma młodzieńcami, którzy ją porządkują. – A tak – potwierdza kobieta. – Przychodzą tu. Tacy grzeczni. Porządkują tam groby, wycinają samosiejki. Spokojni tacy. Gdy dochodzę do cmentarza wychodzi do mnie Cyprian Borowczyk i prowadzi na miejsce prac. Po chwili przychodzi także Kuba Chybowski.

Z dumą pokazują. – Na razie posuwamy się wzdłuż ogrodzenia. Te trzy groby oczyściliśmy pierwsze. Zachowały się jeszcze ozdobne obmurowania. Ale pomników z tablicami już nie ma. Znaleźliśmy tylko kilka fragmentów porcelanowych tabliczek z dobrze zachowanymi inskrypcjami, ale zbyt małymi, aby je zidentyfikować. Były porozrzucane i niekompletne – mówi Cyprian. Kuba jest mniej rozmowny, ale widać, że także dumny z tego co udało się już zrobić.

Biorę jedną do ręki. Schmiedemeister – odczytuję z fragmentu zachowanej porcelanki. Mistrz kowalski. Nazwiska jednak brakuje. Nieco dalej oczyszczone są pozostałości dużego grobowca po którym został tylko ceglany postument. Jeszcze dalej – kolejne pomniki. Bez tablic inskrypcyjnych, anonimowe…

Pytam chłopców skąd pomysł, żeby porządkować cmentarz. Jest tyle przyjemniejszych zajęć dla nastolatków.

 – Interesuję się genealogią – odpowiada Cyprian. – Moja rodzina pochodzi ze Kresów i gdy badałem jej losy okazało się, że na cmentarzach niewiele się zachowało. Dokładnie tak, jak na poniemieckich cmentarzach na Dolnym Śląsku. Kiedyś byłem na spotkaniu z historykiem w Pszennie i powiedziałem mu o tym cmentarzu. Powiedział, że jeżeli nas to interesuje, to uważa, że powinniśmy skrzyknąć kolegów i spróbować go uporządkować. Taka lekcja historii w terenie.  Na początku była nas kilku więcej, ale szybko zrezygnowali. Zostaliśmy we dwóch z Kubą – opowiada Cyprian.

Cyprian Borowczyk

 – I nikt Wam nie pomaga – dopytuję? – Nie. Czasem zaglądają tu jacyś mieszkańcy z Miłochowa, pytają się co tu robimy, czasem zdarzy się, że coś opowiedzą. Ale nie, sami wszystko robimy. Wycinamy krzewy, odchwaszczamy groby. Praca ciężka, ale kiedy spod warstwy zieleni wyłaniają się kolejne groby, mamy dużą satysfakcję – dodaje Cyprian.

Nie przeszkadzam im. Ruszam w głąb cmentarza, którego tajemnicę skrywa gruba warstwa bluszczu, poprzerastanego krzewami, a miejscami obalonymi przez wichury starymi drzewami. Ostrożnie stawiam kroki, bo w każdej chwili mogę trafić na odkryty grobowiec. Tu i ówdzie wzgórki ziemi przykryte liśćmi i bluszczem oraz fragmenty kamieniarki z grobów przekonują, że ziemia kryje jeszcze wiele tajemnic. W rogu cmentarza, przy jednym ze słupów widoczne są ślady całkiem świeżego kopania. Dość duży fragment rozkopanej ziemi to zapewne efekt nielegalnych poszukiwań eksploratorów. Czy coś znaleźli?

Na szczęście prowadzenie prac poszukiwawczych czy archeologicznych obu chłopców nie interesuje. Oni po prostu wzięli się za porządki.

Nieco dalej widoczny rząd kilku, a może kilkunastu niewielkich słupków z numerami. To oznaczenia kolejnych grobów, które nie interesowały szabrowników i szczęśliwie się zachowały. Wskazują miejsca zapewne ziemnych pochówków, bo nie widać żadnych śladów kamieniarki. Nieco dalej samotny, żelazny krzyż, który cudem się zachował, a kilka metrów dalej kolejny, przewrócony krzyż, tym razem kamienny.

Gdy patrzę w zadumie na to, co my, przybyli na te ziemie zrobiliśmy z takimi nekropoliami, od razu przychodzi na myśl to, co stało się z polskimi cmentarzami na kresach wschodnich. Czy jest to jakaś prawidłowość, czy to ma jakiś sens? Z zadumy wyrwał mnie głos Cypriana. – Znaleźliśmy kolejny nagrobek! – informuje Cyprian.

Przedzieramy się na miejsce przez chaszcze. Rzeczywiście, jest! Obok największego zachowanego pomnika, spod warstw bluszczu i wyciętych krzewów na powierzchni pokazała się duża płyta z inskrypcją. Częściowo wystaje nad ziemię, większy fragment jest jednak skryty w zalegającej pod spodem otwartej komorze grobowej. Ktoś pewnie próbował ją do niej wrzucić, ale nie wystarczyło mu sił. Paul Hanke, 1866-1918. Pewnie rodzina Otto Hankego, którego pomnik znajduje się tuż obok.

Płyta jest zbyt duża, aby chłopcy mogli ją wyciągnąć i ustawić. Oczyszczają ją tylko i na razie zostawiają w takim ułożeniu jak znaleźli.

 – Będziecie porządkować cmentarz dalej? – pytam. – Tak chcemy. Na razie wzdłuż ogrodzenia, potem może zajmiemy się środkiem. Tylko te zawalone pnie drzew będą przeszkadzać – dodaje Cyprian.

Żegnając się z chłopcami i idąc polną drogą w kierunku pozostawionego przy skrajnym domu we wsi samochodu zastanawiam się, czy wystarczy im samozaparcia? Czy ich inicjatywa i zapał nie zostaną ostudzone przez obojętnych na to co robią – dorosłych. Zastanawiam się czy znajdą się chętni, żeby im pomóc? Sołtys i rada sołecka Miłochowa? A może skrzyknie się kilku mieszkańców wsi i pomoże dwóm piętnastolatkom? Bo czy aby na pewno miłochowianie nie są historii coś winni? Na historię jest mocno wyczulony nowy wójt gminy Świdnica – Bartłomiej Strózik. Zadzwoniłem do niego. Opowiedziałem mu o dwóch młodych ludziach, którzy swoją postawą, mogą zawstydzić wielu dorosłych.

Andrzej Dobkiewicz

Ich bin die Auferstehung  und das Leben, wer an mich glaubet,  der wird leben, ob er gleich stürbe. 

Hier ruht in Gott unser geliebter Gatte und treusorgender Vater, der Erbscholtiseibesitzer

Paul Hanke

geb. d. 25. Dezember 1867

gest. 4. Mai 1918. 

Ja jestem zbawienie i życie, kto wierzy we mnie, choćby i umarł, żyć będzie. 

Tu spoczywa w Panu nasz ukochany małżonek i troskliwy ojciec właściciel sołectwa dziedzicznego 

Paul Hanke 

ur. 25 grudnia 1867

zm. 4 maja 1918 r.

11 LIKES

One Comment

  1. Lea Chaja Lea Chaja 10 lipca 2024

    Cmentarz to miejsce ciszy zadumy i ludzi tu pochowanych – miejsce przyszłego powstania z martwych gdy przybędzie Meszijah. Wszędzie i każde cmentarze winny być szanowane bez względu na wiarę i wyznanie. Degradacja ich świadczy o braku kultury i braku wiary, świadczy o upadającym człowieczeństwie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Mission News Theme by Compete Themes.