Szczątki ostatniego niemieckiego żołnierza, który rzekomo miał zginąć w katastrofie lotniczej w styczniu 1945 roku, a którego grób zachował się do dziś na cmentarzu w Witoszowie Dolnym (powiat świdnicki) zostały w czwartek 13 sierpnia ekshumowane.
O temacie pisaliśmy obszernie tutaj: Katastrofa niemieckiego samolotu transportowego pod Witoszowem, po raz pierwszy odkrywając szczegóły sprawy.

Przypomnijmy. W styczniu 1945 roku na polach między miejscowościami Witoszów Dolny i Słotwina – dziś w pobliżu tego miejsca powstaje rondo na Drodze Krajowej nr 35 – rozbił się niemiecki samolot transportowy Junkers Ju-52. Powielane informacje mówiły o tym, że w katastrofie zginęło jedenastu transportowanych samolotem żołnierzy. Tyle, że samolot miał się rozbić 4 stycznia, a daty śmierci pochowanych w Witoszowie Dolnym żołnierzy to 12 i 15 lutego. Do tej kwestii za chwilę wrócimy.
Żołnierze pochowani zostali na dawnym cmentarzu ewangelickim w Witoszowie Dolnym, obok dwóch innych żołnierzy, którzy zginęli w 1942 roku, a prawdopodobnie byli mieszkańcami Witoszowa Dolnego lub którejś z okolicznych wiosek, gdzie nie było cmentarza.
Wbrew powielanym w różnych publikacjach informacjom, szczątki tych żołnierzy nie zostały ekshumowane i przetransportowane w rodzinne strony pod koniec wojny. Ich groby, co potwierdzają wspomnienia mieszkańców Witoszowa Dolnego i zachowane były jeszcze wiele lat po wojnie. Opiekowała się nimi między innymi autochtonka, która po wojnie pozostała w Witoszowie – Waltraut Penderak. Jak wynika z archiwalnych dokumentów, 11 grobów było zachowanych jeszcze w 1951 roku. Wiadomo także, że z niektórymi rodzinami żołnierzy Waltraut Penderak utrzymywała kontakt, między innymi z krewnymi Adama Sauera, mieszkającymi w Darmstadt.
W ciągu kolejnych lat groby były systematycznie likwidowane, być może nie dbano już o nie lub po prostu zapomniano, kto w nich leży pochowany. Faktem jest, że – jak mówi jeden z mieszkańców Witoszowa Dolnego, który był na cmentarzu podczas ekshumacji – gdy przygotowywano w tych miejscach nowe groby, natrafiano na kości i elementy żołnierskiego wyposażenia, które zbierano do worków i wkopywano głębiej do przygotowywanych grobów. Z 13 w sumie mogił, jakie znajdowały się na witoszowskim cmentarzu ocalała tylko jedna – Adama Sauera. W obiegowej opinii miał on być pilotem Junkersa, który uległ katastrofie, ale to nie prawda. Był podoficerem 5. Kompanii 98. Pułku Grenadierów Pancernych (znana jest treść z jego nieśmiertelnika – „Adam Sauer. 98-Stkp.Pz.Gr.Ers.Btl.5”). Na ziemnej mogile zawsze stały kwiaty i paliły się znicze, kilka lat temu ktoś wykonał nowy krzyż z tabliczką.

I to szczątki Adama Sauera w czwartek 13 sierpnia ekshumowali pracownicy z Pracowni Badań Historycznych i Archeologicznych POMOST, zajmującej się poszukiwaniem grobów żołnierzy niemieckich, poległych w Polsce i współpracującej z Niemieckim Ludowym Związkiem Opieki nad Grobami Wojennymi (Volksbund Deutsche Kriegsgräberfürsorge). W ostatnich kilkunastu miesiącach na terenie powiatu świdnickiego ekshumowali on między innymi szczątki żołnierzy z Tomkowic (gmina Strzegom), gdzie zidentyfikowano 72 pochówki żołnierzy poległych między innymi w walkach o Strzegom wiosną 1945 roku (czytaj tutaj: Kolejne ekshumacje żołnierzy w powiecie świdnickim. Zlokalizowano 72 pochówki, Ekshumacje w Tomkowicach), a których ekshumacje przeprowadzono pod koniec 2025 i na początku 2026 roku. Wcześniej, w październiku 2025 roku ekshumowano 32 żołnierzy niemieckich, którzy zostali pochowani na nieistniejącym dziś cmentarzu ewangelickim w Słotwinie, obecnie ten obszar znajduje się w granicach Świdnicy. Ci żołnierze zginęli natomiast w katastrofie innego samolotu transportowego Junkers Ju-52, który rozbił się pod Świdnicą w marcu 1945 roku (czytaj tutaj: Zapomniane lotnisko, katastrofa samolotu i ekshumacja żołnierzy w Świdnicy (cz. 1), Zapomniane lotnisko, katastrofa samolotu i ekshumacja żołnierzy w Świdnicy (cz. 2),
Adam Sauer został pochowany w ziemnej mogile na głębokości około 80-90 cm, a więc stosunkowo płytko. Ubrany był w mundur, z którego zachowały się jedynie buty, a samo ciało było zawinięte w żołnierską pałatkę.
– Niestety, stan zachowania szczątków był bardzo zły. Z „długich” kości zachowały się fragmenty, w bardzo złym stanie była także czaszka, która rozsypywała się przy najmniejszym dotknięciu. Takie zniszczenie szczątków było efektem tego, że żołnierz nie został pochowany w trumnie, a w zachowaniu kości nie pomagały chemiczne właściwości dość kwaśnej gleby. W ziemnym grobie, którego jedynie górna część była ujęta w betonowe obramowania, szczątki pochowane zostały bardzo płytko, co naraziło je na przemarzanie i reagowanie na wody opadowe, nawilgacające glebę – mówi doktor Maksymilian Frąckowiak z POMOST-u.

Osobną kwestią jest to, czy rzeczywiście pochowani w Witoszowie żołnierze, którzy zginęli 12 i 15 lutego 1945 roku są ofiarami katastrofy samolotu transportowego Junkers Ju-52. Jeżeli nawet – tak przez wiele lat twierdzili dawni mieszkańcy Witoszowi Dolnego i ta wersja funkcjonuje jako pewnego rodzaju miejscowa opowieść – to z pewnością nie mogli zginąć podczas katastrofy 4 stycznia 1945 roku, a być pochowani ponad miesiąc później. W tym wypadku jest kilka możliwości.
* Pochowani w Witoszowie Dolnym żołnierze byli ofiarami katastrofy lotniczej pod Witoszowem Dolnym, o której nie mamy żadnych informacji i która wydarzyła się 12 lutego 1945 roku (wówczas część ofiar katastrofy mogła umrzeć z ran 15 lutego) – wersja mało prawdopodobna
* W nielicznych, lakonicznych wzmiankach na temat katastrofy, podana została błędna data (4 stycznia 1945) – dopóki nie znaleziony zostanie dowód w archiwalnych dokumentach trudną tą tezę obalić lub potwierdzić
* Miejsce pochowania ewentualnych ofiar katastrofy samolotu 4 stycznia 1945 roku, jest – na dzisiejszy stan wiedzy nieznane – mógł to być któryś z wiejskich cmentarzy lub nawet dawny cmentarz garnizonowy w Świdnicy, gdzie miano pochować nawet około 300-400 żołnierzy podczas II wojny światowej
* Pochowani w Witoszowie Dolnym żołnierze nie byli związani z ewentualnym rozbiciem się jakiegokolwiek samolotu – wersja najprawdopodobniejsza
Tą ostatnią tezę postawił wspomniany dr Maksymilian Frąckowiak z Pracowni Badań Historycznych i Archeologicznych POMOST, który uczestniczył w ekshumacji Adama Sauera.
– Nie zgadzają nam się daty ewentualnej katastrofy lotniczej pod Witoszowem Dolnym i daty śmierci żołnierzy. Poza tym, jeżeli zginęło aż 11 żołnierzy transportowanych samolotem, to raczej musieliby też pewnie zginąć piloci Junkersa. A o tych nie mamy żadnych informacji. Wbrew lokalnym opowieściom i pewnego rodzaju mitowi, jaki powstał wśród mieszkańców, którym mogły się nałożyć – ewentualnie katastrofa lotnicza i pochówki żołnierzy, skłaniałbym się ku przypuszczeniu, że pochowani w Witoszowie Dolnym żołnierze, to ofiary pierwszych walk o Strzegom, jakie miały miejsce 12-15 lutego 1945 roku. W tym wypadku daty śmierci żołnierzy idealnie nam się zgadzają z opisami i datami tych walkami – mówi dr Maksymilian Frąckowiak.





Ponieważ większość – o ile nie wszyscy – żołnierze należeli do 98. Pułku Grenadierów Pancernych, poprosiliśmy badacza historii II wojny światowej Bogdana Muchę o potwierdzenie uczestnictwa tej jednostki w walkach o Strzegom w lutym 1945 roku.
– Dokładnie tak było. 98. Pułk Grenadierów Pancernych wchodził w skład 8. Dywizji Pancernej, która w dniach 12-15 lutego 1945 roku prowadziła ciężkie walki o Strzegom i wokół miasta z nacierającą sowiecką 91. Brygadą Pancerną i jednostkami ją wspierającymi – mówi Bogdan Mucha z Żarowskiej Izby Historycznej.
Argumentem czy też raczej poszlaką, przemawiającą za tym, że pochowani na cmentarzu w Witoszowie Dolnym żołnierze polegli podczas walk o Strzegom w dniach 12-15 lutego 1945 roku, nie zginęli w katastrofie lotniczej, jest także opowieść Stanisława Gabrysia, założyciela Muzeum Militariów, które siedzibę ma w Witoszowie Dolnym. Według przekazanych przez niego informacji podczas ekshumacji szczątków Adama Sauera, jeszcze kilka lat po wojnie w Witoszowie Dolnym stały uszkodzone dwa transportery wojskowe typu Sd.Kfz. 251. A wiadomo, że na wyposażeniu 98. Pułku Grenadierów Pancernych znajdowały się i udział w walkach o Strzegom wzięły udział między innymi właśnie te transportery. Niewykluczone więc jest, że można te transportery powiązać z wycofanymi spod Strzegomia oddziałami 98. Pułku Grenadierów Pancernych. To tłumaczyłoby także pochówki żołnierzy tej formacji na cmentarzu w Witoszowie Dolnym.
Oprócz szczątków butów wojskowych przy zmarłym nie znaleziono innych artefaktów wyposażenia żołnierskiego. Wyjaśnienia wymaga natomiast sprawa nieśmiertelnika z na wpół zatartym napisem identyfikującym żołnierza.
– Metalowy nieśmiertelnik, w miarę dobrze zachowany, na którym wstępnie odczytaliśmy wygrawerowane napisy. Co ciekawego, różnią się one od danych, które powinny być na nieśmiertelniku, a odnalezionych w źródłach archiwalnych i przypisanych do Adama Sauera. Można to jednak wytłumaczyć w prosty sposób. Sauer miał na sobie nieśmiertelnik wydany zapewne w jego pierwszej jednostce wojskowej i z jej danymi. W czasie wojny zapewne zmieniał jednostki, aż trafił do 98. Pułku Grenadierów Pancernych, jednak nieśmiertelnika mu nie zmieniono. Nie ma jednak wątpliwości, że są to szczątki Adama Sauera – dodaje dr Frąckowiak.
W dokumentach zachowanych w archiwach, ostatnią jednostką Adama Sauera był wspomniany 98. Pułk Grenadierów Pancernych. Tymczasem z nieśmiertelnika można odczytać, że służył w 33 Batalionie Grenadierów Pancernych. I tu swoje wątpliwości ma wspomniany szef Żarowskiej Izby Historycznej – Bogdan Mucha:
– Czy faktycznie chodzi o 33. Batalion Grenadierów Pancernych? Pod tą nazwą (Panzergrenadierbataillon 33) jednostka została sformowana dopiero pod koniec lat 50. XX wieku. Nie figuruje ona w wykazach z lat 1939-1945. Podczas II wojny światowej istniał natomiast Panzergrenadier-Regiment 33 (33. Pułk Grenadierów Pancernych). Nawet gdyby chodziło np. o I. Bataillon/Panzergrenadier-Regiment 33 (I. Batalion 33. Pułku Grenadierów Pancernych), to przynależał on do 4. Dywizji Pancernej (4. Panzer-Division), która nie brała udziału w walkach na Dolnym Śląsku w 1945 roku – tłumaczy badacz.
Biorąc pod uwagę jednak tezę, jaką postawił dr Maksymilian Frąckowiak, że jest to nieśmiertelnik, jaki Sauer otrzymał na wcześniejszym etapie służby, nie ma tu nieścisłości. Sauer rzeczywiście mógł należeć w którymś momencie służby wojskowej do któregoś z batalionów 33. Pułku Grenadierów Pancernych. I wcale nie musiał walczyć w jego składzie na Dolnym Śląsku. Pamiętać należy, że po batach, jakie Niemcy dostali na Węgrzech od sowietów, panował tam chaos. I w tym chaosie z rozbitych jednostek, pod koniec 1944 roku formowano w pośpiechu 98. Pułk Grenadierów Pancernych, do którego Sauer należał, gdy zginął. Z pewnością podczas kampanii węgierskiej w 1944 roku nikt już nie myślał o wybijaniu nowych nieśmiertelników tak, jak pod koniec wojny w obozach koncentracyjnych nie tatuowano już więźniom numerów na rękach. Po prostu nie zawracano już sobie tym głowy.
O tym, że ekshumowane szczątki należą do Adama Sauera świadczy także pośrednio fakt, że trudno przypuszczać, aby mieszkańcy Witoszowa utrzymujący kontakt z matką Sauera, która zmarła kilkadziesiąt lat po wojnie i którzy opiekowali się od 1945 roku grobami żołnierzy na witoszowskim cmentarzu, pomylili grób Sauera z innym. To właśnie dlatego, że ten kontakt z rodziną poległego żołnierza był utrzymywany, przypisać nalezy fakt zachowania grobu.
Natomiast odnośnie powstania opowieści/lokalnego mitu o pochowanych w Witoszowie Dolnym żołnierzach, którzy zginęli w katastrofie lotniczej należy wziąć pod uwagę następujący aspekt. Ci z mieszkańców, którzy wspominali katastrofę Junkersa, w 1945 roku mieli po kilka lat. W Witoszowie Dolnym ewakuacja ludności przed nadchodzącymi Sowietami miała miejsce 20 lutego. W powstałym chaosie i zamieszaniu, łatwo było – wtedy dzieciom, stworzyć sobie jakąś myślową nakładkę i połączyć pochowanych żołnierzy z katastrofą samolotu. Oczywiście pod warunkiem, że – tak jak wspomnieliśmy – może chodzić niekoniecznie o katastrofę z 4 stycznia 1945 roku, a o nieznaną nam dziś, późniejszą z lutego 1945 roku. Nie dysponujemy jednak dziś żadnymi dowodami na to, że w Witoszowie Dolnym pochowani byli żołnierze, którzy zginęli w katastrofie lotniczej. Wszystko natomiast wskazuje na to, że pochowani tu zostali żołnierze, którzy zginęli w walkach pod Strzegomiem.
Szczątki Adama Sauera, ostatniego żołnierza z cmentarza w Witoszowie Dolnym, zostaną po przeprowadzonych badaniach pochowane na cmentarzu wojennym w Nadolicach Górnych koło Wrocławia, gdzie spoczęły także szczątki żołnierzy ekshumowanych między innymi w Świdnicy i Tomkowicach.
Andrzej Dobkiewicz (Fundacja IDEA)
98. Pułk Grenadierów Pancernych (Panzer-Grenadier-Regiment 98)
Został sformowany 1 grudnia 1944 roku na Węgrzech, na bazie 8. Pułku Grenadierów Pancernych (należącego do 8. Dywizji Pancernej). Zmiany numeru jednostki dokonano, aby nastąpiła, uniknąć pomyłek z 8. Pułkiem należącym do 3. Dywizji Grenadierów Pancernych. Działając w strukturach 8. Dywizji Pancernej 98. PGP z Węgier wycofywał się w kierunku Słowacji, a następnie Górnego Śląska, gdzie prowadził walki w okolicach Pszczyny. Pod koneic stycznia jednostka trafiła na Dolny Śląsk i wzięła w pierwszych walkach w rejonie Strzegomia 12-15 lutego 1945 roku. Skąd 98. Pułk Grenadierów Pancernych wziął się w okolicach Świdnicy i Strzegomia? Po koniec stycznia 8. Dywizja Pancerna w skład której wchodził ten pułk uczestniczyła w próbie odblokowania oblężonej przez sowietów Festung Breslau.
Po ciężkich walkach oraz niepowodzeniu w odblokowaniu miasta, zdziesiątkowany pułk został wycofany w rejon Strzegomia i Świdnicy, gdzie miało nastąpić jego przegrupowanie. W tym też czasie w wyniku tzw. Operacji Dolnośląskiej jednostki 1. Frontu Ukraińskiego po zdobyciu Jawora podjęły w rejonie Strzegomia działania zaczepne w 12 lutego. Dzień później 13 lutego 91. Samodzielna Brygada Pancerna Gwardii wspierana przez piechotę przeprowadziła silny i skoncentrowany atak od strony Goczałkowa, zajmując ostatecznie jeszcze tego samego dnia Strzegom. Manewr sowiecki całkowicie zaskoczył Niemców, którzy nie zdążyli ewakuować miasta, a jednostki wchodzące w skład 17. Armii praktycznie z marszu zostały wyparte z miasta przez sowieckie 273. Dywizję Piechoty oraz część 70. Brygady Zmechanizowanej Gwardii i 91. Samodzielną Brygadę Pancerną Gwardii. Sowieci najpierw zdobyli Graniczną i wkroczyli do północnej części Strzegomia, opanowując dworzec kolejowy. Po południu w ich rękach było już śródmieście, a do wieczora opanowali całe miasto.

Niemcy wycofali się poza miasto, niszcząc mosty na rzece Strzegomce. Zachęceni sukcesem sowieci próbowali rozwinąć dalsze natarcie w kierunku południowym. Niemiecka obrona została wzmocniona jednak zapasowymi jednostkami między innymi z 98. Pułku Grenadierów Pancernych, które otrzymały zadanie zatrzymania sowieckiego natarcia na linii Żółkiewka – Wieśnica – Tomkowice. Same też, aby związać siły nieprzyjaciela zaczęły kontratakować. W nocy z 14/15 lutego Niemcy dwukrotnie kontratakowali o godzinie 2.00 i 3.30.
15 lutego doszło do dużej pancernej bitwy w tym rejonie Żółkiewki i Wieśniacy. Mimo ogromnej przewagi w artylerii i w czołgach jednostek sowieckich grenadierom z 98. Pułku udało się zorganizować skuteczną i twardą obronę z użyciem czołgów i dział samobieżnych oraz odeprzeć atakujące klinami sowieckie jednostki. W walkach bezpośrednich na bliską odległość masowo używano ręcznych wyrzutni pocisków przeciwpancernych Panzerfaust. Grenadierzy ponieśli bardzo duże straty, ale też zadali poważne atakującym sowietom. Ci ostatni przyznali się do straty 10 czołgów T-34/85 z 55. Brygady Pancernej Gwardii oraz 4 działa samobieżne ISU-122 z 384. Pułku Ciężkiej Artylerii Pancernej Gwardii. Dzięki postawie grenadierów z 98. Pułku Niemcom udało się ustabilizować front w rejonie Strzegomia i w efekcie stworzyć warunki do odbicia miasta niecały miesiąc później.
Po bitwie pod Żółkiewką zdziesiątkowany 98. Pułk Grenadierów Pancernych został wycofany spod Strzegomia i po reorganizacji, która być może nastąpiła w okolicach Witoszowa Dolnego, przerzucony został w okolice Lubania, gdzie z powodzeniem toczył walki z nacierającymi wojskami sowieckimi. Grenadierzy wzięli udział w okrążeniu i rozbiciu 3. Korpusu Pancernego Gwardii oraz odbiciu z rak sowieckich Lubania,
W marcu pułk znalazł się na Górnym Śląsku, walcząc na rubieży obronnej w rejonie Karniowa i Cieszyna. W kolejnych miesiącach jednostkami wchodzącymi w skład pułku „łatano” powstające wyrwy w niemieckich liniach obronnych. W marcu dowódca pułku – major Ernst Georg Kedzia został mianowany komendantem miasta Fürstenberg am Oder (Fürstenberg nad Odrą, po wojnie Stalinstadt, obecnie dzielnicy miasta Eisenhüttenstadt). Pułk stoczył tam ciężkie walki obronne na linii Odry, za co mjr Kedzia otrzymał 23 marca 1945 roku Liście Dębu do Krzyża Rycerskiego.
Major Ernst Georg Kedzia, który dowodził jednostką podczas walk o Strzegom i którego podwładni pochowani zostali na cmentarzu w Witoszowie Dolnym urodził się 15 listopada 1914 w berlińskiej dzielnicy Tegel. Wybuch wojny zastał go w randze podporucznika rezerwy. Służył kolejno m.in. w 5. Kompanii 270. Pułku Piechoty, 11. Kompani 272. Pułku Piechoty i 3. Kompanii Grenadierów tegoż pułku oraz w 98. Pułku Grenadierów Pancernych.
W kwietniu 1945 roku resztki pułku pod naciskiem wojsk sowieckich rozpoczęły wycofywanie się w kierunku Czech i Moraw, gdzie wzięły jeszcze udział w ciężkich walkach pod Ołomuńcem i Brnem. W rejonie tego ostatniego miasta, niedobitki pułku skapitulowały przed wojskami sowieckimi, chociaż części żołnierzom udało się przedrzeć za linie amerykańskie. Do sowieckiej niewoli trafiło około 80-90 procent ocalałych żołnierzy. W maju 1945 roku pułk praktycznie już nie istniał.

Nie jest znana dokładna wielkość strat pułku w okresie od lutego 1945 roku do momentu kapitulacji. Większość dokumentacji pułkowej uległa zniszczeniu, nieliczne zachowane meldunki wskazują na praktycznie całkowite rozbicie pułku. Dość powiedzieć, że w kwietniu 1945 roku bataliony pułku liczyły po 40-80 ludzi, zamiast etatowych około 800. Wcześniej, bo już po marcowych walkach pułk stracił praktycznie niemal wszystkie swoje transportery opancerzone Sd.Kfz. 251. Oprócz maszyn zniszczonych, część została uszkodzona tak, że nie nadawały się do naprawy, a inne zostały porzucone z braku paliwa. Niewykluczone, że z tego powodu w Witoszowie Dolnym pozostawiono dwa, wspomniane wcześniej transportery.
Pierwszy i ostatni dowódca pułku, wspomniany Ernst Georg Kedzia zmarł w Berlinie 16 czerwca 1994 roku. Sprawa katastrof lotniczych w rejonie Witoszowa Dolnego nadal czeka na wyjaśnienia, do czego jednak niezbędne jest odnalezienie dokumentacji archiwalnej, o ile się zachowała. Pewne jest jedno. Udało wyjaśnić się jedno. Na cmentarzu w Witoszowie Dolnym pochowani zostali żołnierze niemieccy polegli w walkach pod Strzegomiem w lutym 1945 roku, a nie ofiary ewentualnej katastrofy samolotu transportowego Junkers Ju-52. W każdym razie o takich ofiarach na razie nic nie wiemy.
AD
4 LIKES






Skomentuj jako pierwszy!