Kamienica przy ulicy Kazimierza Pułaskiego 59 w Świdnicy to jedna z wielu podobnych jej w centrum miasta, która posiada bogatą historię, sięgającą wczesnego okresu istnienia naszego miasta.
I chociaż jej dzieje nie są w jakiś sposób spektakularne – osoby, które w niej zamieszkiwały, a przede wszystkim były właścicielami posesji nr 174 i zabudowań na niej się w ciągu 700 lat znajdujących, odcisnęły swoje piętno na historii miasta. Dziś są już zapomniane.
O ulicy Kazimierza Pułaskiego – przedwojennej Hohstrasse czyli ulicy Wysokiej, obszernie pisaliśmy w opracowaniu innego domu przy niej stojącego – Kazimierza Pułaskiego nr 40 [czytaj tutaj: Kazimierza Pułaskiego 40 (cz. 1): Hohstrasse czyli Wysoka i kolejnych sześć części]. Natomiast poprzednie części niniejszego opracowania można przeczytać tutaj: Kazimierza Pułaskiego 59 (cz. 1): Wyjątkowa piwnica, Kazimierza Pułaskiego 59 (cz. 2): Budowniczy kościoła pierwszym właścicielem!, Kazimierza Pułaskiego 59 (cz. 3): Pomyłka urzędnika miejskiego.

Wraz z początkiem XVII wieku właściciele posesji przy obecnej ulicy Kazimierza Pułaskiego 59 stali się uczestnikami wydarzeń, w ciągu kolejnych 100 lat, które były napiętnowane wojną trzydziestoletnią. Zniszczenie i wyludnienia miasta oraz jego późniejsza odbudowa odcisnęły piętno także na historii zabudowań, które znajdowały się na tej parceli.
Ostatnim właścicielem przed wybuchem wojny był Paul Jentsch (Jenzsch), który wymieniany był jako właściciel posesji w 1611 roku. Nie wiemy kim był z zawodu ani kiedy i gdzie urodził się oraz zmarł. Mogło to nastąpić przed 1639 rokiem, kiedy jako właściciel parceli z wraz z zabudowaniami był Tobias Fessel (Feßel).
Nie wiemy, co działo się w okresie pomiędzy 1611 a 1639 rokiem. Od 1618 roku trwała wojna 30-letnia, która w początkowym okresie przyniosła jedynie obciążenia finansowe związane z kwaterunkami i przemarszami wojsk. Ludność był jednak w kolejnych latach dziesiątkowana przez wybuchające zarazy, doszło również do zniszczeń w zabudowie miasta. Wydaje się, że w odniesieniu do naszej parceli, zachowana została ciągłość funkcjonowania jej właścicieli, co nie zawsze miało miejsce innych przypadkach. Wielokrotnie zdarzało się bowiem, że po zniszczeniach wojny 30-letniej, księgi podatkowe nie wymieniają właścicieli opustoszałych parcel nawet przez 30, 40 – a czasem i dłużej – lat.
O wspomnianym Tobiasie Fesselu zwany „Starszym” dla odróżnienia od swojego syna – , Tobiasa Fessela „Młodszego” wiemy znacznie więcej. Był bogatym świdnickim patrycjuszem i kupcem, który od 1611 roku odnotowywany był jako właściciel kamienicy Rynek 36. Fessel był mocno związany z protestantyzmem i pierwszą ofiarą śmiertelną kontrreformacji, która rozpanoszyła się w mieście pod koniec lat 20. XVII wieku. Kiedy w 1629 roku do miasta wkroczyły oddziały dragonów Lichtensteina pod dowództwem hrabiego Karla Hannibala von Dohny. żołnierzy zakwaterowano w domach mieszczańskich, a protestanccy mieszczanie musieli ich żywić i opłacać się dopóki nie przynieśli kartki z potwierdzeniem dokonania spowiedzi przed katolickim księdzem. Taki kwaterunek dotknął także Tobiasa Fessela, który próbując ucieczki, zginął w bliżej nieznanych okolicznościach z rąk katolickich wojskowych. Jego pogrzeb był zarazem pierwszym, który odprawiony został przez jednego z jezuitów. Zmarły pochowany został wbrew własnej woli i woli jego rodziny „po katolicku”, mimo iż był protestantem. Nie zezwolono również, aby w jego pochówku uczestniczył duchowny ewangelicki. Pogrzeb ten przygotowywano naprędce; pochowano go na dziedzińcu kościelnym „w pobliżu wielkiej lipy, niedaleko od ogródka dzwonnika”. Jedynie w pośpiechu udało się zebrać kilku uczniów szkoły, którzy wraz z zasmuconymi członkami rodziny i kilkoma żałobnikami odśpiewało tu kilka pieśni pogrzebowych. Co ciekawe, pogrzeb Tobiasa Fessela „Starszego” odbył się bez nabożeństwa żałobnego, gdyż kościół farny (obecna katedra) stał zamknięty. Czekał on na przyjazd biskupa pomocniczego z Wrocławia, aby ponownie mógł zostać wyświęcony na potrzeby kultu katolickiego. Inna sprawa, że nikomu z katolickiego duchowieństwa nie zależało na dopełnieniu ceremoniału pogrzebowego wobec ewangelika, Tak wielka była nienawiść katolików do protestantów, że potrafiono odmówić nawet posługi zmarłemu w postaci mszy za jego duszę.

W pogrzebie ojca udział wziął jego syn Tobias Fessel „Młodszy”, który odegrał doniosłą rolę przy budowie Kościoła Pokoju w Świdnicy. Bez wątpienia wydarzenia z 1629 roku i strata ojca wpłynęły w późniejszym czasie na zajęcie przez niego pozycji pełnej osobistego zaangażowania, przy tworzeniu nowej parafii ewangelickiej. Został on także właścicielem kamienicy Rynek 36, a po kilkunastu latach powiększył swój majątek o opisywany dom przy obecnej ulicy Kazimierza Pułaskiego, którego – jako właściciel – wymieniany jest w 1639 roku.
Podobnie jak ojciec, Fessel „Młodszy” był świdnickim kupcem, a w źródłach miejskich wspominany jest jako „czcigodny” lub „wielce czcigodny mieszczanin”, co dowodzi prestiżu, jakim cieszył się w mieście, jak można się domyślać, szczególnie w obrębie ewangelickiej społeczności Świdnicy. Przyczyniło się do tego jego wyraźnie ukierunkowane zaangażowanie w organizację parafii ewangelickiej w okresie po zakończeniu wojny 30-letniej i praca nad budową Kościoła Pokoju. Tobias Fessel „Młodszy”, podobnie zresztą jak i brat Daniela Czepki von Reigersfelda, odbył kilka podróży celem zbierania datków na budowę Kościoła Pokoju. Jedna z nich wiodła do Saksonii i Turyngii – dotarł on między innymi na słynne Targi Lipskie, gdzie kwestował pośród bogatych kupców niemieckich. Podróż tą odbył w okresie od 4 października do 5 grudnia 1652 roku wraz z mieszczaninem i przyjacielem Casparem Klette (właścicielem kamienicy Rynek 31). W wyniku tej kwestorskiej podróży udało się im zebrać niebagatelną kwotę 1.256 talarów Rzeszy, 13 srebrnych groszy i 13 ½ halerzy, którą przeznaczono na budowę Kościoła Pokoju. Inne podróże obejmowały tereny Śląska rządzone jeszcze przez niezależnych władców, m.in. do Oleśnicy. Te wielkie, jak na owe czasy, wyprawy, przyczyniły się do wyjątkowego uznania, jakim darzono Tobiasa Fessela „Młodszego” w Świdnicy. Dla ewangelików był symbolem rzeczywistego „oddania dla ewangelickiej sprawy”. Powstającą już za jego życia legendę o niestrudzonym bojowniku wojowniku za wiarę umacniał fakt, żebył on również on represjonowany w okresie kontrreformacji. O przypadku jego aresztowania wraz z Gottliebem Ortlobem w 1654 roku wspomina rękopis spisany w XVII wieku, a należący niegdyś do Biblioteki Majorackiej rodziny von Hochberg w Książu. Autor tego źródła narracyjnego pisał, iż:
„30 marca Tobias Fessel został zaaresztowany wraz z Gottliebem Ortlobem na ratuszu, ponieważ zostali oni oskarżeni, iż wraz z pastorem zamierzali decydować o sprawach podlegających konsystorzowi. Z tego też powodu mieli oni zapłacić karę w wysokości 20 dukatów.”
Mimo tego, iż obaj wskazywali na to, że zostali fałszywie oskarżeni, i że nie mają z tą sprawą nic wspólnego, zostali osadzeni w więzieniu miejskim o nazwie „Hillebrandt” i zwolnieni dopiero 17 kwietnia, po zapłaceniu orzeczonej kary. Było to o tyle dotkliwe, że w okresie tym z jednej strony wypadały święta Wielkanocne, z drugiej strony pieniądze uzyskane od obu ewangelików, katolicka rada miejska przekazała tutejszym jezuitom, aby zamówili za nie chorągwie, jakie nosi się w czasie procesji. Nic dziwnego, że w okresie, gdy zdołano urzeczywistnić budowę Kościoła Pokoju, mając w pamięci jego zasługi, wybrano go na przewodniczącego rady parafialnej. Funkcję tę sprawował on w latach 1672-1686. Zrezygnował z niej z własnej woli, prawdopodobnie ze względu na podeszły wiek – miał wówczas 79 lat.
Tobias Fessel „Młodszy” zmarł rok później, w dniu 29 października 1687 roku „w wieku 80 lat, 4 tygodni i 7 godzin.” – jak donoszą zapiski archiwalne, otoczony powszechnym szacunkiem. Jego śmierć była sporym wydarzeniem dla parafii ewangelickiej w Świdnicy, a jego pogrzeb, w którym uczestniczyła niemal cała społeczność protestancka w mieście, stał się swego rodzaju manifestacją uczuć religijnych w trudnych czasach kontrreformacji. Odbył się on 3 listopada wraz z wygłoszeniem kazania pogrzebowego i laudacji na cześć zmarłego, jak również tzw. podziękowaniami za jego czyny. Miał on podniosły i niezmiernie uroczysty charakter.
Dom Tobiasa Fessela „Młodszego” w latach 70. XVII wieku był miejscem spotkań ewangelickiej rady parafialnej. Tu dokonywano na przykład sprawdzenia poprawności rachunków parafialnych. Władze królewskie (m.in. starosta księstwa świdnicko-jaworskiego) przekazywał na ręce Tobiasa Fessela „Młodszego” również dokumenty dotyczące parafii, które następnie omawiano w jego domu, korzystając z gościnności jej właściciela. Archiwa nie wymieniają, który z domów był wykorzystywany do tego celu. Czy kamienica Rynek 36, czy też opisywany dom przy dawnej ulicy Wysokiej. O ile rynkową kamienicę Fessel „Młodszy” sprzedał w 1678 roku, o tyle dom na opisywanej przez nas parceli przy dawnej ulicy Wysokiej, posiadał na własność do końca życia. W 1690 roku, zapewne po trwających zapewne około 2-3 lat procedurach spadkowych, jako właścicielka parceli i zabudowań wymieniana jest w latach 1690-1700 wdowa po nim, której imienia nie udało się ustalić.

Po jej śmierci, zapewne w 1699 lub 1700 roku majątek na krótko odziedziczyli jej i Fessela „Młodszego” spadkobiercy, którzy jednak jeszcze w tym samym roku sprzedali parcelę z zabudowaniami Peterowi Ossig. Rodzina Fessel posiadała opisywany dom i parcelę przez jeden z dłuższych okresów w ich historii, kiedy należał do jednej rodziny, bo aż przez 61 lat.
Peter Ossig z zawodu był mistrzem rzeźniczym. Urodził się w 1652 roku, zmarł 22 stycznia 1734 roku w wieku 82 lat. jako ewangelik pochowany został 26 stycznia tego roku na cmentarzu przy Kościele Pokoju. Na razie nie natrafiono na informację, gdzie mieszkał w ostatnich latach życia, bowiem w 1717 roku sprzedał parcelę i dom przy ulicy Wysokiej. Nowym właścicielem został Melchior Hilscher. Urodził się w 1671 roku i z zawodu był garbarzem, osiągając rangę starszego cechu. Zmarł 6 lipca 1723 roku w wieku 52 lat i pochowany został na cmentarzu przy Kościele Pokoju. Majątek przejęła wówczas wdowa po nim Anna Katharina Hilscher (ur. w 1683 roku), która zmarła w wieku 75 lat 27 marca 1758 roku. Nie był już wtedy właścicielką posesji i zabudowań, od 1733 roku stanowiły one bowiem majątek Johann Georga Büttnera (Bittnera). Być może – chociaż jest to na razie niczym nie potwierdzona poszlaka – jest on tożsamy z Georgiem Büttnerem – organmistrzem, czyli budowniczym organów, który jest wymieniany w 1731 roku, jako mieszkający przy ulicy Wysokiej (H. Schubert).
Niewykluczone jednak był tylko z tą rodziną budowniczych organów spokrewniony. A znamy dwóch przedstawicieli tej rodziny, parających się tą profesją. Pierwszym z nich był Johann Ignatius Büttner – świdnicki organmistrz, który w 1732 roku zbudował organy w kościele parafialnym w Jaworze. Drugim był George Büttner – także organmistrz ze Świdnicy, być może syn Johanna Ignatiusa Büttnera. Znany jest z tego, że zbudował między innymi organy dla klasztoru karmelitów w Strzegomiu, podobno wspólnie z jakimś bratem zakonnym – karmelitą. Według innych źródeł sam miał być mnichem karmelitańskim i zbudować wspomniane organy w 1740 roku. Póki w archiwach nie odnalezione zostaną dowody potwierdzające tożsamość lub związki wymienionych tu członków rodziny Büttner z właścicielem naszej parceli i domu, pogląd ten należy uznać za czysto hipotetyczny.
Z przekazów źródłowych z czasów wojen śląskich znany jest o też ostatni ze znanych nam z imienia i nazwiska XVIII-wiecznych właścicieli – Johann Georg Josef Neugebauer. Można domniemać, że był katolikiem z uwagi na jedno z jego imion – Josef, które było niezwykle rzadko używane wśród ewangelików. Pod koniec lat 50. XVIII wieku pełnił funkcję rajcy miejskiego, a po zdobyciu twierdzy przez Austriaków został mianowany burmistrzem. Gdy Prusacy odbili twierdzę odwołali goi z tego stanowiska, jednak po ponownym zdobyciu w 1761 roku twierdzy świdnickiej przez Austriaków, został przywrócony na tą funkcję. Miał wówczas wypowiedzieć słynne słowa o tym: „Że dziękuje Bogu za to, iż po tym jak przez 16 lat wbrew woli musiał w swym ciele nosić serce dla Prus, teraz ponownie przechodzi pod rządy cesarzowej austriackiej”. Prusacy mu tego nie zapomnieli i po ponownym zdobyciu miasta pozbawili Neugebauera po raz drugi tego stanowiska.
cdn.
Andrzej Dobkiewicz & Sobiesław Nowotny
5 LIKES








Skomentuj jako pierwszy!