Press "Enter" to skip to content

Świdnicki tunel

Spread the love

W nocy z 19/20 marca mija 104. rocznica ucieczki 24 alianckich jeńców, którzy w 1918 roku nawiali z obozu w Świdnicy, zlokalizowanego na terenie obecnego Schroniska dla Nieletnich przy obecnej ulicy Sprzymierzeńców. O tej bezprecedensowej ucieczce pisaliśmy już kilkakrotnie (czytaj tutaj: Sensacyjna ucieczka jeńców, Świnie na drodze do wolności, 1918 rok. Sensacyjne informacje!). Alianccy jeńcy przetrzymywani w Świdnicy uciekli tunelem wykopanym z użyciem łyżek i kubków. Jakiś czas temu nawiązaliśmy kontakt z Johnem Copelandem, Kanadyjczykiem i potomkiem jednego z uciekinierów z 1918 roku. Należy on do grupy potomków 24 żołnierzy, którzy postanowili zebrać zachowane informacje na temat świdnickiej ucieczki i opublikować je w formie książki. Z okazji przypadającej rocznicy ucieczki, John specjalnie dla Świdnickiego Portalu Historycznego przygotował artykuł o tym, jak ważna jest dla nich pamięć o wydarzeniach sprzed 104 lat, o gromadzeniu informacji i pracy związanej ze szczegółowym opracowaniem historii tego zapomnianego epizodu I wojny światowej. Poniżej publikujemy tekst Johna Copelanda.

Świdnicki tunel

To historia jednej z najmniej znanych ale i jednej z największych ucieczek jeńców podczas I wojny światowej.

Jeden po drugim 24 mężczyzn przeczołgało się powoli przez wąski tunel i wynurzyło się na rześkie nocne powietrze po drugiej stronie ogrodzenia. Parami po dwóch wtopili się w ciemność, rozpoczynając poszukiwanie wolności. Byli to „tunelarze” z niemieckiego obozu jenieckiego z czasów I wojny światowej. Miasto Schweidnitz, obecnie Świdnica leży na terenie dzisiejszej Polski.

W obozie w Schweidnitz przebywali głównie oficerowie brytyjscy i ich sojusznicy. Ponad połowa osób przechodzących przez tunel w nocy z 19 na 20 marca 1918 r. pochodziła z Anglii. Imperium Brytyjskie reprezentowała również garstka Australijczyków, kilku Kanadyjczyków i po jednym żołnierzu z Nowej Zelandii i Republiki Południowej Afryki. Dla ich niemieckich oprawców wszyscy byli Anglikami. W ciągu ostatnich dwóch lat wojny wyłowiono ich z morza, uwięziono spadających z nieba i ściągano z pola bitwy, by stać się niechcianymi gośćmi Kaisera.

Widok na kościół ewangelicki i baraki obozowe w 1918 roku. Dziś żaden z widocznych obiektów przy ulicy Sprzymierzeńców już nie istnieje

Przed przybyciem do Schweidnitz wszyscy uciekinierzy przeżyli kilka obozów, do których większość z nich została przeniesiona na kilka tygodni przed Bożym Narodzeniem w 1917 roku. Zostali przetransportowani z przepełnionych obozów z Augustabad koło Neubrandenbergu albo z niesławnego obozu w Holzminden w Dolnej Saksonii.

Schweidnitz nie był uważany za zły obóz. Więźniowie przeniesieni tam z Augustabadu mieszkali w przebudowanym schronisku turystycznym nad brzegiem dużego jeziora Tollensesee, gdzie czasami mogli pływać latem, a zimą grać w hokeja. O wiele gorsze wspomnienia mieli jeńcy, którzy przybyli z Holzminden. Przyszli do Schweidnitz z jednego z najgorszych obozów w Niemczech. Dowodziła nim sadystyczny komendant, który zachęcał swoich strażników do maltretowania jeńców, znajdujących się pod ich opieką, a nawet do strzelania do nich.

Bez względu na to, co czuli wobec Schweidnitz, 24 „tunelarzy” miało wspólny cel – uciec z Niemiec, wrócić do Anglii i ponownie pójść na wojnę lub dołączyć do swoich rodzin i bliskich. Gdy opuścili tunel i przekradali się w ciemnościach, byli krok bliżej od realizacji swoich marzeń. Pomimo wyzwań związanych z podróżowaniem po nieznanym i wrogim kraju, w zimnych i mokrych warunkach wczesnej wiosny, przy ograniczonych zapasach żywności, próbując uniknąć bycia zauważonym przez wrogie społeczeństwo lub grupy poszukiwawcze, pokładali wiarę w sobie i w to, że Bóg, a przede wszystkim szczęście, zaprowadzi ich z powrotem do domu.

Okryty złą sławą obóz w Holzminden, z którego do Świdnicy przybyli jeńcy alianccy

Dwanaście par mężczyzn rozproszyło się we wszystkich kierunkach kompasu, mając nadzieję, że ich konkretne plany pomogą im uniknąć ponownego schwytania przez Hunów, w drodze do niemieckiej granicy – ​​pierwszego etapu ich podróży do domu.

Mój dziadek Arthur H. M. Copeland był obserwatorem w dwumiejscowym samolocie w Królewskim Korpusie Lotniczym. Został zestrzelony przez niemieckie samoloty w październiku 1916 r. podczas ofensywy nad Sommą. Był szczęściarzem. Został schwytany. Jego pilot zginął. Kiedy myślę o dziadku, wyobrażam sobie małego mężczyznę siedzącego na swoim ulubionym krześle w salonie swojego domu w granatowej marynarce z herbem sił powietrznych na piersi. Ma na sobie prosty krawat i często kamizelkę.

Kiedyś w dzieciństwie usłyszałem historię mojego dziadka i grupy innych mężczyzn, którzy wykopali tunel kuchennymi sztućcami w piwnicy i poprzez podziemny tunel przeszli do chlewu. Poza tym niewiele pamiętałem. Wiedziałem, że został ponownie schwytany bardzo blisko granicy z Holandią i przypomniałem sobie, że w pewnym momencie swojej niewoli wyskoczył z pociągu. Podobnie jak wielu innych, którzy osobiście doświadczyli okropności wojny, mój dziadek nie był szczególnie zainteresowany wracaniem do złych wspomnień, więc rzadko mówił o tamtych czasach. Był miłym człowiekiem i miał duże poczucie humoru. Z błyskiem w oku lubił “dokuczać” swoim wnukom. Fakt, że on i ja byliśmy introwertykami, prawdopodobnie nie sprzyjał głębszej dyskusji na temat jego wojennych doświadczeń, pomimo mojej rosnącej fascynacji tym tematem.

Zdjęcie czterech jeńców wojennych w obozie w Świdnicy. Od lewej: Alan (Brolga) Hill – Australijczyk w RFC, George Augustus (Gus) Avey – z Nowozelandzkiej Brygady Strzelców, William Henry Howes – Brytyjczyk w RFC i Charles Nobbs – Australijczyk w RFC. Pierwsi trzej uciekli w marcu 1918 roku tunelem

Jako nastolatek zacząłem czytać historie o ucieczkach jeńców wojennych. Do najwcześniejszych należały książki The Wooden Horse i The Tunnel autorstwa Erica Williamsa. Większość dostępnych historii ucieczek dotyczyła jednak okresu II wojny światowej. Kiedy jednak przeczytałem prolog do The Colditz Story autorstwa PRReida, zauważyłem, że pragnienie Reida, aby uciec z nazistowskich Niemiec, było częściowo motywowane książkami o ucieczkach z I wojny światowej, które czytał w dzieciństwie. Zainspirowała go Droga do En-Dor autorstwa E. H. Jamesa, Uciekający klub – autorstwa A. J. Evans i W obrębie czterech ścian — H. A. Cartwright i M. C. C. Harrisona.

Do czasu pojawienia się Internetu nie udało mi się znaleźć żadnego z tych tytułów. Teraz każdy z nich ma honorowe miejsce w mojej kolekcji. Z biegiem lat dowiedziałem się o książce The Tunnellers of Holzminden autorstwa H. G. Durnforda. Wiedząc, że mój dziadek spędził czas w Holzminden, pomyślałem, że to może być historia jego ucieczki. Niestety, tak nie było. Dwudziestu dziewięciu oficerów uciekło z Holzminden tunelem w lipcu 1918 roku, ale on do nich nie należał. Przeczytałem co najmniej cztery różne książki, opowiadające o ucieczce z Holzminden i wiedziałem na pewno, że to nie był „jego” tunel.

Jakieś piętnaście lat temu zacząłem na poważnie przeczesywać Internet w poszukiwaniu czegokolwiek związanego z ucieczkami z obozu w Schweidnitz. Nie mogłem znaleźć żadnej wzmianki o żadnych książkach, ale znalazłem wzmianki o ucieczce na kilku forach internetowych. Jednym z członków forum był Ruve Baker z Nowej Zelandii, którego dziadek, Tarn Harker, uciekł z obozu w Schweidnitz. Moje próby skontaktowania się z nim okazały się jednak bezskuteczne.

Kilka lat temu ponowiłem wznowić moje poszukiwania o ucieczce ze Schweidnitz. Wskazówką był artykuł o śmierci jednego z uciekinierów – Aubreya Rickardsa w wypadku lotniczym w latach 30. XX wieku. James Offer – źródło informacji do artykułu, był siostrzeńcem Rickardsa. Z pomocą mediów społecznościowych, udało mi się wreszcie nawiązać kontakt zarówno z Ruve Baker, jak i Jamesem Offerem. Nie trzeba dodawać, że wszyscy podzielamy żywe zainteresowanie, aby dowiedzieć się więcej o życiu naszych przodków, zwłaszcza o ich doświadczeniach z czasów wojny.

Zdjęcie zrobione w Świdnicy. Od lewej: T. Gilford (Gil) Holley, Frank Bronskill i Arthur H. M. Copeland (dziadek Johna). Wszyscy trzej byli Kanadyjczykami w Królewskim Korpusie Lotniczym (RFC). Bronskill nie był jednym z uciekinierów. Uważa się, że Holley i Copeland uciekli razem przez tunel

Odkąd nawiązaliśmy kontakt, dzieliliśmy się wieloma informacjami i swobodnie współpracowaliśmy. Po drodze do naszych szeregów dołączyło jeszcze kilka innych osób – moja siostra Gail, Kanadyjka bardzo interesująca się genealogią oraz Robyn Ford, Australijka prowadząca blog genealogiczny o nazwie Robyn and the Genies, która rejestruje historie rodzinne z czasów I wojny światowej itp. Robyn jest trzecią kuzynką uciekiniera Marka Fryara. Obecnie stworzyła nowego bloga, który jest konkretnie związany ze Schweidnitz. Podaje w nim szczegóły dotyczące “tunelarzy”, innych oficerów, którzy spędzili czas jako więźniowie w Schweidnitz oraz opisuje warunki życia w obozie. Opowiada również o niektórych naszych materiałach i metodach badawczych.

Jak zająć się badaniem wydarzeń, które miały miejsce ponad sto lat temu? To był nasz dylemat i wyzwanie. Mieliśmy dostęp do publicznie dostępnych zapisów ze źródeł takich jak Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża, Archiwum Narodowe w Londynie i strony genealogiczne. Nie znaliśmy żadnych niemieckich akt archiwalnych, ponieważ większość z nich została najwyraźniej zniszczona podczas II wojny światowej. Nie znaliśmy również żadnych książek ani artykułów o ucieczce tunelem w Schweidnitz.

Naszym głównym źródłem informacji była lista nazwisk 24 uciekinierów. Listę tę uzyskał w 1929 roku jeden z kanadyjskich uciekinierów. Cecil Ernest French, pilot Królewskiego Korpusu Lotniczego w czasie wojny, otrzymał listę nazwisk i krótki opis sposobu, w jaki oficerowie uciekli z obozu, z niemieckiego konsulatu generalnego w Montrealu.

Uzbrojeni w listę nazwisk, zaczęliśmy przeszukiwać internetowe akta Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża aby dowiedzieć się, w jakich obozach jenieckich byli oraz uzyskać podstawowe informacje – takie jak ich ranga, jednostka, data i miejsce schwytania, data i miejsce urodzenia oraz nazwisko i adres najbliższych krewnych.

Z biegiem czasu zebraliśmy wiele podstawowych danych, ale wciąż brakowało nam wielu szczegółów dotyczących tych mężczyzn i ich rzeczywistych doświadczeń. Wydawało się oczywiste, że najlepszym sposobem, aby dowiedzieć się o nich więcej było sprawdzenie, czy możemy dotrzeć do ich potomków i krewnych w poszukiwaniu wspomnień, pamiętników, dzienników, zdjęć, listów, anegdot itp. Podstawowe dane z zapisów Czerwonego Krzyża dały nam punkt wyjścia i pozwoliły faktycznie odnaleźć żyjących krewnych wielu uciekinierów.

Jest to bardzo satysfakcjonujące doświadczenie, gdy wreszcie możemy porozmawiać przez telefon z wnukiem jednego z naszych uciekinierów. Reakcje są różne. Niektórzy ludzie są bardzo podekscytowani, chcą dowiedzieć się więcej i oferują podzielenie się posiadaną widzą. Niestety, zdarza się także trafić na osoby, które nic nie wiedzą o wojennych przeżyciach swojego dziadka i nie mają nic do przekazania. Niektórzy nigdy nie poznali swojego dziadka. Są i takie osoby, które wspominają o trudnościach z przystosowaniem się swoich przodków do życia po wojnie. Dzielenie się wspomnieniami było dla nich zbyt bolesne i przez to wiedza, jaką posiadali, bezpowrotnie zaginęła.

Oryginalny rysunek wykonany w obozie w Świdnicy, prezentujący ucieczkę jeńców wykopanym tunelem

Jeden z bardziej ekscytujących kontaktów, jakie nawiązaliśmy rok temu, nie był związany z potomkiem uciekiniera. Nasz kontakt był raczej kolejnym badaczem żywo zainteresowanym naszym projektem. Byliśmy bardzo podekscytowani nawiązaniem kontaktu z Andrzejem Dobkiewiczem, redaktorem Świdnickiego Portalu Historycznego i przeczytaniem artykułu na portalu o ucieczce, napisanym wspólnie z historykiem Sobiesławem Nowotnym. Andrzej zaproponował nam pomoc w naszych badaniach. To może być dla nas znaczący krok, ponieważ nikt z naszego zespołu nie mówi po polsku i byłoby nam bardzo trudno zasięgnąć informacji lokalnie.

Rozumiejąc, że wiele archiwów niemieckich zostało zniszczonych podczas II wojny światowej. Mimo to mocno wierzymy, że nadal gdzieś tam są istotne informacje, czy to w archiwach czy w  czyimś notatniku na strychu.

Po ucieczce jeńców Niemcy zawiadomili o ucieczce społeczeństwo i władze. Możliwe, że w miejscach publicznych pojawiły się plakaty ostrzegające ludzi, aby wypatrywali uciekinierów. Kiedy uciekinier został schwytany, sporządzony był raport przez tego, kto go pojmał. Mógł to być urzędnik kolejowy, pogranicznik, żołnierz, policjant, a nawet cywil. Być może dokumenty były przechowywane w miejscowym więzieniu, gdzie uciekinier mógł być przetrzymywany przez kilka dni przed powrotem do Schweidnitz.

Alianccy jeńcy w jednym z baraków obozowych w Świdnicy

Wiemy, że w kilku lokalnych gazetach pojawiły się artykuły opisujące schwytanie niektórych więźniów i jest również prawdopodobne, że władze umieściły w lokalnych lub regionalnych gazetach ogłoszenia lub artykuły ostrzegające przed ucieczką i apelujące do obywateli o pomoc w ich w ujęciu. Wydaje mi się, że każdy z tych materiałów mógł trafić do lokalnej biblioteki, archiwum, muzeum lub czyjejś osobistej kolekcji.

Oprócz informacji związanych z samą ucieczką, istotna jest dla nas również wiedza o wszelkich innych próbach ucieczki ze Schweidnitz oraz o warunkach życia w obozie, a także o wszelkich interakcjach pomiędzy miejscowymi mieszkańcami a więźniami. Wiemy, że niektórzy więźniowie opuszczali obóz, by chodzić do kościoła. Prawdopodobnie spotkali się również z lokalnymi lekarzami i dentystami. Wiemy, że do obozu przybył miejscowy fotograf, aby zrobić zdjęcia więźniom. Wiemy, że więźniowie czasami chodzili pod strażą na spacery. Mogły istnieć różne inne możliwości interakcji z ludźmi spoza obozu. Być może niektóre osoby, które miały kontakt z więźniami, prowadziły pamiętniki lub przekazywały historie swoim dzieciom lub wnukom. Mamy nadzieję trafić na takie skarby.

Dlaczego więc wykonujemy całą tę pracę i zbieramy wszystkie te informacje? Niektórym może wydawać się to dziwnym hobby, ale jestem pewien, że wielu genealogów i miłośników historii zrozumie, jaką satysfakcję przynosi nam zebranie okruchów informacji, które razem pasują do siebie, i w przyszłości pozwolą na szczegółowe opowiedzenie historii o 24 życiach. O ile na początku naszych badań, nasze śledztwa były napędzane przede wszystkim prowadzone ciekawością, to w momencie, gdy nasza kolekcja zgromadzonych informacji okazałą się już bardzo duża, wpadliśmy na pomysł zebrania całej zdobytej wiedzy w książkę. I to jest cel ostateczny naszej pracy. Chęć napisania o życiu naszych przodków, o doświadczeniach z I wojny światowej, wydaje się stosownym hołdem złożonym dwóm tuzinom mężczyzn, którzy zaryzykowali swoje życie dla tego, co uważali za bardzo szlachetną sprawę.

Nie mamy złudzeń, że możemy zrealizować ten projekt bez pomocy innych. Jeśli ktoś ma jakiekolwiek informacje, które mogą wypełnić nasze luki w wiedzy lub mogą wskazać nam inne pomocne źródła, będziemy niewymownie wdzięczni za ich przekazanie, za pośrednictwem Andrzeja Dobkiewicza [e-mail: redakcja@historia-swidnica.pl].

Co stało się z 24 bohaterami ucieczki, po tym, jak wyczołgali się z tego tunelu na zimne marcowe powietrze i wyruszyli w poszukiwaniu wolności? Mimo ich nadziei, modlitw, planów i pomysłowości, nie mieli szczęścia. W ciągu kilku dni większość złapano i odwieziono do Schweidnitz. Czekała ich nieuchronna kara za ich małą „przygodę”. Zostali zatrzymani z w różnych odległościach od obozu. Większość uciekała pieszo, niektórzy planowali podróżować pociągiem, aby oddalić się od swoich prześladowców, ale nawet ci ostatni zostali w końcu schwytani. Ostatnia para, która wróciła do Schweidnitz niecały miesiąc po ucieczce, została ujęta w Czechach.

John Copeland, Orillia, Kanada (tłum. Andrzej Dobkiewicz)

John Copeland. Wnuk Arthura H. M. Copelanda, jednego z uciekinierów z obozu jenieckiego w Świdnicy w 1918 roku. Urodził się i wychował w Toronto w Kanadzie. Większość wakacji spędzał w rodzinnym domku i zakochał się w naturze. Studiowanie leśnictwa na uniwersytecie było dla niego naturalnym wyborem. Po ukończeniu Uniwersytetu w Toronto, gdzie poznał swoją żonę, przez ponad trzydzieści lat pracował dla rządu prowincji w północnym Ontario. Jego troje dzieci dorastało także w północnym Ontario, ale ostatecznie przeniosło się dalej na południe, aby kontynuować swoje kariery zawodowe. Po przejściu na emeryturę John i jego żona przenieśli się na południe Kanady do Orillii, aby być bliżej rodzinnego domu oraz cieszyć się wypoczynkiem. Kiedy nie prowadzi swoich badań,  lubi grać i śpiewać w grupach społecznych.

12 LIKES

Skomentuj jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Mission News Theme by Compete Themes.