Press "Enter" to skip to content

Złoto Wrocławia wg Kudelskiego

Mityczne złoto Wrocławia, choć minęło już ponad 70 lat od zakończenia II wojny światowej,  nadal wzbudza olbrzymie emocje i rozbudza wyobraźnię. Tym razem z tematem mierzy się pisarz Robert Kudelski, który kilka lat temu pochylił się już nad inną dolnośląską legendą, skrytkami Grundmanna. 

Dziś o złocie Wrocławia wiemy niewiele więcej niż wiedzieli zajmujący się tym tematem zaraz po wojnie. Nikt jednoznacznie nie potwierdzi, że istniało, nikt też nie zaprzeczy. Tony kosztowności miały być zgromadzone przed końcem wojny jako depozyty, a następnie ukryte w bezpiecznych miejscach.

– Moim celem przy pisaniu książki, zresztą podobnie jak w przypadku wcześniejszej książki „Lista Grundmanna”, było odmitologizowanie pewnych historii – mówi Robert Kudelski, autor wydanego właśnie „Złoto Wrocławia. Narodziny legendy”. – Dzięki temu, że poznajemy prawdę, łatwiej jest iść do przodu niż wtedy, gdy opieramy się na mitach i legendach.

Dr Robert Kudelski i jego najnowsza książka Złoto Wrocławia. Narodziny legendy

Jak rodziła się legenda? Pierwsza była najprawdopodobniej kobieta. Krystyna Myśliwiec-Prokopska. W 1949 roku Przedsiębiorstwu Poszukiwań Terenowych, które miało siedzibę we Wrocławiu i zajmowało się zabezpieczaniem i wykrywaniem majątku państwowego pozostawionego przez Niemców na Ziemiach Odzyskanych, przekazała informację na temat podziemnego schronu w mieście. – Miała być siostrzenicą i wychowanką Niemca, 15-krotnego milionera, jak czytamy w dokumentach –  mówi Robert Kudelski. – Kobieta twierdziła, że swoje bogactwa zdeponowali tam najbogatsi mieszkańcy Wrocławia, w tym i jej wujek.

Właśnie wtedy po raz pierwszy urzędnicy namacalnie zetknęli się z rozbudzającą wyobraźnię legendą o ukrytym złocie. Kobieta od wuja właśnie dowiedziała się, gdzie bogactwa zdeponowano i jak je wydobyć. Myśliwiec-Prokopska miała jednak dwa warunki. Obiecała pomóc w ich odnalezieniu w zamian za uwolnienie małżonka i kuzyna, którzy… siedzieli w polskim więzieniu. Chciała też 50 procent znaleźnego. – Tunele skarbca są otwierane przez specjalne zamki szyfrowe na nazwiska pewnych osób lub wyrazy, które układa się na tabliczce z lustrami i przez naciśnięcie sprężynki otwierają się dobrze zamaskowane drzwi. Tunel, prowadzący do właściwego skarbca, ma pełno zapadek – opowiadała podczas zeznań Myśliwiec-Prokopska jednemu z członków PPT Czesławowi Andryszewiczowi.

Herbert Klose – jeden z „twórców” mitu złota Wrocławia oraz major wrocławskiej bezpieki Stanisław Siorek, który zajmował się z ramienia SB m.in. sprawami ukrytych na Dolnym Śląsku depozytów niemieckich

 – Sprawę potraktowano nad wyraz poważnie – mówi Robert Kudelski. – Wszyscy byli pewni, że chodzi o miliardy dolarów w złocie. A kobieta nie szczędziła szczegółów. Były i skrzynie metalowe, i miny zabezpieczające, i oczywiście brylanty, perły, monety i … konserwy. – To od tego momentu w głowach urzędników i pracowników służby bezpieczeństwa zakorzeniała się myśl o wielkich bogactwach dawnych mieszkańcach Wrocławia, depozytach i skrytkach – dodaje Kudelski.

Choć ostatecznie, mimo długich poszukiwań, zaangażowania  Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego i Najwyższej Izby Kontroli,  oczywiście żadnego skarbca nie znaleziono. Jak jednak podziemny skarbiec przekształcił się we współczesne legendy, jak choćby złoty pociąg, którego przecież Piotr Koper nadal poszukuje na Dolnym Śląsku?

– Autorem informacji o wrocławskich skarbach, które miały być wywiezione i ukryte w bezpiecznej prowincji był student Uniwersytetu Wrocławskiego Waldemar Wasiukiewicz – mówi Robert Kudelski. – Doniósł on w 1949 roku do Przedsiębiorstwa Poszukiwań Terenowych, że odkrył, iż skarby znajdują się we wnętrzu góry Willenberg znajdującej się w miejscowości Wielisław, w gminie Świerzawa, w powiecie złotoryjskim.

Na podstawie obserwacji, wywiadów z autochtonami i miejscową ludnością doszedł do wniosku, że prowadzone są tam przez prywatne osoby poszukiwania wartościowych obiektów. Student twierdził, że w podziemiach ukryty jest ambulans pocztowy, para samochodów ciężarowych z cennym ładunkiem oraz inne ciekawe obiekty. Schowek miał być zaminowany, dlatego samodzielnie bał się go eksplorować. Za pomoc urzędnikom chciał 10 procent znaleźnego. Tak jak w przypadku historii o podziemnym skarbcu Myśliwiec-Prokopskiej rozpoczęto nieskuteczne poszukiwania. Urzędnicy stwierdzili na miejscu zasypane tunele, olbrzymi uskok i spękania ścian. Ale rozmowy z mieszkańcami utwierdziły ich w tym, że góra faktycznie skrywa tajemnicę.

Jacek Wilczur (z lewej) – tropiciel tajnych archiwów niemieckich, w rozmowie z jednym ze świadków z czasów wojny

Ale to nie tutaj pierwszy raz padło hasło „złoto Wrocławia”. Pojawia się ono w Kudowie Zdroju. Władysławowi Matuszewskiemu, pracownikowi miejscowego sanatorium mówi o nim miejscowy hydraulik w 1950 roku. Zafascynowany słyszy od niego, a on wie to od autochtona, członka SS, który brał udział w ukrywaniu kosztowności, o skrytkach przygotowywanych przez więźniów obozu koncentracyjnego, którzy zostali rozstrzelani, o wywiezieniu złota z banków, którego ma być nie mniej niż 3 tony, i o ciężarówkach, którym je wywieziono z miasta. Skrytka ma się znajdować w okolicach obecnego Karłówka w Górach Stołowych.

Matuszewski informuje o sprawie organy bezpieczeństwo. Poszukiwania nie dają jednak efektów. Fiasko sprawia, że z UB z powrotem kieruje swoje spojrzenie na Świerzawę. Jednym z jej mieszkańców był wówczas weterynarz Herbert Klose, który nierozerwalnie dziś kojarzy się z legendą złota Wrocławia. Zaraz po wojnie autochtoni bowiem szczególnie interesowali Urząd Bezpieczeństwa Publicznego. Chętnie zbierał on informacje na temat ich rewizjonistycznej i dywersyjnej działalności na polskich już terenach. W 1949 roku volksdeutsch Jan Mazur doniósł służbom właśnie na Klosego. Miał mu on opowiadać o tym, że zostawiono go tutaj specjalnie przy Górze Wielisławka, gdzie ukryte są podziemne chodniki, a w nich znaczna ilość broni.

Czy czegoś więcej było trzeba, by Klose znalazł się w kręgu podejrzanych o dywersję? Wtedy właśnie rozpoczęło się śledztwo rozgrzewające do dziś poszukiwaczy dolnośląskich tajemnic. Bez złota Wrocławia nie byłoby przecież depozytów, skrytek, strażników i złotych pociągów czy ciężarówek. A złota Wrocławia nie byłoby bez… Klosego. – Materiały, które analizowałem, pochodzące z archiwów PUB wskazują, że początkowo śledczy nie przykładali zbyt dużej wagi do informacji dotyczącej depozytów ukrytych w sztolniach, o czym też donosili im Jan Mazur – mówi Robert Kudelski. – Interesowało ich, czy Klose faktycznie zajmuje się uprawianiem wrogiej działalności. Dopiero później, już w latach 50. zajęły się wątkiem pracy Klosego w sztabie we Wrocławiu przy ukrywaniu i zabezpieczaniu wartościowych rzeczy. To właśnie informator PUB Jan Mazur po raz pierwszy mówił o majorze Uhlenau (Ollenhauer), który zajmował się ukrywaniem depozytów, a dla którego Klose pracował.

Fragment protokołu przesłuchania Herberta Klose

I właśnie tę nieustannie pasjonującą historię krok po krok śledzi Rober Kudelski, budując jednak dla niej szeroki kontekst, który ułatwia zrozumienie wielu kwestii. – By nie zdradzać zbyt wiele, mogę powiedzieć z całą pewnością, że Klose nie był tym, za kogo się podawał – mówi Kudelski. – Moim zdaniem nie był też ani oficerem policji, ani nie brał udział w zabezpieczenia złota Wrocławia. Ale jednoczenie miał sporą wiedzę operacyjną. I nie była to wiedza powszechnie dostępna. Jest kilka momentów w tej biografii, które bezsprzecznie mnie zastanawiają i nie pozwalają dać jednoznacznej odpowiedzi na wiele pytań.

Klose ostatecznie nigdy nie staje przed sądem. Zostaje za to ulubieńcem mediów. Rozmawia z dziennikarzami, występuje w roli eksperta i zaciemnia jeszcze bardziej sytuację. Umiera pod koniec lat 80. w Niemczech,  pochowany jest…w Sędziszowej koło Góry Wielisławki.

„Złoto Wrocławia” to książka dla wszystkich, którzy lubią dolnośląskie tajemnice i chcą się dowiedzieć, skąd wzięły swoje źródło i jaki w tym udział miały służby bezpieczeństwa. Odpowiada na wiele pytań, ale jeszcze więcej pozostawia bez odpowiedzi.

Agnieszka Dobkiewicz

Fundacja IDEA

Dr Robert J. Kudelski, badacz i autor publikacji poświęconych eksploracji oraz stratom wojennym w zakresie dóbr materialnych i zbiorów sztuki. Autor i współautor wielu książek, m.in.: Tajemnica Riese. Na tropach największej kwatery Hitlera (2002), Lubiąż. Na tropach wojennych tajemnic (2003), Złoto generałów. Służby specjalne PRL na tropie skarbów III Rzeszy (2005) i Wojenne sekrety Lubiąża (2010), Tajemnice nazistowskiej grabieży polskich zbiorów sztuki (2004), Zaginiony konwój SS (2007), Merkers – skarbiec III Rzeszy (2011), Zrabowane skarby (2012), Zaginiony Rafael (2014), Lista Grundmana (2015), Tajemnice wydobyte z jeziora (2016).

4 LIKES

Skomentuj jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Mission News Theme by Compete Themes.