Press "Enter" to skip to content

30 lat temu pozbyli się… „gości”

Spread the love

Dawne województwo wałbrzyskie było pierwszym w Polsce, które w 1991 roku pozbyło się stacjonujących tu Rosjan.

Zawiadomienie o zajętym na rzecz Sowietów domu z 1945 r. (Kolekcja: Muzeum Dawnego Kupiectwa w Świdnicy)

Dokładnie 30 lat temu, 21 listopada 1991 roku zakończono przejmowanie mienia posowieckiego na terenie dawnego województwa wałbrzyskiego z rąk dowództwa Północnej Grupy Wojsk Radzieckich. Dzień później odbyło się w Świdnicy oficjalne pożegnanie Rosjan, którzy stacjonowali tu przez 46 lat.

„Goście” przez 46 lat

Na terenie byłego województwa wałbrzyskiego jednostki sowieckie rozlokowane zostały już w 1945 roku – w Świdnicy, w późniejszym okresie także w Strzegomiu (od października 1956 roku) i w Lądku Zdroju (od 1967 roku), gdzie utworzono ośrodek sanatoryjny.

Wobec braku dostępnych źródeł nie można w pełni ustalić listy jednostek sowieckich stacjonujących na terenie byłego województwa wałbrzyskiego i Świdnicy, która w pewnym momencie stała się siedzibą sztabu Północnej Grupy Wojsk Armii Radzieckiej. W latach 70. i 80. XX wieku cześć jednostek wchodziła w skład 20. Dywizji Pancernej. W Świdnicy, Strzegomiu i Witoszowie stacjonowały między innymi: 1052. Pułk Artylerii Samobieżnej, 459. Pułk Przeciwlotniczy, 595. Dywizjon Rakietowy, 137. Batalion Łączności, 886. Batalion Łączności, 1955. Batalion Walki Radioelektronicznej, 91. Batalion Zabezpieczenia i 59. Batalion Samochodowy. Oprócz tego Rosjanie dysponowali także samodzielnym batalionem budowlanym oraz rozbudowanym personelem szpitalnym, który obsługiwał szpital w Świdnicy i kompleks sanatoryjny w Lądku Zdroju.

Fragment materiału filmowego o wycofaniu wojsk radzieckich ze Świdnicy (Źródło: You Tube)

Oficjalne wycofanie wojsk radzieckich ze Świdnicy rozpoczęło się 16 października 1990 roku, chociaż już od 1989 roku Rosjanie zaczęli stopniowo zmniejszać garnizon w Świdnicy. A był on bardzo duży i zajmował ogromną powierzchnię 121, 6 ha:

– koszary „410”, tzw. Białe Koszary (16,8 ha) przy ulicy Generała Leopolda Okulickiego
– koszary „411”, tzw. Czerwone Koszary (13,4 ha) przy ulicy Armii Krajowej
– kompleks sztabowo-koszarowy „416” przy ul. Parkowej i Gdyńskiej (7,4 ha)
– poligon/koszary „420” Witoszów Dolny (84 ha), z czego poligon zajmował 54 ha

O ile na temat samego pobytu wojsk radzieckich na terenie dawnego województwa wałbrzyskiego, a przede wszystkim Świdnicy można znaleźć trochę artykułów, o tyle kwestia przejmowania posowieckiego majątku jest ciągle mało rozpoznanym tematem.

A to właśnie byłe województwo wałbrzyskie było pierwszym w Polsce (sic!), z którego Sowieci całkowicie się wycofali, a mienie po nich zostało – nie bez problemów – przejęte. Dzięki ówczesnemu pełnomocnikowi wojewody ds. przejmowania posowieckiego majątku – Andrzejowi Szczepankowskiemu, prawnikowi Rejonowego Urzędu Administracji Ogólnej w Świdnicy, możemy Państwu przedstawić archiwalne materiały związane z tym wydarzeniem.

Rosjanie w Świdnicy czuli się jak u „siebie”. Pamiątkowe zdjęcie przy wylocie ulicy Grodzkiej
(Źródło: Żarowska Izba Historyczna)

Talerz z pierogami

Do 17 grudnia 1956 roku status prawny faktu stacjonowania Sowietów w Polsce nie był unormowany. Dopiero pod koniec 1956 roku podpisana została w Warszawie umowa między rządami PRL i ZSRR o statusie prawnym wojsk sowieckich stacjonujących w Polsce. Wtedy też przeprowadzono pierwszą inwentaryzację o obiektów zajmowanych przez Armię Radziecką, która wykazała, że na terenie byłego województwa wałbrzyskiego zajmowała ona 161 budynków w tym 390 mieszkań i 43 wille. Warto także wspomnieć, że do momentu oficjalnego początku wycofywania się Sowietów ze Świdnicy, Strzegomia i Lądka Zdroju, wybudowali oni 95 obiektów, w których znajdowało się między innymi 918 mieszkań.

Pamiątkowe zdjęcie na świdnickim Rynku (Źródło: Żarowska Izba Historyczna)

Szczególnie duży kontyngent wojsk AR stacjonował w Świdnicy. W latach 80/90. krążył zresztą po mieście taki dowcip, że „Świdnica z lotu ptaka wygląda jak… wielki talerz z pierogami. Połowa ruskich, a połowa leniwych…”

Pierwsze rozmowy na temat przejęcia obiektów na terenie dawnego województwa wałbrzyskiej nawiązano w maju 1990 roku, kiedy ustalono ogólne zasady. W lipcu tego roku powstał harmonogram kolejności zwalniana przez stronę radziecką kolejnych obiektów i terminy, kiedy miało to nastąpić. Zakończenie tego procesu przewidywano na wiosnę 1991 roku. Ponieważ w wielu przypadkach nasuwał się wątpliwości co do prawnego stanu własności harmonogram i terminy nie były dotrzymywane, co spowodowało wzajemną niechęć strony polskiej i radzieckiej, usztywnienie stanowisk i w konsekwencji konflikty. W końcu po interwencjach na wyższych szczeblach, jakich dokonały obie strony, na „pierwszy ogień” poszła Świdnica. Władze miasta z ówczesnym prezydentem Jackiem Drobnym 16 października 1990 roku przejęły część zwolnionego mienia, a kolejnego przejęcia na rzecz samorządu dokonały 15 stycznia 1991 roku. W sumie miasto przejęło 108 obiektów z 550 mieszkaniami (w tym 300 wybudowanych przez Sowietów) oraz 36 willi. Był to dla Świdnicy ogromny zastrzyk w zakresie infrastruktury mieszkalnej i użytkowej, podobnie bowiem jak i wiele innych miast w Polsce borykała się ona z ogromnymi problemami lokalowymi.

Zaświadczenie o przyznaniu domu za pozostawione mienie na Kresach Wschodnich z 1947 r. Pół wieku później nie było już respektowane przez władze Świdnicy

Wraz z przejmowanymi budynkami do Urzędu Miejskiego zaczęły spływać wnioski o odszkodowanie za pozostawione mienie zabużańskie. Planowano nawet, że dla tych wierzycieli Skarbu Państwa i celem zaspokojenia ich roszczeń oddanych zostanie 14 bloków mieszkalnych z wielkiej płyty – tzw. Leningradów. Ostatecznie kwestię odszkodowań uregulowały przepisy ogólnopaństwowe, nierzadko z krzywdą dla wierzycieli. Przykładem takim była chociażby sprawa jednej z willi przy obecnej ulicy Adama Mickiewicza w Świdnicy. Po opuszczeniu jej przez Sowietów, do Urzędu Miejskiego zgłosili się z kompletem dokumentów potomkowie osoby, która w 1945 roku otrzymała ją w zamian za pozostawiony na Wschodzie majątek. Ponieważ w momencie jej przyznania, zajęta była już przez Sowietów, na przydziale napisano, że objęcie jej w posiadanie nastąpi po opuszczeniu jej przez wojska radzieckie. W Urzędzie Miejskim stwierdzono jednak, że ten przydział nie będzie przez nich uznany, bo nie posiada mocy prawnej, pozbawiając w ten sposób potomków osadnika prawa własności do nadanego budynku. Rodzina polskiego osadnika nigdy też nie otrzymała żadnego odszkodowania za pozostawiony na Wschodzie przez ich przodka majątek i za nie oddanie przez władze miasta przyznanego budynku.

Mapa z okresu przejmowania mienia z rąk Sowietów przez polską administrację
Mapa z okresu przejmowania mienia z rąk Sowietów przez polską administrację

Zdrowa wątroba

Samorząd Świdnicy miał sporo szczęścia, przejmując w sposób bezpośredni tak dużą część posowieckiego majątku.  Już bowiem 25 marca 1991 roku ówczesny Prezes Rady Ministrów Jan Krzysztof Bielecki wydał zarządzenie na mocy którego nadzór nad przejmowaniem opuszczanych przez Armię Radziecką obiektów mieli przejąć wojewodowie i mianowani przez nich pełnomocnicy.

Żołnierze radzieccy na terenie tzw. Czerwonych Koszar w Świdnicy

 – Pamiętam, że kiedy zostałem wyznaczony przez wojewodę na kierowanie zespołem ds. przejmowania posowieckiego majątku, zapytałem podczas rozmowy z wojewodą dlaczego akurat mnie wyznaczył do tego zadania – opowiada anegdotyczną sytuację Andrzej Szczepankowski. – Bo jest jeszcze młody, silny i masz… zdrową wątrobę – odparł wówczas śmiejąc się wojewoda. Rzeczywiście Rosjanie lubili się napić przy każdej okazji, toteż tego alkoholu było sporo podczas różnych spotkań.

Tak też się stało. Andrzej Szczepankowski został 6 kwietnia 1991 r. wyznaczony na pełnomocnika Wojewody Wałbrzyskiego d/s Jednostek Wojskowych Armii Radzieckiej, czyli de facto do koordynacji prac związanych z przejmowaniem i zagospodarowywaniem mienia zwalnianego przez jednostki AR, otrzymując z czasem stanowisko starszego inspektora w Urzędzie Rejonowym Administracji Ogólnej  w Świdnicy.

Już 10 lipca 1991 roku odebrano od Sowietów pierwszą transzę, obejmującą 15 obiektów w Świdnicy. 1 sierpnia tego roku przejęto kompleks wojskowy w Strzegomiu na który składało się 17 obiektów z 74 mieszkaniami oraz poligon leśny pod Goczałkowem (tereny poniemieckiego składu amunicji tzw. Luftmuna), który przekazano Lasom Państwowym.

Wyrzutnie rakietowe na poligonie w Witoszowie Dolnym (Kolekcja: Aleksander Skarga)

W kolejnych kilku transzach pomiędzy 3 września a 21 listopada 1991 roku przejęto: w Świdnicy – 88 obiektów, w Witoszowie Dolnym – kompleks 14 budynków wraz z poligonem, a w Lądku Zdrój – 12 obiektów.

Ciekawe było przejmowanie obiektów od Rosjan na terenie poligonu w Witoszowie Dolnym pod Świdnicą. – Rosjanie bardzo długo nie chcieli nas tam wpuścić, nawet gdy już mieliśmy oficjalne pozwolenia i uzgodnione terminy, cały czas piętrzyli trudności – opowiada Andrzej Szczepankowski. – W końcu udało się wejść na teren poligonu i do schronów zlokalizowanych na jego terenie. Pamiętam, że w jednym z pomieszczeń, które wizytowaliśmy na ścianach wisiały jeszcze ogromne mapy z zaznaczonymi trasami przemarszy wojsk i kierunków uderzeń w stronę Europy Zachodniej. Takie naoczne zetknięcie się z planami wojny było dla mnie szokujące.

Przekazanie przez stronę radziecką ostatnich 5 użytkowanych przez nich obiektów odbyło się w Świdnicy 21 listopada 1991 roku. Od tego dnia na terenie ówczesnego województwa wałbrzyskiego Rosjanie nie posiadali już żadnego majątku i nie stacjonowały już na tym obszarze żadne jednostki taktyczne. W Świdnicy pozostało zaledwie dziewięciu żołnierzy, którzy pełnili wartę przy bramach wjazdowych na tereny koszarowe. Jednak i oni dość szybko zostali ewakuowani.

Czołgi na horyzoncie

Proces przekazywania majątku przez administrację radziecką i związane z tym wycofywanie się ostatnich jednostek wojskowych nie zawsze jednak odbywał się zgodnie z planem i kilka razy kwestia zachowania ciągłości procesu wycofywania się Rosjan i przejmowania użytkowanych przez nich obiektów była poważnie zagrożona.

Pamiątkowe zdjęcie przed garażami wojskowymi w Świdnicy. Za żołnierzami samobieżna haubicoarmata 2S3 Akacja (Kolekcja: Aleksander Trezub)

Latem 1991 roku do ostrego konfliktu doszło pomiędzy władzami Świdnicy, a dowództwem Północnej Grupy Wojsk AR, na czele której stał generał Aleksander Dubynin. Przyczyną kryzysu były odmienne stanowiska strony polskiej i radzieckiej odnośnie obiektów zbudowanych przez Sowietów ze środków własnych.

Przedstawiciele władz samorządowych Świdnicy domagali się, aby – z wyjątkiem budynków mieszkalnych – wszystkie pozostałe zostały przez Sowietów rozebrane i to na ich koszt! Oczywiście nie chcieli się oni na to absolutnie zgodzić, a ponawiane żądania i nieustępliwość strony polskiej spowodowały bardzo gwałtowną reakcję dowództwa PGWAR.

Sytuacja była tak napięta, że wszystko mogło doprowadzić do konfliktu. Generał Dubynin pełniący oprócz funkcji dowódcy radzieckiego zgrupowania wojsk w Polsce, także funkcję Pełnomocnika Rządu ZSRR d/s wycofywania wojsk uznał, że Polacy z niezrozumiałych powodów i z naruszeniem wszystkich podpisanych protokołów oraz ustalonych terminów zaczęli „spowalniać” proces. Zażądał spotkania z prezydentem miasta i wojewodą. Przybyli na nie jednak tylko… wyznaczeni asystenci, a jeden z nich się jeszcze spóźnił. Dubinin odebrał to jako policzek, ale wysłuchał tego, co mieli do powiedzenia. W pewnym momencie wstał i miał powiedzieć do sali, która zamarła: – Teraz zapiszcie moje ultimatum. Swoją niezrozumiałą bezczynnością i łamaniem wcześniejszych umów upokarzacie moje państwo, jego armię i mnie osobiście. Proszę was o przekazanie waszym przywódcom, że oczekuję ich wyjaśnień nie później niż osiemnastego. Jeśli nie przybędą, pułk czołgów ze Świętoszowa zostanie sprowadzony do miasta, aby zapewnić tam należyte bezpieczeństwo i porządek. Na kolejnym spotkaniu pojawili się już i wojewoda wałbrzyski i prezydent Świdnicy.

Radziecki transporter opancerzony na dziedzińcu obecnej Szkoły Podstawowej nr 8 przy ulicy Wałbrzyskiej w Świdnicy

 – Sytuacja była bardzo poważna – opowiada po latach Andrzej Szczepankowski. – Czy Rosjanie byliby do tego zdolni? Myślę, że tak. Pamiętajmy, że jest to okres pierestrojki w ZSRR. Nawet najmniejsze zadrażnienia powodowały u nich bardzo nerwowe reakcje. A wiemy, że różnych rzeczy można się było po nich spodziewać.

Spotkanie na którym Dubynin groził sprowadzeniem do Świdnicy pułku czołgów odbyło się 16 sierpnia 1991 roku. Na kolejnym – 19 sierpnia, naczelny dowódca wojsk radzieckich w Polsce mówił już w bardziej pojednawczym tonie, miał jednak sporo pretensji do władz Świdnicy reprezentowanych przez ówczesnego prezydenta Jacka Drobnego o nieprzychylne stanowisko i zadrażnianie stosunków między stroną polską i radziecką. Skany protokołów z tych dwóch niezwykle ciekawych spotkań publikujemy poniżej (kliknij aby powiększyć).

Zadrażnienia miały swoje źródło przede wszystkim w sposobie, terminach i kosztach związanych z przejmowanym majątkiem, a także tym, kto ma go chronić. Rosjanie chcieli, aby wszystko odbywało się według harmonogramu i aby przy tym nie ponosili żadnych kosztów m.in. rozbiórek postawionych przez siebie bez zezwoleń strony polskiej – obiektów tj. na przykład garaży itp. Impas w rozmowach mógł doprowadzić do opóźnienia wycofania jednostek radzieckich z terenu ówczesnego województwa wałbrzyskiego, które było zaplanowane na październik 1991 roku. Ze względu na to usztywnione stanowisko władz wojewódzkich i miejskich, które reprezentował między innymi wspomniany, ówczesny prezydent Świdnicy Jacek Drobny, zostało zrewidowane i aby pozbyć się Sowietów jak najszybciej i jak najsprawniej przejąć majątek z ich rąk odstąpiono od zajmowanego wcześniej stanowiska.

Wojna polsko-polska

Oprócz problemów z Rosjanami w omawianym okresie istniał także poważny konflikt pomiędzy władzami Świdnicy a przedstawicielami administracji rządowej, która przejęła nadzór nad przejmowaniem posowieckich obiektów. Obie strony różniły się nie tylko w koncepcjach ich zagospodarowania i przeznaczenia. Spory wynikały również z tytułu finansowania tych działań i nadzoru nad nimi. Ten ostatni aspekt był szczególnie istotny z racji tego, że do czasu sprzedaży lub przekazania obiektów instytucjom i urzędom, były one narażone na penetrację przez złomiarzy i szabrowników, co pogarszało ich stan techniczny. – Rosjanie przekazywali nam budynki w różnym stanie. Niektóre były w bardzo dobrym, niektóre w gorszym. Faktem jest jednak, że do ich dekapitalizacji przyczynili się nie tylko oni. Mimo dozoru tych obiektów na miarę skromnych funduszy, jakie mieliśmy do dyspozycji, zdarzały się włamania i kradzieże ich wyposażenia – stolarki, grzejników, rur, instalacji itp. – mówi Andrzej Szczepankowski.

Najwięcej zgrzytów przysparzała jednak kwestia zagospodarowywania obiektów. Administracja rządowa wyłączyła część obiektów z przekazania samorządowi Świdnicy, przejmując je na rzecz Skarbu Państwa z zamiarem ich sprzedaży lub przeznaczenia na siedzibę państwowych urzędów i instytucji np. Policji, Urzędu Skarbowego czy Urzędu Rejonowego Administracji Ogólnej. Najwięcej kontrowersji wzbudzał wielki kompleks koszarowy w Świdnicy – tzw. Czerwone Koszary, gdzie planowano stworzyć centrum administracyjne, co nie do końca było zgodne z planami władz Świdnicy. W grę wchodziły oczywiście także finanse. Na doprowadzenie poszczególnych budynków do stanu użyteczności miasto otrzymywało dotacje z Urzędu Wojewódzkiego, nie rozliczało się jednak z niej na czas w momencie rezygnacji z komunalizacji niektórych obiektów i oddawaniu ich do dyspozycji Urzędu Rejonowego Rządowej Administracji Ogólnej. Z drugiej strony władze Świdnicy miały pretensje, że URRAO dokonuje sprzedaży budynków, co pomniejsza dochody samorządu.

Obie strony formułowały skargi na postępowanie drugiej strony, które trafiały nie tylko do Urzędu Wojewódzkiego, ale też do ministerstw w Warszawie. O tym w jakiej atmosferze i wzajemnych oskarżeniach przyszło zagospodarowywać posowieckie mienie świadczy zamieszczona obok notatka ze spotkania obu stron 4 września 1991 roku (kliknij aby powiększyć).

Na te konflikty interesów nakładały się także problemy formalno-prawne związane z przejmowaniem majątku posowieckiego. Pamiętać należy, że ówczesne regulacje prawne tworzone były praktycznie „z marszu”, co powodowało m.in. opóźnienia w zagospodarowywaniu przejętego majątku. Zamieszczone poniżej skany protokołów z kontroli przeprowadzonych przez Najwyższą Izbę Kontroli dla Świdnicy i Strzegomia ujawniają nieprawidłowości, często jednak wynikające z pionierskiego charakteru procesu przejmowania posowieckiego majątku i pokazuje problemy, z jakimi musiała się borykać strona polska.

Pożegnanie

Ostatnie protokoły o przejęciu posowieckiego mienia – jak już wspomniano – podpisano 21 listopada. Dzień później, w Urzędzie Miejskim w Świdnicy odbyło się oficjalne pożegnanie Rosjan (patrz skan artykułu na ten temat z Wiadomości Świdnickich na końcu artykułu).

Ostatni protokół kończący przejmowanie posowieckiego mienia w Świdnicy

Czy Rosjanom żal było opuszczać Świdnicę i inne miejscowości w regionie wałbrzyskim? Chyba tak. Przez kilkadziesiąt lat czuli się tu jak u siebie. W wielu aspektach byli samowystarczalni, a tworzone przez nich miasteczka były całkowicie wyłączone spod polskiej kontroli i administracji. Mieli tu swoje szkoły, kina, szpitale, możliwość sprowadzania rodzin (oficerowie). Poziom życia był na pewno wyższy niż w tym samym czasie, w targanym kryzysem gospodarczym i ustrojowym ZSRR, które zresztą jeszcze w grudniu tego samego roku  (26. 12.1991) przestało istnieć jako Państwo. Chociaż Polacy na fali zmian ustrojowych dążyli do jak najszybszego opuszczenia Polski przez Sowietów, kilkadziesiąt lat współistnienia doprowadziło do pewnego rodzaju symbiozy obu nacji. Na wielu płaszczyznach kwitła wymiana i „współpraca” ludności i żołnierzy, oczywiście nielegalna. Kiedy polskie sklepy świeciły pustkami lub na rynku brakowało różnych towarów, artykułów i materiałów, w zamkniętych miasteczkach sowieckich było tego wszystkiego pod dostatkiem. Gdy czegoś brakowało, alternatywą była możliwość… kupienia lub załatwienia od „ruskich”.

Galeria (kliknij aby powiększyć)

Oczywiście to bliskie sąsiedztwo miało również wiele negatywnych stron. Samorządy musiały na przykład borykać się z naprawą dróg zniszczonych przez przejeżdżający kolumnami ciężki sprzęt bojowy czy uzyskiwać specjalne zezwolenia na inwestycje prowadzone w bezpośrednim sąsiedztwie koszar (obawa przez szpiegostwem), a polski wymiar sprawiedliwości nie miał żadnych możliwości ścigania Rosjan za przestępstwa popełniane poza koszarami.

Przejęcie sowieckiego majątku w Świdnicy i dawnym województwie wałbrzyskim poza wszystkimi kłopotami związanymi z jego zagospodarowaniem, było na pewno sporej wagi impulsem, na drodze do pobudzenia gospodarczego i powiększenia zasobów tak cennej i potrzebnej infrastruktury oraz nieruchomości. Od tych wydarzeń mija właśnie – szkoda, że niezauważenie na terenie dawnego województwa wałbrzyskiego – dokładnie 30 lat.

Andrzej Dobkiewicz (Fundacja IDEA)

Artykuł z Wiadomości Świdnickich nr 41/1991 o pożegnaniu dowództwa wojsk radzieckich w Urzędzie Miejskim w Świdnicy
14 LIKES

2 komentarze

  1. Marek Piekielnik Marek Piekielnik 22 listopada 2021

    Świetny tekst, panie Andrzeju! Warto przy okazji wspomnieć o witrynie pamiątkowej uczniów szkoły podstawowej mieszczącej się wewnątrz radzieckiej strefy w Świdnicy. Pod adresem http://swidnica.ru/ znajduje się wiele wspomnień i zdjęć Rosjan, którzy spędzili tu dzieciństwo i z rozrzewnieniem wspominają świdnicki epizod swego życia. Polecam.

    • Andrzej Dobkiewicz Andrzej Dobkiewicz Post author | 22 listopada 2021

      Już Pan wspomniał 🙂 W najbliższym czasie zaprezentujemy sporo zdjęć między innymi z tej strony, szczególnie tych, gdzie widoczne są fragmenty naszego miasta. Taka Świdnica po… rosyjsku 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Mission News Theme by Compete Themes.