Press "Enter" to skip to content

W podziemiach Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Świdnicy

Spread the love

W zasobach archiwalnych odnaleziony został ciekawy raport zachodnich służb wywiadowczych, dotyczący metod śledczych w Powiatowym Urzędzie Bezpieczeństwa w Świdnicy, w latach 1948-1952.

Raport powstał na podstawie zeznań kobiety, która była przetrzymywana w areszcie powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa w Świdnicy przy ulicy Jagiellońskiej 28 oraz zeznań innych zatrzymanych, którzy przekazali jej tą informację. To kolejny raport z kolekcji zgromadzonej w Blinken OSA Archivum. Na łąmach Świdnickiego Portalu Historycznego opublikowaliśmy już kilka raportów z tego archiwum – czytaj tutaj: Napady i włamania w Świdnicy, Kariera członka partii w Świdnicy na przełomie lat 40. i 50. XX wieku, Tajny raport o wojskowej produkcji w powojennych Świebodzicach, Walka o mięso 1950-1951. Niezwykła relacja anonimowej świdniczanki (cz. 1), Walka o mięso 1950-1951. Niezwykła relacja anonimowej świdniczanki (cz. 2), Walka o mięso 1950-1951. Niezwykła relacja anonimowej świdniczanki (cz. 3), Walka o mięso 1950-1951. Niezwykła relacja anonimowej świdniczanki (cz. 4).

Blinken OSA Archivum zostało założone w 1995 roku, jako wydział Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego z siedzibami w Wiedniu i Budapeszcie.  Jego zbiory archiwalne dotyczą powojennej historii Europy, zimnej wojny, historii byłego bloku wschodniego, praw człowieka i zbrodni wojennych.

W raporcie znajduje się również stosunkowo dokładny opis warunków, jakie panowały w celach w piwnicy budynku ówczesnej siedziby PUB, dziś Powiatowej Komendy Policji w Świdnicy. Niestety, nie możemy się posiłkować współczesnymi zdjęciami tej części budynku. To tak zwana „strefa nr 1” komendy Policji, w której obowiązuje całkowity zakaz wykonywania zdjęć.

Kobietą, która przekazała informacje zachodnim służbom wywiadowczym była Polka, która przyjechała do Niemiec 5 czerwca 1952 roku wraz z mężem. Spędziła 18 miesięcy w w areszcie PUB w Świdnicy i w więzieniu we Wrocławiu. Niestety, nie znamy jej personaliów. Może czytelnicy ŚPH pomogą w ich ustaleniu i dalszych losach kobiety?

„W piwnicach gmachu UB w Świdnicy, położonym przy ul. Jagiellońskiej 28/30, znajduje się od 20 do 30 cel dla osób objętych śledztwem. Budynek ma kształt półkola i dwie kondygnacje. Każda z podziemnych cel ma wymiary około trzech na dwa metry, a dla wentylacji pozostawiono bardzo małą szczelinę, mniej więcej wielkości cegły. Nie ma okien. Więźniowie są przez cały czas przetrzymywani w całkowitej ciemności, z wyjątkiem dziesięciu minut każdego wieczoru (i poranka zimą), kiedy włączane jest światło elektryczne, aby móc zjeść posiłek.

Komenda Powiatowa Policji w Świdnicy. Powojenna siedziba Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, gdzie w celach zlokalizowanych w piwnicach prowadzono brutalne śledztwa i przetrzymywano więźniów

W celi nie ma żadnych mebli, poza jedną pryczą, na której nie leży nawet słomiany worek. Koce wydawane są tylko tym, którzy zostają w więzieniu dłużej. W celi ani nigdzie indziej nie ma możliwości umycia się; w kącie celi stoi wiadro, które z uwagi na sytuację sanitarną jest opróżniane co 24 godziny.

Więźniowie nie otrzymują żadnej odzieży ani bielizny i przez cały czas muszą nosić to, w czym zostali aresztowani. W takich warunkach w więzieniu UB zmuszani są nie tylko więźniowie, ale także kobiety.

Nasz informator spędził tam ponad trzy miesiące w 1948 roku i wielokrotnie otrzymywał zapewnienia od znajomych, którzy przeżyli podobne doświadczenia, że ​​warunki wcale się później nie poprawiły.

W czasie pobytu w więzieniu UB w Świdnicy nasz informator był poddawany licznym przesłuchaniom, które zawsze odbywały się nocą. Budziło ją światło latarki i prowadzono ją do jednego z pokoi śledczych na piętrze. Tam musiała znosić wielogodzinne przesłuchania, siedząc na stołku bez oparcia. Czasami wracała do celi po kilku minutach, ale tylko po to, by zostać obudzoną ponownie, gdy już prawie zasypiała.

Przesłuchania przeprowadziło czterech funkcjonariuszy UB. Nasz informator pamięta, że ​​wśród nich było dwóch o nazwisku (…) Ignac i (…) Władek [od red. nazwiska zostały w raporcie ukryte]. Bardzo jednak starali się nie zwracać do siebie po imieniu.

Żadna kobieta prowadząca śledztwo nie asystowała przy przesłuchaniu, nawet gdy nasz informator został po raz pierwszy sprowadzony na górę i poddany bardzo szczegółowej rewizji osobistej przez mężczyznę.

Standardowa procedura przesłuchania wyglądała następująco. Po tym, jak nasza informatorka zajęła wskazane miejsce z bardzo jasną lampą, świecącą prosto w oczy, pytano ją czy chciałaby coś zjeść i proponowano jej bardzo słonego śledzia bez niczego do picia. Nawet jeśli prosiła o wodę, odmawiano jej. Następnie dostawała papierosa i zadawano pierwsze pytanie. Odpowiadając, musiała patrzeć prosto w twarz przesłuchującego i zazwyczaj była przesłuchiwana przez całą czwórkę.

W okresie, w którym uwięziona została kobieta opowiadająca o metodach śledztw w świdnickim PUB, szefami placówki byli kpt. Jan Trzaska (z lewej) i Feliks Solarski (foto poprawione przez AI)

Jeśli nie odpowiedziała w sposób, jakiego się od niej spodziewano, dostawała uderzenie w policzek. Bardzo często, zadając pytanie, mężczyźni ściskali jej dłoń i wykręcali ramię. Wielokrotnie ją bito, skórzanym batem lub gumową pałką.

Przesłuchania trwały około czterech tygodni, w tym czasie otrzymywała jedzenie bardzo nieregularnie i o różnych porach dnia i nocy. Często podawano jej solone śledzie. Był to znak, że wkrótce zostanie zabrana na kolejne przesłuchanie.

Później spędziła w tym samym miejscu jeszcze około dwóch miesięcy, ale wtedy organizowano w przesłuchaniach znacznie dłuższe przerwy, a przez ostatnie dwa tygodnie nie było ich wcale. Spędziła te dwa tygodnie w całkowitej samotności, w swojej ciemnej celi.

Z więzienia w Świdnicy nasza informatorka została przeniesiona do skrzydła kobiecego Więzienia nr 1 we Wrocławiu [od red. przy ulicy Kleczkowskiej 36] i spędziła kolejne sześć tygodni na przesłuchaniu. Po pobycie w celi UB w Świdnicy była chora i wyczerpana. Została skierowana do celi z 12 innymi więźniarkami. W celi było tylko sześć łóżek polowych, a kobiety miały spać parami, przy czym trzynasta na betonowej podłodze miała pod sobą tylko dwa koce.

Jedyną pomoc w więzieniu we Wrocławiu w tak złym stanie zdrowia, otrzymała w pierwszym okresie śledztwa. Na polecenie władz pozwolono jej spać z inną kobietą, ale nie na podłodze. Ponieważ jednak była bardzo chora, nikt nie chciał z nią spać.

Warunki sanitarne w więzieniu we Wrocławiu były nieco lepsze niż w Świdnicy. Kobiety otrzymywały przynajmniej trochę wody do mycia, choć bardzo mało. Była też pomoc medyczna i ambulatorium więzienne, do którego przyjmowano skazanych.

Budynek dawnego PUBP w Świdnicy

Dyscyplina więzienna była bardzo surowa, a liczne inspekcje odbywały się zarówno w dzień, jak i w nocy. Nocne inspekcje przeprowadzały strażniczki, ale zawsze pod nadzorem funkcjonariuszy UB. Następnie więźniarki poddawano bardzo surowej rewizji. Musiały się całkowicie rozebrać, a wszystkie części ich garderoby były badane.

Nasza informatorka wspomina współwięźniarki, m.in. Cygankę, którą aresztowano za to, że podczas chiromancji przepowiedziała, że ​​złe czasy w Polsce wkrótce się skończą i wszystko wróci do normy. Uznano to za „rozsiewanie niebezpiecznych plotek”.

Po sześciu tygodniach śledztwa w więzieniu we Wrocławiu nasza informatorka została doprowadzona na proces i skazana na 18 miesięcy więzienia. Dopiero wtedy przyjęto ją do więziennej izby przyjęć i umieszczono w małym pomieszczeniu, w którym leczono 16 pacjentów. Po raz pierwszy od ponad czterech miesięcy,

Znów znalazła się sama w łóżku, między prześcieradłami. Chociaż pościel nie była zmieniana przez dwa miesiące pobytu w izbie chorych, były to i tak niezwykle luksusowe warunki. Bardzo pomogło jej to w powrocie do zdrowia. Bardziej niż leki, ponieważ otrzymywała tylko zastrzyki i regularnie tabletki salicylowe. Ten lek był jedynym praktycznie dostępnym i podawano go wszystkim, na wszelkie choroby, zawsze w tych samych dawkach.

Po dwóch „błogich” miesiącach spędzonych w ambulatorium, nasza informatorka została zabrana do dwuosobowej celi, gdzie spędziła resztę wyroku. Przez cały ten czas nie wolno jej było odbierać paczek, ale mogła wysyłać lub odbierać listy co sześć tygodni. Co sześć tygodni krewny mógł ją odwiedzić na dziesięć minut.

Otrzymała tylko jedną karę, gdy zastano ją stojącą przy małym okienku celi. Dostała wtedy trzy dni karceru w celi w piwnicy, z pryczą z gołych desek, bez koca ani słomianego worka. Racja żywnościowa została w tym czasie zmniejszona do pół litra tak zwanej „czarnej kawy” i 100 gramów chleba dziennie.”

***

Tyle wspomnień więźniarki zostało zawartych w raporcie. Pod raportem widnieje komentarz służby wywiadowczych, dotyczących przekazanych informacji:

„Ta smutna i ponura opowieść o warunkach panujących w dwóch wspomnianych więzieniach nie wnosi niczego nowego ani odkrywczego. Chociaż nie ma potwierdzonych informacji o istnieniu więzienia UB w Świdnicy, a jego adres jest niepotwierdzony, to musi ono istnieć w tej miejscowości, jak w każdym innym mieście w Polsce, do dziś. Potwierdzono istnienie więzienia we Wrocławiu. Opisane warunki i traktowanie więźniów są zgodne z podobnymi raportami.

Opr. Andrzej Dobkiewicz (Fundacja IDEA)

10 LIKES

6 komentarzy

  1. zdrowa kawa zdrowa kawa 4 sierpnia 2026

    Zostawiam lajka i wrócę tu nie raz.Dobrze się to czytało. Ciekawie udało się zachować ten balans między osobistym tonem a konkretem. Widać, że ktoś tu nie tylko pisze, ale też dogłębnie przemyślał temat.

  2. Stefan Stefan 6 sierpnia 2026

    Moja nieżyjąca już dawno ciotka mieszkała w tamtym czasie na ulicy Bocznej tuż obok urzędu i opowiadała że było słychać wrzaski przesłuchiwanych ludzi ale czy tak rzeczywiście było trudno stwierdzić.

  3. Dzika Żaba Dzika Żaba 10 sierpnia 2026

    14 lat temu na „dołku” w tych piwnicach było ciut lepiej, acz cele niewiele się zmieniły – okna praktycznie brak (pod sufitem coś typu „zsyp na węgiel” w dodatku czymś zasłonięte), żarówka świeciła się całą dobę, owszem karmili 3 razy dziennie ale niczego do picia (nawet kubka nie dali, wodę trzeba było chłeptać z kranu w kiblu jeśli pan strażnik pozwolił pójść). Mimo że „regulamin” przewidywał spacerniak, pan cerber miał swój regulamin i wyjść nie było. Dobrze, że tylko 2 dni w tym „hotelu” 🙂

    • Dzika Żaba Dzika Żaba 12 sierpnia 2026

      Gdy to napisałem zauważyłem że pomyliłem się o 2 lata, miało być „14 lat temu”. Czas ucieka…
      A poprawić nie można 🙂

      • Andrzej Dobkiewicz Andrzej Dobkiewicz Post author | 12 sierpnia 2026

        Poprawione 🙂

  4. Andrzej Dobkiewicz Andrzej Dobkiewicz Post author | 10 sierpnia 2026

    Od redakcji:
    Na Facebooku pod zajawką tego tekstu pojawił się komentarz użytkownika o pseudonimie „Dzika Żaba”. Jest na tyle interesujący, że postanowiliśmy go opublikować pod tekstem na naszym portalu.

    „Dzika Żaba”
    Nie wiem (na szczęście) jak jest tam dziś, 14 lat temu miałem okazje odwiedzić te podziemia – panowie władzowie najpierw bez wylegitymowania się i ostrzeżenia walnęli mną o podłogę i potraktowali gazem (w tej kolejności), następnie przewieźli na „dołek” pod zarzutem stawiania czynnego oporu (no, w końcu kazałem jakimś 2 podejrzanym typom na czarno ubranym bez żadnych napisów wyp…ć z mojego domu – jak najbardziej czynny opór). Izba zatrzymań to oczywiście piwnica.
    Na dole chyba dużo nie zmieniło się od czasów UB. Pomieszczenie gdzie mnie zamknęli = 4 prycze, koc nie wyglądał najlepiej (gdy go zdawałem pan odłożył tak, aby wydać następnemu delikwentowi który się napatoczy), na szczęście żadne owady na mnie nie pozostały. Jeść dali 3 razy dziennie (niedobre – mimo że wybredny nie jestem – a co najważniejsze – suche. NICZEGO do picia – wodę trzeba było chłeptać prosto z kranu w kiblu. Mimo wiszącego „regulaminu” pan cerber (charakterystyczny – szeroki i ze specyficznymi zębami) powiedział że spacerniak nie przysługuje, więc 2 dni światła nie widziałem (okno było czymś zasłonięte, trudno zresztą nazwać to oknem bo było to coś jak zsyp na węgiel). Ci, co palili, mieli gorzej, bo nie mogli.
    No i tyle. Po 2 dniach (w poniedziałek) prorok kazała mnie wypuścić.
    Aha, słyszałem że wtedy jeszcze w gabinecie naczelnika wisiał portret Feliksa Dzierżyńskiego. Może dziś (skoro portret gdzieś schowano na gorsze czasy) jest tam bardziej po ludzku?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Mission News Theme by Compete Themes.