Press "Enter" to skip to content

Napady i włamania w Świdnicy

Spread the love

W zasobach jednego z archiwów znaleźliśmy interesujący raport zachodnich służb wywiadowczych, napisany na podstawie relacji dwóch osób, która przekazały swoje relacje na temat sytuacji związanej z włamaniami na terenie Świdnicy w latach 50. XX wieku. sytuację na rynku mięsnym Świdnicy w latach 50. XX wieku.

Raport powstał na podstawie połączonych dwóch źródeł – dziś dla nas anonimowych. Pierwszą osobą był 44-letni robotnik rolny, który mieszkał w Świdnicy od 1952 do końca lipca 1954 roku. Drugą 40-letni inżynier, który był zatrudniony w Świdnicy od 1951 do maja 1954 roku. Dokument stworzony przez zachodnie służby wywiadowcze w lipcu 1954 roku, zachował się w Blinken OSA Archiwum, które gromadzi materiały dotyczące powojennej historii Europy, zimnej wojny, historii byłego bloku wschodniego, praw człowieka i zbrodni wojennych.

Żaluzja antywłamaniowa sklepu na parterze kamienicy Rynek 3 (obecnie „Hipcio” zachowała się do chwili obecnej (1946 r.)

W streszczeniu wspomnianego aportu i jego ocenie czytamy między innymi:

„Źródło twierdzi, że włamania w Polsce wzrastają. Wszystkie sklepy w Świdnicy i okolicach zostały wyposażone w solidne zamki i kraty w drzwiach, a nawet w najmniejszych oknach. Duże sklepy mają nocnych stróżów zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz. Powszechność włamań skłoniła władze do wyznaczenia nagrody za informacje, które doprowadzą do aresztowania złodziei. Obietnica ta nie zawsze jednak była dotrzymywana. Chociaż w 1954 roku liczba napadów na sklepy w Świdnicy nieco zmalała, to jednak wzrosła liczba dziennych napadów na domy prywatne. Wynikało to z faktu, że dorośli w ciągu dnia byli w pracy, a dzieci w szkole lub przedszkolu. Wielu złodziei włamywało się do domów prywatnych, podszywając się pod funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa, ponieważ nikt nie śmiał kwestionować działań UB.

(…) Na pierwszy rzut oka raport wydaje się prawdziwy. Zakłady „Heliowatt”, o których mowa w źródle, to prawdopodobnie to, co oficjalnie nazywa się Zakładami Wytwórczymi Aparatury Precyzyjnej [od red. Istotnie tak było].”

Zanim jednak przejdziemy do wspomnianego raportu warto dla jego zrozumienia nakreślić pokrótce sytuacją ekonomiczno-gospodarczą Polski w latach 50. XX wieku, a przede wszystkim jej wpływ na poziom życia społeczeństwa. W latach 50. euforia zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami zaczęła być przysłaniania problemami, z  jakimi zmagała się komunistyczna władza, obiecująca od początku ugruntowywania swojej władzy – nowe, wspaniałe życie wszystkim warstwom społecznym. Wiara w te obietnice – wykluczając oczywiście aspekty polityczne – były podbijane w społeczeństwie głoszeniem potrzeby  ofiarnej pracy na rzecz odbudowy kraju po zniszczeniach wojennych, co w pewnych częściach i kręgach społeczeństwa wzbudzało niekłamany entuzjazm. Ten ostatni dość szybko zaczął opadać, kiedy okazało się, że poziom życia społeczeństwa nie tylko się nie podnosił, ale wręcz żyło mu się coraz trudniej.

Przyczyn takiego stanu rzeczy było kilka. Najbardziej odczuwalny dla Polek i Polaków był narastający kryzys rynkowy, spowodowany błędnymi założeniami centralnego planowania, które zlikwidowało wolnorynkową przedsiębiorczość. W połączeniu z przymusową kolektywizacją doprowadziło to z kolej do upadku handlu prywatnego oraz pozostającego także w przeważającym procencie w prywatnych rękach rzemiosła. Spowodowało to m.in. potężny i niekontrolowany odpływ ludności – prywatnych kupców i rzemieślników, którzy w wyniku odgórnie prowadzonej regulacji produkcji, w większości bankrutowali lub byli politycznie szantażowani i zmuszani do zamykania swoich małych działalności gospodarczych. Postępująca industrializacja kraju spowodowała także odpływ ludności ze wspomnianych obu działów gospodarczych, co dotyczyło także w bardzo dużym stopniu rolnictwa, szczególnie w rejonach na wschodzie Polski, które na dodatek było poddane wymuszonej kolektywizacji. Z jednej strony praktyczną likwidację prywatnego sektora w handlu, rzemiośle i rolnictwie – które stanowiło podstawę dotychczasowej gospodarki – komuniście ogłosili jako swój wielki sukces. Z drugiej jednak strony nie wypracowali żadnej metody, która w skuteczny sposób zdołałby zapełnić tą lukę. Nie sprawdziły się bowiem narzucane, wspomniane wzorce centralnego zarządzania.

Zakratowane wejście i wystawy Apteki pod Bykami (ok. 1949 r.)

W latach 1951-1954 bardzo wyraźnie dało się zauważyć spadek poziomu życia Polek i Polaków, spowodowany przede wszystkim niedoborem towarów na rynku i to zarówno żywnościowych jak i przemysłowych. Uparte trzymanie się przez komunistów centralizacji wszystkich gałęzi gospodarki sprawiło, że niedoborów tych nie tylko nie zdołano zlikwidować, wręcz z każdym kwartałem pogłębiały się one coraz bardziej. To załamanie gospodarki rynkowej sprawiło, że w pierwszej połowie lat 50. XX wieku mieszkańcy między innymi takich miast jak Świdnica, musieli się mierzyć z brakiem wielu towarów

W tej sytuacji doprowadziło to do rozprzestrzeniania się negatywnych zjawisk, wynikających z potrzeby zaspokojenia podstawowych potrzeb, wobec niewydolności w tym zakresie komunistycznej władzy. W pewnym sensie niektóre z tych  zjawisk były żywcem wzięte z tak nieodległego okresu okupacji – mowa tu o handlu wymiennym, czy pokątnej produkcji żywności i innych towarów [niektóre z tych zjawisk opisaliśmy tutaj: Walka o mięso 1950-1951. Niezwykła relacja anonimowej Świdniczanki (cz. 1), Walka o mięso 1950-1951. Niezwykła relacja anonimowej Świdniczanki (cz. 2), Walka o mięso 1950-1951. Niezwykła relacja anonimowej Świdniczanki (cz. 3), Walka o mięso 1950-1951. Niezwykła relacja anonimowej Świdniczanki (cz. 4), Horror w Świdnicy. Wojna o mięso 1950-1951 – post scriptum].

To kwitnienia szarej strefy spotkało się z gwałtowną i surową reakcją komunistów, jednak nie potrafili zwalczyć tego zjawiska, mimo prób nawet jego upolitycznienia, w rodzaju narracji o „wrogach Polski Ludowej itp.”.

Kolejnym aspektem, z którym władza ludowa nie potrafiła sobie poradzić, a wynikająca bezpośrednio z podanych wyżej przyczyn, były masowe włamania i kradzieże dóbr – żywności, artykułów przemysłowych itp. Wobec rynkowych braków wszystkie towary pochodzące z kradzieży miały ogromną wartość w próbach zrównoważenia fatalnego zaopatrzenia i dawały możliwość handlu wymiennego.

Zakratowane wejście do punktu handlowego przy Długiej 38 (lata 50. XX wieku)

„Nic dziwnego, że w Polsce tak często zdarzają się kradzieże, bo bieda jest ogromna, mówi informator, który mieszkał w Świdnicy od 1951 roku.

Według informatora nie ma w Świdnicy ani okolicy prawie żadnego sklepu, do którego by się nie włamano. Dlatego też wszędzie widzi się okratowania małych nawet okien wystawowych. Przez całe noce pali się wewnątrz sklepów światło. Na ulicach głównych w Świdnicy okratowania przesuwane na szynach zasłaniają równocześnie po trzy sklepy państwowe. Oprócz tego nocami pilnują sklepów stróże. Przed Domem Towarowym dzień i noc siedzi na krześle okutany w kożuch stróż, a obok niego parę kroków dalej drugi, pilnujący sklepu z towarami żelaznymi. To samo widzi się przed sklepem z obuwiem i innymi większymi sklepami.

Dzieci i dorośli nawet dokuczają stróżom, rzucając kamykami czy lejąc na stróży wodą, dla „rozrywki”. Na wiosnę 1954 roku jednemu z stróżów wylano na głowę z góry pełne nocne naczynie. Niektórzy dla rozrywki starają się przestraszyć stróży, robiąc w nocy hałas.

Wielkie sklepy państwowe utrzymują również wartowników we wnętrzach. Mimo tych środków ostrożności włamania zdarzają się nadal. MO jest zupełnie bezradna i ogłasza raz po raz nagrody za wskazanie sprawców. Skoro jednak w lecie 1954 roku jeden z obywateli zadenuncjował złodzieja i nagrody nie otrzymał, śmiano się powszechnie z denuncjanta. Czeladnik krawiecki, znajomy informatora powiedział: „Lepiej trzymać ze złodziejami niż z milicją. Złodzieje na pewno daliby nagrodę za ostrzeżenie ich przed MO”.

Okratowane okna wystawowe widział informator i w innych miastach Śląska – w Bytomiu, Gliwicach i Wałbrzychu. Wszędzie tam włamania są na porządku dziennym. Swego czasu mówiono dużo o jednym specjalnym wypadku w Wałbrzychu, który zdarzył się przed dwoma laty. Koło sklepu tekstylnego jest przystanek tramwajowy. Późnym wieczorem przy burzliwej pogodzie sprawcy przywiązali łańcuch do krat i następnie zaczepili go o ruszający tramwaj i w ten sposób kraty oderwali. Odgłosy burzy przytłumiły inne tak, że wyrwanie krat nastąpiło niepostrzeżenie. W kilku sekundach wystawę opróżniono.

Antywłamaniowe zabezpieczenia w lokalu przy Kotlarskiej 13 (lata 50. XX wieku)

W ostatnich dwóch latach zmalała ilość włamań i kradzieży w Świdnicy, jak chodzi o dobro państwowe, natomiast przybrały na sile kradzieże w mieszkaniach prywatnych. Sprzyjają im warunki zwykle i w innych miastach, a więc brak światła na klatkach schodowych i zatrudnienie większości mieszkańców o różnych porach dnia i nocy.

Mieszkania są okradane przeważnie w ciągu dnia kiedy dzieci są w przedszkolach, czy szkołach, a rodzice w pracy. Złodzieje korzystają tu również z praktyk UB, która czasem włamuje się oficjalnie do mieszkań pod nieobecność mieszkańców. Sąsiedzi więc nie wiedzą czy mają do czynienia z złodziejem czy UB-owcem, od którego lepiej być z daleka. Złodzieje grają rolę UB-owców i nikt się nie odważy powiedzieć że UB-owiec okradł bo „bezpieczeństwo publiczne” jest przykrywką.

W „Heliowacie” w Świdnicy pracowała młoda dziewczyna którą w roku 1953 dwukrotnie okradziono. Złodzieje włamując się do jej pokoju zabrali suknie i bieliznę. Gdy w zimie 1953/1954 okradziono ją po raz trzeci zrozpaczona napisała list pożegnalny i zatruła się gazem. Opinia publiczna przypisywała winę za tą tragedię reżimowi i mówiono, że nędzy winni komuniści.”

Tyle raport. O tym, że przestępczość gospodarcza, która ewoluowała od szabru do kradzieży konkretnych produktów, praktycznie od zakończenia wojny kwitła, mówi wiele dokumentów archiwalnych. W pierwszych latach powojennych głównymi ofiarami byli niemieccy autochtoni, a włamań do mieszkań rzeczywiście masowo dokonywali także funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa. Kilka z takich spraw opiszemy niebawem na łamach Świdnickiego Portalu Świdnickiego. W odniesieniu do samego raportu warto jeszcze poruszyć kwestią wszechobecnych krat w sklepach. Nie wszystkie powstały po zakończeniu działań wojennych. Olbrzymia ich ilość o różnej konstrukcji powstała jeszcze w niemieckim okresie Świdnicy.

Redakcja

11 LIKES

Skomentuj jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Mission News Theme by Compete Themes.