Press "Enter" to skip to content

Czy władze Świebodzic odzyskają wywieziony podczas wojny zabytek?!

Spread the love

Czy Świebodzice odzyskają historyczną pamiątkę? Jest na to duża szansa, warunkiem sine qua non jest jednak konieczność zaangażowania się w ten proces władz miasta, władz województwa oraz wsparcie parafii i władz diecezji. Pytanie brzmi nie  – czy powinny, tylko czy zechcą…

Kościół pod wezwaniem Świętego Franciszka z Asyżu w dzielnicy Ciernie (Świebodzice), należał w swoich początkach do wsi Pełcznica. To stąd w 1944 roku wywieziono do Niemiec jeden z dzwonów

W latach II wojny światowej ówczesny niemiecki reżim nazistowski podjął decyzję, aby z kościołów ściągać dzwony, które miały być przetopione na surowce potrzebne do produkcji wojennej. Nie było to nic nowego, takie działania wobec problemów z surowcami podejmowano w Niemczech także podczas I wojny światowej. Decyzję o rekwizycji dzwonów wydał 15 marca 1940 roku Hermann Göring, a większość z tych rekwizycji przeprowadzono do 1943 roku. Obejmowały one nie tylko ziemie okupowane, ale także ziemie niemieckie. W tym ostatnim przypadku trudno więc mówić o dokonanym rabunku dóbr narodowych, Niemcy ściągali bowiem także dzwony z własnych kościołów. W odniesieniu do terenów obecnej Polski z dawnymi obszarami ziem zachodnich i północnych włączonych w nasze granice w 1945 roku szacuje się, że rekwizycji poddanych zostało około 2.000 sztuk dzwonów.

Wśród tych ostatnich znalazł się również zabytek z kościoła parafialnego pw. Świętego Franciszka z Asyżu na Cierniach (kiedyś przynależny do Pełcznicy). Historykom ze Świdnickiego Portalu Historycznego udało się nie tyle ustalić, że dzwon z kościoła pw. Świętego Franciszka ocalał z hekatomby II wojny światowej – to zrobił podczas kwerendy do swojej książki Leihglocken  profesor Marceli Tureczek. Udało im się natomiast wyjaśnić losy zabytku z kościoła w Pełcznicy/Cierniach po II wojnie światowej i zaktualizować informacje o jego obecnym miejscu przechowywania!

Jedno z cmentarzysk dzwonów pod Hamburgiem (Źródło: Wikipedia)

Okazuje się, że zabytek został wywieziony w 1944 roku na składowisko dzwonów pod Hamburgiem. W literaturze często mówiło się o cmentarzyskach dzwonów, które miały ponury wygląd i charakter. Na wielkich przestrzeniach pod gołym niebem poustawiane były setki dzwonów, tych symboli wieczności i nie przemijania, które uległy ludzkim namiętnościom, a ich historia miała się zakończyć w piecach hutniczych.

Dzwon z pełcznickiej świątyni miał szczęście. Został zaliczony do tzw. kategorii „C”, a więc dzwonów wykonanych przed końcem XVIII wieku i posiadających na tyle duże walory artystyczne, że stanowiły rezerwę surowcową i nie były zakwalifikowane do przetopienia w pierwszej kolejności, tak jak chociażby „bezwartościowe” dzwony z kategorii „A” czy mogące posiadać wartość historyczną obiekty z kategorii „B”. Nasz dzwon przeleżał więc lata wojny na jednym ze składowisk pod Hamburgiem. Kolejny raz można mówić o szczęśliwym zbiegu okoliczności, że po zakończeniu II wojny światowej, nie został wywieziony z Niemiec przez aliantów, jako część łupów wojennych lub jako forma odszkodowania za rabunki w krajach walczących z Niemcami.

Okazuje się – co wyśledzili historycy ze Świdnickiego Portalu Historycznego, że najpóźniej w 1952 roku dzwon z pelcznickiego kościoła trafił do parafii pw. Świętego Antoniego w Münster (miasto w Nadrenii Północnej-Westfalii). Dzwon wisiał tam do 1960 roku, jednak wiernym nie podobało się jego… brzmienie i po odlaniu nowych dzwonów, zabytek ze Śląska został ściągnięty z wieży. Na marginesie warto zauważyć, że kwestia brzmienia dzwonów nie była przypadkowa.

 – W dawnych wiekach przy projektowaniu dzwonów i ich odlewaniu brano pod uwagę szereg czynników – wysokość wieży na jakiej ma być zawieszony, siłę i poziom jego dźwięku oraz donośność oraz skład stopu z jakiego był odlany, co miało wpływ na jego brzmienie. Te wszystkie parametry nie były dziełem przypadku, ale planowanym działaniem. Nic więc dziwnego, że brzmienie dzwonów w ich nowych lokalizacjach nie zawsze jest tak samo dobre. – tłumaczy historyk Sobiesław Nowotny

Kościół w Angemoldde z widoczną po lewej stronie wieżą, na której wisi dzwon ze Świebodzic

Po demontażu dzwonu z kościoła pw. Świętego Antoniego w Münster, został on przekazany do nowo utworzonej parafii w dzisiejszej dzielnicy (od 1975 roku) miasta Münster – Angelmodde. Kościół rzymskokatolicki pw. Świętego Bernarda z Clairvaux został wybudowany w latach 50. XX wieku i konsekrowany w 1959 roku. Obok prostej hali kościoła wzniesiono nie połączoną z nim betonową wieżę, na której w 1960 roku zawisł dzwon z Pełcznicy (jako jeden z trzech) i wisi na niej do chwili obecnej!

O ile w latach 50. XX wieku budowa kościoła w Angelmodde była uzasadniona wzrastającą ilością katolików, o tyle obecnie westfalskie media donoszą o trwającej dyskusji na temat jej likwidacji, wobec drastycznego zmniejszenia się ilości wiernych. W artykułach ukazujących się ostatnio (grudzień 2025) między innymi w Westfalische Nachrichten pisze się, wręcz o możliwości wyburzenia świątyni. Autor martwi się przy tym, co stanie się z dzwonami z kościoła w Angelmodde i jakie będą ich dalsze losy.

I to jest chyba najlepsza wiadomość. Należy się bardzo poważnie zastanowić, czy nie wykorzystać tej nadarzającej się okazji i nie doprowadzić do powrotu zabytku na śląską ziemię, tu – skąd się wywodzi. Dzwon z Pełcznicy jest własnością rządu federalnego Niemiec, a to daje pole do popisu cywilnym władzom samorządowym i państwowym w osobie chociażby wojewody dolnośląskiej Anny Żabskiej, byłej prezeski spółki Zamek Książ, która jest wyczulona na historię i zabytki Dolnego Śląska i zapewne nie odmówiłaby pomocy oraz wsparcia w przeprowadzeniu całej procedury. A że może się ona skończyć finalnie powrotem zabytku do Świebodzic, przekonują nas inne przykłady zwrotu dzwonów, jakie miały miejsce w ostatnich latach w Polsce, chociażby w Straszewie, Bielanach, Bestwinie, Jastrzębiu, Kuźnicy, Łaziskach, Wrocławiu, Fromborku, Żegocie i wielu innych. Jak mówi mówi wspomniany już profesor Marceli Tureczek, który wielokrotnie pomagał różnym gminom w odzyskaniu wywiezionych dzwonów, cala procedura powinna rozpocząć się od pisma od proboszcza parafii z której pochodzi wywieziony dzwon, pisma w sprawie jego zwrotu. Dopiero później do sprawy włączają się władze cywilne. Współpraca między samorządem a Kościołem, jest więc po polskiej stronie nieunikniona, aby całą sprawę doprowadzić do szczęśliwego końca.

Skan z fragmentem artykułu z Westfalische Nachrichten na temat przyszłości dzwonów z kościoła w Angelmodde. Ten najniżej zawieszony dzwon pochodzi ze Świebodzic

Władze Świebodzic – poza aspektem czysto historycznym związanym z pochodzeniem dzwonu z pełcznickiej świątyni, mają jeszcze jeden ważny powód, dla którego powinny bezwzględnie i bez ociągania zaangażować się w sprowadzenie zabytkowego artefaktu z powrotem do naszego miasta. I mają na to… tylko 2 lata. Dlaczego? Otóż w 2028 roku, a więc dokładnie za dwa lata parafia pw. Świętego Franciszka w Asyżu będzie mogła obchodzić 800-lecie istnienia. Wprawdzie kościół jest zapewne o kilkanaście-kilkadziesiąt lat starszy, ale nie znamy dokładnej daty jego erygowania. Wiadomo natomiast, że po raz pierwszy w źródłach wymieniony został w dokumencie z 30 sierpnia 1228 roku:

Henryk, książę śląski, krakowski i polski, zaświadcza, że ​​po tym, jak dwa wolne łany zostały już przyznane kościołowi w Polsnitz koło Fryburga, w osadzie, ponieważ osada, pomimo hojnej pomocy księcia w pieniądzach i zbożu dla osadników, nie prosperowała, a pastor odszedł z powodu niewystarczalności swojej prebendy, przyznał teraz kościołowi kolejne dwa wolne łany, a także czynsz z obecnych i przyszłych młynów, z wyjątkiem młyna burmistrza, a także włączył wieś Cunczendorf [od red. Mokrzeszów] i wszystkie wsie, które miały zostać założone w promieniu jednej mili (tylko wieś z przydzielonymi 100 łanami ziemi może mieć własny kościół) do parafii Polsnitz i na koniec dodał dziesięcinę ze wszystkich transakcji pszczelarskich w promieniu jednej mili. Rycerz Inbram nadał następnie kościołowi w Polsnitz dwa wolne łany ziemi w swojej dziedzicznej posiadłości Cirna [od red. Zirlau, Ciernie], posiadając prawo własności i będąc prawnie uprawniony do zamieszkiwania tam. Podobnie, wszystko inne, co później zostało przekazane kościołowi, miało być zwolnione z podatku, a ludzie osiedleni na całym majątku kościelnym mieli być zwolnieni z sądów książęcych, a ich obowiązki miały być powierzone wyłącznie proboszczowi. Na prośbę księcia biskup Lorenz potwierdził to, a nawet przekazał kościołowi dziesięcinę z 16 łanów ziemi z okazji konsekracji kościoła w Fryburgu.

Oryginał tego dokumentu miał w XIX wieku znajdować się w archiwum zamku Książ. Niemieccy historycy skłaniali się jednak ku przypuszczeniu, że była to kopia oryginalnego dokumentu z końca XIII wieku. Nie zmienia to faktu udokumentowania pierwszej informacji na temat pełcznickiej świątyni i możliwości obchodów jej 800-lecia istnienia. Czy można wyobrazić sobie lepszy moment na sprowadzenie do miasta z powrotem cennego artefaktu?

Można przyjąć, że to wystarczający powód do obchodów 800-lecia istnienia świątyni, a ściągnięcie dzwonu na Śląsk byłoby wspaniałym ukoronowaniem tych uroczystości. Taka „okrągła” rocznica nie zdarzy się już ani za naszego życia, ani dwóch kolejnych pokoleń. Co na to władze miasta? Ze swojej strony deklarujemy wszelką pomoc i wsparcie.

Redakcja

Podziękowania dla prof. Marcelego Tureczka za zgodę na opublikowanie archiwalnego zdjęcia dzwonu z jego publikacji Leihglocken

Dzwon z kościoła parafialnego pw. Świętego Franciszka z Asyżu został uwzględniony w niemieckich spisach obiektów poddanych rekwizycji na Dolnym Śląsku jako 159 w kolejności z kategorii „C”. Został odlany w 1711 roku w ludwisarni Sebastiana i Zygmunta Goetze we Wrocławiu. Jego fundatorem był hrabia Conrad Ernest Maksymilian von Hochberg (1682-1742), baron na Książu, jeden z najznakomitszych przedstawicieli rodu na przestrzeni 400 lat, kiedy władali Książem. Dzwon odlany został ze spiżu czyli stopu miedzi, cyny, cynku i ołowiu. Jego wysokość bez korony wynosi 117 centymetrów, a średnica dolna 126 centymetrów. Wysokość sześcioramiennej korony z kluczem wynosi 27 centymetrów. Waga dzwonu wynosi 1130 kg. W górnej części dzwon jest ozdobiony tzw. półwałkami tworzącymi fryz roślinno-zwierzęco-figuralny, a także ornamentem wstęgowym z frędzlami. Na płaszczu dzwonu znajduje się motyw heraldyczny przedstawiający herb rodu von Hochberg. W dolnej części dzwonu na przeciwległych stronach znajdują się dwie inskrypcje:

*  CHRYSTUS EVERGETÆ MAGNI CONDIGNO/HONORI PONIT/CONRADVS ERNESTVS MAXIMILIANVS. S. R. I./ COMES AB HOHBERG

[Chrystusowi, wielkiemu Dobroczyńcy [ludzkości] z należną czcią dedykuje Konrad Ernst Maksimilian hrabia Świętego Cesarstwa Rzymskiego von Hohberg]

* SEBASTIAN ET SIGMUND/GOETZ ME FECERUNT/WRATISLAVIÆ

[Sebastian i Zygmunt Goetz z Wrocławia mnie wykonali [odlali] we Wrocławiu]

Tłumaczenie Sobiesław Nowotny

8 LIKES

Skomentuj jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Mission News Theme by Compete Themes.