Press "Enter" to skip to content

Sprawa obiektowa „Śnieżka” (cz. 3): Wybuch w zakładzie

Spread the love

W latach 1985-1989 ówczesne Dolnośląskie Zakłady Przemysłu Cukierniczego „Śnieżka” były przedmiotem operacyjnego zabezpieczenia obiektowego ze strony Rejonowego Urzędu Spraw Wewnętrznych.

Były to standardowe działania „bezpieki” w okresie kiedy komunistyczne władze PRL próbowały za wszelką cenę ratować upadający system społeczno-polityczno-ekonomiczny i przeciwdziałać oddolnym ruchom zmierzającym do zmiany tego systemu. To bardzo interesujący fragment naszej historii, ukazujący jak głęboko macki „bezpieki” sięgały nawet do takich zakładów jak „Śnieżka”, które produkowały „niewinne” słodycze. Poprzednie części opracowania można przeczytać tutaj: Sprawa obiektowa „Śnieżka” (cz. 1): Bezpieka wśród słodyczy, Sprawa obiektowa „Śnieżka” (cz. 2): Niepokoje wśród załogi.

Zalane miazgą kakaową pomieszczenie po wybuchu kotła (fot. Archiwum)

Sprawą która szczególnie zainteresowała bezpiekę, chociaż na krótko, była eksplozja w „Śnieć” jaka miała miejsce w 1986 roku. Bezpieka od razu powzięła podejrzenia sabotażu, jednak dość szybko okazało się, że nie może być o nim mowy, a przyczyną wybuchu okazały się wadliwe urządzenia.

Była godzina 4.15. W Dolnośląskich Zakładach Przemysłu Cukierniczego „Śnieżka” w Świebodzicach panowała jeszcze wczesnoporanna cisza, chociaż część urządzeń była cały czas uruchomiona, aby podtrzymać procesy technologiczne niezbędne w produkcji. Nagle rozległ się potężny odgłos wybuchu i te osoby, które znajdowały się w zakładzie od razu wiedziały, że stało się coś złego. Wstawał 1 lipca 1986 roku. Dokładnie 40 lat temu.

Szybko ustalono gdzie nastąpił wybuch. Okazało się, że w powietrze wyleciał zbiornik oznaczony jako CZA 12b w pomieszczeniu prasy do tłoczenia tłuszczu kakaowego.

Natychmiast powołana została komisja, która miała wyjaśnić przyczyny wybuchu, w sprawę wmieszała się też oczywiście Służba Bezpieczeństwa, która chciała sprawdzić, czy przypadkiem nie ma do czynienia z sabotażem. Zachował się protokół z ustaleniami komisji odnośnie przebiegu zdarzenia i przyczyn wybuchu, w wyniku którego na szczęście żaden z pracowników nie został ranny.

Zbiornik CZA 12b był zainstalowany w pomieszczeniu prasy do tłoczenia tłuszczu kakaowego, na parterze jednego z budynków technologicznych. W pomieszczeniu tym oprócz uszkodzonego zbiornika znajdowały się również prasa do tłoczenia tłuszczu kakaowego i cztery inne zbiorniki do magazynowania miazgi kakaowej oraz tłuszczu kakaowego.

Zbiornik CZA 12b, który eksplodował, przeznaczony był do magazynowania miazgi  kakaowej, która pozostawała w nim przez 1 48-godzinnny cykl, aby zmniejszyć jej wilgotność i odkwasić. Wszystko to odbywało się w temperaturze 45-90 oC i podczas 1 cyklu zużywano aż 7 tysięcy m3 wody. Maksymalnie w zbiorniku o wysokości 2 metrów, średnicy 1,9 m i ciężarze 2,3 tony, zmieścić można było maksymalnie 3 tony miazgi kakaowej.

Wyprodukowany w 1982 roku w Płoszowskiej Fabryce Aparatury w Pleszowie Wielkopolskim był stosunkowo nowoczesnym urządzeniem, wyposażonym w kompletną aparaturę pomiarową i sterowniczą. Dostarczanie do niego miazgi kakaowej odbywało się pod ciśnieniem przy pomocy pomp, podobnie zresztą jak i jego opróżnianie.

Po wejściu komisji do pomieszczenia, można było naocznie przekonać się o skutkach „słodkiej” eksplozji. Całe pomieszczenie było pokryte rozlaną na posadzce miazgą kakaową, którą wybuch ochlapał także ściany i sufit. Eksplozja i ciśnienie nią wywołane było tak duże, że podmuch uszkodził część stropodachu, zrywając 8 żelbetowych płyt typu PWS z których był wykonany. Uszkodzona została instalacja elektryczna, okna w pomieszczeniu,  rurociągi doprowadzające wodę i miazgę oraz sam zbiornik. W tym ostatnim siła wybuchu wyrzuciła na zewnątrz budynku jego pokrywę i część rurociągów zasilających zbiornik.

Pomieszczenie z kadziami wykorzystywanymi do przygotowywania mas do produkcji czekolad i cukierków (foto: Archiwum)

Z uwagi na fakt, że pomieszczenie było zabezpieczone przed dostępem osób postronnych, dość szybko uznano, że zdarzenie nie było spowodowane sabotażem lub innego rodzaju działaniem celowym.

Co było więc przyczyną eksplozji zbiornika? Okazało się, że uszkodzenie reduktora pary na rurociągu dostarczającym tą ostatnią do wszystkich zbiorników, spowodowało gwałtowny wzrost ciśnienia w tzw. płaszczu grzejnym. Maksymalne ciśnienie powinno wynosić w zbiornikach 1,2 atmosfery, a w chwili wybuchu wynosiło minimum 7 atmosfer. Na szczęście eksplozja w jednym zbiorniku obniżyła ciśnienie w pozostałej części instalacji i kolejne cztery kadzie nie eksplodowały. Aby zapobiec podobnym wypadkom w przyszłości, zamontowane zostały na rurociągach ciśnieniowych, dostarczających parę do zbiorników – dodatkowe zawory bezpieczeństwa.

Wstępna wycena strat poniesionych przez zakład wyniosła około 1 miliona złotych. Wypadek nie przyniósł przerwy w produkcji wyrobów cukierniczych w „Śnieżce”. Na pewien czas zmieniono jedynie ich asortyment. Sam zbiornik został zdemontowany i po zakupie nowych części u producenta – naprawiony i włączony ponownie do produkcji.

Ciekawostką jest, że postanowiono wykorzystać ponownie od produkcji ocalałą część miazgi kakaowej, którą teoretycznie powinno się wyrzucić. Według informacji przekazanych przez ówczesnego dyrektora zakładu Edwarda Kamińskiego w rozmowie z funkcjonariuszem SB „opiekującym się” „Śnieżką” – porucznikiem Andrzejem Sawielem, jaka nastąpiła kilka dni po zdarzeniu, Kamiński miał stwierdzić, że w zbiorniku znajdowało się w chwili wybuchu 2220 kilogramów miazgi kakaowej, z której odzyskano 1600 kilogramów. Postanowiono przekazać jej próbki do badania do SANEPIDU i po jego pozytywnej ocenie, wykorzystano w dalszej produkcji.

Wobec oczywistych dowodów na przyczynę wybuchu, bezpieka szybko zakończyła dochodzenie w tej sprawie, nikogo nie obwiniając.

cdn.

Redakcja

3 LIKES

Skomentuj jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Mission News Theme by Compete Themes.