Press "Enter" to skip to content

Napad na Ernę Hansel (cz. 2)

Spread the love

Alkohol stał się przyczyną nieszczęścia, jakie dotknęło polskich osadników w Cierniach w 1946 roku. Zaczęło się od rabunku dokonanego przez polskich osadników na Niemce – Ernie Hansel. Część pierwszą opracowania można przeczytać tutaj: Napad na Ernę Hansel (cz. 1)

Prośba Józefa B. do Sądu Okręgowego w Świdnicy w sprawie zwolnienia z opłat sądowych. Podano błędnie daty w jakich miał odsiadywać wyrok, powinno być do 5 lutego 1947 roku (Archiwum)

Wszystkie działania związane z próbami zwolnienia z aresztu Józefa B. i Jakuba D. odpowiedzialnych za okradzenie Erny Hansel nie przyniosły żadnego efektu. Sąd nie zgodził się na odpowiadanie przez nich z tzw. wolnej stopy, czyli po ewentualnym zwolnieniu z aresztu. Rozprawa odbyła się przed Sądem Okręgowym w Świdnicy w dniu 26 marca 1946 roku. Sędzią głównym był sam prezes Sądu Okręgowego w Świdnicy Władysław Świątecki, a prokuratorem Benjamin Wajsblech. Jako ciekawostkę warto dodać, że ten ostatni zrobił dość szybko karierę i przeniesiony został do Warszawy, stając się znanym prokuratorem i oskarżycielem publicznym w procesach politycznych w czasach stalinizmu. To on oskarżał między innymi i zażądał kary śmierci dla generała Augusta Emila Fieldorfa „Nila”. Powojenna kariera tego komunistycznego prokuratora zaczęła się właśnie w Świdnicy. Na rozprawie od powtórzenia zeznań złożonych podczas śledztwa uchylili się krewni jednego z oskarżonych żona Franciszka D. oraz brat Michał D. Sąd skorzystał zatem z ich wcześniejszych zeznań. Zeznawali natomiast – poszkodowana Erna Hansel, jej wuj Paul Springer i sołtys z Cyrli – Ignacy Kalisz. Podczas procesu wymieniono dokładnie co ukradli obaj mężczyźni. Jest to o tyle istotne, iż pokazuje ich głupotę w odniesieniu do popełnionego czynu i wielkość łupu, za który przyszło im zapłacić wysoką karę. Z domu Erny Hansel oskarżeni wynieśli bowiem: 3 metry barchanu, 1 obrus, 1 prześcieradło, 1 białą kapę, 6 poszewek, 1 wsyp na pierzynę, 2 jedwabne ściereczki do filtrowania mleka, płócienne nakrycie na maszynę do szycia, maglownik, koszulę i parę kalesonów, 1 nocną koszule, 1 haftowany ręcznik, 1 worek i 2 kantoniery (rodzaj barwnych, ozdobnych firan).

Podczas przewodu sądowego oskarżeni przyznali się do popełnionego przestępstwa, a w ostatnim słowie prosili o łagodny wymiar kary. Podobnie wnioskował obrońca Jan Grubski, wnosząc jednocześnie o zawieszenie wykonania ewentualnego wyroku skazującego, co świadczy o tym, że był raczej pewny, że obaj mężczyźni zostaną skazani.

Bo też istotnie tak się stało. Sąd uznał obu mężczyzn winnymi zarzucanych im czynów, a wyrok był stosunkowo surowy. Józef B. został skazany na karę 1,5 roku więzienia, a Jakub D. na rok więzienia oraz – w obu przypadkach – utratę praw publicznych i honorowych na okres lat trzech. Sąd uznał, że to Józef B. był prowodyrem rozboju, wobec czego łagodniej potraktował Jakuba D., któremu orzeczoną karę warunkowo zawiesił na okres trzech lat. Obaj mieli uiścić koszty postępowania, odpowiednio w wysokości 320 i 160 złotych. Na poczet orzeczonych kar zaliczono im okres aresztowania w okresie od 5 lutego do 26 marca 1946 roku.

Sąd uznał, że główna linia obrony – niepoczytalność z powodu nadużycia alkoholu w momencie popełnienia czynu jest niewiarygodna, bowiem oskarżonym wystarczyło świadomości, aby z zimną krwią zaplanować i dokonać rozboju. Łagodniejszy wyrok dla Jakuba D. związany był z częściowym zwrotem zagrabionych rzeczy i wykazaniem większej skruchy. Natomiast Józef B., który był prowodyrem rabunku, nadużył dodatkowo zaufania publicznego jako osoba, która pełniła funkcję zastępcy sołtysa w Cyrli.

28 marca 1946 roku Jakub D., który może mówić o dużym szczęściu, został zwolniony z więzienia w Świdnicy, w którym pozostał jego wspólnik Józef B. Ten ostatni 4 kwietnia 1946 roku złożył apelację od wyroku do Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu. Prośbę o obniżenie wyroku i wcześniejsze zwolnienie z więzienia argumentował pozostawieniem w domu chorej żony i dwojga małych dzieci. Pisał o tym, że podczas okupacji jego dom został spalony wraz za całym inwentarzem (mieszkał w Książnicach w powiecie bocheńskim). W dniu 14 kwietnia osobną apelację o zawieszenie wykonywania kary w odniesieniu do Józefa B. złożył także mecenas Jan Grubski. Za Józefem B ujął się także… Komitet Powiatowy Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej w Świdnicy, który przedstawił w piśmie do sądu kuriozalną argumentację, że trudno mówić o szabrze, bo wszystko co ukradziono było własnością… osadnika, który mieszkał w domu Erny Hansel! Warto zacytować tą argumentację w całości:

Fragment orzeczenia Sądu Najwyższego w sprawie Józefa B. (Archiwum)

„Przesyłając w załączeniu oświadczenia w sprawie tow. Józefa B. mieszkańca wsi Cyrla – pow. świdnickiego, oskarżonego o popełnienie „szabru” nadmieniamy, że: Jak wynika z oświadczeń tow. Józef B. nie powinien całkowicie ponosić odpowiedzialności, gdyż nie działał na swoja korzyść, a tylko jako zastępca sołtysa – przyszedł z pomocą osadnikowi w tym domu, który nie miał nic i te zbędne dla Niemki rzeczy były faktycznie własnością tego osadnika, który tam mieszka tzn., który zajął ten dom. Równocześnie zwracamy uwagę na to, że tym, który doniósł Milicji Obywatelskiej o popełnieniu przez tow. Józefa B. „szabru”, jest sołtys tamtejszej wsi, który z kolei obecnie broni go. Zachodzi podejrzenie, że sołtys oskarżył swego zastępcę z powodu sprzeczności, jakie między nimi istniały, nie zwracając uwagi na to, że jest to błaha sprawa. W związku z powyższym i na podstawie tego, że samemu głównemu sprawcy tzn. ob. Jakub D. kara została zawieszona, prosimy o wydanie wyroku, który zmieniłby dotychczasowy wyrok Sądu Okręgowego w Świdnicy i pozwoliłby tow. Józefowi B. zająć się gospodarstwem i opuszczoną rodziną.”

Za Józefem B. ujął się zarząd gminy Schönbrunn (obecnie Słotwina), chwaląc go jako dobrego osadnika i Polaka, który w domu zostawił żonę w 6 miesiącu ciąży i dwoje dzieci w wieku 4 i 7 lat. Podnoszono, że jego uwięzienie spowoduje, że ze szkodą dla rodziny i dla Państwa nie będzie uprawiane przyznane mu 10 hektarów gruntu. Pod pismem do Sądu Apelacyjnego w sprawie Józefa B ponownie podpisało się też kilkudziesięciu mieszkańców wsi Cyrla.

Rozprawa apelacyjna odbyła się we Wrocławiu 21 maja. Oskarżyciel podtrzymał swój wniosek o zatwierdzenie wyroku Sądu Okręgowego w Świdnicy, Józef  B. oraz jego obrońca byli nieobecni. Sąd uchylił wyrok Sądu Okręgowego w Świdnicy jedynie w części długości kary więzienia, którą skrócił z 1,5 do 1 roku. W pozostałej części wyrok I instancji został utrzymany w mocy.

Obrońca Józefa B. – wspomniany już znany świdnicki adwokat Jan Myszka – wniósł  do Sądu Najwyższego wniosek o kasację wyroku Sądu Apelacyjnego. 24 sierpnia 1946 roku tenże sąd oddalił kasację wyroku, utrzymując go w mocy w odniesieniu do zasądzonych kar. Jedyną poprawką była zmiana kwalifikacji czynu, co nie miało wpływu na wielkość wyroku. Józef  B. miał więc ostatecznie spędzić w więzieniu w sumie rok czasu – od 5 lutego 1946 roku do 4 lutego 1947 roku.

W dniu 7 listopada 1946 roku Józef B. złożył podanie o skrócenie kary pozbawienia wolności, jednak prokuratura skierowała do sądu jego prośbę dopiero blisko 3 miesiące później – 28 stycznia 1947 roku, kiedy Józefowi B. zostało do odbycia jeszcze tylko 7 dni! Nie miał nic przeciwko temu naczelnik więzienia w Świdnicy Stanisław Szafrański, który w swojej opinii napisał, że:

„(…) więzień ten od samego początku przebywania w powierzonym mi więzieniu, jest zawsze cichy, spokojny i jest wzorem dla innych więźniów. Żadnych zastrzeżeń tutejsze więzienie dla niego nie ma”.

Fragment postanowienia sądu o odrzuceniu prośby Józefa B o skrócenie wyroku więzienia. W dniu wydania postanowienia do odsiadki zostało mu pięć dni… (Archiwum)

30 stycznia Sąd Okręgowy w Świdnicy odrzucił prośbę Józefa B. i nie darował mu pozostałych 5 dni więzienia. W uzasadnieniu napisano między innymi:

„Prośba skazanego Józefa B. kwalifikuje się na odmowne załatwienie z przyczyn poniższych. Józef B. pełniąc funkcje zastępcy sołtysa czynem swym, stanowiącym przestępstwo z art. 257 § 1 K.K. nadużył zaufania, jakim obdarzyła go gromada; zamiast świecić przykładem dla innych członków gromady i przestrzegać ściśle zasad praworządności dopuszcza się przestępstwa z chęci zysku. Darowanie skazanemu reszty pozostałej do odbycia kary pozbawienia wolności mogłoby być zrozumiane przez społeczeństwo; iż czyny tego rodzaju, jakich dopuścił się skazany, są tolerowane przez sądy polskie, co ze względu na prewencję ogólną byłoby objawem wysoce niepożądanym. Orzeczona kara, której odbywanie skazany kończy już w dniu 5.II.1947 r. jest w stosunku do charakteru popełnionego przestępstwa nader niska; do darowania względnie złagodzenia tej stosunkowo niskiej kary, wobec nasilenia i masowego charakteru przestępstw tego rodzaju na Ziemiach Odzyskanych oraz niskich pobudek działania sprawcy, Sąd nie znajduje dostatecznych podstaw.”

Miała być więc kara dla Józefa B. swoistym przykładem dla innych osadników i ostrzeżeniem przed podobnymi czynami. Nota bene na darowanie tych kilku dni kary nie zgodził się ten sam sędzia, który rok wcześniej skazał go – prezes Sądu Okręgowego w Świdnicy Władysław Święcicki. Józef B. odbył więc całą, zasądzoną karę za dokonany czyn.

On sam i jego rodzina i potomkowie żyli w Cierniach jeszcze przez kilkadziesiąt lat. Nie wiadomo, jak potoczyły się dalsze losy Jakuba D., który wywinął się z odpowiedzialności za rabunek, przynajmniej w zakresie pozbawienia wolności. Cała historia w wyrazisty sposób ukazuje różne aspekty życia w pierwszych latach powojennych w Cierniach i to, do czego może doprowadzić głupota, do jakiej może dojść po pijaku.

Andrzej Dobkiewicz (Fundacja IDEA)

7 LIKES

Skomentuj jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Mission News Theme by Compete Themes.