Press "Enter" to skip to content

Po 157 latach odnaleźli grób przodka!

Spread the love

Świdnicę odwiedzili dwaj Duńczycy, którzy przyjechali na grób swojego prapradziadka, Został on pojmany do niewoli i uwięziony w twierdzy świdnickiej w 1864 roku. Tutaj też zmarł. Po 157 potomkowie Ole Andersena, dzięki pomocy świdnickich historyków zobaczyli miejsce, gdzie spoczywa ich przodek.

Tak wyglądały groby duńskich żołnierzy na dawnym cmentarzu garnizonowym w Świdnicy

Cała historia zaczęła się daleko od Dolnego Śląska, 157 lat temu podczas wojny prusko-duńskiej, tzw. II wojny o Szlezwik, która wybuchła między Prusami wspieranymi przez Austrię a Danią. Jej powodem były działania podejmowane od 1863 roku przez króla Danii, mające na celu przyłączenie do Danii księstw Szlezwiku, Holsztynu i Saksonii-Lauenberg, złączonych z nią do tej pory jedynie unią personalną. Te plany spotkały się z ostrą reakcją Prus. Duńskie zamierzenia były nie do przyjęcia dla Prus. Dlatego 1 lutego 1864 r. wojska koalicji zaatakowały Danię. W bitwie pod Dybbøl Duńczycy ponieśli bolesną klęską. To po niej do niewoli pruskiej trafiło ok. 3,5 tysiąca żołnierzy, którzy zostali wywiezieni w głąb Prus, w tym do twierdzy świdnickiej. O pobycie jeńców duńskich w Świdnicy pisaliśmy obszernie w artykułach: Jeńcy duńscy w Świdnicy (cz. 1), Jeńcy duńscy w Świdnicy (cz. 2) oraz „Wracają” duńscy żołnierze i Z Mårum do Świdnicy.

W czerwcu br. ze Świdnickim Portalem Historycznym skontaktował się Bent Erik Pedersen, który od wielu lat poszukiwał grobu swojego prapradziadka – Ole Andersena. W ubiegłym tygodniu Jens Jørgen Pedersen i Bent Erik Pedersen przyjechali do Świdnicy. Są braćmi. Jeden mieszka w Danii, tak jak większość jego rodziny. Drugi w Polsce, w Krakowie z żoną Polką. Są synami Anne Gudrun Marie Kristensen. Jej mama, a ich babcia – Lilly Gudrun Marie Andersen jest wnuczką Ole Andersena, który zmarł w świdnickim lazarecie. Jej ojciec na pamiątkę zmarłego także otrzymał imię Ole. Urodził się dwa tygodnie po śmierci ojca…

Ole Andersen (junior) – syn zmarłego w Świdnicy żołnierza duńskiego – w młodości…

Ole Andersen został ranny w bitwie pod Dybbøl i wzięty do niewoli. Wraz z około tysiącem innych jeńców został przewieziony do twierdzy świdnickiej. Duńczycy zostali uwięzieni w kazamatach usytuowanych w wale głównym twierdzy świdnickiej pomiędzy Bramą Witoszowską a Przedmościem Kraszowickim, czyli wzdłuż dzisiejszej Alei Niepodległości. Zachowała się niewielka część tych podziemi, do których można wejść od strony ogrodu katedry świdnickiej.

Ole Andersen  podobnie jak sześciu jego towarzyszy zmarł w lazarecie sześć dni po przywiezieniu do Świdnicy (6 maja 1864 r.). Podobnie jak sześciu innych duńskich żołnierzy pochowany został na dawnym cmentarzu garnizonowym (dziś park Młodzieżowy).

… i w dojrzałym wieku

Do 1945 roku Duńskie Ministerstwo Wojny przysyłało do komendantury garnizonu w Świdnicy pieniądze na utrzymanie grobów duńskich jeńców. Potem zostały one zlikwidowane przy okazji niszczenia całego cmentarza wojskowego.

Dzięki kontaktowi z duńskim historykiem Michaelem Bachem, który udostępnił nam dokumenty z duńskich archiwów oraz zdjęcia z około 1933 roku, na  którym widać te siedem nagrobków duńskich żołnierzy, udało się dokładnie zidentyfikować miejsce ich ostatniego spoczynku.

– Mój ojciec bardzo się interesował losem swojego pradziadka – mówił podczas odwiedzin w Świdnicy – Bent Erik Pedersen. – Brat jego matki opowiadał, że pradziadek Ole Andersen zmarł po bitwie, ale nie mógł sobie przypomnieć gdzie. W 1996 roku przeczytałem w książce o Duńczykach, którzy zginęli podczas wojny o Szlezwik, że ranny prapradziadek został przeniesiony do twierdzy świdnickiej. Rozpocząłem poszukiwania. Pisałem do Archiwum Pruskiego Dziedzictwa w Berlinie i tam potwierdzili mi tę wiadomość. Zadzwoniłem wtedy do Świdnicy i skontaktowano mnie z miejscowym historykiem, który jednak nie mógł mi nic w tej sprawie powiedzieć. Rodzina nie miała już nadziei na odnalezienie grobu przodka. Znałem to zdjęcie z 1933 roku ale nie miałem pojęcia, gdzie te groby mogą się znajdować. I wtedy znalazłem w Internecie artykuł na Świdnickim Portalu Historycznym z dokładną lokalizacją grobu prapradziadka. To była dla mnie bardzo wzruszająca chwila…

22 lipca Bent Erik Pedersen wraz z bratem Jensem Jørgenem Pedersenem, który przyleciał z Danii, odwiedzili Świdnicę i spotkali się z piszącymi te słowa Andrzejem Dobkiewiczem i Sobiesławem Nowotnym oraz Agnieszką Dobkiewicz, prezes fundacji IDEA – wydawcy Świdnickiego Portalu Historycznego.  Pierwsze kroki goście skierowali na miejsce pochówku Ole Andersena i jego sześciu towarzyszy. Dziś rośnie tu już tylko trawa. Niestety, jak do tej pory próby kontaktu z odpowiedzialnymi za rewitalizację parku Młodzieżowego urzędnikami w sprawie posadzenia w tym miejscu symbolicznych, małych krzewów – obecnie trwają nasadzenia w rewitalizowanym parku – skończyły się fiaskiem…

W miejscu spoczynku Ole Andersena goście z Danii złożyli tu symboliczny wieniec ozdobiony duńskimi flagami. – To jest dla nas wielka i niezwykle wzruszająca chwila – mówili potomkowie Ole Andersena. – Odnaleźliśmy dzięki Andrzejowi i Sobiesławowi grób naszego prapradziadka. Ta wojna była traumą dla naszego narodu. Nie było rodziny, która by nie straciła w niej kogoś. Ole, wówczas 27-letni, w Danii zostawił żonę w ciąży. Syna nigdy nie zobaczył. Nie wiedział też, że rodzina znajdzie jego grób dopiero cztery pokolenia później.

Podczas spaceru po mieście potomkowie Ole Andersena zobaczyli między innymi miejsce, gdzie byli więzieni jeńcy duńscy (nieistniejące kazamaty w okolicach obecnego aresztu śledczego) oraz budynek w którym znajdował się lazaret i w którym prawdopodobnie zmarł Ole. Dzięki uprzejmości parafii pw. św. Stanisława i św. Wacława mogli także wejść do zachowanej części kazamat od strony ogrodu przykatedralnego, aby wyrobić sobie pojęcie o warunkach, w jakich więzieni byli duńscy jeńcy.

O poszukiwaniu grobu prapradziadka całostronicowy materiał ukazał się w piątek w „Gazecie Wyborczej”

Dwa lata temu po zidentyfikowaniu miejsca pochówku i ustaleniu nazwisk zmarłych Duńczyków, świdniccy historycy skontaktowali się z Ambasadą Danii w Polsce opisując sprawę. Dostali wtedy odpowiedź, że placówka sprawą się zajmie. Teraz sprawę w swoje ręce chcą wziąć obaj Duńczycy. – Jesteśmy pod wrażeniem cudownego śledztwa w sprawie ostatnich dni naszego prapradziadka – mówią. – Zapewniamy, że zbierzemy informacje i skontaktujemy się z odpowiednimi władzami duńskimi. Zrobimy wszystko w celu przywrócenia miejsca pamięci, pewnego rodzaju pomnika dla Ole Andersena i jego innych zmarłych towarzyszy, obecnie spoczywających w Świdnicy. Napisaliśmy już w tej sprawie pisma do ambasady Danii w Warszawie, konsulatów w Krakowie i Wrocławiu oraz do duńskiego Ministerstwa Obrony Narodowej jak również podlegającemu temu ostatniemu – Inspektoratowi Grobów Wojennych. Opiekuje się ono grobami wojennymi, w których pochowani są żołnierze duńscy, a także pomnikami wojennymi. Dotyczy to zarówno grobów wojennych w Danii i poza nią. Na przykład duńscy żołnierze z wojny w 1864 roku zostali pochowani w Norwegii, Polsce i Czechosłowacji. Inspektorat Grobów Wojowników zapewnia ich utrzymanie i opiekę. Jeżeli uda się zainteresować ich sprawą żołnierzy ze Świdnicy, mam nadzieję, że za zgodą władz miasta, uda się to miejsce upamiętnić.

Niestety, nie zachowało się żadne zdjęcie zmarłego w twierdzy świdnickiej Ole Andersena. Duńscy goście przekazali natomiast ŚPH dwa zdjęcia jego syna, także Ole Andersena, który nigdy nie poznał swojego ojca. Czy był podobny do swojego ojca? Pewnie tak. – Ole (junior) nie miał on możliwości odwiedzić grobu swojego ojca. Podobnie jak i jego dzieci i wnuki. Udało się to dopiero nam, w czwartym pokoleniu – mówił wzruszony Bent Erik Pedersen.

Andrzej Dobkiewicz & Sobiesław Nowotny (Fundacja IDEA)

13 LIKES

Skomentuj jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Mission News Theme by Compete Themes.