Press "Enter" to skip to content

Leżały jedna na drugiej…

Spread the love

Poniżej prezentujemy nagranie z rozmowy jaką przeprowadził dziennikarz portalu Onet.pl – Mateusz Zimmerman z Agnieszką Dobkiewicz, autorką książki Dziewczyny z Gross-Rosen. Zapomniane historie obozowego piekła. Książka miała swoją premierę 1 września br. i jest drugą – po wydanej w ubiegłym roku książce Mała Norymberga. Historie katów z Gross-Rosen – pozycją autorki, poświęconą jednemu z najmniej znanych, byłych obozów hitlerowskich na terenie obecnej Polski.

O Dziewczynach z Gross-Rosen znany dziennikarz i historyk – Michał Wójcik napisał: Z zaledwie sześciu nici Agnieszka Dobkiewicz utkała kobierzec, przy którym bledną arrasy wawelskie. To historie kobiet, które trafiły na samo dno człowieczeństwa i albo tam zostały, albo jak Ruth czy Halina żarliwie żyły dalej mimo straszliwego piętna. Wstrząsające.

Materiał powstał staraniem wydawnictwa Znak-Horyzont (podziękowania dla Agnieszki Dominiak).

Książki można zamówić z rabatem w promocyjnej cenie klikając na okładkę wybranej pozycji

Fragment książki

(…) To był… niewiarygodny widok. One nie miały włosów, wszystkie były ostrzyżone, jakieś szmaty z nich zwisały, nie miały żadnych butów, miały kości zamiast twarzy, a smród był tak okropny… Trudno to opisać. Kiedy je znaleźliśmy, niestety wielu moich przyjaciół dało im jedzenie, co było najgorszą rzeczą, jaką mogliśmy zrobić. Ich żołądki były skurczone. Straciliśmy co najmniej 40 kolejnych kobiet podczas pierwszej nocy…

Morgan, także pochodzenia żydowskiego, pojechał do szpitala i kazał lekarzowi oczyścić go z rannych żołnierzy niemieckich.

„Ten lekarz powiedział mi: «Konwencja Genewska nie pozwala ruszać rannych» – opowiada. – Więc złapałem go za szyję i zabrałem jeepem do szopy. Powiedziałem mu, gdy patrzył na te kobiety: «Oto twoja Konwencja Genewska. Masz teraz godzinę na opróżnienie szpitala». W ciągu godziny szpital był pusty, a my jeepem przewoziliśmy te kobiety do szpitala”.

W sumie trafiło tam 118 dziewcząt, głównie byłe więźniarki grossroseńskie. Doprowadzono je na skraj przepaści. Większość z nich ważyła od 30 do 40 kilogramów, 111 było zagłodzonych i miało awitaminozę. Wiele miało czerwonkę. Prawie wszystkie były zawszone. Ich stopy były spuchnięte, pokryte bliznami i owrzodzone. Około 20 z nich miało odmrożenia. W zeznaniu, które złożył dwa dni później, major Aaron S. Cahan, oficer medyczny, opowiada:

To był ogromny szok, ponieważ nigdy nie wierzyłem, że człowiek może zostać tak zniszczony, może być tak głodny, może być tak chudy i żyć w takich warunkach… One były jak myszy w tej szopie, leżały jedna na drugiej, zbyt słabe, by podnieść rękę… Jako lekarz jestem zdania, że co najmniej 50 procent z tych 118 kobiet zginęłoby w ciągu 24 godzin, gdyby nie dostały fachowej opieki. Mimo pomocy zginęło jeszcze 19 dziewcząt”.

Żołnierzami wstrząsnęła zwłaszcza śmierć dwudziestosiedmioletniej Feli Szeps z Dąbrowy Górniczej. Po śmierci dziewczyna ważyła… 29 kilogramów. Według jej dokumentacji medycznej wyglądała jak 75-letnia kobieta. Fela zmarła w szpitalu w Volarach 9 maja. Zdjęcie umierającej kobiety na drewnianym łożu zostało rozesłane do 2 Pułku 5 Dywizji Piechoty…

3 LIKES

Skomentuj jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Mission News Theme by Compete Themes.