Press "Enter" to skip to content

Strzegomski epizod zapomnianego Fritza Reutera

Spread the love

Strzegom miał dawniej wiele gospód, w których gościły znane osoby, przede wszystkim ze świata kultury i nauki. Dziś wiele z nich, znanych w swoich krajach i =uznawanych za wybitne, w Strzegomiu jest zupełnie zapomnianych.

O historii dwóch sławnych gospód w rynku, „Deutsches Haus” i „Brauner Hirsch”, pisałem w artykule opublikowanym w Roczniku Świdnickim 2019 (Deutsches Haus i Brauner Hirsch – strzegomskie gospody z historycznymi tradycjami. Rocznik Świdnicki 2019, tom 47, Świdnica 2020, s. 9-28). O innych gospodach i hotelach wspominałem opisując odbywające się w mieście wykłady znanych podróżników czy koncerty orkiestr Benjamina Bilse, Georga Goldschmidta czy Ludolfa Waldmanna. Gospody były w XIX wieku miejscem spotkań mieszkańców i małymi centrami kulturalnymi, gdzie Strzegomianie mogli zobaczyć spektakl teatralny, operetkę, pokazy iluzjonistów lub obrazów stereoskopowych.

Poza gospodami w mieście było wiele innych niepozornych domów, które miały ciekawą historię. O jednym z nich wspomnieli Adalbert Hoffman i August Steiff w broszurze zatytułowanej Was viele Striegauer nicht wissen!  a później Adalbert Hoffmann postanowił bardziej przybliżyć postać Fritza Reutera w artykule zatytułowanym, Fritz Reuters „gute Stadtt” Striegau, opublikowanym w 1925 roku w czasopiśmie  „Schlesische Monatshefte”. Pierwsza z wymienionych książek, to bardzo krótka broszurka zawiera wiele ciekawostek związanych z historią miasta i jego mieszkańców.  Znajduje się w niej krótka informacje o pobycie w domu pana Bartscha znanego więźnia politycznego, którym był znany i bardzo lubiany niemiecki poeta piszący w dialekcie dolnoniemieckim (Plattdeutsch) Fritz Reuter. Kim był Fritz Reuter, za co został skazany i czy rzeczywiście mógł przez jakiś czas przebywać w Strzegomiu?

Fritz Reuter

Fritz Reuter urodził się 7 listopada 1810 roku w Stavenhagen.  Jego ojciec, Georg Johann był burmistrzem, sędzią miejskim i notariuszem. W dzieciństwie Fritz był uczony początkowo w domu przez rodziców i krewnych. Następnie rozpoczął naukę w gimnazjum we Friedlandzie, które musiał opuścić w roku 1828 ze względu na niewłaściwe  zachowanie. Naukę kontynuował  w gimnazjum w Parchim, gdzie w roku 1831 otrzymał świadectwo dojrzałości. Od roku 1831 studiował prawo w Rostocku, a od 1832 na uniwersytecie w Jenie. Tam pod wpływem idei wolności mieszczańskiej i jedności narodowej został członkiem korporacji studenckiej (Burschenschaft), ale z końcem 1832 roku wystąpił z niej gdy do głosu doszli ekstremiści. Mimo odejścia z korporacji studenckiej w 1833 roku został posądzony o poglądy wywrotowe i aresztowany.  Został internowany w twierdzy w Srebrnej Górze, a 4 sierpnia 1836 roku pod zarzutem udziału w zdradzieckich korporacjach studenckich w Jenie i za obrazę majestatu, został skazany na karę śmierci. Ten surowy wyrok został jednak  w następnym roku złagodzony i Reuter otrzymał karę 30 lat pobytu w twierdzy. Ostatecznie dzięki wstawiennictwu wielkiego księcia Meklemburgii wyrok obniżono do 8 lat. Reuter był osadzony początkowo w Głogowie, Magdeburgu, Grudziądzu i Dömitz, po czym 25 sierpnia 1840 roku został zwolniony w ramach amnestii.

Jak to się stało, że Fritz Reuter znalazł się w domu należącym do Bartscha i co w nim robił oraz czy zapamiętał to wydarzenie? Odpowiedzi na te pytania udzielił Adalbert Hoffman we wspomnianym wcześniej artykule zamieszczonym w „Schlesische Monatshefte”.

Kiedy w połowie lutego 1837 roku Fritz Reuter był przewożony z twierdzy w Srebrnej Górze do Głogowa, jego droga prowadziła przez Strzegom. Jego podróż trwała prawdopodobnie trzy dni i składała się dwóch noclegów w Świdnicy i Legnicy. O swojej podróży Fritz Reuter wspominał w wspomnieniach zatytułowanych  „Ut mine Festungstid” (Aus meiner Festungszeit). Jednak nie napisał nic o pobycie w Strzegomiu. Skąd więc postała informacja o jego pobycie w Strzegomiu w domu Bartscha? Wszystko dzięki dyrektorowi strzegomskiej szkoły średniej Robertowi Rößlerowi, który wysłał Fritzowi Reuterowi swoje wiersze pisane w dialekcie śląskim (Schlesiche Mundart). Najpierw w 1867 przesłał mu zbiór wierszy zatytułowany „Aus Krieg und Frieden” a później tomik ze zbiorem wierszy różnych poetów  strzegomskich zatytułowany „Aus der Güntherstadt”. W odpowiedzi na  drugą przesyłkę otrzymał list od Fritza Reutera, w którym poeta nie tylko podziękował za przesłane  wiersze ale także powiedział kilka ciepłych słów o Strzegomiu i jego mieszkańcach.

Fabryka Bartscha

Oto fragment tego listu: Aufrichtig gestanden, weiß ich nicht mehr, welcher Umstand mich verhindert hat, Ihnen für Ihre freundliche Gabe aus Ratibor zu danken; aber was im Jahre 1867 für Ratibor gegolten haben mag, kann unmöglich 1872 für Striegau gelten. Deshalb und derowegen will ich diesmal für Ihre freundliche Zusendung meinen warmen Dank aussprechen, zumal, da dieselbe aus Striegau kommt, in welcher guten Stadt ich einmal auf der Durchreise mit einem Gendarm bei dem dortigen Lohgerbereibesitzer Barth oder Bart ein liebliches Frühstück eingenommen habe, welches mir bewies, daß wir politischen Sträflinge doch noch Sympathien bei ehrenwerten Bürgern genossen. (Szczerze powiedziawszy, nie wiem już,  jaki powód  przeszkodził mi aby podziękować Panu za Pana przyjazny dar z Raciborza; ale co w 1867 roku miało znaczenie dla Raciborza, nie może nie mieć znaczenia w 1872 roku dla Strzegomia. Dlatego chcę tym razem wyrazić wdzięczność za Pańską przyjacielską przesyłkę, zwłaszcza że pochodzi ona ze Strzegomia, w którym to „dobrym mieście” byłem raz w czasie podróży z żandarmem u tamtejszego właściciela garbarni Barth lub Bart i zjadłem przyjemne śniadanie, które udowodniło mi, że my więźniowie polityczni cieszymy się sympatią szacownych mieszczan.)

Jeden z rękopisów Reutera (Źródło: Fritz Reuter Literatur Museum)

Tymi ludźmi ze współczującymi sercami byli Friedrich Bartsch i jego żona, którzy mieszkali w domu przy ulicy Świdnickiej nr 40. Reuter nie pamiętał ich nazwiska ale dobrze zapamiętał gościnę, której mu udzielono. I nie chodziło tylko o przygarnięcie zmarzniętego młodzieńca do domu i poczęstowanie go śniadaniem ale o sam odruch serca i życzliwość jaką okazali mu gospodarze. Gdzie znajdował się ten dom trudno dokładnie stwierdzić, ponieważ w mieście dochodziło czasami do zmiany numeracji domów. W książce adresowej z 1905 roku znalazłem dwie gospody na tej ulicy, pierwsza to „Weißer Schwan” (Biały Łabędź)  pod numerem 42 i pod numerem 43 gospoda „Norddeutscher Hof”, natomiast znajdująca się przy skrzyżowaniu ulicy Świdnickiej z ulicą kasztelańską gospoda o nazwie „Steinkretscham” miała numer 35. Dlatego trudno ustalić dokładnie w którym miejscu znajdował się dom należący do rodziny Bartsch. W kronice rodziny Bartsch zapisano następujące informacje o tym domu: „Dom i zagroda fabryki należącej do synów Friedricha Bartsch’a. Według starych rysunków z drugiej połowy XVIII wieku  na terenie dzisiejszej fabryki znajdującej się pomiędzy Bramą Świdnicką a skręcającą w prawo rzeką Strzegomką, znajdowały się 3 małe, parterowe domy od strony ulicy Świdnickiej a za nimi  dwa domy podobne do szop oraz ogród.” Według opisu fabryki z roku 1859 dokonanego przez ówczesnego kierownika kantoru Juliusa Rost’a zabudowania fabryczne składały się z: domu mieszkalnego pod nr 40, budynku remizy, właściwego budynku fabryki, budynku foluszu, farbiarni z wyposażeniem, warsztatu, w którym robiono podeszwy, powozowni, psiarni.

Pomnik Fritza Reutera przed jego muzeum w rodzinnej miejscowości Stavenhagen (Źródło: Wikipedia/ABroke)

Z tego opisu można wywnioskować, że dom pod numerem 40 znajdował się pomiędzy dawną gospodą „Norddeutscher Hof” i skrzyżowaniem ulicy Świdnickiej z ulicą Kasztelańską (Kohlenstraße).

Ciekawostką było to, że w czasie manewrów armii pruskiej w 1842 roku w tym samym domu kwaterował książę Karl von Preußen. Hoffman skomentował to następująco: Jaka zmiana sceny – dzisiaj niebezpieczny więzień państwowy, który za zdradę stanu skazany był na śmierć a rano książę z domniemanie zagrożonej rodziny królewskiej! Szlachetny odruch serca, który zarówno małemu jak i dobrze urodzonemu, potępionemu i księciu otwiera gościnny dom.

W liście do Roberta Rößlera Fritz Reuter nie ograniczył się tylko do wspomnień o krótkim pobycie w mieście ale odniósł się również do wierszy które otrzymał i które uznał za bardzo dobre. „Wiersze Pana i Pańskich przyjaciół bardzo mnie ucieszyły, podczas gdy, jeśli Pan zechce się łaskawie zastanowić, w 1863 roku nie jak w 1823 chodzi o liryczną wylewność, to będzie Pan szedł w kierunku, który ja zaproponowałem w literaturze i znajdzie go całkiem naturalnie. Pana wiersze w dialekcie śląskim przemawiają znakomicie; one są pięknie ułożone i nigdy nie brakuje dramatycznej pointy, krótko, przypominają mi najlepsze wiersze Holtai’a, z których znam na pamięć niektóre jak np. „der Hirte hot geblosen” i najbardziej ulubiony „I nu mein Gott, su gärne”.

W ten sposób, zaproszenie poety-więźnia do domu przez rodzinę Bartsch, przeszło do historii miasta a dla Roberta Rößlera pretekstem do nawiązania kontaktu ze znanym poetą i podarowania mu wierszy swoich i innych strzegomskich poetów.

Marek Żubryd

Portret Fritza Reutera

Po zwolnieniu z więzienia na mocy amnestii 25 sierpnia 1840 roku Reuter podjął nieudaną próbę kontynuowania studiów w Heidelbergu. Potem zamieszkał  u swego wuja, pastora w Jabel. W 1842 roku otrzymał pracę w gospodarstwie w Demzin, gdzie poznał swoją przyszłą żonę Luizę. Pracowała ona jako guwernantka w domu pastora Augustina w Rittermannshagen. 3 marca 1845 roku zmarł jego ojciec po którym odziedziczył majątek. Pozwoliło mu to teraz rozpocząć działalność pisarską. Najpierw pisał w standardowym języku niemieckim (hochdeutsch), a później w dolnoniemieckim. W okresie poprzedzającym Wiosnę Ludów w 1848 roku zawarł znajomość z liberałami między innymi z Heinrichem Hoffmannem von Fallersleben i brał udział w pracach towarzystwa reform w Meklemburgii. W kwietniu 1850 roku osiadł w Treptow an der Tollense (dzisiaj Altentreptow) jako prywatny nauczyciel rysunku i gimnastyki oraz redaktor. Oprócz prób pisarskich udzielał się także jako publicysta i krytyk feudalno-arystokratycznego stanu w Meklemburgii. Pierwsze wielkie sukcesy odniósł jako pisarz w 1853 roku, gdy ukazała się jego książka z wierszami „Läuschen un Rimels“ i w 1855 roku „De Reis nah Belligen“. W 1856 roku zamieszkał w Neubrandenburgu, gdzie znajomi i przyjaciele a w szczególności Ernst Boll (1817-1868) zaproponowali mu dobre warunki do pracy pisarskiej. Podczas tego pobytu ukazały się jego liczne dzieła jak „Kein Hüsung“ (1857) und „Hanne Nüte“ (1860) i pisane prozą „Ut de Franzosentid” (1859), „Ut mine Festungstid“ (1862), „Ut mine Stromtid“. W 1863 roku przeprowadził się do Eisenach. W tym samym roku uniwersytet w Rostocku mianował go doktorem honoris causa. W Eisenach ukazały się między innymi powieści „Dörchläuchting” (1866), „De Reis’ nah Konstantinopel“ (1868). Od pobytu w więzieniu Fritz Reuter cierpiał okresowo na alkoholizm, a od 1870 roku chorował na serce. Zmarł 12 lipca 1874 roku w Eisenach. Obok Klausa Grota i Johna Brinckmana – Reuter należy do pisarzy, którzy świadomie używali języka dolnoniemieckiego i stworzyli nową poezję dolnoniemiecką. Język, w którym pisał określa jako dialekt „meklembursko-przedniopomorski”. Był prekursorem ponownego powstania języka dolnoniemieckiego jako języka literackiego. W swojej sztuce tworzył opisy krajobrazów i ludzi, a w poetyce szukał docenienia prostych, słabych i uległych ludzi, zachęty do samodzielnej inicjatywy w dążeniu do wyzwolenia, miłości bliźniego i sprawiedliwości. Wrażliwie reagował na tendencje czasu i zaspokajał także oczekiwania publiczności do rozrywki. Negował powierzchowną wiarę w postęp na podstawie własnych doświadczeń i swój liberalny protestantyzm. Tutaj leży także źródło humoru w jego utworach, z którym stał się jednym z największych humorystów w niemieckiej literaturze. Pisma Fritza Reutera pokazują ustne tradycje opowiadania, jak i złożone struktury literackie. W działaniu Bismarcka widział urzeczywistnienie młodzieńczych idei. Niewolny od nacjonalistycznego zapału, mocno trwał przy liberalno-demokratycznych poglądach.  Wizyty między innymi Karla Guzkowa, Hansa Christian Andersena, Theodora Fontane świadczą jak dużym cieszył się poważaniem. Jego książki zostały przetłumaczone na język duński, angielski , fiński, francuski , włoski, japoński , holenderski, norweski, polski, rumuński, rosyjski i szwedzki i fryzyjski. [Źródło: Biografie niemieckie]

6 LIKES

Skomentuj jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Mission News Theme by Compete Themes.