Popołudniem, w dzień Świętego Wacława 28 września 1322 roku w pobliżu bawarskiej wioski Mühldorf nad rzeką Inn słońce powoli zniżało się nad horyzontem. Tam, gdzie jeszcze niedawno słychać było szczęk broni, krzyki dochodzące z tłumu zwartych w śmiertelnym uścisku ludzi i przerażające rżenie umierających koni, zapanowała dramatyczna cisza, przerywana od czasu do czasu jękami rannych i konających. To tutaj, po ośmiogodzinnej walce, zakończyła się jedna z najważniejszych bitew w tej części XIV-wiecznej Europy. Pierwszą część opracowania można przeczytać tutaj: Bitwa pod Mühldorf (cz. 1): Zmarginalizowany przez historyków].
Przede wszystkim należy sobie zadać pytanie jakie motywy kierowały udziałem księcia Bernarda w rejzie krzyżackiej na Litwę w 1322 roku.
Powodów mogło być kilka, chociaż część z nich trzeba w mniejszym lub większym stopniu odrzucić, jako niezasadne w stosunku tak do jego osoby, jak i okoliczności społeczno-politycznych oraz kulturowych. Na pewno udział w rejzie nie był podyktowany jakąś formą ścisłej współpracy księcia z Zakonem Najświętszej Marii Panny, czy też popieraniem jego polityki w kontekście jego konfliktów z władcami polskimi. Polityka Bernarda jaką prowadził, skupiała się przede wszystkim na sprawach związanych z zapewnieniem sobie panowania w odziedziczonej dzielnicy i w tym celu szukania sojuszników, także w osobach książąt polskich z okresu rozbicia dzielnicowego (Władysław Łokietek) o czym wspomniano w pierwszej części opracowania. Podobnie jak pozostali książęta śląscy z okresu postępującego rozbicia dzielnicowego w II połowie XIII i I połowie XIV wieku skupiony Bernard był przede wszystkim na ochronie – nazwijmy to kolokwialnie – swojego małego „poletka”. Jego polityka nie wchodziła w obszary pogranicza ziem polskich i litewskich.

Niewątpliwie udział w rejzie krzyżackiej w 1322 roku wiązać należy natomiast po części z pozostającą w swojej schyłkowej fazie ideą krucjat, które miały olbrzymie znaczenie w XI wieku dla rozwoju etosu rycerskiego. Ideę wypraw krzyżowych do Ziemi Świętej dla obrony grobu Chrystusa, w XII i XIII wieku Krzyżacy bardzo łatwo przetransformowali na grunt lokalny, ale w rozumieniu skali – czy też znaczenia – europejskiej i uczynili z niej głęboko uzasadnianą w tejże Europie konieczność walki z pogańskim plemionami na północnych jej kresach, w tym wypadku na Litwie i Żmudzi. Przy czym nie oni pierwsi stosowali tego typu narrację, jeżeli weźmiemy pod uwagę walki niemieckiego i europejskiego rycerstwa chociażby z plemionami Połabian, Obodrzyców, Prusów, Liwów czy Estów. Zresztą rejzy krzyżackie dość szybko zatraciły swój charakter nawróceniowy, bo nie zaprzestano ich nawet po chrzcie Litwy, a pozbawione motywacji ideologicznej, stały się zwykłymi wyprawami wojennymi w ceku zadania strat przeciwnikowi oraz zdobycia łupów i niewolników, a więc tak naprawdę zwykłymi wyprawami łupieżczymi.
Jednak w czasach Bernarda rejzy krzyżackie w świadomości rycerstwa zainteresowanego udziałem w nich, posiadały kilka cech charakterystycznych, które mogły decydować o udziale w niej śląskiego księcia. Wszystkie one były pewnego rodzaju wypadkową ogólnie pojętego etosu rycerza średniowiecznego, a więc tego w jakie wartości wierzył i jakie wartości powinien reprezentować swoją osobą i życiem
Na pewno rejzy posiadały wspomniany charakter religijny, a więc szeroko rozumianej służbie Bogu w obronie wiary i zwalczaniu jej przeciwników i w takim kontekście Krzyżacy przedstawiali walki z Litwinami. Mamy więc do czynienia z elementem krucjat, tak mocno zakorzenionych w rycerskim etosie. Z pewnością też rejzy stanowiły znakomite pole doświadczalne dla podnoszenia swoich „kwalifikacji” w zakresie walki – metod, sposobów i własnych umiejętności. Ogromne znaczenie odgrywała także możliwość zdobycia sławy, dzięki zaprezentowanej w walce odwadze, męstwu czy sile, a co stanowiło także jeden z najważniejszych elementów etosu rycerskiego.
I zapewne to właśnie kwestie związane z tak silnym funkcjonowaniem etosu rycerskiego, w którym książę Bernard był wychowany sprawiły, że wobec braku możliwości odbycia krucjaty do Ziemi Świętej (ostatnia miała miejsce w 1270 roku), wyprawa na północ była wygodną alternatywą dla śląskiego księcia, chociażby ze względu na mniejszą odległość.

W czasach Bernarda nie obowiązywały ścisłe reguły związane z wiekiem, w jakim rycerz czy kandydat na rycerza udawał się na krucjatę. Czasem wiązane to było – oprócz wspomnianych obowiązków – służbie Bogu i procesowi podnoszenia swoich umiejętności – także z wkraczaniem w wiek pełnej dorosłości i samodzielności. Na Śląsku w XII-XIV wieku pierwszy stopień pełnoletności dzieci z rodów rycerskich i panujących osiągały w wieku 12-14 lat, chociaż jest to do dziś kwestia budząca u historyków dyskusje. Faktem jest, że w tym wieku dziewczynki mogły już wychodzić za mąż, a chłopcy nosić zbroję i być na przykład dopuszczani do współrządów. Różnego rodzaju wyprawy wojenne często były okazją do nadawania pasów rycerskich, czego mamy przykład także w obozie świdnickim w bitwie pod Mühldorf. Jednak te dwa ostatnie uwarunkowania nie mogą być powodami dla których książę Bernard udał się na Litwę. Po pierwsze, zakładając, że urodził się w latach 1288-1291, w momencie podjęcie wyprawy miał już 31-34 lata. Po drugie, wobec jego niepełnoletności w chwili śmierci ojca – księcia Bolka I Surowego w 1301 roku, regencję pełniła jego matka – Beatrycze Brandenburska jedynie do 1305 roku, kiedy Bernard objął samodzielne rządy. W 1322 roku Bernard był więc w pełni dojrzałym mężczyzną, niezależnym, samodzielnym władcą i rycerzem.
Co więc zadecydowało o jego uczestnictwie w krucjacie na Litwę? Powody mogą być dwa. Pierwszy – mogło to być spełnienia jakiś ślubów – rzecz częsta w owych czasach, aczkolwiek pozostająca jedynie naszym domysłem ze względu na fakt, że nie posiadamy żadnych wzmianek historycznych w tym temacie. Drugim powodem być może bardzie zasadnym, chociaż i tu nie dysponujemy źródłowym potwierdzeniem, jest druga osoba, która wzięła razem z księciem Bernardem udział w tej rejzie. To jego najmłodszy brat – przyszły książę Bolko II Ziębicki. Urodził się on około 1300 roku zatem w momencie podjęcia wyprawy na Litwę miał już 22 lata. Jednak jako czwarty, najmłodszy syn księcia Bolka I Surowego, został przez niego przeznaczony do kariery kościelnej. Wiadomo, że posiadał on na przykład kanonikat (był członkiem kapituły kościelnej) z prebendą (dochodami) w kapitule wrocławskiej. Nie został jednak wyświęcony. Fakt przeznaczenia go do kariery duchownej, oprócz zapewne innego sposobu wychowania, w którym być może położono nacisk na inne, ważne elementy przygotowania do życia – niekoniecznie związane z rycerskim etosem, a bardziej z życiem duchowym – wzbudziły u dojrzewającego Bolka bardzo duży opór. Bernard podtrzymując stanowisko o przeznaczeniu najmłodszego brata do stanu duchownego, chciał zapobiec podziałom księstwa świdnicko-jaworskiego, co zresztą nastąpiło już częściowo w 1312 roku, kiedy książę wyznaczył dzielnicę jaworską w samodzielne władanie swojemu bratu Henrykowi I Jaworskiemu. Wprawdzie możliwe jest, że już w 1315 roku Bernard i Bolko II doszli do porozumienia w sprawie wyznaczenia dla tego ostatniego w przyszłości dzielnicy ziębickiej, ale formalnie stało się to dopiero w ostatnich miesiącach 1322 roku – po powrocie książąt z rejzy na Litwę i prawdopodobnym ożenku w Świdnicy w tym samym czasie Bolka II z bliżej nieznaną Gutą, pochodzącą z Węgier.

Wobec takich, przyszłościowych planów wyprawa na Litwę mogłaby być w pewnym sensie usankcjonowaniem w oczach społeczeństwa i nie to tylko najbliższego otoczenia książąt, ale w skali regionalnej – śląskiej, osoby przyszłego księcia ziębickiego, jako rycerza i władcy, zdolnego do objęcia samodzielnych rządów, obrony swoich ziem i własnych poddanych. Niewykluczone jest, że to właśnie podczas tej wyprawy Bolko II Ziębicki uzyskał pas rycerski.
Niewątpliwie dla obu książąt wychowanych w zachodniej kulturze uczestnictwo w krzyżackiej rejzie na Litwie przeciwko poganom było elementem etosu rycerskiego opartego na europejskich tradycjach, któremu hołdowano na dworze ich dziada – Bolesława Rogatki i ojca – Bolka I Surowego. W tym kontekście wyprawa dla świdnickich książąt musiała być ważnym wydarzeniem w ich życiu.
Na przełomie XIII/XIV wieku rejzy krzyżackie na Żmudź i Litwę cieszyły się dużą popularnością wśród rycerstwa z zachodniego kręgu kulturowego, o czym świadczy duży jego napływ na organizowane przez Krzyżaków kolejne wyprawy. Jak pisze w jednej ze swoich prac historyk Jarosław Mariusz Gruzla:
„Po podbiciu Prus ostrze krzyżackie skierowało się przeciwko Litwie. Sama Litwa była krajem, który porastały niedostępne puszcze, poprzecinanym licznymi rzekami i terenami bagiennymi. (…) System obrony litewskiej oparty był o ziemne warownie, które tworzyły dwie podstawowe linie defensywne: nadjurajską z ważnym punktem obrony – Castrum Gedemini i nadniemeńską z licznymi grodami. W związku z trudnymi warunkami terenowymi, wyprawy krzyżackie organizowane były najczęściej zimą. Ekspedycje zimowe właśnie miały na celu wyniszczenie kraju i jego mieszkańców. Rzadsze wyprawy letnie, tzw. „Baureisen” służyły umocnieniu zdobytych terenów i fortyfikowaniu nowych zamków”.
Rejza krzyżacka na którą wyruszyli obaj śląscy książęta rozpoczęła się zimą 1322 roku. Jednak w drogę na Litwę książęta wybrali się wcześniej, prawdopodobnie pod koniec 1321 roku i to po 3 grudnia, kiedy wystawili jeszcze w Ziębicach wspólny dokument, potwierdzający fakt, że majątki Dietricha Adeli, obywatela Bolkowa, jeszcze za jego życia przypadły Clausowi von Sylicz (Seidlitz) na mocy praw dziedziczenia jego żony. Zakładając powrót do Świdnicy i ostatnie przygotowania, obaj książęta mogli wyruszyć na wyprawę w II połowie grudnia 1321 roku lub I dekadzie stycznia 1322 roku. W tym wypadku zgadzałoby się to także z terminem rozpoczęcie rejzy w dniu 7 lutego 1322 roku. Odległość ze Świdnicy do Królewca najbardziej prawdopodobną trasę podróży – to jest przez Wrocław, Kalisz, Toruń i Elbląg wynosi około 610 kilometrów. Zakładając, jak szacuje wspomniany Jarosław Mariusz Gruzla, w warunkach zimowych, z taborami, poczet książęcy, który mógł liczyć około 100 osób – w tym rycerzy, giermków i sług – mógł przemierzać około 25-30 km dziennie. Podróż trwała by więc około 20 dni, a włączając ewentualne przerwy i odpoczynek w drodze oraz po przybyciu do Królewca, termin wyjazdu książąt świdnickich ze Śląska, wydaje się jak najbardziej realny w podanym wyżej okresie.
Potwierdza nam to dokument, wystawiony 12 stycznia 1322 roku w Dzierżoniowie, a poświęconym sprawom majątkowym, w którym sędzia dworu świdnickiego Hermann, wspomina o księciu Bernardzie, który znajdował się w tym czasie w drodze do Prus [łac. (…) cum in procinctu vie versus Prussiam jam foret constitutus].

Po dotarciu do Królewca, odpoczynku i ostatnich przygotowaniach, wyprawa krzyżowców pod wodzą mistrza krajowego Fryderyka von Wildenberga wkroczyła na Żmudź w rejonie grodów Vaikiai, Raseiniai i Ariogala, mordując po drodze ludność i paląc zabudowania. Po dotarciu trzeciego dnia pod gród Peštvčnai, krzyżowcom nie udało się go zdobyć „z marszu”, a Litwini zdołali odeprzeć nocny atak ciężkozbrojnego rycerstwa na umocnieniach grodu. Ostatecznie zdając sobie sprawę z przewagi wojsk zakonnych i pocztów rycerstwa zachodniego, zdecydowali się na rozmowy, wydali zakładników i poddali gród. Wyprawa trwała zaledwie trzy tygodnie i mimo pozornego sukcesu nie przyniosła korzyści w szerszym wymiarze. Wspomina o tym w swojej kronice Jan Długosz, informując o wyprawie i udziale książąt świdnickich (wyd. 1868):
„1322 r. WYPRAWA JEDNA CHRZEŚCIAN PRZECIW LITWINOM WIĘCEJ SZKODY ZRZĄDZA NIŻ KORZYŚCI, ALBOWIEM LITWINI PO CZTERY KROĆ ZA TO POWTÓRZYLI SWOJĘ NAJAZDY NA CHRZEŚCIAN, NIE BEZ WIELKIEGO KRWI ROZLEWU.
Bernard książę Świdnicki z swoim ludem, książę Szwabski i dwaj hrabiowie Bonu, w znacznej sile zbrojnych z królestwa Polskiego, Czech i Misnii ściągnęli do Prus celem wojowania barbarzyńców: skąd wojsko chrześcijańskie pod dowództwem Krzyżaków wkroczywszy w okolice Litwy i Żmudzi, naprzód powiat Warkon, a potem dwa inne, Russigen i Erlogen spustoszyli i zamek Pisten opanowali. A gdy barbarzyńcy chytrze i zdradziecko powiaty rzeczone poddali pod ich władzę, i sami ich rozkazom przyrzekli posłuszeństwo, zaprzestano morderstw i zabierania ludu do niewoli, i nie pustoszono więcej ich włości. Pod tenże sam czas książę Litewski wyprawiwszy się zbrojno do Inflant, biskupstwo Dorpackie i inne powiaty splądrował i ogniem zniszczył, i pięć tysięcy chrześcijan zabranych z Inflant z wielką, mnogością zdobyczy uprowadził do Litwy. Tak srogiej klęski chcąc się pomścić wojsko chrześcijańskie, lubo w czasie nastającej już zimy przedsięwzięło drugą na Litwinów i Żmudzinów wyprawę, ściśnione jednak ostrością pory, nic ważnego nie zdziaławszy cofnęło się do Prus z powrotem. Atoli Dawid dowódca zamku Litewskiego Gartin, nie zważając na mroźną porę, wtargnął z licznem wojskiem do Prus, i powiat Rewelski w Inflantach spustoszył: a wymordowawszy znaczną liczbę chrześcijan, popaliwszy kościoły, pozabierawszy naczynia święte, kapłany i sługi Boże częścią wytępił, częścią pojmał w niewolą, i z pięciu tysiącami jeńców, mnogim obciążony łupem wrócił do kraju. Tejże samej zimy, Litwini i Żmudzini zdobyli i opanowali miasto Kłajpedę (Memel) tudzież trzy inne w pobliżu leżące zamki; a nazabijawszy wiele chrześcijan i znacznych zagarnąwszy brańców, unieśli z sobą mnóstwo zdobyczy, miasto zaś i zamki ogniem zniszczyli. Wkrótce potem najechali powiat Wilow, rozniecili w nim rzezie i pożogi, zgładzili komtura Tapiowa (Tapyow), na koniec pokonawszy jego wojsko, z licznym tłumem jeńców i mnogą zdobyczą powrócili do Litwy. Dawid także, dowódca Litewskiego zaniku Gartin, splądrował Mazowsze, a spustoszywszy i popaliwszy wsie, kościoły i miasteczka, i miejscami pomordowawszy ludzi z gmin, wieśniaków do Litwy uprowadził.”
Na Śląsk obaj książęta powrócili na pewno przed 15 kwietnia 1322 roku, a zapewne już na początku marca. Z tego dnia pochodzi dokument księcia Bernarda, wystawiony w Pieszycach, w którym potwierdza on darowiznę na rzecz klasztoru w Henrykowie. W tym czasie trwały też już zapewne intensywne przygotowania świdnickiego księcia do wyprawy wojennej do kolejnej wyprawy wojennej, która swój finał znalazła na polach pod Mühldorf.
cdn.
Andrzej Dobkiewicz (Fundacja IDEA)
Podziękowania dla Sobiesława Nowotnego za wsparcie merytoryczne oraz analizę archiwalnych tekstów łacińskich i niemieckojęzycznych.
6 LIKES







Skomentuj jako pierwszy!