Popołudniem, w dzień Świętego Wacława 28 września 1322 roku w pobliżu bawarskiej wioski Mühldorf nad rzeką Inn słońce powoli zniżało się nad horyzontem. Tam, gdzie jeszcze niedawno słychać było szczęk broni, krzyki dochodzące z tłumu zwartych w śmiertelnym uścisku ludzi i przerażające rżenie umierających koni, zapanowała dramatyczna cisza, przerywana od czasu do czasu jękami rannych i konających. To tutaj, po ośmiogodzinnej walce, zakończyła się jedna z najważniejszych bitew w tej części XIV-wiecznej Europy.
Poprzednie części opracowania można przeczytać tutaj: Bitwa pod Mühldorf (cz. 1): Zmarginalizowany przez historyków; Bitwa pod Mühldorf (cz. 2): Prolog – rejza krzyżacka; Bitwa pod Mühldorf (cz. 3): Droga na pola pod Mühldorf; Bitwa pod Mühldorf (cz. 4): Towarzysze broni (cz. 1); Bitwa pod Mühldorf (cz. 5): Towarzysze broni (cz. 2); Bitwa pod Mühldorf (cz. 6): Rycerzu chwyć za miecz.

Ludwika IV Wittelsbacha walczącego o uznanie siebie jedynym koronowanym władcą Niemiec, pozostawiliśmy (w III części niniejszego opracowania) w 1319 roku. Po nim nastąpił kolejny, krótki okres spokoju, jednak inicjatywę militarną nadal posiadał w swoich rękach Habsburg – Fryderyk III Piękny. W wrześniu 1322 roku jego wojska po raz kolejny wkroczyły do Bawarii, maszerując w kierunku Mühldorf. Nacierająca z zachodu armia Habsburga połączyła się z sojuszniczymi wojskami prowadzonymi przez biskupa Pasawy w dniu 21 września 1322 roku. Następnie wspólnie maszerowały wzdłuż lewego brzegu rzeki Inn w kierunku Mühldorf. W pobliże pola przyszłej bitwy dotarły 26 września. Kolejny sojusznik Fryderyka III – biskup von Leibnitz z Salzburga i biskup Dietrich von Lavant wyruszyli z Salzburga docierając pod Mühldorf 20 września. Cztery dni później na pole bitwy przybył sam książę austriackim. W tej układance sił koalicji wspierających austriackiego księcia zawiódł jeden element, który jak się okazało później miał kolosalne znaczenie dla końcowego wyniku bitwy. Pod Mühldorf spóźnił się bowiem brat Fryderyka III Pięknego – Leopold I Habsburski – notabene przyszły ojciec księżniczki Agnieszki Habsburskiej, późniejszej żony księcia świdnicko-jaworskiego Bolka II Małego.
25 września wojska Leopolda I nadal znajdowały się nad rzeką Lech, co oznaczało, że na pole bitwy mogą przybyć minimum za około 5 dni (najwcześniej 30 września). Fryderyk III Piękny zdołał więc zebrać pod Mühldorf około 1400 ciężkozbrojnej jazdy, około 5000 Węgrów (Kumanów) na które to siły składała się lekka jazda i piechota. Leopold I miał pod swoimi rozkazami około 1200-1300 ciężkiej jazdy, ale w czasie bitwy znajdował się nadal w pobliżu Fürstenfeld, niedaleko Monachium, wciąż kilka dni drogi od Mühldorf.
Armia bawarska składała się z oddziałów księcia Bernarda Statecznego ze Świdnicy, burgrabiego norymberskiego Fryderyka IV Hohenzollerna (1300-1332) i księcia Dolnej Bawarii – Henryka XIV (1305-1339), zięcia Jana Luksemburskiego. W wyprawie uczestniczyły także oddziały luksemburskie pod dowództwem arcybiskupa Trewiru Baldwina i oczywiście posiłki czeskie, przyprowadzone przez Jana Luksemburskiego. Te ostatnie tworzyły najważniejszy człon armii bawarskiej, ze względu na swoje ogromne doświadczenie i bitność. Siły Ludwika IV uzupełniały również oddziały ze Szwabii pod dowództwem hrabiego Wilhelma z Montfort i Bertolda z Seefeld. Według najbardziej prawdopodobnych szacunków armia bawarska składała się z około 1.500-1.800 ciężkozbrojnych rycerzy na koniach oraz około 4.000 piechoty i łuczników.

Jak widać z powyższego zestawienia armia Ludwika IV miała pod Mühldorf lekką przewagę, łatwą do zniwelowania, jeżeli na pole bitwy zdążyłby Leopold 1 ze swoimi 1.200 ciężkozbrojnymi rycerzami. Tak się jednak nie stało.
Wśród historyków toczą się jednak zażarte dyskusje na temat rzeczywistej liczby walczących pod Mühldorf. Autorzy niektórych kronik przywołują wręcz fantastyczne dane w tym względzie. Na przykład kronika Macieja z Neuenburga podaje, że pod Mühldorf walczyło aż 30.000 zbrojnych. Pomijając już całkowicie fantastyczną liczbę walczących, na tak wielką masę wojska musiałaby składać się niemal wyłącznie piechota, a ta na początku XIV wieku nie decydowała o sile armii, spełniając funkcje nieco pomocnicze. O wyniku bitwy decydowała ciężka jazda, która stanowiła główną i podstawową siłę uderzeniową.
Największe kontrowersje i spory wzbudza wielkość kontyngentu węgierskiego, walczącego po stronie Fryderyka III Pięknego. Hans Delbrück w swojej książce Geschichte der Kriegskunst podaje, że było ich faktycznie jedynie 500-600. Jednocześnie nie wspomina nawet o 4.000 piechurach, którzy stanęli po stronie Ludwika IV Wittelsbacha. Zgodnie z tymi obliczeniami armia Fryderyka III liczyłaby zaledwie 1.400 rycerzy i 500 Kumanów, a armia Ludwika około 1.800 rycerzy. Ludwik miałby zatem niewielką przewagę, ale gdyby armia Leopolda zdążyła na pole bitwy, Habsburgowie mieliby przewagę niemal dwukrotną.
Inni historycy, opierając się na danych z kroniki Piotra z Żytawy, prezentują pogląd, że obie armie liczyły po około 6.000 ludzi. Przeciwnicy tej koncepcji podnoszą argument, że front takiej armii w szyku bojowym musiałby mieć nawet kilka kilometrów długości, co praktycznie uniemożliwiałoby sprawne nią dowodzenie.

Podobnie jak liczebność obu armii, dyskusje historyków wzbudzało także dokładne określenie miejsca bitwy. Ostatecznie przyjęty dziś powszechnie pogląd lokuje bitwę na północny-wschód od Mühldorf i na zachód od Erharting, na łąkach o tej samej nazwie. Tym samym odrzucono poglądy o stoczeniu bitwy na polach pomiędzy Mühldorf a Ötting an der Isen lub na łąkach pod miejscowością Ampfing, chociaż od jej nazwy zapożyczono także stosowana niekiedy nazwę bitwy.
W zasadzie kroniki są zgodne natomiast co do kwestii ustawienia obu wojsk walczących stron tuż przed bitwą. Król czeski Jan Luksemburski, który otrzymał od Ludwika IV Wittelsbacha funkcję wodza naczelnego całej armii, z wojskami z Czech, Śląska (posiłki księcia świdnickiego) i Nadrenii, stanął na prawym skrzydle armii bawarskiej. W centrum i na lewym skrzydle znajdowały się wojska Ludwika IV Wittelsbacha, a więc rycerze z Dolnej i Górnej Bawarii oraz wojska z Frankonii i Szwabii. Dowodził nimi słynny rycerz Siegfried von Schweppermann, Naprzeciwko oddziałów króla czeskiego, na których jak się okazało spoczął główny ciężar walk, stanęli ze swoimi siłami książę Henryk Łaskawy (1298-1327) – brat Fryderyka III i wojska z Salzburga.
Ludwik IV Wittelsbach nie należał do kategorii osób odważnych czy też podejmujących ryzyko. Niezdecydowany był na pewno w kwestiach militarnych, czego wyraz dał chociażby w 1319 roku, kiedy nie przystąpił do bitwy z wojskami habsburskimi i uciekł do Monachium. Także pod Mühldorf miał duże wątpliwości, co do przystąpienia do bitwy tym bardziej, że siły były w miarę wyrównane, a nieprzyjaciel miał jeszcze poważne siły w zapasie w postaci armii Leopolda I Habsburskiego.
Na stoczenie bitwy nalegał natomiast Jan Luksemburski, który nie ukrywał, że ostrożność Ludwika IV granicząca z tchórzostwem, jest już tematem plotek na europejskich dworach i stawia w złym świetle także jego samego, jako najbliższego i najważniejszego sojusznika niemieckiego króla.

Według niektórych źródeł król czeski postanowił sprowokować do bitwy naczelnego wodza wojsk habsburskich – Fryderyka III Pięknego. W przeddzień bitwy wysłał do niego z poselstwem Plichtę z Żerotyna – najlepszego wojowniku tamtych czasów i najsłynniejszego rycerza turniejowego, znanego w całej Europie. Powiedział on Fryderykowi III, że musi stoczyć bitwę, bo inaczej okryje się niesławą w całej Europie A ponieważ Plichta był niezwykle szanowanym i poważanym rycerzem, z pewnością przyniósłby Fryderykowi prawdziwą hańbę wszędzie, gdzie opowiadałby o jego braku chęci do walki. Chociaż wojska jego brata Leopolda jeszcze nie dotarły, Fryderyk zgodził się na propozycję, aby bitwa odbyła się następnego ranka. Dla Czechów i ich króla Jana Luksemburskiego dzień 28 września miał szczególne znaczenie. Był to dzień Świętego Wacława – patrona Czech.
Bitwę wczesnym rankiem rozpoczęły hufce czeskie, wśród których znajdowały się posiłki z księstwa świdnickiego, pod osobistym dowództwem księcia Bernarda Statecznego, który wziął udział w bezpośrednim starciu. W momencie przekraczania brodu na rzece Inn przez ciężką kawalerię czeską, Fryderyk III wysłał przeciw nim węgierskich łuczników, którzy mieli ostrzałem zdziesiątkować szeregi atakujących Czechów, za nim dotrą do linii wojsk habsburskich. Nie do końca wiadomo, dlaczego ten manewr się nie powiódł. Być może zbyt lekko uzbrojeni Węgrzy, nie byli w stanie wyrządzić swoim ostrzałem większych szkód ciężko opancerzonemu rycerstwu czeskiemu. Być może to było także powodem, bardzo małego wykorzystania jazdy węgierskiej w bitwie, która nie miałaby szans w starciu z ciężkozbrojnymi Czechami i Bawarczykami. Ci ostatni takze zaatakowali front wojsk austriackich na swoim skrzydle. W starciu Bawarczycy utracili większość koni i rozpoczęli walkę pieszo. Natomiast potężne uderzenie czeskich rycerzy klinem wbiło się w szeregi wojsk austriackich, chociaż po przebyciu kilkudziesięciu metrów impet uderzenie został osłabiony, a szarża zatrzymana. W sumie Czesi i ich sojusznicy czterokrotnie ponawiali ataki, za każdym razem wbijając się coraz głębiej w szyki austriackie.
Nie dysponujemy żadnym opisem mówiącym o działaniach podczas bitwy wojsk księcia świdnickiego Bernarda Statecznego. Można z dużą dozą prawdopodobieństwa przyjąć, że walcząc w strukturach wojsk czeskich, udziałem świdnickich rycerzy stały się dokładnie te same, dramatyczne wydarzenia. Po trzecim ataku Czechów, kiedy prawie dotarli oni do miejsca gdzie walczył Fryderyk III Piękny, ich konie zostały praktycznie wybite. W tym momencie poległ Plichta z Żerotyna, który wielokrotnie dowiódł swojej waleczności w bitwie. Trzykrotnie udało mu się przebić przez szeregi wrogich wojowników, co uważano za szczyt męstwa i rycerskiego kunsztu, dwukrotnie przedarł się do własnych szeregów, ale po tym, jak austriaccy rycerze zabili pod nim jego konia, zginął zakłuty przez wrogów. Jak dodają austriackie źródła, także pod Janem Luksemburskim ubito konia. W tym dramatycznym momencie, zapewne także dla rycerstwa świdnickiego, osłabione oddziały koalicji wsparły wojska księcia Henryka XIV z Dolnej Bawarii. Były to głównie jednostki piechoty, do których dołączyła resztka rycerzy posiadająca jeszcze konie.
Wyrównana bitwa trwała już kilka godzin i w zasadzie jej wynik nie przechylał się na żadną ze stron. Jak wspomniano bezczynnie niemal stali Węgrzy, którzy mieli oskrzydlić armię Ludwika IV Wittelsbacha, ale ta stała oparta skrzydłem o wzgórze i na wykonanie manewru oskrzydlającego nie było szans.

O zwycięstwie wojsk koalicji bawarsko-czeskiej zadecydował natomiast mistrzowski manewr rezerw bawarskich, dowodzonych przez burgrabiego Norymbergi. Do tej pory nie były one w boju, ukryte za linią walczących wojsk. W pewnym momencie 500 ciężkozbrojnych dokonało objazdu lewego skrzydła wojsk austriackich, po czym uderzyło na nie od tyłu, spychając ze skrzydła w kierunku centrum. Fryderyk III Piękny początkowo nie reagował na ten manewr, dostrzegając w zbliżających się wojskach – tak oczekiwane posiłki prowadzone przez jego brata Leopolda I. Ta pomyłka miała go drogo kosztować. Kiedy zorientował się, że to nie posiłki, a ciężkozbrojna jazda bawarska, na jakąkolwiek reakcję było już za późno. W szyki armii habsburskiej wdarło się zamieszanie i panika. Kropkę nad „i” postawili niezorientowani Węgrzy i Połowcy, którzy uznali atak Bawarczyków za zdradę ich własnych wojsk habsburskich. Wymordowali oni swoich austriackich dowódców i pośpiesznie opuścili pole bitwy. Właściwie w tym momencie armia habsburska powoli przestawała stawiać opór. Zwycięstwo koalicji czesko-bawarskiej było kompletne. Rycerze burgrabiegiego Norymbergi wzięli do niewoli i Fryderyka III Pięknego i jego brata księcia Henryka Łaskawego, którzy walczyli razem ze swoimi rycerzami, w przeciwieństwie do Ludwika IV Bawarskiego. Ten nie tylko nie wziął bezpośredniego udziału w walce, ale wmieszał się w grupę 11 rycerzy, aby pozostać nierozpoznanym. Według źródeł bawarskich po doprowadzeniu przed oblicze Ludwika IV dwaj bracia rzucili się do jego stóp ze łzami w oczach, obawiając się śmierci. Ludwik jednak rozkazał im powstać i ogłosił, że są jeńcami.
Jeżeli trzymać się ustaleń dość wiarygodnego autora czeskiej kroniki – Piotra z Żytawy, w bitwie – po obu stronach zginęło około 1.100 walczących rycerzy i piechoty oraz 3.000 koni. Kilkuset austriackich arystokratów i rycerzy z armii habsburskiej dostało się do niewoli. Niestety, w znanych i dostępnych materiałach archiwalnych nie wspomina się o ewentualnych stratach wśród wojsk świdnickich księcia Bernarda.
Chociaż Ludwik IV Wittelsbach nie pokazał żadnych talentów dowódczych pod Mühldorf, to na niego przede wszystkim spłynęła chwała zwycięstwa. Tryumf nad rywalem do tronu przyniósł mu niekwestionowaną władzę królewską. Ludwik wyeliminował ród Habsburgów jako pretendentów do tronu tak skutecznie, że przez kolejne 100 lat praktycznie nie odgrywali poważniejszej roli w Niemczech.
Fryderyk III Piękny został jeńcem Ludwika IV Wittelsbacha, który go więził przez 2,5 roku do momentu, gdy ten zrzekł się tronu. Ostateczne pojednanie nastąpiło dopiero w 1325 roku, kiedy Ludwik oficjalnie uznał Fryderyka za współkróla, w zamian za jego poparcie dla koronacji cesarskiej Ludwika. Od 1326 roku Fryderyk III odsunął się od polityki w Rzeszy i do końca życia przebywał w swoich posiadłościach w Austrii.

Inny los czekał księcia austriackiego Henryka Łaskawego, który stał się jeńcem króla czeskiego Jana Luksemburskiego. Król zabrał go do Czech i uwięził na kilka miesięcy w na zamku Křivoklát. Uwolnił go dopiero po zapłaceniu okupu w wysokości 9 tysięcy grzywien srebra. Ludwik IV Wittelsbach docenił rolę, jaką odegrał w bitwie Jan Luksemburski. Otrzymał on szereg przywilejów, majątków, dochodów z ceł i opłat drogowych oraz wszystkie podatki z miasta Cheb, które czasowo przeszło na własność korony czeskiej. Ponieważ Ludwik nigdy nie wykupił z powrotem praw do niego, stało się później na stałem częścią Korony Czech.
Bitwa pod Mühldorf oprócz rozwiązania nabrzmiałego konfliktu w Niemczech a właściwie Świętym Cesarstwie Rzymskim, stała się niezwykle wdzięcznym tematem późniejszych legend i opowieści, które wprowadzone zostały do muzyki, literatury i dramatu – przez m.in. Friedricha Schillera (1759-1805), Ludwiga Uhlanda (1787-1862), Paula Heysego (1830-1914), Martina Greifa (1839-1911), Wilhelma Lindenschmita Starszego (1806-1848) i Karla von Piloty’ego (1826-1886). Powstało też o bitwie i jej uczestnikach wiele anegdot, o których trudno dziś powiedzieć, czy niosły w sobie jakieś ziarno prawdy. Jedna z najbardziej znanych dotyczy wspomnianego dowódcy wojsk bawarskich Siegfrieda von Schweppermanna. Kiedy podczas uczty po bitwie Ludwik IV Wittelsbach częstował jej uczestników jajkami (zapasy żywności w obozie były dość skromne) miał powiedzieć: „Każdy ma jedno jajko, pobożny Schweppermann ma dwa…” co miało nawiązywać do… bezprzykładnej odwagi rycerza.
Na zakończenie tego opracowania o bitwie pod Mühldorf należy wrócić do wspomnianego już dokumentu, wystawionego wieczorem w dniu bitwy przez księcia Bernarda Statecznego. Nadał on w nim szereg dóbr jednemu ze swoich rycerzy – Arnoldowi von Peterswaldau (z Pieszyc), który musiał w sposób szczególny odznaczyć się w bitwie. Oryginał dokumentu odnalazł w Pieszycach dr Ernst Theodor Gaupp (1796-1859) – wrocławski prawnik, specjalizujący się w historii prawa niemieckiego. Kopię tego dokumentu otrzymał od Gauppa wrocławski historyk Gustav Adolf Harald Stenzel (1792-1854), który jako pierwszy opublikował jego treść. W dokumencie tym jak już wspomniano, wymienieni są jako świadkowie kilkoro rycerzy książęcych, którzy wzięli udział w bitwie.

W imię Pana, Amen. (…) My, Bernhard, z łaski Bożej, Książę Śląska i Pan Fursteinberch [Książa], chcemy przekazać wszystkim obecnym i przyszłym do wiadomości, że ponieważ dzielny i uczciwy żołnierz, Pan Arnold z Peterswalde [Pieszyc], nasz wierny i ukochany, którego obdarzyliśmy godnością wojskową przed konfliktem Świętego Cesarstwa Rzymskiego, nie bał się bardzo często narażać swego ciała i majątku na niebezpieczeństwo, pragnąc aby jakaś odpowiednia nagroda została przyznana za jego pracę i usługi, wspomnianemu Panu Arnoldowi, a także wszystkim jego prawdziwym i prawowitym spadkobiercom i następcom, w jego zabezpieczonych dobrach położonych w powiecie Richinbach [Dzierżoniów], a mianowicie we wsi Peterswalde [Pieszyce] na trzydziestu dwóch dworach, na całej wsi Syfredesdorf [Rościszów], w Habirdorf [Owiesno] w górnej Alodyi na czternastu dworach, w dolnej Pilauia [Piława] na sześciu plebanii; podobnie w okręgu Frankinsteyn [Ząbkowice], w całym mieście Frankinberch [Przyłęk], w mieście Bomgarten [Braszowice], na sześciu plebanii i czterech włóczniach oraz spiżarni, w Hartha [Opoka], na sześciu plebanii i młynie, wszystkie nasze prawa książęce, większe i mniejsze uprawnienia, obciążenia pieniężne i roczne, braki monet lub pieniędzy, wraz z wszelkimi prawami i wolnościami do, posiadania, użytkowania i korzystania z nich w nieskończoność, przekazaliśmy i przekazaliśmy w dobrej wierze. Na potwierdzenie tego nakazaliśmy wydać nasze niniejsze listy, opatrzone naszą pieczęcią.
Odbyło się w Bawarii, w Othing, na łące zwanej Dy Veewyze[1], roku Pańskiego tysiąc trzysta dwudziestego drugiego, w wigilię świętego Michała Archanioła, w obecności tych świadków, naszych żołnierzy: Heinricha z Hugvicz, Cunczcon z Richinbach, Johannesa Sekkelona z Tepelwody, Heynmanna z Peterswalde, Johannesa zwanego Wegeste z Cedelicz, Schibcona z Czcheczchow, Kekelona z Cirnen, Johannesa, notariusza naszego sądu, i innych.
Jak wynika z dokumentu, bezpośrednio po bitwie, na polu nazywanym Veewyze, gdzie zapewne znajdował się obóz wojsk świdnickich, książę Bernard wynagrodził dzielnego rycerza prawem do jego dóbr, a mianowicie niższego i wyższego sądu, wszystkich podatków ze złota i zbóż, podatków w monecie. Wymienione w dokumencie posiadłości były bardzo duże, co dowodzi nie tylko szczodrości księcia Bernarda, ale i wyjątkowych zasług, jakie musiał położyć pod Mühldorf rycerz Arnold von Peterswalde. Brak wśród wymienionych świadków i to na pierwszym miejscu – księcia Bolka II Ziębickiego – brata Bernarda oznacza, że nie pojechał on do Bawarii i nie wziął udziału w bitwie.
Bitwa pod Mühldorf uznawana jest przez historyków za starcie wyjątkowe. Nie tylko ze względu na jej znaczenie dla losów cesarstwa i krajów niemieckich w XIV wieku. Była to ostatnia duża bitwa europejskiego rycerstwa, w której nie użyto broni palnej. Uczestniczenie w niej księcia świdnickiego Bernarda Statecznego jest niezwykle ciekawym i godnym przedstawienia wątkiem w dziejach naszego miasta i księstwa.
Andrzej Dobkiewicz (Fundacja IDEA)
Podziękowania dla Sobiesława Nowotnego za pomoc merytoryczną oraz przy analizie tekstów obcojęzycznych.
[1] Veewyze – słowa oznacza Bydlęcą Łąkę na której prowadzi się wypas bydła.
7 LIKES







Skomentuj jako pierwszy!