Press "Enter" to skip to content

Cenne wspomnienia (cz. 1)

Spread the love

Dzięki uprzejmości Marcina Burskiego, redaktora naczelnego Wieści Gminnych Jaworzyna Śląska, możemy czytelnikom Świdnickiego Portalu Historycznego zaprezentować niezwykle ciekawe wspomnienia byłego mieszkańca Pastuchowa (gmina Jaworzyna Śląska, powiat świdnicki), dotyczące nieistniejącego już kościoła ewangelickiego w Pastuchowie.

Pan Jan Pawlik, jako dziecko mieszkał zaraz po wojnie w Pastuchowie, a jego informacje o kościele – z perspektywy wspomnień dziecka, którego ciekawość pozwalała poznawać to miejsce z pozycji mało dostępnych – są niezwykle ciekawe i cenne, stanowiąc jeden z nielicznych opisów tego kościoła. 

***

Kościół ewangelicki w Pastuchowie (1889 r.)

Budowę kościoła na placu pośrodku wsi rozpoczęto w 1892 roku. W pobliżu znajdował się majątek ziemski, staw, dom gościnny i ewangelicka szkoła podstawowa. Powstał na planie krzyża tzn. ramię górne prowadziło do ołtarza głównego, ramiona boczne były odnogami do naw bocznych a podstawa była nawą główną. Ołtarz był zwrócony na wschód a wejście główne z przepięknym portalem na zachód. Budowany był z bloczków granitowych uzyskanych z kamieniołomów w pobliskiej Morawie i w Strzegomiu. Od wewnątrz był ocieplony murem ceglanym. Ozdobienia i duże rozety w nawach bocznych były wyrzeźbione w piaskowcu. Cztery dwuspadowe dachy i dach półokrągły nad ołtarzem były pokryte dachówką w kolorze popielato-niebieskim. Opierzenia i rynny były wykonane z blachy miedzianej która z czasem zaśniedziała i nabrała koloru jasnozielonego. Wieża była umiejscowiona po lewej stronie czyli pomiędzy lewą nawą boczną a ołtarzem w pobliżu pastorówki. Od dołu była prostopadłościanem na podstawie kwadratu a w połowie wysokości trochę się zwężała i przechodziła w ośmiokąt (powyżej piętra widokowego i zegarów). Więźba dachowa wieży była niczym innym, jak wysokim na ponad 30 m ośmiokątnym ostrosłupem i też pokryta dachówką o kolorze, jak kościół. Co do takiej dachówki to wykorzystano ją również do pokrycia pastorówki.

Zwieńczeniem wieży była kula miedziana tzw. kapsuła czasu a na samym szczycie również z blachy, ale pozłacanej – duży kogut z dziobem skierowanym na wschód jako, że zmartwychwstanie przyjdzie od wschodu. Jak już wspomniałem na wysokości 30 m były umieszczone 2 zegary z cyferblatami o średnicy ponad 2 metrów w kolorze białym i cyframi rzymskimi w kolorze czarnym.

Jeden z zegarów był widoczny z kierunku południowo wschodniego a drugi z północno wschodniego tak, że większość mieszkańców w każdej chwili wiedziała która jest godzina. Nad wioską górowały więc dwie wieże – kościoła katolickiego z XIII w., kościoła ewangelickiego, zamek z XVI wieku i komin cukrowni o wys. 76 m, zbudowany w 1919 r. Ileś lat temu ze względów bezpieczeństwa komin skrócono o kilka metrów.

Kościół ewangelicki w Pastuchowie (1930 r.)

W pobliskiej pastorówce mieszkał mój kolega, rówieśnik z którym postanowiliśmy (mając po kilka lat ) zwiedzić wieżę. Po otwarciu drzwi weszliśmy na granitowe kręte schody z balustradą metalową i tak jak na karuzeli w kółko i w kółko dotarliśmy wysoko bo aż na piętro widokowe. Tam właśnie zobaczyliśmy mechanizmy zegarowe. Przez jakiś czas podziwialiśmy od wschodu Ślężę, od południa Świdnicę, Świebodzice, zamek Książ i górę Chełmiec za Wałbrzychem. Na południowym-zachodzie widoczna była Śnieżka (55 km w linii prostej) i za Strzegomiem – góra Krzyżowa. Gdyby teraz ta wieża stała, to byśmy przy drzwiach ustawili kasę i wpuszczali wycieczki za biletami. Powyżej dało się wejść ale tylko po zamocowanych drabinach metalowych, które w tym ośmiokątnym ostrosłupie prowadziły aż do jego zwieńczenia. Mieliśmy dobrze poukładane w głowach więc grzecznie po tej granitowej karuzeli zeszliśmy na dół. Nie było dla nas jasne, czy był tam gdzieś zamocowany dzwon czy też nie.

Wszystkie drzwi w kościele były dębowe, wzmocnione okuciami kowalskimi, z dużymi zamkami i jeszcze większymi klamkami. W ścianach bocznych były dodatkowe drzwi oraz jedne do zakrystii i jedne za ołtarzem, które prowadziły do kotłowni, mieszczącej się w podziemiach pod ołtarzem. W jeden piękny dzień wraz z grupą kolegów postanowiliśmy kanałami nawiewnymi dojść do tej kotłowni. Zdjęliśmy jedną kratownicę z posadzki i kanałem o przekroju prostokąta o wysokości 1,5 m i ze sklepieniem półkolistym dotarliśmy do widnej kotłowni. Okazało się, że kocioł ogrzewał specjalnie nagrzewnice zaopatrzone w dmuchawy elektryczne, które poprzez blaszane kanały wtłaczały gorące powietrze do kanałów ceglanych  jednym z nich weszliśmy). Takich kanałów zakończonych kratownicami w posadzce kościoła było dużo, co pozwoliło w przeciągu pół godziny przed każdą mszą świętą nagrzać całą świątynię.

Po wejściu do kościoła kierując się do nawy w kierunku ołtarza na jej początku na dużej wysokości była zamocowana belka, a na niej krzyż z figurą Ukrzyżowanego Pana Jezusa. Nie pamiętam aby w kościele były ławki. Na pewno w mroźne zimy mieszkańcy zużyli je do ogrzewania swoich domów. Była możliwość wejścia na chór. Organów już tam nie było, ale z bliska mogliśmy podziwiać kolorowe witraże. W 1952 roku, gdy miałem 5 lat wszem i wobec chwaliłem się, że umiem czytać drukowane gazety, które we wsi sprzedawali chłopcy – gazeciarze. Wtedy też naciągałem swoje ciekawe świata gumowe uszy i dowiedziałem się, że władza wywiozła drogie organy i cenny dzwon w głąb Polski prawdopodobnie do Torunia lub do Bydgoszczy, Grudziądza albo okolic. Ktoś ważny obłowił się naszym kosztem, ale to nie pierwszyzna.

Spisał Marcin Burski

Z dziejów kościoła ewangelickiego w Pastuchowie

Wspomniano już, że o kościele ewangelickim w Pastuchowie zachowało się stosunkowo niewiele informacji.

Parafia ta była jedną z najmłodszych, jaka została założona na terenie powiatu świdnickiego. Powstała 1 kwietnia 1892 roku. Zanim została utworzona, Pastuchów wraz z Mikoszową (Niklasdrof) oraz Przyłęgowem (Preilsdorf) należały do parafii ewangelickiej w Piotrowicach Świdnickich (Peterwitz). Po dołączeniu do tych trzech miejscowości także Czech (Tschechen), Morawy (Muhrau) i Skarżyc (Grunau) – należących wcześniej do parafii ewangelickiej w Strzegomiu, utworzono nową parafię, właśnie w Pastuchowie. W 1925 roku wszystkie miejscowości parafii liczyły łącznie 2.948 mieszkańców, z których 2.398 było ewangelikami. W samym Pastuchowie mieszkało 731 ewangelików.

Budowę Kościoła Zbawiciela – bo takie miał zawołanie, rozpoczęto w 1892 roku i ukończono w 1895. Poświęcony został uroczyście 2 czerwca 1895 roku przez generalnego superintendenta Śląska Erdmanna, chociaż niektóre źródła wspominają, że świątynię miał konsekrować superintendent D. Nottebohm. Dla ewangelików z Pastuchowa i pozostałych miejscowości było to wielkie wydarzenie. Budowa kościoła była możliwa, dzięki ogromnemu wsparciu, jakiego udzieliła Marie von Kramsta, właścicielka Pastuchowa i przedstawicielka znanego rodu śląskich przemysłowców von Kramsta, w rękach których Pastuchów znajdował się od 1839 roku. Jak pisze w jednej ze swoich prac historyk Sobiesław Nowotny – Była ona znana z działalności dobroczynnej i charytatywnej. W latach 1892-1895 dzięki jej staraniom i wsparciu finansowemu wybudowano na terenie Pastuchowa kościół ewangelicki. Marie von Kramsta ze względu na brak naturalnych potomków, przekazała swą majętność złożoną z kilku wiosek rodzinie von Wietersheim. Jej członkowie pisali się odtąd von Wietersheim-Kramsta i pozostawali w posiadaniu Pastuchowa aż do 1945 r.

Galeria (wnętrza kościoła ewangelickiego – kliknij, aby powiększyć). Źródło: www.polska-org.pl/Stowarzyszenie Miłośników Malczyc i Okolic.

Marie von Kramsta przekazała w darze na rzecz powstania nowej parafii i kościoła 50 ha gruntów z przeznaczeniem na cmentarz, kościół, zabudowania na terenie kościelnym i utrzymanie parafii.

O Marie von Kramsta tak pisał w latach 30. XX wieku ówczesny, drugi z kolei pastor parafii ewangelickiej – Gerhard Schröder: Hojna kobieta oddała swoje bogactwo na służbę potrzebującym i Kościołowi. Niezliczone setki tysięcy zostały przekazane przez nią potrzebującym i instytucjom kościelnym. Wielkość jej natury i dobrych uczynków wyrażała się w tym, że nie chciała dawać jałmużny – ani małej, ani dużej – ale starała się nieść pomoc w bardzo konkretnych formach, zwykle przez siebie wybranych lub wypróbowanych, które pomogłyby zniszczyć zło, które zaatakowało korzeń. Oczywiście mogła, miała do dyspozycji nadzwyczajne środki, ale nie każdy, kto coś ma i może coś dać, swoim darem osiąga tyle samo, co ona. Z biegiem lat zrozumiała, że ​​praca Kościoła na rzecz pomocy zewnętrznej obejmuje służbę duszy, a tym samym całemu człowiekowi. Pani von Kramsta uznała więc za jedno ze swoich najważniejszych zadań promowanie służby Kościołowi. Lokalnie najmocniej skierowała swoją energię na rodzinne miasto Fryburg [od red. Świebodzice], domy diakonów we Frankensteinie [od red. Ząbkowicach] i Kreuzburgu [od red. Kluczbork] oraz wsiach w jej posiadłościach. Świadectwem wielkiego szacunku, jaki miała dla pracy duchowej i duszpasterskiej, było to, że zaproponowała założenie niezależnej parafii w Pastuchowie. Wierzyła, że ​​wyświadcza swoim wioskom szczególnie wielką przysługę, wskazując drogi i zapewniając środki, które doprowadziły do ​​większej penetracji kościelnej i jedności. Za jej namową powstała parafia Pastuchów. Nie tylko podjęła się zadania podarowania kościoła i plebanii wraz z ziemią i wyposażeniem, ale w swoim klarownym, dalekowzrocznym stylu wyposażyła nowo powstałą gminę w 200 akrów ziemi i objęła patronatem 2/3 kosztów budowy (…) W Pastuchowie Pani von Kramsta podarowała także cmentarz. Poza autorem, jedyny do tej pory duchowny w parafii Pastuchów, emerytowany nadinspektor Paul Klämbt, wzorowo doprowadził do zewnętrznej i wewnętrznej struktury oraz poszerzenia życia wspólnotowego. Od 1895 do 1925 żył i służył gminie, dzięki czemu on i jego praca są ściśle związane z życiem gminy.

Z kolei wspomnienia ostatniego przedwojennego właściciela pobliskiej Morawy – Hansa Christopha von Wietersheim-Kramsta (ojca obecnej właścicielki pałacu – Melitty Salai), opublikowane w Täglische Rundschau, przynoszą nam kolejne ciekawe informacje na temat kościoła.

Wietersheim-Kramsta wspomina między innymi, że wewnątrz kościoła znajdowało się popiersie jego fundatorki – Marie von Kramsta. Znajdował się on w niszy po prawej stronie ołtarza. Wokół absydy w której znajdował się ołtarz główny, namalowano sentencję, która w tłumaczeniu na język polski brzmiała:

Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię [cytat: Mt 11, 28]

Na ołtarzu głównym znajdował się naturalnej wielości krucyfiks, który wykonany został w miejscowości Ober Ammergau (Bawaria, Niemcy) w otoczeniu świeczników o formie aniołów. Na wyposażeniu kościoła znajdował się też zestaw figur, które w okresie Bożego Narodzenia tworzyły szopkę.

Pomnik poległych żołnierzy w Pastuchowie

W pamięci mieszkańców według Hansa Christopha Wietersheim-Kramsta miała się zapisać wizyta superintendenta Zenkera, który krótko po I wojnie światowej wizytował pastuchowską parafię. Przy pomniku poległych podczas I wojny światowej mieszkańców Pastuchowa (znajdował się niedaleko wejścia na plac kościelny), zorganizowano wówczas manifestację patriotyczną, ze 100 pochodniami. Uroczystość ta – oprócz rodzin poległych żołnierzy z Pastuchowa miała z pewnością także duże znaczenie dla pastora kościoła w Pastuchowie Paula Klämpa z Namysłowa, którego syn zginął podczas I wojny światowej i którego nazwisko było wyryte na pomniku.

Do momentu likwidacji w 1945 roku parafia ewangelicka w Pastuchowie miała trzech pastorów. Byli nimi:

 – 1895-1925 Paul Klämp. Pochodził z Namysłowa. Tworzył zręby pastuchowskiej społeczności ewangelickiej skupionej wokół parafii.

 – 1926-1933 Gerhard Schröder, świetny mówca i charyzmatyczny „przywódca” lokalnej społeczności, niezwykle ceniony przez mieszkańców. W 1933 roku przeniesiony został do Berlina/Dahlem, a w 1938 roku został pastorem w kościele garnizonowym w Poczdamie. Jego syn – także Gerhard (ur. 5.04.1928 r. w Pastuchowie) został ranny podczas wojny i wzięty do niewoli sowieckiej, z której powrócił w sierpniu 1945 r. Został także pastorem.

 – 1933-1945 Helmuth Amelung. Pochodziłz Lotaryngii. Pod koniec wojny został przymusowo wcielony do armii niemieckiej i ranny. Koniec wojny zastał go w szpitalu, po którego opuszczeniu, objął z czasem parafię w mieście Zwickau.

Galeria (miejsce, gdzie znajdował się dawny kościół ewangelicki; na pierwszym zdjęciu miejsce gdzie niegdyś znajdował się staw i pomnik poległych żołnierzy – kliknij, aby powiększyć)

Na początku 1945 roku w momencie, kiedy front zbliżył się w okolice Pastuchowa, świątynia została uszkodzona za sprawą pocisku artyleryjskiego, który trafił w dach. Nie wiemy czy odbywał się nabożeństwa, wobec nieobecności pastora Amelunga. Być może nabożeństwa celebrował inny pastor, przyjeżdżający z którejś z sąsiednich parafii. Po maju 1945 roku i wysiedleniu lub wcześniejszej ewakuacji niemieckiej ludności, świątynia stała pusta. W kolejnych latach była systematycznie grabiona. We wspomnieniach Hansa Christopha Wietersheim-Kramsta kościół był w opłakanym stanie: Organy były rozbite, drewniane ławki wyciągnięte na zewnątrz, zerwane podłogi i powybijane witraże w oknach.

Opuszczony i rozszabrowany kościół szybko został doprowadzony do ruiny. Ostateczną rozbiórkę rozpoczęto 25 września 1956 roku. Do dziś po dawnym kościele ewangelickim pozostał jedynie pusty plac, brama wejściowa i częściowo kamienne ogrodzenie, a także budynek pastorówki.

Andrzej Dobkiewicz & Sobiesław Nowotny

12 LIKES

Skomentuj jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Mission News Theme by Compete Themes.