Press "Enter" to skip to content

Odkrycie w Kościele Pokoju (cz. I)

Spread the love

Są niewidoczne dla odwiedzających Kościół Pokoju. Stanowią jednak bezcenne źródło materialne do historii świątyni, o którym nie pisze się w przewodnikach. Wspomniał o nich tylko raz na początku XX w. niemiecki badacz historii Kościoła Pokoju Ludwig Worthmann. Potem zapomniano o nich i właściwie nikt nie zaprzątał sobie głowy tym, czy element z najwcześniejszych czasów istnienia świątyni zachował się do chwili obecnej. Do momentu, kiedy w obiektywie aparatu fotograficznego odkryte zostały na nowo…

To była standardowa wizyta w Kościele Pokoju, w tych jego częściach, które nie są dostępne dla zwiedzających z uwagi chociażby na trwające prace konserwatorskie. Wizyta standardowa ale z nieoczekiwanym znaleziskiem. Kościół Pokoju jest jednak tego rodzaju zabytkiem, w którym wiele jest jeszcze do odkrycia. Niemal każdy, nawet najdrobniejszy element wyposażenia posiada swoją historię, często nieznaną, otoczoną nimbem zapomnienia czy nawet tajemnicy.

Szybka z inicjałami B.K., datą 1660 i niezidentyfikowanym symbolem

To właśnie miało miejsce w wypadku odkrycia, jakiego dokonali autorzy niniejszego artykułu. Dla stojących na emporze na drugim piętrze po południowej stronie kościoła, na przeciwległej, północnej stronie świątyni, wprawne oko może dostrzec nietypowe wypełnienie jednego z okien w najwyższym rzędzie okien doświetlających świątynię, nad Halą Ołtarzową. Na środku okna znajdują się dwie okrągłe szybki, odmienne w swoim kształcie od innych, witrażowych wypełnień pozostałych okien. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że są one po prostu zanieczyszczone, a kurz i brud tworzy na nich dziwne cienie. Okazało się jednak, że patrząc na obie szybki pod pewnym kątem, dostrzec można, że to nie zanieczyszczenia, a inskrypcje, które zostały wyryte na szkle! Zdjęcie wykonane w dużym zbliżeniu pozwoliło na odczytanie obu inskrypcji, których treść daje nowe informacje o historii największej drewnianej świątyni w Europie.

Jak już wcześniej zaznaczono, o obu szybkach wspomniał raz na początku XX w. wspomniał autor publikacji o Kościele Pokoju dr Ludwig Worthmann. Odczytał on jednak tylko część  inskrypcji i w zasadzie nie wyciągnął żadnych wniosków związanych z jej powstaniem. Były ku temu dwa powody. Być może nie uznał ich za interesujące, natomiast co do samej inskrypcji, albo nie był w stanie odczytać jej całej, albo w momencie kiedy ją odczytywał (na pocz. XX w.), nie było jeszcze tej części napisu, który powstał w 1902 r.

Pierwsza z szybek pochodzi bezwzględnie z najstarszego okresu istnienia kościoła. Widoczny jest na nim bliżej niezidentyfikowany ornament, po którego bokach znajdują się inicjały „B” i „K” oraz pod spodem data „1660”. Ta inskrypcja przynosi nam kilka istotnych informacji. Autorom szkicu nie udało się wyjaśnić znaczenia symbolu, jaki znajduje się na środku tej szybki, pomiędzy inicjałami. Być może jest to pewnego rodzaju gmerk”, symbol mistrza, który wykonywał szklenie okien. Więcej można natomiast wywnioskować z pozostałej części inskrypcji.

Przede wszystkim data „1660” rok z pewnością oznacza rok zakończenia szklenia okien w Kościele Pokoju! Biorąc pod uwagę datę ukończenia budowy świątyni (1658 r.) wywnioskować należy, że proces szklenia okien w kościele mógł trwać nawet trzy lata! A to rodzi kolejne pytania. Przede wszystkim zastanawia kwestia, jak wyglądał Kościół Pokoju w tym okresie, kiedy już funkcjonował i w którym odbywały się nabożeństwa. Czy nieoszklone otwory okienne były po prostu przysłowiowo „zabite deskami”, czy też pozostawały niezakryte. A jeżeli tak, jakież warunki musiały panować w nieogrzewanym kościele w okresie zimowym? A może stosowano jakieś formy ogrzewania wnętrza podczas nabożeństw? Na te pytania trudno dziś znaleźć jednoznaczną odpowiedź. Zastanawiający jest także długi okres szklenia okien w Kościele Pokoju. Powodów może być kilka. Przede wszystkim pamiętać należy, że po wojnie trzydziestoletniej, która zakończyła się w 1648 r. Świdnica była potwornie zniszczona. A w mieście w tym okresie nigdy nie funkcjonowało więcej niż 2-3 szklarzy zrzeszonych w cechu. Długi okres szklenia okien w świątyni mógł być więc spowodowany wielką ilością zamówień na usługi szklarsko-witrażowe przy małej ilości rzemieślników prace te wykonujące w mieście. Pośrednio świadczyć może o tym także fakt, że w dostępnych materiałach źródłowych nie odnaleziony został żaden szklarz w Świdnicy o inicjałach imienia i nazwiska „B.K.”, co może sugerować, że pochodził on z innej miejscowości i został sprowadzony do Świdnicy, wobec niemożności zlecenia tych prac miejscowym szklarzom, Byłoby to zresztą o tyle uzasadnione, że parafia ewangelicka obejmowała wówczas nie tylko Świdnicę, ale także sąsiednie miasta. Niewykluczone także, że ewangelicy, którzy dążyli do tego, aby ich świątynia miała wspaniałą formę i wystrój, zatrudnili po prostu któregoś z mistrzów szklarskich na przykład z Wrocławia, co zresztą miało miejsce w późniejszych latach w wypadku innych elementów wystroju Kościoła Pokoju.

Szybka z 1660 r. z wyrytą adnotacją z 1900 r.

Może być także inne wytłumaczenie aż trzyletniego okresu szklenia okien w Kościele Pokoju. Prace mogły trwać tak długo ze względu na olbrzymie koszty jakie niosło ze sobą wyposażanie świątyni, a być może także wysokie ceny usług szklarskich po wspomnianej wojnie trzydziestoletniej, z której zniszczeń miasto podnosiło się bardzo powoli.

Wracając do wyrytej na szkle daty „1660” wspomnieć należy o jeszcze jednej istotnej informacji, jaką przynosi. Zapewne szybka została umocowana na zakończenie prac i raczej w miejscu, które było szklone, jako ostatnie – przypomnijmy, jest to najwyższy rząd okien oświetleniowych, tuż pod dachem. A to pozwala wysnuć wniosek, że szklenie okien w kościele odbywało się od parteru do najwyższej kondygnacji.

Obok pierwszej, opisanej powyżej szybki, w okno wstawiona jest druga, o identycznym okrągłym kształcie i takich samych wymiarach. Napis w języku niemieckim, który jest wyryty na szkle, a który odczytał wspomniany już dr Ludwig Worthmann, w polskim tłumaczeniu brzmi: „Panie Jezu zachowaj nas przy Twoim drogim słowie, aż po nasz koniec”. Ta pięknie sformułowana prośba pobożnego człowieka, została raczej na pewno wyryta przez naszego tajemniczego, niezidentyfikowanego szklarza o inicjałach „B.K.”, który dokonywał szklenia okien w kościele. Ta część inskrypcji jest stosunkowo wyraźnie wyryta i pochodzi również z 1660 r.

To czego Worthmann nie widział lub nie potrafił odczytać i nie ujął w żadnej ze swoich prac, to ledwo czytelny napis, który znajduje się nieco niżej, oddzielony od wcześniejszego poziomą kreską. Autorom tego tekstu udało się go nie tylko odczytać i przetłumaczyć, ale i zidentyfikować jego autora i częściowo historię związaną z jego życiem w Świdnicy. Odczytany napis brzmi: „W roku 1900 wszystkie okna zostały na nowo wykonane przez mistrza szklarskiego G. Kundtmanna. Wykonał to i osadził pomocnik szklarza Richard Schirmer, urodzony 16 sierpnia 1861 r.”.

Owym mistrzem szklarskim był Guido Kundtmann – o którego życiu – kim był i gdzie mieszkał,  przeczytają Państwo w drugiej części artykułu za tydzień. Inskrypcja – oprócz nazwisk wykonawców prac pozwala nam jednak na poznanie istotnego faktu z dziejów kościoła. Skoro w 1900 r. zdecydowano się na wymianę wszystkich szyb w świątyni może to oznaczać, że były one w bardzo złym stanie i ich wymiana była koniecznością. Zapewne był to duży wydatek dla parafii, jednak analiza źródeł pozwoliła na wyjaśnienie, skąd wzięto pieniądze na te prace.

Okazało się, że prawdopodobnie rok wcześniej parafia wystąpiła o pomoc w sfinansowaniu prac do cesarza Niemiec Wilhelma II Hohenzollerna. Odpowiedź była pozytywna. 10 stycznia 1900 r. cesarz przyznał 7.900 marek na wykonanie niezbędnych prac remontowych w kościele. Prawdopodobnie z tej właśnie kwoty sfinansowano wymianę wszystkich szyb w oknach świątyni.

 „Odkrycie” na nowo dwóch, „zapomnianych” i praktycznie nieznanych dziś szybek, z najwcześniejszych lat istnienia kościoła jest niezwykle ważne dla historii świątyni i pozwala na uzupełnienie jej dziejów. Fakt, że się zachowały do chwili obecnej, graniczy niemal z cudem biorąc pod uwagę, że akurat północna strona kościoła, gdzie są wmontowane, mocno ucierpiała podczas oblężeń i bombardowania Świdnicy przez wojska pruskie i austriackie w 1758 i 1761 r. Współcześnie żyjący powinni także docenić i być wdzięczni za to, co zrobił na przełomie wieku mistrz szklarski Guido Kundtmann, który w 1900 r., wymieniając szyby w oknach świątyni, nie pozbył się wspomnianych wyżej elementów i rękoma swojego pomocnika Richarda Schirmera osadził je powtórnie, zachowując dla potomności.

Patrząc na jego postawę i całą przedstawioną powyżej historię, powinniśmy brać przykład z Guido Kundtmanna i ze szczególną uwagą pamiętać o tym, co my, współcześnie żyjący, pozostawiamy dla przyszłych pokoleń z nawet najdrobniejszych pamiątek historycznych miasta, które często w bezmyślny sposób są niszczone.

Andrzej Dobkiewicz&Sobiesław Nowotny, Fundacja IDEA

9 LIKES

Skomentuj jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Mission News Theme by Compete Themes.