Press "Enter" to skip to content

Wiceminister z Marcinowic

Spread the love

Od naszego Czytelnika Tadeusza Rakowskiego ze Świdnicy otrzymaliśmy trzy ciekawe zdjęcia. Zostały wykonane 6 czerwca 1946 roku w Marcinowicach. Widzimy na nich ówczesnych mieszkańców tej miejscowości, przed jakimś budynkiem.

Zdjęcie z 6 czerwca 1946 roku.Już po publikacji tekstu Czytelnicy rozpoznali jedną z pań na prawym zdjęciu. W dolnym rzędzie na środku siedzi Maria Matus, pierwsza, powojenna właścicielka gospody

To, co jest charakterystyczne, to namalowane po obu stronach wejścia hasła „3 x TAK”. Związane one były z akcją propagandową przed tzw. Referendum Ludowym, przeprowadzonym w Polsce 30 czerwca 1946 roku. Inicjatorem referendum była Polska Partia Robotnicza, która na sowieckich bagnetach przejęła władzę w Polsce. Komuniści poprzez referendum chcieli sprawdzić swoje wpływy w społeczeństwie przed planowanymi wyborami parlamentarnymi. Chodziło o to, czy w ówczesnej sytuacji można uzyskać satysfakcjonujący wynik, ugruntowujący władzę komunistów. Trzy pytania referendalne ułożono w taki sposób, aby wymusić odpowiedź „Tak”:

1. Czy jesteś za zniesieniem  Senatu?

2. Czy chcesz utrwalenia w przyszłej Konstytucji ustroju gospodarczego, zaprowadzonego przez reformę rolną i unarodowienie podstawowych gałęzi gospodarki krajowej, z zachowaniem ustawowych uprawnień inicjatywy prywatnej?

3. Czy chcesz utrwalenia zachodnich granic Państwa Polskiego na Bałtyku, Odrze i Nysie Łużyckiej?

Wyniki referendum zostały sfałszowane.Od nowa napisano 5994 protokoły z obliczonymi głosami i podrobiono około 40 tysięcy podpisów członków komisji obwodowych.

Według polskiego historyka Andrzeja Paczkowskiego „Różnice były niebagatelne. Zasięg fałszerstwa wyglądał następująco: głosów „tak” było na pierwsze pytanie według danych oficjalnych – 68%, według poufnych – 26,9%. Drugie pytanie: dane oficjalne – 77,1%, dane poufne – 42%. Trzecie pytanie: dane oficjalne – 91,4%, poufne – 66,9%. Według poufnych obliczeń pepeerowskich, głosujących „trzy razy tak” było 26,9%”.

Zdjęcia z 6 czerwca 1946 roku. Już po publikacji tekstu Czytelnicy rozpoznali dwie osoby. Na lewym zdjęciu milicjant w mundurze to Roman Komuński. Na prawym zdjęciu pierwsza z prawej stoi Maria Matus – pierwsza, powojenna właścicielka gospody

Wróćmy jednak do zdjęć od Tadeusza Rakowskiego. Niestety, nie wiemy, kto stoi przed budynkiem – liczymy tu na pomoc Czytelników, którzy może rozpoznają kogoś ze znajomych lub członków swoich rodzin. Na jednym ze zdjęć widoczni są dwaj mężczyźni – jeden umundurowany, drugi w wojskowej czapce, być może byli to funkcjonariusze milicji z posterunku w Marcinowicach. Nieco kłopotów nastręczyła identyfikacja budynku, przed którym wykonano zdjęcia. Nasze przypuszczenia potwierdził regionalista, były mieszkaniec Marcinowic (obecnie pracuje w Niemczech) i współpracownik Świdnickiego Portalu Historycznego – Borys Urbański.

 – Ten dom istnieje nadal, chociaż jest przebudowany i rzeczywiście trudno go rozpoznać tym bardziej, że na zdjęciach widoczny jest tylko jego niewielki fragment. To dom przy obecnej ulicy Świdnickiej 3, w którym mieści się sklep sieci „abc” – potwierdził nasze przypuszczenia Borys Urbański. – Przed wojną i długo po jej zakończeniu mieściła się tu gospoda, a potem sklep żelazny „Rolnik”, skład mebli i sklep spożywczy „Pod Jeleniem”.

Galeria – obecny wygląd budynku (kliknij na zdjęcie, aby powiększyć)

Ponieważ każdy dom kryje jakąś ciekawą historię, postanowiliśmy również w tym wypadku pogrzebać trochę w archiwach i podpytać Borysa Urbańskiego, który o Marcinowicach wie bardzo dużo. Intuicja nas nie zawiodła.

Jak już wcześniej wspomniano widoczny na zdjęciach budynek od XIX wieku mieścił gospodę. W XIX wieku jej właścicielem był Geisler, a na przełomie XIX i XX wieku Paul Klein.

Wygląd budynku z gospodą na początku XX wieku, kiedy należał do Paula Kleina

Budynek gospody widoczny jest na pocztówce z ok. 1900 roku. Porównując ten rysunek – razem ze zdjęciami z lat 20. XX wieku i współczesnymi widać wyraźnie, jak bardzo zmieniła się jego forma. Zlikwidowany został z czasem ganek wejściowy do budynku, który ustawiony był mniejszą ścianą szczytową do głównej drogi przebiegającej przez wieś (dziś DK 35), natomiast dłuższym bokiem usytuowany został wzdłuż obecnej ulicy Kolejowej, dawnej bezimiennej drogi prowadzącej na stację kolejową i dalej do Zebrzydowa. Istotne zmiany zaszły także w układzie okien, z których część została zamurowana, przebudowana została także witryna sklepu.

Osobą z którą przedwojenna historia budynku jest najbardziej związana był Paul Kiebs. Urodził się w latach ok. 1866-1870 i początkowo mieszkał w Szczepanowie. Z zawodu był monterem. W 1910 roku przeniósł się do ówczesnego Gross-Merzdorf (ob. Marcinowice), kupując duży budynek z restauracją i pokojami gościnnymi. Budynek tego zajazdu już nie istnieje. Znajdował się w miejscu obecnych pawilonów handlowych u zbiegu ulicy Świdnickiej i Kwiatowej. Zajazd składał się z dużego budynku głównego, sporego dziedzińca, wozowni, stajni i pomocniczych budynków gospodarczych. Właścicielowi w jego prowadzeniu pomagała żona Bertha i córka – Else. Kiebs zainwestował także w maszyny rolnicze, między innymi młockarnie, które wypożyczał rolnikom. A ponieważ wedle współczesnych mu opinii był człowiekiem bardzo pracowitym, dość szybko dorobił się sporego majątku.

Nieistniejący już budynek z dawnym zajazdem Paula Kiebsa

W 1927 roku wartość jego majątku była wyceniania na sporą kwotę 15-18 tysięcy Reichsmarek trzy lata później była już wyceniania na ok. 25-30 tysięcy RM). W tym samym roku Paul Kiebs wydzierżawił, a następnie zakupił drugą, mniejszą gospodę – tą, która jest widoczna na zdjęciach ofiarowanych nam przez Tadeusza Rakowskiego. Mniej więcej w tym czasie wydzierżawił ją swojemu zięciowi – Walterowi Schillerowi, który ożenił się z Else z domu Kiebs. Był to szczytowy okres rozwoju interesów Paula Kiebsa. Oprócz dwóch gospód rodzina posiadała jeszcze tzw. letni wyszynk w budynku stacji kolejowej. Byli więc prawdziwymi potentatami gastronomicznymi w dawnym Gross-Merzdorf. Dopiero w czasie wojny Kiebs sprzedał swój zajazd Franzowi Boerowi, właścicielowi rzeźni i masarni, którą prowadził w Marcinowicach od 1936 roku (także jeszcze w 1946 roku). Natomiast Paul Kiebs prawdopodobnie popełnił samobójstwo podczas ucieczki przed Armią Czerwoną. Ciała nigdy nie odnaleziono.

Gospoda Paula Kiebsa (później Schillera) w latach 20. XX wieku. Po lewej budynek poczty, pomiędzy nimi ogródek piwny

Wspomniany zięć Paula Kiebs’a – Walter Schiller urodził się około 1892 roku. Był inspektorem rolnym w dominium w Szczepanowie w Stephanshein. Po wżenieniu się w rodzinę Kiebs, przejął wspomnianą gospodę. Schiller był inwalidą wojennym i weteranem I wojny światowej. Poważnie ranny w rękę, nigdy nie odzyskał jej pełnej sprawności. Radził sobie nieźle, roczne obroty wynosiły około 18 tysięcy RM. Schiller prowadził skromne życie i nie był rozrzutny. Miał smykałkę do interesów. Swoje skromne środki inwestował w gospodę, którą przebudował i unowocześnił. Sprowadził między innymi stół bilardowy. Obok gospody, w kierunku budynku poczty znajdował się ogródek piwny, na którym rosła ogromna wierzba, która złamała się po burzy, dopiero kilkadziesiąt lat po wojnie.

 – Pod koniec 1940 lub na początku 1941 roku Schiller sprzedał gospodę i kupił majątek w Pařidle w Czechach. Miejscowości ta znajdowała się w pobliżu obecnego Mostu, dawniej miasta Brüx. W latach 1967-1969 wieś zburzono w związku postępującym w tym rejonie wydobyciem węgla, razem z XVII-wiecznym zamkiem i dawnym majątkiem rycerskim Schlossgut Pařidle, który należał do Schillera.  W 1945 roku ukrywającą się w piwnicy jego rodzinę napadli Czesi i jego samego zmasakrowali, wybijając wszystkie zęby – dodaje Borys Urbański.

Gospoda Schillera pod koniec lat 20. XX wieku

Po wojnie Schiller utrzymywał się ze skromnej renty inwalidzkiej, z której musiał spłacać zaciągnięte na zakup majątku ziemskiego kredyty.

 – Z budynkiem, gdzie mieściła się gospoda w Marcinowicach wiąże się jeszcze jedna, ponura historia. W latach 50. XX wieku w budynku tym miała zostać napadnięta w celach rabunkowych i zamordowana młoda kobieta, której grób znajdował się na cmentarzu przy kościele w Marcinowicach – uzupełnia historię Borys Urbański.

– Ta kobieta pracowała w gospodzie. W chwili śmierci miała 28 lat. Znaleziono ją martwą w sieni budynku. Jej grób rzeczywiście znajdował się koło kościoła, później został zlikwidowany, a szczątki przeniesione przez brata na cmentarz w Pszennie– dodaje Tadeusz Rakowski.

Zamordowana młoda kobieta, powojenna osadniczka pochodząca z miejscowości Grzechowa koło Wadowic, pracowała w bufecie gospody. Sprawcami zabójstwa w nocy z 5/6 czerwca 1950 roku była jej koleżanka, także pracująca jako pomocnica w bufecie oraz chłopak tej ostatniej. Cała trójka umówiła się wieczorem po pracy. Schodząc ze schodów, idący za ofiarą chłopak kilkakrotnie uderzył ją w głowę młotkiem. Po dokonaniu rabunku pieniędzy i drobnych kosztowności, aby zmylić ślady poszli przepływającym w pobliżu strumieniem do stacji w Marcinowicach, a następnie torami do stacji w Pszennie, gdzie wieli do pociągu…Zabójców namierzono w Zakopanym. Pojechał tam śledczy Sylwester Chodorowski z Marcinowic, i po dokonaniu aresztowania, razem z innym milicjantem przewieźli oboje do Świdnicy. W wyniku procesu sądowego otrzymali kary po 25 lat więzienia. Po wyjściu na wolność nie wrócili do Marcinowic. Brutalności tego zabójstwa dodaje fakt, że zamordowana młoda kobieta była w ciąży.

Po wojnie w budynku nadal funkcjonowała gospoda, a później restauracja aż do lat 70. XX wieku. Pierwszą osobą, która prowadziła gospodę po maju 1945 roku była Maria Matus. Dziś obiekt pełni funkcje handlowo-mieszkalne.

Warto wspomnieć przy okazji o najwybitniejszym przedstawicielu rodziny Kiebs, synu Paula Kiebsa i Berthy z domu Dittrich.

Jedna z powieści Benno Kiebsa, wydana pod pseudonimem Andreas Merzdorf

Benno Kiebs, bo o nim mowa, był uznanym profesorem metodyki nauczania historii, pedagogiem i autorem kilkunastu publikacji książkowych, w tym dwóch powieści. Był także wiceministrem edukacji publicznej w Niemczech. Urodził się w Marcinowicach 8 października 1919 roku, właśnie w tym domu, który widoczny jest na zdjęciach udostępnionych przez Tadeusza Rakowskiego. W rodzinnej miejscowości uczęszczał do szkoły podstawowej w latach 1926-1929, a następnie kontynuował naukę w gimnazjum w Świdnicy (1930-1937). W tym ostatnim musiał przerwać naukę ze względów finansowych, chociaż kontynuował ją później w Sobótce i Wrocławiu. W 1940 roku, po zdaniu matury, został zmobilizowany i służył w Wehrmachcie, gdzie dosłużył się stopnia porucznika i został odznaczony Krzyżem Żelaznym. Ciężko ranny, po rekonwalescencji został przeniesiony do rezerwy, Po zakończeniu wojny osiadł w Nordhausen podejmując pracę jako kierowca ciągnika  prywatnym gospodarstwie rolnym. W latach 1946-1949 studiował język niemiecki i historię na uniwersytecie w Jenie, a następnie pełnił funkcję m.in. dyrektora Instytutu Kształcenia Nauczycieli w Nordhausen. Przez kolejne lata rozwijał swoją karierę naukową, zdobywając kolejne stopnie i kończąc studia na kilku dodatkowych kierunkach. W latach 1951-1952 pełnił funkcję wiceministra edukacji publicznej, a potem sekretarza ds. kultury i nauki w Gerze. Od 1966 roku był pracownikiem naukowym uniwersytetu w Lipsku w katedrze metodyki nauczania historii. W 1979 roku, będąc już autorem kilku rozpraw doktorskich, uzyskał tytuł profesorski. Po przejściu na emeryturę w 1985 roku, poświęcił się pracy dziennikarskiej i publicystycznej. Był m.in. autorem dwóch powieści.

 – W pierwszej „Sternschnuppe Zingst ’62” można się doszukiwać elementów autobiograficznych, ale nie są one związane ze Śląskiem. Jego druga książka „Die Zwillinge vom Cunnersdorfer Weg” związana jest z Oschatz – miejscowością, w której przez wiele lat uczył i gdzie mieszkał aż do śmierci – dodaje Borys Urbański.

O jego związkach z rodzinną miejscowością Gross-Merzdorf – dziś Marcinowice – niech świadczy fakt, że posługiwał się w swojej pracy literackiej pseudonimem, który nawiązywał do nazwy jego rodzinnej miejscowości – Andreas Merzdorf. Benno Kiebs zmarł w wieku 101 lat (!) 2 grudnia 2020 r., po zarażeniu się wirusem Covid-19.

Andrzej Dobkiewicz (Fundacja IDEA)

8 LIKES

Skomentuj jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Mission News Theme by Compete Themes.