Press "Enter" to skip to content

Jeńcy duńscy w Świdnicy (cz. 1)

Zidentyfikowano miejsce pochówku siedmiu duńskich żołnierzy, wziętych do niewoli podczas wojny prusko-duńskiej w 1864 r.

Od połowy XVIII wieku Świdnica zamieniana była systematycznie w potężną twierdzę, która strzec miała pruskiego panowania na Śląsku. Na wiele lat wstrzymało to urbanistyczny i gospodarczy rozwój miasta. Likwidacja twierdzy nastąpiła dopiero po ogłoszeniu miasta otwartym i stopniowym przekazywaniu władzom Świdnicy od 1862 r. najpierw zewnętrznego, a następnie wewnętrznego pierścienia umocnień. Mimo likwidacji twierdzy, Świdnica pozostała miastem garnizonowym, w którym stacjonowały pokaźne siły wojskowe. Najdłużej z miastem związany był 10. Pułk Grenadierów im. Króla Fryderyka Wilhelma II (1. Śląski) – Grenadier-Regiments König Friedrich Wilhelm II (1. Schlesisches) No. 10., dla którego 7 sierpnia 1896 r. rozpoczęto budowę dużego, zachowanego do dziś kompleksu koszar. Drugą dużą jednostką, na stacjonowanie której wybrano Świdnicę, był 42. Pułk Artylerii Polowej (2. Śląski) – Feldartillerie-Regiments Nr. 42 (2. Schlesischen).  W latach 1899-1900 wybudowano dla niego osobne koszary. Stacjonowanie dwóch dużych jednostek w mieście wymusiło powstanie na jego terenie także sporej liczby obiektów o charakterze pomocniczym.


Pod koniec XVIII w. tuż obok koszar 10. Pułku Grenadierów im. Króla Fryderyka Wilhelma II (1. Śląski), w widłach obecnych ulic Armii Krajowej i Kolejowej, założony został cmentarz wojskowy, tzw. garnizonowy, na którym to właśnie znajdowały się odnalezione groby duńskich żołnierzy.

Dokładna data pierwszych pochówków na tej nekropolii nie jest znana. Niestety, zaginęła księga ewangelickich pochówków, która przechowywana była jeszcze po 1945 r. w archiwum parafii ewangelicko-augsburskiej w Świdnicy (Kościele Pokoju). Proces likwidacji cmentarza rozpoczął się po 1945 r., na fali niszczenia śladów niemieckości i trwał aż do lat 70. XX w. (sic!). Obywało się to z ewidentnym naruszeniem przez komunistyczne władze obowiązującego prawa, bo cmentarz garnizonowy był cmentarzem wojskowym i jako taki, chroniony prawem. O ile można jeszcze zrozumieć niszczenie nagrobków w pierwszych latach powojennych ze względu na traumę II wojny światowej, o tyle w późniejszych latach nie zadano sobie trudu, aby dokonać jego inwentaryzacji i ewentualnie uchronić nekropolię przed zniszczeniem. Być może wtedy przekonano by się, że nie są to wyłącznie groby niemieckich żołnierzy. Na cmentarzu spoczęli  bowiem także m.in. żołnierze austriaccy, wzięci do niewoli podczas wojny prusko-austriackiej w 1866 r., a zmarli z powodu ran odniesionych podczas ich uwięzienia w twierdzy świdnickiej. Ich właśnie oraz żołnierzy pruskich, także zmarłych w świdnickim lazarecie upamiętnia pomnik, który szczęśliwie zachował się do naszych czasów jako jeden z nielicznych reliktów cmentarza.

Oprócz wspomnianych na wstępie żołnierzy duńskich, na cmentarzu pochowanych było także przynajmniej kilku jeńców alianckich, którzy byli przetrzymywani w Świdnicy w latach I wojny światowej oraz rosyjskich. Na pewno na cmentarzu znajdowały się groby żołnierzy belgijskich, którzy zostali wzięci do niewoli na początku II wojny światowej. Jacyś żołnierze alianccy byli podobno pochowani także pod koniec II wojny światowej. Niepewne źródłowo informacje wspominają także groby żołnierzy włoskich, rumuńskich i serbskich. Jeden ze świadków wskazał również miejsce, w którym w 1947 r. misja amerykańska miała dokonać ekshumacji pochowanych na cmentarzu amerykańskich żołnierzy. Niestety, w oparciu o szczątkowe informacje i relacje trudno jest odtworzyć nawet przybliżoną listę pochowanych na cmentarzu żołnierzy różnych narodowości.


Jak już wspomniano, proces niszczenia cmentarza trwał do lat 70. ubiegłego wieku. Część nagrobków została ukradziona z cmentarza, być może do wtórnego użycia, natomiast według relacji świadków po tym, co zostało, przejechał buldożer, który we wgłębienia terenu zepchnął pozostałe nagrobki i wyrównał teren. Ostatnie pozostałości dużych kwater, które rozmieszczone były wzdłuż ulicy Armii Krajowej, zostały zasypane ziemią ok. 1980 r. O tym, że taka rzeczywiście była wersja wydarzeń, świadczą dwa fakty. W 1994 r. burza przewróciła na terenie byłego cmentarza a dziś parku, niewielkich rozmiarów kilkunastoletnie drzewo. Jego korzenie wydobyły na wierzch fragment dwóch płyt nagrobnych. Eksploracja miejsca przyniosła niespodziewane odkrycie. W jednym z miejsc, tuż obok siebie leżało w sumie aż pięć starych płyt nagrobnych, które zostały zepchnięte w zagłębienie terenu. Najstarsza poświęcona była Królewskiemu Pruskiemu Majorowi Carlowi Antonowi Rudolphowi, baronowi von Wechmar (27.05.1788 r. – 12.02.1844 r.). Kolejne cztery poświęcone były osobom cywilnym, być może żonom, matkom i córkom wojskowych: Sydonii von Meusel (1.03.1833 r. – 30.01.1912 r.) Marie von Doobschuutz (18.03.1840 r. – 16.02.1875 r.), Auguste Schulz (22.03.1799 r. – 24.02.1886 r.) oraz dwóm siostrom Eugenii i Auguście Riebel zmarłym 28.09. i 3.10.1866 r., co może sugerować, że były ofiarami panującej w tym czasie w Świdnicy epidemii cholery. Kilka lat później deszczówka wymyła na alejce prowadzącej do wspomnianego pomnika zmarłych żołnierzy pruskich i austriackich, fragmenty potłuczonej tablicy. Eksploracja miejsca pozwoliła na zebranie fragmentów jednej z czterech tablic pomnika (trzy się zachowały) z nazwiskami zmarłych żołnierzy. Destrukcja tablicy wyraźnie wskazywała, że przejechać po niej musiała gąsienica buldożera. Pozbierane szczątki zdeponowane zostały u konserwatora miejskiego.

Jedynymi dziś zachowanymi śladami po dawnym cmentarzu garnizonowym są wspomniany już pomnik zmarłych żołnierzy pruskich i austriackich oraz głaz z inskrypcją poświęconą żołnierzom poległym podczas I wojny światowej. Obrazu zniszczenia dopełniają dwa słupy w miejscu dawnej bramy wejściowej na cmentarz. O Duńczykach do niedawna niewiele było wiadomo…


Wróćmy jednak do duńskich żołnierzy i tego, skąd wzięli się w Świdnicy. Wyjaśnieniem jest wojna prusko-duńska tzw. II wojna o Szlezwik, która wybuchła między Prusami wspieranymi przez Austrię a Danią. Jej powodem były działania podejmowane od 1863 r. przez króla Danii Fryderyka II Oldenburga i jego następcę Chrystiana IX Glückburga, mające na celu przyłączenie do Danii księstw Szlezwiku, Holsztynu i Saksonii-Lauenberg, złączonych z nią jedynie unią personalną. Te plany spotkały się z ostrą reakcją Prus. W kontekście polityki ich kanclerza Otto von Bismarcka, zmierzającego do osłabienia pozycji Austrii w Związku Niemieckim i przejęcia w nim kierowniczej roli, duńskie zamierzenia były nie do przyjęcia dla Prus. 1 lutego 1864 r. wojska koalicji zaatakowały Danię. Na morzu silna marynarka wojenna Danii stoczyła wprawdzie nierozstrzygniętą bitwę pod Helgolandem, ale już na lądzie wojska duńskie poniosły bolesną porażkę w bitwie pod Dybbøl. Duńczycy próbowali bronić w tej bitwie umocnionych pozycji, ale ulegli sile ognia artylerii oraz przewadze liczebnej wojsk koalicji. Prócz jeńców duńskich Świdnicę i bitwę pod Dybbøl wiąże jeszcze jeden istotny fakt, a raczej osoba świdnickiego księdza Hugo Simona. Jako kapelan 11. dywizji wojsk pruskich z Wrocławia wziął udział w tej bitwie i jako pierwszy z krzyżem w ręku wdarł się na duńskie umocnienia, podrywając Prusaków do zwycięskiego szturmu i zdobywając przy okazji sztandar. Otrzymał za to jako Order Orła Czerwonego z Mieczami Walki i Krzyż za Bitwę pod Dybbøl. Król podarował mu także jedną z duńskich chorągwi. Rok po bitwie Simon został proboszczem w obecnej katedrze świdnickiej i był jednym z najbardziej zasłużonych duchownych w jej historii. Zmarł 22 lipca 1897 r. i pochowany został w świdnickiej farze.


Walki w Danii trwały do 30 września 1864 r., a wojnę zakończył traktat wiedeński, na mocy którego Dania zrzekała się wszelkich praw do spornych księstw na rzecz króla Prus i cesarza Austrii. Oprócz ok. 1.570 zabitych i ok. 700 rannych żołnierzy, do niewoli pruskiej trafiło ok. 3.550 Duńczyków, którzy zostali wywiezieni w głąb Prus, w tym do twierdzy świdnickiej.

Pierwszy transport jeńców trafił do miasta koleją już w pięć dni po bitwie pod Dybbøl – 23 kwietnia 1864 r. 477 jeńców zostało rozmieszczonych w kazamatach usytuowanych w wale głównym twierdzy pomiędzy Bramą Witoszowską a Przedmościem Kraszowickim. Kolejny transport przybył 25 kwietnia. Na podstawie zapisów w archiwach i doniesień w ówczesnej prasie można stwierdzić, że kolejni jeńcy trafiali do kazamat twierdzy świdnickiej w dniach 1, 14, 17 i 23 maja oraz 3 lipca (500 jeńców z tego transportu zostało umieszczonych na terenie koszar przy obecnej ulicy Armii Krajowej). Ostatni potwierdzony w źródłach transport dotarł do Świdnicy 11 lipca 1864 r. Trudno określić, ilu jeńców przebywało w świdnickich kazamatach. Być może z wyjątkiem dwóch dużych transportów z 23 kwietnia i 3 lipca pozostałe były znacznie mniejsze. Ostrożnie można jednak szacować, że minimum ponad 1.000 duńskich żołnierzy przewinęło się przez Świdnicę, chociaż nie wszyscy w niej pozostali. Z pamiętnika Nielsa Pedersena Uttrupa – o którym za chwilę – wynika, że część jeńców Prusacy przekazali Austriakom, a ci systematycznie ich zwalniali już w sierpniu 1864 r. Z pewnością więc wśród osadzonych w kazamatach twierdzy świdnickiej jeńców była spora rotacja.


Jeńcy duńscy wzbudzili współczucie mieszkańców miasta, którzy okazywali im dużą życzliwość, próbując przemycać dla osadzonych żywność i tytoń. Świadczy o tym chociażby komunikat komendantury garnizonu zamieszczony w urzędowym biuletynie miejskim „Obrigkeitliche Bekanntmachungen” z 30 kwietnia 1864 r., w którym czytamy: Uprasza się o nie rzucanie do fosy jakichkolwiek paczek dla duńskich więźniów. Chętni mogą takie podarunki składać w biurze komendantury, w celu ich równego podziału między osadzonych.

Wsparcie, jakie jeńcom okazywali świdniczanie, zostało docenione przez Duńczyków, skoro w tym samym biuletynie z 20 sierpnia 1864 r. dziękowali oni: Do mieszkańców Świdnicy. Obywatele, przyjmijcie nasze szczere wyrazy wdzięczności! Za troskliwe i ludzkie traktowanie, za łagodzenie trudów naszej niewoli. Pobyt w Świdnicy w tych smutnych okolicznościach będziemy mile wspominać w ukochanej ojczyźnie. Szczęścia i błogosławieństwa! Przychylny stosunek mieszkańców do jeńców wyrażał się także uczestnictwem w uroczystych pogrzebach zmarłych jeńców.

Warunki bytowe Duńczyków, mimo pomocy ludności, nie były lekkie, biorąc pod uwagę zakwaterowanie w nierzadko wilgotnych kazamatach, zapewne skromne wyżywienie czy przede wszystkim choroby. Jeńcy musieli także pracować przy porządkowaniu umocnień twierdzy. Z siedmiu żołnierzy pochowanych w Świdnicy, tylko jeden zmarł od odniesionych ran, pozostałych sześciu to ofiary tyfusu. Z drugiej strony biorąc pod uwagę liczbę osadzonych w twierdzy jeńców należy uznać, że o ile siedmiu wspomnianych żołnierzy, to wszystkie ofiary śmiertelne odnotowane podczas pobytu Duńczyków w mieście, to odsetek zgonów był stosunkowo niski.

Andrzej Dobkiewicz, Sobiesław Nowotny

3 LIKES

Skomentuj jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Mission News Theme by Compete Themes.