Press "Enter" to skip to content

Świdnickie Archiwum Miejskie

Kiedy tak naprawdę powstało? Trudno dziś jednoznacznie na to pytanie odpowiedzieć. Można jednak zaryzykować tezę, że jego powstanie było raczej kwestią wtórną.

„Produkcją” dokumentów zajmowały się przede wszystkim ośrodki władzy, administracji i sądownictwa. Zbierano je po to, aby w późniejszym czasie można było udowodnić swe prawa do czegokolwiek bądź kogokolwiek. Tak wyglądają pierwociny większości z archiwów. Osobno zbierano dokumenty kościelne. Kościół niechętnie spoglądał na każdego, kto chciałby zagłębić się w jego sprawy. Również w Świdnicy na przestrzeni wieków istniały liczne archiwa. Kościół farny posiadał własne. Archiwum parafii Kościoła Pokoju umieszczone było w jednym z domów stojących przy nieistniejącej już ulicy Pańskiej. Można przypuszczać, że również Żydzi zbierali skrzętnie swe archiwalia. W XIX w. powstają archiwa zakładanych wówczas zakładów przemysłowych i firm (te przechowywane są obecnie w Archiwum Państwowym w Kamieńcu Ząbkowickim).

Przez wieki świdnickie archiwalia były przechowywane w różnych pomieszczeniach i na strychu miejskiego ratusza

Jednakże obiektem dzisiejszych naszych rozważań ma być Archiwum Miejskie, które od początków swego istnienia znajdowało się w pomieszczeniach świdnickiego ratusza. Początkowo przechowywano w nim jedynie dokumenty wytwarzane przez radę miejską i ławę miejską (były to m. in. listy ławnicze, niem. Schöppenbriefe), korespondencję, dokumenty o charakterze ogólnomiejskim, kodeksy praw, wilkierze, przywileje wydawane miastu przez kolejnych władców. Dokumenty, których wystawcami byli tutejsi książęta, a nie dotyczyły one w sposób bezpośredni miasta, trafiły do Archiwum Miejskiego znacznie później. Podobnie było z dokumentami cechowymi. Gdy chodzi o te ostatnie, to wiadomo jeszcze z początków naszego wieku, iż niektóre cechy posiadały własne tzw. szafy cechowe, w których przechowywano niekiedy średniowieczne nawet dokumenty, dla historyków nieocenione wręcz źródła!


Ze względu na liczne pożary, z których Archiwum wychodziło raczej obronną ręką, zdawano sobie bowiem sprawę z wagi dokumentów, a tym samym konieczności przenoszenia zbiorów w inne miejsca (zawsze jednak wracały do ratusza), postanowiono zinwentaryzować jego zbiory. Pierwszej inwentaryzacji, a zatem spisu Archiwum Miejskiego dokonano w 1570 r., w okresie gdy pod wpływem reformacji i humanizmu wzrastać zaczyna świadomość lokalna, a działający wówczas prężnie historiografowie poszukują źródeł do swych prac. Inwentaryzacja, której w 1758 r. dokonał Gottlieb Wolf polegała na opatrzeniu poszczególnych dokumentów skomplikowanymi sygnaturami. Dla tutejszych zbiorów, których ciągle przybywało szczególne zasługi położyli jednakże dopiero archiwiści żyjący w XIX i XX w. Wymienić tu przede wszystkim należy takie nazwiska jak Caspari, Mann, Gantzer i Radler.


Zbiory Archiwum Miejskiego ze względu na miejsce przechowywania zwykło się nazywać Ratuszowym. To właśnie w ratuszu najpierw w Sali Rajców, później zaś w zakrystii kaplicy Ratuszowej (obecnie magazyn Muzeum Dawnego Kupiectwa), która trafiła do tego pomieszczenia po pożarze ratusza w 1716 r., przechowywano najcenniejsze dokumenty. Mniej cenne ze względu na brak miejsca złożono na strychu ratusza. Sytuacja zmieniła się w latach trzydziestych naszego stulecia. W 1936 r. wprowadzono w Niemczech tzw. opiekę archiwalną, którą objęto wszystkie archiwa miejskie i wiejskie. Właściciele prywatnych zbiorów, np. okoliczna szlachta musiała dokonać inwentaryzacji swych dokumentów. Niekiedy przekazywali oni całe należące do nich zbiory do archiwów państwowych. Tak uczynił np. hrabia Burghauss z Łażan. Wówczas też przypomniano sobie o zbiorach przechowywanych na strychu świdnickiego ratusza. Urząd miasta przekazał do dyspozycji Archiwum Miejskiego jedno z pomieszczeń ratusza, gdzie złożono wszystkie dokumenty przechowywane wcześniej na strychu. Chodziło tu przede wszystkim o akta z czasów pruskich po 1740 r., które oznaczone były literą R (repozyty). W dalszej kolejności wymienić należy akta wsi należących do miasta (niem. Kämmereidörfer), akta cechów, nadania praw mieszczańskich, kwestii żydowskiej i inne dotyczące pozostałych spraw miejskich. Liczyły one wiele setek tomów, i jak to opisywał dr Radler, zawierały ważne, nieznane dotąd materiały i informacje do historii miasta. Dochodziły do tego akta osobowe wszystkich urzędników miejskich, które umieszczono na specjalnym regale. Były one niezwykle ważne gdy chodzi o badania genealogiczne. W 1939 r., gdy dokonano owych przenosin, rozpoczynano inwentaryzację tego niezwykle cennego materiału, uzupełniającego dotychczas zgromadzone zbiory.


Czy zdążono przed końcem II wojny światowej? Na to pytanie trudno dziś odpowiedzieć. Wydaje się to jednak mało prawdopodobne. Praca, którą jednakże wykonano, a przede wszystkim jej owoce, i tak wprawiają w osłupienie. Dr. Gantzer, który kierował Archiwum Miejskim odkrył 1600 kolejnych cennych dokumentów, które dołożono do 3000 wcześniej znanych. Tym samym Świdnica posiadała 4600 dokumentów, co stawiało ją na pierwszym miejscu na Śląsku (oczywiście po Wrocławiu), gdy chodzi o liczbę owych wspaniałych skarbów przeszłości. Podobnej wielkości Głogów mógł wyliczyć w swym zbiorze zaledwie 1500 dokumentów, Bytom około 60 spisanych na pergaminie dokumentów, Gliwice prawie żadnego. Jak cenne źródła przechowywane były w świdnickim archiwum niech zaświadczy fakt, że dr Radler na podstawie przechowywanych tu źródeł mógł odtworzyć historię swej rodziny aż do 1375 r. wstecz! Dziełem Theo Johannesa Manna było w owym czasie stworzenie podzbioru dotyczącego wyłącznie dziejów świdnickich cechów rzemieślniczych. Dokumenty i akta, które tu się znalazły, obejmowały 27 cechów: 1 rzeźników, 2 piekarzy i piernikarzy, 3 stolarzy, 4 krawców, 5 złotników i jubilerów, 6 wyrobników grzebieni i iglarzy, 7 młynarzy, 8 rymarzy, 9 kuśnierzy, 10 ślusarzy, 11 browarników, słodowników i karczmarzy, 12 balwierzy i chirurgów, 13 kapeluszników, 14 kowali, 15 garbarzy, 16 siodlarzy i tapeciarzy, 17 szewców, 18 bednarzy i tokarzy, 19 malarzy, 20 kotlarzy, paskarzy (wyrobnicy pasów i pasków) i blacharzy, 21 garncarzy (po części), 22 rzeźników zajmujących się rozbiórką tusz, 23 murarzy (po części), 24 introligatorów, 25 rękawiczników i pasamoników, 26 zegarmistrzów, 27 farbiarzy. Warto przy okazji wspomnieć, że świdniccy archiwiści zaczęli w owym czasie penetrować archiwa dworskie i kościelne. Dokonano licznych odkryć. Np. w Bystrzycy Dolnej przechowywano dokładną mapę pól tej wsi z okresu Fryderyka Wielkiego. Na Śląsku trudno byłoby zliczyć tuzin takich map. We wspomnianym wcześniej archiwum hrabiego Burghaussa w Łażanach znaleziono dokument spisany na pergaminie pochodzący z 1355 r. Zbiór tamtejszych akt liczył setki tomów. Zawarta w nich była olbrzymia liczba danych o historii wsi wchodzących w skład majątku w Łażanach.

Pod koniec II wojny światowej wraz ze zbliżaniem się czołówek Armii Czerwonej postanowiono wywieźć ze Świdnicy Archiwum Miejskie w jakieś bezpieczne miejsce, tak aby te cenne zbiory sięgające czasów Piastów nie zostały zniszczone przez tępych żołdaków. Większość zbiorów ukryto w leśniczówce w Lutomii Górnej. Pewną ich część uciekający Niemcy zabrali ze sobą i wywieźli do Czech. Chodziło tu o 7 jednostek archiwalnych z lat 1892-1932. W 1964 r. Czesi przekazali je do Archiwum Państwowego we Wrocławiu. Z Lutomii zbiory archiwalne wróciły z powrotem do Świdnicy. W marcu 1949 r. Zarząd Miejski oddał je do Archiwum Państwowego we Wrocławiu. Było to około 2100 jednostek archiwalnych. W listopadzie 1954 r. przekazano tam całą znakomitą resztę zbioru, liczącą 7791 dalszych jednostek archiwalnych.


Dotychczas we wrocławskim Archiwum Państwowym nie udało się w pełni zinwentaryzować całego świdnickiego zbioru. Jeżdżąc co jakiś czas do Wrocławia przekonać się można, że do księgi inwentarzowej w niezwykle wolnym tempie wpisywane są coraz to „nowe” stare akta i dokumenty. Ile zaś z tych dokumentów znalazło po wojnie nowych właścicieli też pozostaje nierozwiązaną zagadką. Co jakiś czas trafiają się kupcy oferujący sprzedaż tego czy innego dokumentu. Tą drogą świdnickie Muzeum Dawnego Kupiectwa nabyło swego czasu oryginalny dokument Bolka II z 1337 r.

Sobiesław Nowotny

2 LIKES

Skomentuj jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Mission News Theme by Compete Themes.