Rok 1810 kojarzy się miłośnikom historii Strzegomia z likwidacją zakonów istniejących w mieście prawie od jego założenia: joannitów, benedyktynek i karmelitów. Wraz ich sekularyzacją klasztory zostały pozbawione swojego wyposażenia, które zostało skonfiskowane i wywiezione z miasta lub przeniesione do kościoła parafialnego.

Likwidacja zakonów, a przede wszystkim zabór majątku ruchomego klasztorów jest związany z osobą Johanna Gustava Gottlieba Büschinga, niemieckiego historyka literatury i sztuki, a także archeologa i etnografa. Büsching studiował prawo najpierw na Uniwersytecie w Halle, później w Erlangen. Po ukończeniu studiów pracował w Berlinie jako prawnik, ale jednocześnie zaczął zajmować się historią literatury niemieckiej. Po wydaniu edyktu o sekularyzacji zakonów w Prusach Büsching przedstawił projekt stworzenia we Wrocławiu centralnej biblioteki i archiwum, w którym zostałyby zgromadzone wszystkie zbiory poklasztorne. Jego propozycja została przyjęta i Büsching przeprowadził się do Wrocławia, gdzie objął posadę komisarza do spraw księgozbiorów przy komisji sekularyzacyjnej. W czerwcu 1812 roku został archiwistą biblioteki Uniwersytetu Wrocławskiego.
Dla mieszkańców Strzegomia ważna jest właśnie jego działalność jako komisarza ds. księgozbiorów. Jego zadaniem było sprawdzanie w poszczególnych klasztorach ich księgozbiorów i wyszukiwanie tych ksiąg lub archiwaliów, które można byłoby przekazać do biblioteki centralnej we Wrocławiu. Zachowała się książka z opisem podróży Büschinga po Śląsku w poszukiwaniu materiałów archiwalnych. (Bruchstücke einer Geschäftsreise durch Schlesien, unternommen in den Jahren 1810, 11,12 von D. Joh, Gustav Büsching, Königlicher Archivare zu Breslau, Breslau 1813). W książce tej znajduje się opis tego co Büsching znalazł w strzegomskich klasztorach. Chciałbym w tym miejscu przekazać czytelnikom sprawozdanie Büschinga z jego wizyty w Strzegomiu.
Na samym wstępie autor dokonał krótkiego opisu samego miasta: ’
Otoczone dwoma fosami i potrójnym murem, chronione przez mocne wieże wartownicze i basteje, musiało to miasto w dawnych czasach Średniowiecza śmiało sprzeciwiać się oblegającym. Teraz te mury pozostają tylko świadectwem dawnej siły, fosy zostały zamienione na przyjemne ogrody. Od strony Świdnicy miasto posiada piękny widok a przede wszystkim wznosi się w górę kościół parafialny ze swoim kolosalnym dachem, tak że inne wieże zdają się przy nim niknąć. Ulice są trochę pagórkowate, chodniki wykonane na modę świdnicką i można na nich połamać kark ale ogólnie do przyjęcia. Rynek ozdabiają dookoła podcienia.
Taki krótki opis Strzegomia z początku XIX wieku przekazał Büsching. Miasto nie zrobiło na nim dużego wrażenia, choć jego zdaniem musiało być znaczącym w Średniowieczu, skoro posiadało potężne mury obronne.
Po tym skromnym opisie miasta autor przeszedł do opisu poszczególnych klasztorów, rozpoczynając od klasztoru Benedyktynek. Na początek przedstawił krótki rys historyczny klasztoru, który został założony przez księżnę Beatrycze w 1307 roku. Klasztor znajdował się blisko rynku i przylegał do miejskich murów obronnych. Autor wspomniał o pożarze z roku 1709, który zniszczył całkowicie klasztor oraz o jego odbudowie. Następnie przedstawił opis budynków klasztornych:
Przednia część zawiera po jednej stronie tylko korytarz z tyłu którego na przeciwko dziedzińca w środkowym piętrze były pokoje proboszcza. Gabinet oddziela te pokoje od reszty klasztoru, który jest jasny i obszerny, tylko na parterze stęchły i wilgotny. Prezbiterium tak jak i kościół, był założony gustownie i dobrze, jak także bogato i delikatnie ozdobiony. Teraz będą musieli swoje ozdoby odstąpić innym kościołom i wkrótce pozostaną tutaj tylko puste mury. Wieża jest mała i cała pomalowana na biało, co sprawia nieprzyjemne wrażenie.

W chwili likwidacji klasztoru był on zamieszkały przez sześć mniszek, dwie siostry świeckie i ksienię. Büsching stwierdził, że poznał osobiście przełożoną zakonnic, Karolinę von Rava, która była wielce szanowana w mieście. W czasie jego pobytu ksieni sprawiała wrażenie pogodzonej z losem i spokojnie przyglądała się jak z klasztoru było zabierane jego wyposażenie. Büsching wzruszony zapewne jej postawą postanowił podarować jej kilka obrazów z klasztoru, jako pamiątkę miejsca w którym spędziła całe swoje dotychczasowe życie. Większość wyposażenia kościoła benedyktynek została przekazana do kościoła parafialnego, który zdaniem Büschinga był pod tym względem trochę zaniedbany.
Büsching stwierdził, że w samym klasztorze nie znalazł nic interesującego dla swojej biblioteki:
Jeżeli chodzi o obrazy nie zastałem nic znaczącego, co można było zabrać, widziałem tylko to co znajdowało się w wielkich wrocławskich klasztorach w oryginale. Z książek tylko jeden inkunabuł, stary mszał. Archiwum było bogate i istotne, ale całkowicie nieuporządkowane, po powierzchownym przejrzeniu oddzieliłem z niego książki.
Natomiast w kościele klasztornym pod wezwaniem Najświętszej Panny Maryi (Unserer lieben Frau) Büsching znalazł obraz Matki Boskiej, który słynął z cudów i zacytował dawne legendy krążące o tym obrazie i jego cudownym odnalezieniu. Legenda głosiła, że w czasie najazdu Tatarów cudowny obraz został zamurowany w ścianie kościoła a potem niestety nikt nie wiedział, w którym miejscu go zamurowano. Dopiero w roku 1303 do miasta przybyła pielgrzymka wiernych z Polski, których proboszcz miał wizję, że zaraza ustąpi w jego parafii, gdy uda się z pielgrzymką do Strzegomia i odnajdzie cudowny wizerunek matki Boskiej. Po przybyciu do Strzegomia i długiej modlitwie pielgrzymom ukazała się gwiazda wskazująca miejsce ukrycia cudownego wizerunku. W ten sposób odnaleziono dawno zaginiony obraz.
Następnie Büsching zaprezentował krótką historię powstania w mieście klasztoru karmelitów. Pierwszy klasztor wybudowano w roku 1383 na przedmieściu Świdnickim ale w czasie najazdu husytów został wyburzony przez mieszkańców. Później karmelici otrzymali w zamian plac w obrębie murów obronnych przy bramie Jaworskiej i tam wybudowali nowy klasztor wraz z kościołem. W czasie reformacji klasztor został opuszczony i zaczął popadać w ruinę. Dopiero po powrocie karmelitów do miasta w roku 1658 rozpoczęto jego odbudowę, którą zakończono w roku 1720. W czasie sekularyzacji zakonu w klasztorze przebywał przeor, jego zastępca, pięciu duchownych i czterech braci świeckich.
Jeśli chodzi o dobra ruchome to Büsching stwierdził, że biblioteka jest wprawdzie obszerna, ale ma niewielką wartość, ponieważ przeważały w niej księgi teologiczne. Również niewiele warte były znajdujące się tam obrazy, pochodzące ze szkoły Willmanna, ale odznaczające się tym, że postacie na nich przedstawione miały zbyt długie twarze i ręce. Komisarz podsumował to następująco:
Szkoła Willmanna istniała krótko i działała źle. Szczęście, że upadła. Jego naśladowcy chcieli malować z lekkością, jak on, ale brakowało im jego ducha i nieudane dzieła były zamalowywane. Archiwum klasztorne mieściło się w piwnicy i znajdujące się tam dokumenty były w dużej części zbutwiałe.
Całość należało jednak dokładnie sprawdzić ponieważ panował tam wielki nieporządek. Jednak Büsching miał niewielkie nadzieje na znalezienie w nim czegoś interesującego.
Największe wrażenie na Büschingu wywarł kościół parafialny św. Piotra i Pawła należący do komandorii maltańskiej. Msze święte w tym kościele były sprawowane przez duchownych karmelickich. Büsching dokonał krótkiego opisu kościoła, który jego zdaniem był duży i jasny ale żadna z dwóch projektowanych wież nie została ukończona. Jego wymiary określił na 129 ½ łokci długości (około 75 m), 63 szerokości (36,28m) w nawie poprzecznej i 46 łokci wysokości (26,5m).

W kościele według kronikarza Naso miały znajdować się dwa organy i 28 ołtarzy, ale w większości zaginęły do roku 1810. Stare ołtarze były zapewne wykonane z drewna i pozłacane, ponieważ Büsching znalazł ich resztki stojące przy ścianach kościoła. Natomiast zachowało się dużo kamieni nagrobnych, niestety znajdujące się na nich napisy były nieczytelne, ponieważ zostały pobielone wapnem.
Zaskoczeniem dla Büschinga była mała liczba wartościowych obrazów, a te które znalazł były fragmentami innych większych. Znalazł jeden wartościowy obraz składający się z trzech fragmentów, niestety nie napisał co on przedstawiał. Zarówno obrazy jak i skrzynia z książkami miała zostać zabrana do Wrocławia i tam zostanie wszystko dokładnie zbadane. Rozczarował go inny obraz, bardzo stary wykonany na drewnie i pochodzący z 1379 roku. Po bliższych oględzinach stwierdził, że jego autor był słabym malarzem. Tym razem opisał co obraz przedstawiał. Była tam postać Chrystusa na krzyżu i dwie inne postacie, jedna stojąca a druga klęcząca, z której ust wychodziła wstęga z tekstem modlitwy.
Natomiast w zakrystii Büsching znalazł jeszcze stary ołtarz z pozłacanym obrazem. W komendzie nie znalazł nic interesującego. Obrazy znajdujące się tam nie wzbudziły jego zainteresowania, a poza tym nie należały do komendy lecz były prywatną własnością komendatora. Wśród wielu książek znalazł 5 manuskryptów, ale bardzo podartych, a także kalendarz w języku staroniemieckim. Do tego jeszcze dwa foliały i kilka egzemplarzy francuskiej gazety i to wszystko co go zainteresowało.
Büsching był bardzo rozczarowany tym co znalazł na komendzie w Strzegomiu, tym bardziej, że będąc w klasztorze w Lubiążu usłyszał, że powinny tutaj znajdować się stare piękne manuskrypty. Na miejscu dowiedział się, że owszem były, ale zostały udostępnione zwykłym ludziom, którzy nie znając ich wartości, a widząc w nich pięknie ilustrowane strony wyrywali je i dawali kobietom do ozdoby np. swoich kołowrotków a ponieważ w każdej chacie każda gospodynie chciała mieć takie ozdoby, to wkrótce ze starych inkunabułów nie zostało nic. Był to dla niego jeszcze jeden dowód, że tak cenne rękopisy powinny znajdować się w centralnej bibliotece i być dobrze pilnowane.
Swój opis wizyty w Strzegomiu Büsching zakończył zdaniem:
Kilka małych kościołów nic nie zaoferowało, tak samo mało ratusz, gdzie raz w pakamerze musiały stać księgi, jak to dowodzą niepozorne resztki biblii Lutra i drzeworyty do sztuki fortyfikacji.
Z opisu pozostawionego przez Büschinga, widać, że był rozczarowany zasobami tutejszych klasztorów. Tylko czy rzeczywiście zastał w nich wszystkie najważniejsze rękopisy? Szukając inkunabułów w komandorii ich nie znalazł, i zadowolił się odpowiedzią, ze wprawdzie były ale zostały rozdane ludziom, którzy je zniszczyli. Czy rzeczywiście komendatorzy i administratorzy komandorii joannickiej byli aż tak nierozważni aby rozdawać zwykłym ludziom stare rękopisy? A może przed przyjazdem Büschinga, o którym było pewnie wiadomo dużo wcześniej, komenadator wywiózł co cenniejsze rękopisy? Dziwi też fakt, że Büsching znajdował we wszystkich klasztorach bardzo duży nieporządek wśród materiałów archiwalnych, do tego były one przechowywane w nieodpowiednich warunkach. A może ktoś chciał Büsching’owi utrudnić pracę i celowo pomieszał materiały archiwalne? Nie dziwi fakt małej liczby archiwaliów w klasztorze benedyktynek, którzy przecież w roku 1709 całkowicie spłonął a wraz z nim i jego archiwum. Również klasztor karmelitów opuszczony przez zakonników po reformacji praz prawie sto lat był nieużytkowany i niezabezpieczone dokumenty mogły zostać zniszczone lub rozkradzione. Należy również wziąć pod uwagę liczne wojny, które nawiedziły Strzegom, wojny śląskie, wojnę siedmioletnią i przede wszystkim wojny napoleońskie, które zapewne przyczyniły się do zniszczenie nie tylko samych budynków klasztornych ale także ich wyposażenia.
Marek Żubryd
12 LIKES











Skomentuj jako pierwszy!