Historia, którą przedstawiamy poniżej, mogłaby być traktowana jako zwykły incydent, który miał miejsce pod wpływem alkoholu.
Osadzona jednak w pierwszych, powojennych miesiącach mogła stać się (być może też, że tak właśnie było) przyczyną poważnych konsekwencji skierowanych wobec pewnego Świdniczanina, ze strony ówczesnego aparatu bezpieczeństwa i w ogóle systemu, jaki w Polsce wprowadzali komuniści spod znaku PPR (Polskiej Partii Robotniczej), niewoląc społeczeństwo.
Zdarzenie miało miejsce 22 lipca 1946 roku w Strzegomiu, w restauracji „Zacisze” przy ulicy Kościelnej. Warto nadmienić, że ta restauracja do dawna, przedwojenna winiarnia „Altdeutsche Weinstube”, która została otwarta uroczyście 20 stycznia 1910 roku przez kupca Heinze u zbiegu ówczesnej Wittigstraße (ul. Św. Anny) i Kirchstrasse (Kościelnej). Lokal opisał w jednym ze swoich artykułów historyk ze Strzegomia Marek Żubryd [czytaj tutaj: Od karczmy do karczmy (cz. 4): Św. Anny i Paderewskiego].

[…] „Wejście znajdowało się pod dużym sklepieniem od ulicy Kościelnej. Obok drzwi wejściowym znajdowało się małe okno z kolorowym witrażem. Wnętrze zostało urządzone prosto ale gustownie. Znajdowały się tam 3 pokoje, pierwszy, po prawej stronie od drzwi z pobejcowaną na ciemno boazerią dębową został wyposażony w takiego samego koloru stoły, ławki i krzesła, te ostatnie posiadały skórzane siedzenia. Ścianki działowe z tego samego drewna i tego samego koloru tworzyły małe place, gdzie małe grupki gości mogły niezauważenie, miło spędzić czas. Ciężkie dębowe drzwi zostały ozdobione kolistymi malowidłami na szkle. Także duży nowoczesny piec pasował wyśmienicie do całego wyposażenia. Poprzez korytarz z tyłu można dojść do drugiego, również solidnie wyposażonego pokoju, ogrzewanego ogniem z kominka. Z tyłu za tym pomieszczeniem znajdował się jeszcze jeden lokal, który ma charakter przytulnego pokoju rodzinnego. Stylowe wyposażenie wszystkich pomieszczeń zostało zrobione według planów architekta Helbiga z Wrocławia. Prace murarskie zostały wykonane przez mistrza murarskiego Meifartha, a prace ciesielskie przez mistrza ciesielskiego Crolla. Prace zduńskie zostały wykonane przez zduna Wllhofa, prace malarskie przez mistrza malarskiego Ruppelta. To, że w staroniemieckiej winiarni jest podawane dobre wino wytrawne rozumie się samo przez się. Szczególnym upodobaniem cieszą się, naturalne wina o gwarantowanej jakości ze Związku Winiarzy z Trewiru, którzy uczynili pana Heinze swoim przedstawicielem.”
Po drugiej wojnie światowej, około lat 50. budynek wraz z sąsiednimi został wyburzony, a w ich miejscu znajduje się dziś plac parkingowy.

I do tej właśnie restauracji, do zadymionej i pełnej alkoholowych oparów sali weszli funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej ze Strzegomia w osobie samego komendanta i jego obstawy oraz zastępcy szefa Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego ze Świdnicy. Podeszli do jednego z uczestników alkoholowej imprezy, jaka miała miejsce przy restauracyjnym stoliku i wylegitymowali pijanego mężczyznę, a następnie zabrali go na posterunek MO w Strzegomiu. Osobą tą był Józef Ruszkiewicz ze Świdnicy, z zawodu szofer. Pochodził z Wadowic i na Dolny Śląsk przybył po maju 1945 roku, kiedy został zdemobilizowany. Wcześniej, od 1937 roku przebywał w Kazachstanie, skąd trafił do Armii Polskiej, formującej się pod rozkazami komunistów w ZSRR. Został żołnierzem Ludowego Wojska Polskiego i uczestniczył w stopniu plutonowego w walkach na terenie Polski. Odznaczony został między innymi „Krzyżem Grunwaldzkim” I klasy i „Medalem za Odrę, Nysę, Bałtyk”.
22 lipca 1946 roku był dniem szczególnym, przynajmniej za taki w związku z uchwaleniem Manifestu PKWN i rocznicowymi obchodami, uważali go komuniści. Nic więc dziwnego, że w lubiącym alkohol społeczeństwie, była to kolejna okazja do zabawy. Taki też zamysł mieli koledzy Józefa Ruszkiewicza, którzy odwiedzili go w tym dniu w Świdnicy. Ze składanych później zeznań wynikało, że był to dyrektor browaru w Strzegomiu i niezidentyfikowana osoba w woskowym mundurze (chociaż nie oznacza, że była ona wojskowym, ubiory z demobilu często w tych czasach nosili także cywile).
Podczas przesłuchania na pytanie co robił w Strzegomiu dniu 22 lipca 1946 roku, Józef Ruszkiewicz odpowiedział (wszystkie zapisy wypowiedzi w formie oryginalnej):
„Ja tam pojechałem ze Świdnicy ze swoimi kolegami, gdyż był to dzień odrodzenia i dzień żołnierza i ja tutaj, gdy przyszli koledzy do mnie także trochę napili się wódki, a później oni mnie wyciągnęli do Strzegomia i tam tak się upiłem, że nie wiem o sobie”.
Za co więc Ruszkiewicz został aresztowany, bo na pewno nie za picie wódki w restauracji? Okazało się wedłu zeznań świadków, że mówił o sobie iż jest szefem Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa publicznego w Świdnicy i zastąpił na tej funkcji dotychczasowego jego szefa – kapitana Jana Trzaskę.
O oczywiście podczas przesłuchania zaprzeczał temu:

„Ja nikomu się nie przedstawiałem, tylko dwóch cywili mnie przedstawiło, że jestem z Bezpieczeństwa. […] Ja do nikogo nie mówiłem wcale o tym ani też nie pamiętam to pierwsze. Kapitana Trzaski nie znam, ani takie nazwiska nie znam, a również tego wcale nie wypowiedziałem. Ja w tym dniu byłem całkiem pijany i nie pamiętam skąd się tam wziąłem.”
W sprawie zeznawało dwóch świadków, obecnych w restauracji i rozmawiających z Ruszkiewiczem. Pierwszym był bliżej nieznany Edmund Własiewicz:
„Siedząc w restauracji z Wrotkiem sekretarzem P.P.R, w nieobecności tego gościa Wrotek zapytuje się co to jest za gość [od red. Ruszkiewicz], ja mu odpowiedziałem, że prawdopodobnie Szef U.B. na miejsce szefa Trzaski, na co Wrotek odpowiedział mi, że to jest rzecz niemożliwa. Więc ja odpowiedziałem Wrotkowi, żeby wziął go w obroty i tak się stało, po powrocie tego gościa Wrotek zapytuje, czy on jestem Szefem U.B. więc odpowiedział, że tak, a co się stało z Trzaską, odpowiedział, że został aresztowany. Na co Wrotek odpowiedział, że to jest nieprawda, że takich gości my już znamy i przekonamy się w tej chwili o tym. Wrotek wyszedł i dał znać do U.B. w Świdnicy. Po powrocie Wrotka wszedł komendant M.O. ze Strzegomia i wylegitymował go i zabrał go do posterunku w Strzegomiu, aż do przyjazdu Szefa U.B. ze Świdnicy.”
Bardzo podobne zeznanie złożył wspomniany sekretarz Komitetu Miejskiego PPR w Strzegomiu Eugeniusz Wrotek, z zawodu kucharz, pochodzący z Warszawy, a zamieszkały w przy ulicy Miodowej w Grabinie (dzielnica Strzegomia):
„Siedząc w restauracji przyszli dwóch gości jeden dyrektor browaru w Strzegomiu, na imię miał Leszek nazwiska nie znam, drugi gość w wojskowym uniformie, który przedstawił się obecnym Szefem Bezpieczeństwa i ja zapytuję się kto to jest, mówią mi, że jest to obecny kierownik Bezpieczeństwa w Świdnicy. Ja znając obecnego Szefa kapitana Trzaske i widząc go dzień przedtem najeździe P.P.R.-u zasiadającego w prezydium, nie uwierzyłem tego.
Gość ten usiadł koło mnie, zapytuje się kim on jest na co oświadczył że jest kierownikiem U.B. w Świdnicy, ja mówię, a co jest z Kpt. Trzaską, odpowiedział że jest aresztowany. Ja wróciłem do telefonu i powiadomiłem U.B. w Świdnicy, gdzie przyjechał zastępca Szefa U.B. i gościa zatrzymał.”
Tyle można znaleźć w zachowanych szczątkowo dokumentach. Nie zdołaliśmy ustalić, jaki był finał sprawy – zapewne w sądzie i co kierowało tak naprawdę Ruszkiewiczem, że mówił o osobie, że jest szefem powiatowego UB w Świdnicy. Raczej na pewno można wykluczyć tło polityczne takiego postępowania przez Ruszkiewicza, chociaż na pewno takie zostało wzięte pod uwagę przez bezpieczeństwo. Wydaje się raczej, iż wpływ na głupie gadanie Ruszkiewicza miała wyłącznie ilość wypitego alkoholu.
Niestety, mimo poszukiwań nie trafiliśmy na akta ewentualnej sprawy sądowej i nie wiemy, czy taka się odbyła. Z zachowanych dokumentów wynika, że po zakończeniu dochodzenia w dniu 27 lipca, sprawa i sam podejrzany, który cały czas przebywał w podręcznym areszcie Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Świdnicy, został przekazany do dyspozycji prokuratora Sądu Okręgowego w Świdnicy. Wydaje się jednak, że nie został osadzony w więzieniu w Świdnicy, w każdym razie brak jego nazwiska w rejestrach osób skazanych i osadzonych. Nie ma także wymienionej sprawy przeciwko niemu w repertoriach świdnickiego Sądu Okręgowego. Możliwe jest, że został przewieziony do Wrocławia i tam uwięziony oraz sądzony. Nie można jednak wykluczyć i takiego scenariusza, że jakimś cudem uniknął kary, a głupie zdania wypowiedziane w pijackim amoku nie stały się powodem do jego skazania. Wprawdzie komuniści takich rzeczy raczej nie darowali, ale…
Redakcja

Przy okazji warto przypomnieć, kim był szef Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Świdnicy – kapitan Jan Trzaska. Urodził się 17 lipca 1918 roku. Swoją karierę w bezpieczeństwie rozpoczynał w Małopolsce. Do służby w krakowskim Urzędzie Bezpieczeństwa zgłosił się już w marcu 1945 roku. Miał już wówczas stopień kapitana (awans w II 1945 roku). Od 21 marca był funkcjonariuszem w areszcie Sekcji 8 Wydziału I Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Krakowie. Zapewne „zaangażowanie” w pracę 21 kwietnia 1945 roku został powołany na funkcję zastępcy kierownika Wydziału V Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Krakowie. Wobec braków kadrowych w strukturach Urzędów Bezpieczeństwa na ziemiach zachodnich, został oddelegowany na Dolny Śląsk już w czerwcu 1945 roku. Od 11 tego miesiąca otrzymał etat funkcjonariusza WUBP we Wrocławiu, a 23 października 1945 roku został starszym referentem pełniącym obowiązki kierownika Wydziału do Walki z Bandytyzmem Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego we Wrocławiu. W swojej pracy wykazywał się aktywnością i miał „dobrą” opinię u przełożonych. Kiedy pod koniec 1945 roku został uruchomiony we Wrocławiu pierwszy kurs Szkoły Specjalnej przy WUBP, obejmujący przedmioty polityczne i fachowe, był jednym z funkcjonariuszy z grupy tych, którzy zostali przeznaczeni do pracy operacyjno-śledczej i który zostali skierowani na ten kurs, w jego przypadku w zakresie walki z bandytyzmem. Po ukończeniu kursu, z dniem 30 grudnia 1945 roku został pełnoprawnym kierownikiem Wydziału do Walki z Bandytyzmem w WUBP we Wrocławiu. Na tym stanowisku spędził pięć miesięcy. 31 maja 1946 roku został oddelegowany do Świdnicy, gdzie został mianowany pełniącym obowiązki szefa Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa w Świdnicy. Z czasów kierownia przez niego urzędem zachowało się trochę akt różnych spraw i wspomnień osób, które były szykanowane przez funkcjonariuszy PUBP w Świdnicy. Wielokrotnie dochodziło do naruszeń prawa związanych z niesłusznymi aresztowaniami, brutalnymi przesłuchaniami czy zwyczajnym złodziejstwem, jakie były w tym czasie udziałem funkcjonariuszy bezpieczeństwa, przy braku wyciągania konsekwencji służbowych w takich sytuacjach (kilka z takich spraw opiszemy w najbliższym czasie na łamach ŚPH). Nie był jednak Trzaska pod tym względem wyjątkiem w tych czasach. Takie nagminne łamanie prawa i bezkarność urzędów bezpieczeństwa było powszechne. Powiatowym Urzędem Bezpieczeństwa Publicznego w Świdnicy Trzaska kierował niecałe dwa lata, do 1 lutego 1948 roku, kiedy został służbowo przeniesiony do na stanowisko szefa Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Legnicy. To przeniesienie do jednostki w zdecydowanie większym powiecie, na pewno należy traktować jako awans w hierarchii „bezpieczeństwa”. Tym bardziej wydaje się dziwne, że urzędem kierował zaledwie przez pół roku do 20 sierpnia 1948 roku, kiedy został zwolniony ze służby w bezpieczeństwie. Powodów tego zwolnienia, jak również dalszych losów kapitana Jana Trzaski póki co, nie udało się ustalić. W spisach świdnickich właścicieli lokali usługowych i sklepów z lat 1945-1947 znajduje się nazwisko osoba nosząca nazwisko Jan Trzaska, który miał być właścicielem sklepu spożywczego przy dawnej ulicy Karola Marksa 9 (obecnie ulica Kotlarska). Niestety, brak w spisie daty, kiedy ten sklep został przyznany w użytkowanie, co wyjaśniłoby czy jest to tylko zbieżność imienia i nazwiska czy też chodzi o jedną i tą samą osobę. Tego ostatniego faktu nie można wykluczyć, gdyż zdarzało się, że na terenie Świdnicy lokale handlowe czy też usługowe otrzymywały w użytkowanie osoby zatrudnione na etatach w urzędach i instytucjach miejskich. Czy dotyczyło to także funkcjonariuszy z kadry kierowniczej urzędu bezpieczeństwa – nie wiadomo.
7 LIKES















Skomentuj jako pierwszy!