Press "Enter" to skip to content

Teatr Miejski w Świdnicy (cz. 4)

Spread the love

Przedstawiamy ostatnią część materiału o historii Teatru Miejskiego w Świdnicy do czasu jego likwidacji w 1952 roku. Poprzednie części można przeczytać tutaj: Teatr Miejski w Świdnicy (cz. 1), Teatr Miejski w Świdnicy (cz. 2), Teatr Miejski w Świdnicy (cz. 3).

Ostatni dyrektor Państwowego Teatru w Świdnicy – Franciszek Jarzyna (w środku). Obok niego (od lewej): aktorzy Stefan Buczek, Bolesław Myślicki (także wicedyrektor teatru) oraz Józef Pieracki (Kolekcja: Muzeum Dawnego Kupiectwa)

Już 2 stycznia 1950 r. Powiatowa rada Związków Zawodowych podjęła decyzję, o potrzebie zastąpienia Bończy-Tomaszewskiego na stanowisku dyrektora teatru. Początkowo planowano, że funkcję po nim obejmie Stanisław Winiecki, ale  jego kandydaturę odrzuciła Generalna Dyrekcja Przedsiębiorstw Artystycznych, jednocześnie proponując prowadzenie teatru Franciszkowi Jarzynie. Ten mając poparcie zdecydowanej większości zespołu teatralnego i technicznego, przyjął proponowane stanowisko i oficjalnie 1 marca 1950 r. objął funkcję dyrektora, przy jednoczesnym odwołaniu Bończy-Tomaszewskiego, który zdążył jeszcze wyreżyserować przyjęty bardzo życzliwie przez publiczność dramat „Profesja pani Warren” Shaw’a.

Franciszek Jarzyna stanął przed trudnym zadaniem uspokojenia atmosfery w teatrze i ogarnięciem chaosu organizacyjnego. Do pomocy miał Wiktora Biegańskiego, który zgodził się wrócić z Wrocławia do Świdnicy i objąć funkcję kierownika artystycznego. Do końca sezonu 1949/1950 wyreżyserował kilka spektakli, między innymi „Pana Damazego”, „Niemców” i „Pigmaliona”, które zostały znakomicie przyjęte przez publiczność i krytykę. Z załatwienia najistotniejszych dla zespołu teatralnego problemów Jarzyna wywiązał się znakomicie. Przede wszystkim wywalczył w Warszawie wysokie gaże dla świdnickich aktorów, mimo wcześniejszych zapowiedzi centrali, sugerujących zdecydowanie mniejsze kwoty. Mimo ruchów kadrowych w zespole, udało się też Jarzynie zatrzymać w Świdnicy, większość – niezbędnych do utrzymania wysokiego poziomu artystycznego – aktorów.

Jedna z najpopularniejszych świdnickich aktorek Alina Dzierzbicka (Kolekcja autora)

W maju 1950 r. powoli wiadomym się stawało, że Biegański nie zamierza jednak związać się na dłużej ze Świdnicą. Ponownie zaczął narastać konflikt między reżyserem a aktorami, w efekcie czego Świdnicę opuściło w czerwcu 1950 r. między innymi małżeństwo Winieckich, co było sporą stratą dla teatru. Ponieważ Biegański nie mógł znaleźć także porozumienia z dyrektorem Franciszkiem Jarzyną, ten ostatni wsparty przez stanowisko partii w tej sprawie zwrócił się do Generalnej Dyrekcji Przedsiębiorstw Artystycznych, o odwołanie Biegańskiego. Zanim to nastąpiło, Biegański sam zrezygnował z pracy w Świdnicy i wyjechał do Gdyni, zabierając ze sobą zasłużoną świdnicką aktorkę Alinę Dzierzbicką.

Sezon teatralny 1950/1951 rozpoczął się premierą „Dobrego człowieka” Krzysztofa Gruszczyńskiego (20 września 1950 r.), którą przygotował jeszcze Biegański. Ponieważ nie znaleziono na stale żadnego reżysera, a funkcję kierownika literackiego ponownie objął Franciszek Jarzyna, na wicedyrektora do spraw administracyjnych mianował on od 1 lipca Bolesława Myślickiego. Związane to było poniekąd ze zmianą formuły teatru, jakiej dokonał Franciszek Jarzyna. Z formuły teatru aktorskiego ewaluował on do teatru inscenizacyjnego. Ostatnie dwa sezony teatru świdnickiego 1950/1951 i 1951/1952 upłynęły pod znakiem gościnnych reżyserii i inscenizacji, niezwykle dopracowanych pod względem technicznym i artystycznym. Ponieważ Państwowy Teatr w Świdnicy i jego aktorzy cieszyli się nadal doskonałą opinią, Jarzynie bez większego trudu udawało się sprowadzać do Świdnicy wielkich i znanych reżyserów. Pierwszym z nich był Teofil Trzciński[1], który przyjechał do Świdnicy na początku września 1950 r., aby wyreżyserować „Zemstę” Aleksandra Fredry, a której premiera odbyła się 23 września.

Po Trzcińskim do Świdnicy przyjechał Edward Żytecki[2] z Katowic, który przygotował inscenizację dramatu Maksyma Gorkiego „Mieszczanie”, bardzo wysoko ocenioną przez ówczesne władze centralne, oczywiście ze względów ideologicznych. Nas bardziej interesuje fakt, że rzeczywiście znakomite kreacje stworzyli w tym spektaklu Urszula Gryglewski, Janina Skałacka i Albert Narkiewicz.

Spektakl „Świerszcz za kominem” – scena grupowa z Janiną Skałacką, Bolesławem Bomberem, Danutą Wierzbowską, Karolem Chorzewskim, Steafanią Sochą, Zofią Grabińską i Albertem Narkiewiczem
(Kolekcja: Muzeum Dawnego Kupiectwa)

Mimo, iż teatr świdnicki nie posiadał w tym okresie stałego reżysera, przyznać trzeba, że nadążał za ówczesnymi trendami panującymi w Polsce, dzięki czemu starano się przedstawiać świdnickiej publiczności topowe inscenizacje. Ogromną zasługi w tym względzie miał Franciszek Jarzyna, teatrolog z wykształcenia, który śledził nowości w świecie teatralnym. W ten sposób w Świdnicy wystawiono graną wówczas przez największe teatry sztukę „Zielony Gil” (8 listopada 1950 r.). Wyreżyserował ją zaproszony z Warszawy – Czesław Szpakowicz.[3] I znowu o świdnickim teatrze głośno było na Dolnym Śląsku i nie tylko, bo przedstawienie cieszyło się ogromnym powodzeniem – grano je ponad 100 razy, utrzymując się na afiszu ponad 3 miesiące! Rewelacyjną scenografię stworzył do tej inscenizacji, związany z teatrem od 1945 r., świdnicki artysta-malarz Ludwik Tyński. Czarne, luźno zwisające kotary idealnie współgrające z kolorowymi kostiumami aktorów uznano za bardzo nowoczesną jak na owe czasy i pełną wyrazistości scenografię. Wielkie role w tym przedstawieniu zapisali na swoim koncie Celina Bartyzel, Wojciech Rajewski i Wojciech Renas, o których krytycy entuzjastycznie pisali, że powinny przejść do historii nie tylko teatru świdnickiego, ale i do historii teatru polskiego w ogóle.

Kolejną premierę – „Lasu” Aleksandra Ostrowskiego reżyserowała Manuela Makojnik[4], która wcześniej współreżyserowała razem z Edwardem Żyteckim „Mieszczan”. Jeśli wierzyć ówczesnym recenzjom, rolę życia tym razem zagrała Jadwiga Dobrzańska.

Była to ostatnia premiera w 1950 r., który zamknął się liczbą 11 premier i liczbą ok. 450-470 wszystkich przedstawień.

Ostatnią premierę w dziejach świdnickiego teatru wyreżyserował jego zasłużony aktor Stanisław Winiecki
(Kolekcja: Muzeum Dawnego Kupiectwa)

Grudzień 1950 r. zaznaczył się ważnym wydarzeniem w życiu teatru, jakim były uroczyste obchody 5-lecia istnienia teatru. Z tej okazji 2 grudnia zaproszeni na uroczystości goście mogli obejrzeć dwa przedstawienia – „Zielonego Gila” i „Mieszczan” Po raz kolejny Polskie Radio nagrywało fragmenty spektakli i emitowało później na antenie.

Złe wieści dotarły natomiast z Warszawy. Ministerstwo Kultury postanowiło, że na 1951 r. nie ma możliwości zwiększenia ilości etatów, mało tego, wszyscy aktorzy mieli otrzymać trzymiesięczne wymówienia. W nowym roku mieli być przyjmowani na nowych zasadach ustalonych przez Ministerstwo. W sumie, w ramach oszczędności nakazano zredukować zatrudnienie we wszystkich teatrach o 300 etatów artystycznych, 50 etatów administracyjnych i 50 technicznych. W wypadku świdnickiego teatru oznaczało to zwolnienie 10 aktorów, co skutkowało powrotem do koncepcji jednego zespołu artystycznego.

Na początku 1951 r. sytuacja w teatrze była dość napięta z powodu redukcji etatów i sporów pomiędzy dyrekcją i związkami zawodowymi. Zniechęcony całą sytuacją dyrektor Franciszek Jarzyna nosił się już z zamiarem opuszczenia teatru i objęcia stanowiska dyrektora w innym mieście, co proponowano mu w Warszawie. Ostatecznie zdecydował się na pozostanie w Świdnicy i dalsze kierowanie teatrem, którego był współzałożycielem. Pierwszą premierę w 1951 r., w związku z kompletowaniem składu zespołu i koniecznością podpisania nowych umów z aktorami, wystawiono dopiero 3 marca („Okno w lesie”). Ponownie do przygotowania inscenizacji zaproszono reżysera spoza Świdnicy. Tym razem był nim Czesław Staszewski.[5] 26 marca swoją drugą premierę w Świdnicy wyreżyserował Czesław Szpakowicz, a były to „Igraszki z diabłem”, jeden z najpopularniejszych spektakli świdnickiego teatru. Warto nadmienić, że oprawę muzyczną do tej inscenizacji i do kilku następnych opracował świdnicki kompozytor Mieczysław Kozar-Słobódzki.

W Dzienniku Zachodnim ukazała się pełna pochwał recenzja tego spektaklu: „Reżyser miał szczęśliwą rękę także w obsadzie personalnej. […] Bohatera sztuki Kabata zagrał Narkiewicz, stwarzając chyba najlepszą z postaci w swojej dotychczasowej, niedługiej karierze  scenicznej. Sawicki, jako zbój Sarka Farka i Nowicki jako pustelnik Scholastyk zademonstrowali wysoki, finezyjny kunszt aktorski. […] Efektownie wypadły obie ofiary czartowskich mamideł – królewna Disperanda – Grabińska i Kasia – Gryglewska.”

Spektakl „Balladyna” –  Celina Górska i Celina Bartyzel (Kolekcja: Muzeum Dawnego Kupiectwa)

Kolejne dwa spektakle reżyserował Stanisław Skalski[6] – były to sztuki Leonida Leonowa „Zwykły człowiek” (w Świdnicy grano ją pod tytułem „Dyrektor morza Kaspijskiego”) oraz Aleksandra Fredry „Damy i huzary”. Ostatnią premierą sezonu 1950/1951 była komedia „Faryzeusze i grzesznik” w reżyserii Edmunda Krona.[7] Mniejsza ilość premier w pierwszym półroczu wynikała przede wszystkim z braku stałego reżysera w teatrze, co zmuszało do dłuższych przygotowań przed każdą nową inscenizacją. Sztuki były też z tego powodu dłużej grane.

Ostatni sezon w dziejach świdnickiego teatru 1951/1952 rozpoczął się późno, bo dopiero 9 października, premierą „Świerszcza za kominem” Dickensa w reżyserii Emila Chaberskiego.[8] Godnymi uwagi faktami związanymi z tą inscenizacją były znakomite dekoracje Władysława Dacha, które wraz z grą świateł pogłębiały posępny nastrój sztuki, świetne kreacje aktorskie Alberta Narkiewicza i Zofii Grabińskiej, która oprócz gry aktorskiej zachwyciła publiczność śpiewaną pięknym sopranem – kołysanką. Na jednym z przedstawień tej sztuki gościem honorowym był sam Leon Schiller.

Ostatnią premierą w 1951 r. była tragedia Juliusza Słowackiego „Balladyna”, do której przygotowania trwały ponad dwa miesiące. Reżyserował ją ponownie Stanisław Skalski i w ocenie krytyki, było to jedna z najlepszych inscenizacji w historii świdnickiego teatru. Świadczy zresztą o tym pośrednio ilość aż 104 wystawień tej sztuki. „[…] porywanie się na wystawienie tego uroczego, ale niezmiernie trudnego arcydzieła – to decyzja wielkiej bezsprzecznie miary, ale za to ogromnie ryzykowna pod względem artystycznym i technicznym. Przyjemnie jest stwierdzić, że Państwowy teatr w Świdnicy dorósł w pełni do tego trudnego zadania i nie tylko nie zawiódł nadziei publiczności, ale dał widowisko ze wszech miar udane i stojące na naprawdę wysokim poziomie pod każdym niemal względem.” – pisano o tej inscenizacji w Dzienniku Zachodnim.Wielkim walorem realizacji była scenografia, stworzona przez Mikołaja Kiss-Orskiego, związanego z teatrami częstochowskimi i zaproszonego do współpracy przez Skalskiego. Tytułową Balladynę w mistrzowski sposób zagrała Celina Bartyzel, o której w recenzji zamieszczonej w Dzienniku Zachodnim krytyk napisał: Celina Bartyzel w roli głównej bohaterki wspaniale oddała skomplikowany charakter demonicznej zbrodniarki […] Jej kreacja Balladyny była doskonała, zwłaszcza w scenie zabójstwa i w finale dramatu.

Inscenizacja „Balladyny” przeszła do historii także z jeszcze jednego powodu. Była to ostatnia premiera Państwowego Teatru w Świdnicy, przed przekształceniem go w filię teatru w Jeleniej Górze.

Zdjęcie opisane w oryginale jako „mechanizm kurtyny”. W opinii naszego czytelnika (patrz komentarz pod tekstem) jest w rzeczywistości dawnym systemem kontroli oświetlenia. Osoba na zdjęciu niezidentyfikowana (Kolekcja: Muzeum Dawnego Kupiectwa)

Mimo tylko 7 premier, rok 1951 świdnicki teatr kończył rekordową liczbą aż 524 wystawień sztuk, co dowodzi wielkiej popularności wystawianych sztuk u odbiorcy tak w Świdnicy, jak i wystawieniach objazdowych, w innych miastach.

Zapewne już jesienią 1951 r. musiały z Warszawy dochodzić do świdnickiego zespołu teatralnego wieści o kolejnych, planowanych na 1952 r. oszczędnościach centrali, w finansowaniu działalności teatrów. Niestety, o ile w wypadku poprzednich działań zmierzających do likwidacji świdnickiego teatru lub jego przeniesienia na przykład do Wałbrzycha, udawało się temu zapobiec, głównie dzięki postawie władz miasta, dyrekcji teatru, związków zawodowych, a nawet partii, o tyle tym razem pomysłowi likwidacji teatru nie udało się zapobiec. Oficjalnie zresztą nie mówiono o jego fizycznej likwidacji, co byłoby źle postrzegane przez społeczeństwo Świdnicy, a o stworzeniu w Świdnicy filii Państwowego Teatru w Jeleniej Górze. Jakkolwiek to można by nazwać, nie da się ukryć, że była to zawoalowana forma jego likwidacji, co zresztą znalazło potwierdzenie kilka miesięcy później.

Na przełomie grudnia 1951 i stycznia 1952 r. podjęta została ostateczna decyzja o likwidacji samodzielności świdnickiego teatru. Od 1 lutego 1952 r. został on filią teatru jeleniogórskiego z oficjalną nazwą „Państwowe Teatry Dolnośląskie w Jeleniej Górze – oddział w Świdnicy”, chociaż jeszcze w na początku kwietnia 1952 r., na programie do premiery sztuki „Ich czworo” Gabrieli Zapolskiej, napisane było, że sztukę wystawia „Teatr Państwowy w Świdnicy”. Z kierowania nowym „tworem” zrezygnował ostatni dyrektor świdnickiego teatru  – Franciszek Jarzyna, który od 1 marca 1952 r. został kierownikiem Wydziału Kultury Prezydium rady Narodowej w Świdnicy. Kierownictwo filii objął dotychczasowy wicedyrektor teatru jeleniogórskiego Józef Krzyżanowski.

Ostatnie trzy premiery zostały zrealizowane z udziałem świdnickich aktorów  – 16 lutego „Tak będzie” Simonowa, 5 kwietnia – „Ich czworo” Zapolskiej (obie w reżyserii Tadeusza Żuchniewskiego[9]) oraz 26 kwietnia „Cyrulik Sewilski”, którą wyreżyserował aktor świdnickiego teatru Stanisław Winiecki.

Teatralna dekoratornia – tapicernicy Stanisław Sterczała i Paweł Szarafiński
(Kolekcja: Muzeum Dawnego Kupiectwa)

Ta ostatnia sztuka miała swoją premierę jednak już nie w Świdnicy, a w Państwowym Teatrze w Jeleniej Górze, z uwagi na remont, jaki w tym czasie rozpoczęto w gmachu teatru w Świdnicy. Plenerowa, „świdnicka” premiera tej sztuki miała miejsce 15 lipca 1952 r. Było to ostatnie jak się okazało przedstawienie w Świdnicy, głównie na skutek rozpadu zespołu teatralnego. Część podpisała kontrakty z teatrem jeleniogórskim, część wyjechała do innych teatrów rozsianych po całej Polsce. Ostateczną formą likwidacji sceny świdnickiej była decyzja jeleniogórzan, o zabraniu ze Świdnicy ruchomego wyposażenia teatru – elementów scenografii i pokaźną ilość zgromadzonych kostiumów. W obiegu pozostała jedynie funkcjonująca jeszcze przez krótki okres czasu nazwa  jeszcze przez jakiś czas funkcjonowała nic nie znacząca już nazwa „Państwowe Teatry Dolnośląskie w Jeleniej Górze – oddział w Świdnicy”, z której z czasem usunięto człon świdnicki.

W ciągu siedmiu lat istnienia teatr w Świdnicy z amatorskiego projektu kilku osób zafascynowanych sztuką Melpomeny, stał się istotnym i znaczącym ośrodkiem teatralnym w skali Dolnego Śląska. Jego historię tworzyli wspaniali ludzie i artyści, którzy przez wiele lat z wielkim entuzjazmem krzewili kulturę, wśród napływających do Świdnicy i na Dolny Śląsk osiedleńców i repatriantów. Tego entuzjazmu nie gasiły codzienne i z dzisiejszego punktu widzenia prozaiczne problemy, jak chociażby kłopoty z opałem i niejednokrotnie gra w zimnych, nieogrzewanych salach. Nie było usłane także różami codzienne życie artystów. Tak, jak większości ludzi, którzy od 1945 r. osiedlali się w Świdnicy, dokuczały im problemy aprowizacyjne i mieszkaniowe. Niejednokrotnie teatr był tylko pasją i dodatkiem do ciężkiej, codziennej pracy zawodowej.

Czy teatr w Świdnicy miał szansę przetrwać, gdyby go nie upaństwowiono? Dziś można na ten temat tylko dywagować. W kreowanej przez ówczesne władze polityce kulturalnej – i nie tylko, nie było miejsca na samodzielność. Odgórnie narzucany był model zarządzania centralnego z opracowywaniem planów finansowych dla teatrów i doborem repertuaru zalecanego teatrom, w którym należało utrzymać „odpowiednie” proporcje procentowe między sztukami rosyjskimi i radzieckimi, a sztukami polskimi, tak klasyką jak i współczesnymi. Repertuar „zachodni” był stopniowo wypierany przez sztuki autorów z obozu socjalistycznego. Systematycznie też dążono do likwidacji modelu teatru, w którym jego repertuar oraz walory artystyczne kreowali dyrektorzy, kierownicy artystyczni i literaccy oraz sami reżyserzy. A jednak pracując w tych niełatwych uwarunkowaniach, udało się stworzyć w Świdnicy scenę, przez którą przewinęło się wielu znanych artystów i ludzi oddanych swojej pasji. Dla wielu z nich świdnicki epizod teatralny był początkiem ich późniejszej, wielkiej kariery artystycznej.

Andrzej Dobkiewicz (Fundacja IDEA)


[1] Teofil Trzciński urodził się 19 grudnia 1878 r., zmarł 25 grudnia 1952 r. Był wybitnym reżyserem teatralnym. Studiował filozofie na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz teatrologię na uniwersytecie w Monachium. Był miedzy innymi dyrektorem Teatru Miejskiego im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. Należał do najwybitniejszych postaci teatru polskiego w okresie międzywojennym. Był wszechstronnie wykształ­cony, uzdolniony muzycznie i malarsko, często projektował scenografię do reżyserowanych przez siebie przedstawień. niejednokrotnie sam projektował scenografię do swo­ich inscenizacji. Był autorem wielu słynnych inscenizacji teatralnych, nie potrafił natomiast skutecznie przeciwstawić się swoim przeciwnikom, co spowodowało – bez jego winy i mimo oczywistych zasług – odwołanie go miedzy innymi z funkcji dyrektora teatrów w Krakowie i Lwowie. Zniechęcony, poświęcił się wyłącznie gościnnemu reżyserowaniu sztuk w różnych teatrach.

[2] Edward Żytecki urodził się 24 lutego 1893 r., zmarł 29 czerwca 1982 r. w Katowicach. W latach 1915-1918 występował na scenie Teatru Polskiego w Warszawie, a następnie w Teatrze Rozmaitości we Lwowie, gdzie grał i reżyserował sztuki oraz w Teatrze Ziemi Pomorskiej w Toruniu. Pod koniec 1945 r. osiadł w Katowicach gdzie występował i reżyserował sztuki w Teatrze Śląskim im. Stanisława Wyspiańskiego. Okazjonalnie reżyserował także spektakle w innych ośrodkach miejskich, między innymi Olsztynie, Sosnowcu, Poznaniu, Elblągu i Świdnicy.

[3] Czesław Szpakowicz urodził się 3 marca 1911 r., zmarł 15 stycznia 1997 r. w Warszawie. Jeden z wybitniejszych polskich reżyserów i inscenizatorów teatralnych, mających na swoim koncie około stu wyreżyserowanych spektakli w teatrach warszawskich oraz w kilkunastu teatrach w całej Polsce, między innymi w Jeleniej Górze, Świdnicy, Poznaniu, Kaliszu, Częstochowie, Gorzowie i Szczecinie. Specjalizował się w spektaklach muzycznych. Miał na swoim koncie także kilkanaście udanych inscenizacji w teatrze Telewizji. W Świdnicy, oprócz „Zielonego Gila” wyreżyserował także „Igraszki z diabłem”.

[4] Manuela (Emanuela) Makojnik – po 1945 r. reżyserowała spektakle w kilku polskich teatrach, między innymi w Olsztynie i Katowicach.

[5] Czesław Staszewski urodził się 13 lutego 1920 r. w Kamieńcu, zmarł 6 października 1998 r. w Łodzi. W 1949 r. ukończył Wydział Reżyserii w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej i Filmowej w Łodzi. W latach 1949-1953 reżyserował w Teatrach Dramatycznych we Wrocławiu, potem przeniósł się do Łodzi (1953-1969), a następnie Szczecina (1969-1974). Na swoim koncie miał wiele inscenizacji w Teatrze Telewizji i Teatrze Polskiego Radia. Po powrocie do Łodzi związał się ze Studiem Opracowań Filmów (1977-1987), będąc między innymi reżyserem dubbingu do kilku spektakli z cyklu Szekspira Dzieła Wszystkie.

[6] Stanisław Skalski urodził się 15 październiki 1888 r., zmarł w Krakowie 7 września 1962 r. Aktor i reżyser. Przed 1939 r. występował między innymi w Teatrze Polskim w Katowicach. W 1945 r. osiadł w Cieszynie, gdzie  występował na scenie Teatru Polskiego, potem aktorską karierę kontynuował na scenach teatrów w Krakowie i Kaliszu. W latach 1946-1948 był wykładowcą w Państwowej Szkole Dramatycznej w Krakowie. Oprócz kilkudziesięciu ról miał na swoim koncie także sporo opracowanych inscenizacji sztuk teatralnych. W Świdnicy wyreżyserował dwa spektakle. W niektórych opracowaniach można znaleźć informację, że spektakl „Zwykły człowiek” reżyserował nie Skalski, a wspólnie, sami członkowie zespołu teatralnego.

[7] Edmund Kron urodził się 16 listopada 1901 r. zmarł w Warszawie 18 października 1976 r. Był jednym z wybitniejszych polskich reżyserów teatralnych, dyrektorem teatrów i aktorem. Ukończył szkołę dramatyczną we Lwowie, występując do 1930 r. między innymi w Inow­rocławiu, Grudziądzu, Bydgoszczy i Toruniu. W latach trzydziestych prowadził teatr robotniczy w zakładach Scheiblera i Grohmana w Łodzi. Przez wiele lat pracował jako reżyser, aktor i dyrektor w teatrach w Szczecinie i Łodzi, jednak najdłużej związany był z teatrem im. Adama Mickiewicza w Częstochowie. W Świdnicy wyreżyserował tylko jedną sztukę.

[8] Emil Chaberski urodził się 28 maja 1891 r. w Krakowie, a zmarł 14 września 1967 w Warszawie. Był wybitnym reżyserem, aktorem i pedagogiem. W 1908 roku ukończył Szkołę Dramatyczną w Krakowie, debiutując w tym samym roku w „Weselu” Stanisława Wyspiańskiego. Występował na scenie i reżyserował w wielu teatrach, między innymi w Sosnowcu, Kijowie, Moskwie i Warszawie. Związany był także z Teatrem Dramatycznym w Szczecinie. Zajmował się również tłumaczeniem sztuk teatralnych zagranicznych autorów, był także w latach 1955-1958 rektorem Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Łodzi. W Świdnicy wyreżyserował jeden spektakl.

[9] Tadeusz Żuchniewski – wybitny polski reżyser teatralny, mający na swoim koncie ponad 200 inscenizacji, wyreżyserowanych w latach 1949-1985 w kilkunastu teatrach polskich, między innymi w Jeleniej Górze, Warszawie, Wałbrzychu, Grudziądzu, Częstochowie, Białymstoku, Łodzi, Olsztynie, Gdańsku i Elblągu. Najdłużej związany był z teatrem Polskim w Szczecinie i teatrem w Grudziądzu. W Świdnicy wyreżyserował dwa przedstawienia.

9 LIKES

2 komentarze

  1. Krisper Krisper 9 czerwca 2021

    Wydaje mi się, że fotografia opisana jako „mechanizm kurtyny” przedstawia w rzeczywistości dawny system kontroli oświetlenia. Każda linka z zestawem bloczków odpowiadała za intensywność świecenia jednego reflektora a duże koła z przodu służyły zmianie całych scen świetlnych -kiedy aktywna była jedna, nastawiało się kolejną na nieaktywnym kole. Ostatnio widziałem zdjęcie byłego elektryka ŚOK – p. Andrzeja Huszczy z tym lub nieco nowszym systemem przed poprzednim remontem teatru. Co ciekawe, część bloczków zachowała się do dziś w konstrukcji sceny.

    • Andrzej Dobkiewicz Andrzej Dobkiewicz Post author | 10 czerwca 2021

      Dziękujemy za uzupełnienie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Mission News Theme by Compete Themes.