Press "Enter" to skip to content

Psychopata sprzed 200 lat

Kiedy odnaleziono chłopca, jego ubranie było przesiąknięte krwią…

31-letni Johann Gottfried W. pochodzący z Rusinowej koło Wałbrzycha, dzielny żołnierz wyróżniający się walecznością, niejednokrotnie odznaczony m.in. Krzyżem Żelaznym po bitwie pod Lipskiem, próbował odnaleźć swój spokój po wojennej zawierusze. Planował założyć rodzinę, ale zamiast tego dopuścił się zbrodni, która wstrząsnęła całą Lutomią (gmina Świdnica).

19 września 1824 roku chłopiec służący u jednego z gospodarzy w Lutomi Górnej miał wrócić z pastwiska wcześniej niż zwykle. Kiedy nastał wieczór,  zaniepokojony pracodawca oraz rodzina podjęli  poszukiwania. Po kilku godzinach odnaleziono chłopca. Jego ubranie przesiąknięte było krwią, a na ciele miał liczne rany kłute. Obok leżał nóż należący do pastuszka i kilogramowy kamień. Obydwa przedmioty były obficie zakrwawione. Ledwo żyjący chłopiec próbował coś powiedzieć, ale z wyczerpania stracił przytomność, a o godzinie 11 w nocy zmarł.

Dwa dni po tym zdarzeniu do Lutomi przybyła komisja sądowa ze Świdnicy. Jednocześnie do sądu został doprowadzony z urzędu powiatowego w Wałbrzychu pewien  mężczyzna. Dochodzenie okazało się zbędne. Trawiony wyrzutami sumienia i kierujący się  resztkami rozsądku  Johann Gottfried W.  sam oddał się w ręce sprawiedliwości, aby jak mówił – w swojej furii nie popełnić jeszcze jednego morderstwa.

Precyzja i obfitująca w szczegóły relacja przedstawiona sądowi, okazała się jedną z najdziwniejszych, ówczesnych historii kryminalnych na Śląsku.

Z zeznań ludzi znających Johanna Gottfrieda  i w kontekście popełnionej przez niego zbrodni wyłonił się obraz człowieka o dwóch obliczach. Jedno – dzielnego i zasłużonego żołnierza oraz drugie – niebezpiecznego osobnika, złodzieja i dezertera!

Pamiątkowy krzyż na miejscu zbrodni

Okazało się, że w 1822 r. został zwolniony z więzienia karnego w Koźlu, gdzie znalazł się po kolejnej próbie dezercji. Długo nie mógł znaleźć sobie jakiegoś zajęcia, więc powrócił do rodzinnej Rusinowej, gdzie  przyjął się do pracy u myśliwego Tempera. Po jakimś czasie zaręczył się nawet z pewną dziewczyną. Ta sielanka nie trwała długo, bowiem dziewczyna zerwała zaręczyny uświadomiona przez Tempera, z jakim typem człowieka się chciała się związać. Wściekły Johann postanowił zemścić się na myśliwym. Uzbrojony w nóż i pałkę kilkukrotnie zasadzał się na Sempera, ale ten z przezorności zawsze poruszał się w asyście kilku innych osób. Nie mogąc go dopaść 16 września 1824 roku Johann Gottfried W. opuścił Rusinową. Przed sądem zeznał później: (…) byłem zajęty myślami o zbrodni i dążyłem tylko do tego, aby zemścić  się na ludzkości. Przedsięwziąłem sobie, że zamorduję pierwszego lepszego człowieka, który mi się przydarzy (…).

Po nocy spędzonej przy wapiennikach koło Mokrzeszowa (tzw. Jeziorko Daisy) 17 września udał się w kierunku Witoszowa. Po południu w pobliżu wsi napotkał służącą, niejaką Joannę Eleonorę Franzke i postanowił ją zabić. Powiedział do niej – Połóż się, musisz umrzeć. Lewą ręką ścisnął ją za gardło, a prawą trzykrotnie uderzył kamieniem w głowę. Oszołomiona i zraniona dziewczyna upadła, napastnik uznający swoją ofiarę za martwą udał się w stronę Lubachowa, gdzie spędził po drodze kolejną noc. Następnego dnia dotarł do Lutomi. Tu wyżebrał trochę chleba, co stanowiło dla niego odmianę w stosunku do jeżyn i orzechów, które stanowiły jego podstawową dietę w tej podróży. Z Lutomi udał się po raz kolejny  w stronę Lubachowa.

W niedzielę około godziny 8 rano obudził się i zobaczył chłopca pędzącego bydło na pastwisko. Wziął do ręki kamie ń , przez jakiś czas obserwował z zarośli swą  przyszłą ofiarę, a potem podszedł i rzekł: – Chłopcze, musisz umrzeć. Przerażony Gottlieb Scholz, bo tak nazywał się pastuszek, miał tylko odpowiedzieć: Jak muszę – to muszę. Johann  przyciągnął go do siebie, chwycił za szyję, przydusił i wymierzył potężny cios w głowę. Chłopiec ze słowami – O panie Jezu! upadł.  Johann nie przestawał okładać chłopca kamieniem, a potem scyzorykiem znalezionym przy ofierze, zadał mu pchnięcie w szyję, aż po rękojeść. Jak później zeznał – aby skończyć jego śmiertelne męki.

Uznając pastuszka za martwego, oddalił się kilkanaście kroków od miejsca mordu i przez jakiś czas siedział bez ruchu, pogrążony w głębokim żalu nad tym czego się dopuścił.  w końcu wyczerpany zasnął. Około godziny 2 po południu budzą go odgłosy nawoływania  –Gottlieb, Gottlieb!. Spłoszony ruszył do Lubachowa, a potem w góry koło Starego Zdroju, gdzie spędził kolejną noc pod gołym niebem. W dniu 20 września męczony wyrzutami sumienia, w Białym Kamieniu koło Wałbrzycha poprosił o sprowadzenie urzędnika sądowego, przyznając się do zbrodni.

Wyrokiem Wyższego Sądu Krajowego (Oberlandesgericht) we Wrocławiu. Johan Gottfried W. został skazany za usiłowanie zabójstwa  na służącej Joannie Eleonorze Franzke i dokonania zbrodni na Gottliebie Scholzu. Otrzymał wyrok – łamanie kołem i zagrzebanie na placu egzekucji. Królewskim aktem łaski wyrok ten został zamieniony na dożywocie z uwagi na fakt, że winny przyznał się do stawianych mu zarzutów i okazał głęboka skruchę. Po trzydziestu latach na mocy rozkazu gabinetowego króla Fryderyka Wilhelma IV z 29 stycznia 1855 r. Johan Gottfried W. w wieku ponad 60 lat opuścił berlińskie więzienie. Jego dalsze losy pozostają nieznane.

W miejscu zabójstwa chłopca ustawiono kamienny krzyż przypominający o zbrodni. Przypadkowo zniszczony podczas prac polowych, został zastąpiony drewnianym, wysokim na ponad dwa metry. Jego replika, a może i oryginał stoi po dzień dzisiejszy opatrzony tabliczką z napisem Der tote Junge – Martwy młodzieniec.

Anna Czarna

18 LIKES

3 komentarze

  1. Ahim Ahim 29 marca 2020

    nirmiec to niemiec nie urzekła mnie ta historia

  2. Tomasz Mietlicki Tomasz Mietlicki 29 marca 2020

    Historia nie ma urzekać tylko rzetelnie przedstawiać przebieg wydarzeń zgodnie z posiadanym materiałem źródłowym. Niemiec bo przyszło mu żyć na niemieckim/pruskim Dolnym Śląsku. W obecnym przedziale czasowym my Polacy żyjemy na polskim Dolnym Śląsku. W przeszłości bywało jeszcze inaczej. Co przyszłość przyniesie tego nie wiemy.

  3. Tomasz Mietlicki Tomasz Mietlicki 30 marca 2020

    Historia mam za zadanie badanie przebiegu wydarzeń w oparciu o dostępne źródła. Nie ma na celu kogoś urzekać a rzetelnie relacjonować minione fakty bez względu czy się komuś to podoba czy nie. A dlaczego Niemiec bo w owym przedziale czasowym Dolny Śląsk był ziemią niemiecką/pruską, obecnie jest polską. Co przyszłość przyniesie tego nie wiemy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Mission News Theme by Compete Themes.