Press "Enter" to skip to content

Józef Bartelmus – życiorys niezwykły

Józef Bartelmus, przedwojenny oficer, najpierw armii austriackiej, a od listopada 1918 roku odrodzonego Wojska Polskiego, członek wojskowego Korpusu Sądowego, miał niepodważalne osiągnięcia i zasługi w organizacji i działaniu audytoriatu[1] kilku wojskowych Okręgów Generalnych, a potem też departamentu prawnego w Kierownictwie Marynarki Wojennej oraz w szkolnictwie wojskowym.

Mimo swoich zasług i osiągnięć zawodowych jest w praktyce nieznany. Setna rocznica odrodzenia państwa polskiego jest wyjątkowo dobrą okazją, aby ppułk. Józefa Bartelmusa przywrócić szerszej historycznej pamięci[2]. Przedstawiony niżej tekst jest częścią większego opracowania dziejów małżeństwa Emmy i Józefa Bartelmusów, który ukazał się w „Roczniku Świdnickim 2017”[3]wydawanym przez Towarzystwo Regionalne Ziemi Świdnickiej. Tekst pierwotny zawiera pełny aparat naukowy, który tutaj nie będzie przytaczany. Zainteresowanych pełną wersją i dodatkowym materiałem ilustracyjnym odsyłamy do wspomnianego Rocznika.

Podpułkownik Józef Bartelmus w mundurze marynarskim.
Ze zbiorów Muzeum Okręgowego w Toruniu

Do matury

Józef Bartelmus urodził się 12 marca 1881 roku w Hadikfalva (dzisiaj Dornesti) w powiecie Sereth (dzisiaj Siret w powiecie Suceava, w rumuńskiej południowej Bukowinie), w rodzinie inżyniera kolejowego Wilhelma Bartelmusa i Malvine z domu Niedenthal. Nie udało się ustalić ile rodzeństwa posiadał. Z późniejszych przekazów znana jest tylko siostra Zofia (miał chyba też drugą siostrę, gdyż 2 października 1920 wyjechał na pogrzeb szwagra do Lwowa). Rodzina była wyznania rzymsko-katolickiego.

Najpewniej pobyt Wilhelma Bartelmusa w Hadikfalvie związany był z faktem, iż w miejscowości tej zlokalizowana była duża kolejowa stacja przeładunkowa. Nie wiadomo jako długo tam mieszkali. Później najpewniej mieszkali w Czerniowcach (dzisiaj połud.-zach. Ukraina), gdzie w 1889 r. urodziła się wspomniana Zofia. Do Lwowa Bartelmusowie sprowadzili się jeszcze przed 1893 rokiem, gdyż wówczas Józef rozpoczął tam naukę w gimnazjum. Na pewno i te kolejne przenosiny związane były z pracą ojca, gdyż był zatrudniony w Kolejach Państwowych we Lwowie. Nie wiadomo, kiedy ojciec zmarł. Z Kwestjonariusza Departamentu Wojskowo-Prawnego wynika, że musiało się to stać przed 1919 rokiem. Ten sam dokument informuje, że matka (tu miała na imię Eleonora) żyła jeszcze i mieszkała na ul. Sakramentek.

Gimnazjum, do którego zapisano młodego Józefa, było szkołą (zakładem) powstałą w roku 1852 na bazie drugiego miejskiego Niemieckiego Wyższego Gimnazjum zwanego „dominikańskim”. Najpierw jako filia z klasami od pierwszej do czwartej z polskim językiem wykładowym, by po pięciu latach przekształcić się w samodzielne III Gimnazjum im. Franciszka Józefa, które w roku szkolnym 1866/67 stało się „zupełnym” ośmioklasowym gimnazjum o profilu klasycznym. W roku 1876 szkoła przeniosła się do nowych zabudowań szkolnych przy ulicy Halickiej, później przemianowanej na Stefana Batorego. W 1919 r. na prośbę grona nauczycielskiego szkole nadano imię króla Stefana Batorego. Jak wynika ze Sprawozdań Dyrekcyi c.k. lwowskiego Gimnazyum im. Franciszka Józefa za poszczególne lata, Józef zawsze uzyskiwał stopień ogólny określany jako „pierwszy” w pięciostopniowej skali ocen (celujący, pierwszy, drugi, trzeci, negatywny). Naukę ukończył w 1900 roku. Uzyskał też maturę, choć z nieznanych powodów jego nazwisko nie znalazło się na drukowanej w Sprawozdaniu za rok 1900 liście osób, które złożyły egzamin dojrzałości. Najprawdopodobniej wynikło to z faktu późniejszego przystąpienia do matury. Na pewno nie stało się to z powodu nie przygotowania się do egzaminów – był jednym z lepszych uczniów, lecz raczej ze względów rodzinnych (być może w tym czasie zmarł mu ojciec). Późniejszy termin matury potwierdzają źródła wojskowe, w których zapisano, że otrzymał ją 19 września 1900. Że tak musiało być świadczy też fakt, iż na jesieni 1900 r. Bartelmus wstąpił na Uniwersytet Lwowski, co byłoby niemożliwe gdyby wcześniej nie przystąpił do egzaminu dojrzałości.

Na koniec tego akapitu warto wspomnieć, że do tego samego gimnazjum uczęszczał, tylko dwie klasy niżej, przyszły premier Rządu na Uchodźstwie, gen. Władysław Sikorski.

Studia i służba wojskowa w armii C. i K.

Pomyślne zdanie matury umożliwiło zapisane się w 1900 r. na Wydział Prawa C.K. Uniwersytetu im. Cesarza Franciszka I, później przemianowanego na Uniwersytet Jana Kazimierza. Niewiele wiadomo o jego studiach. Próba nawiązania kontaktu z administracją obecnego uniwersytetu lwowskiego spełzła na niczym. Nieliczne informacje dotyczące studiów pochodzą z dokumentów wojskowych.

Pierwszy etap studiów, trwający trzy lata, zakończył się trzema rządowymi egzaminami prawno-historycznymi. Z poświadczonego odpisu Świadectwa z egzaminu rządowego wiadomo, że był słuchaczem zwyczajnym wydziału prawa i umiejętności politycznych. Egzamin, odbywający się w języku polskim, złożył 23 kwietnia 1903 roku przed komisją składającą się z wybitnych luminarzy nauk prawniczych: Augusta Bálasitsa[4], Władysława Abrahama[5], Stanisława Starzyńskiego[6] i Marcelego Chlamtacza[7]. Uzyskał ocenę ogólna dostateczną.

Jak każdy poddany cesarza austriackiego, zgodnie z „Ustawą o powszechnym obowiązku wojskowym” (Wehrgesetz) z 1868 roku, był zobowiązany do odbycia obowiązkowej służby wojskowej. Obowiązek stawienia się do poboru miał każdy obywatel, który w roku poboru ukończył 21 rok życia. Zakwalifikowani poborowi powoływani byli do służby albo w armii czynnej i marynarce, która trwała trzy lata w służbie liniowej plus 7 lat w rezerwie uzupełniającej albo w obronie krajowej, która trwała 2 lata dla poprzednio służących w armii czynnej lub 12 lat dla bezpośrednio wcielonych. Istniały jednak możliwości znacznego skrócenia wymiaru obowiązku wojskowego. Należało zadeklarować chęć odbycia dobrowolnej jednorocznej służby czynnej, czyli zostać tak zwanym ochotnikiem jednorocznym. Wiązało się to jednak ze znacznymi kosztami, gdyż ochotnik musiał ponosić koszty swojego uzbrojenia, wyżywienia i umundurowania, a w przypadku jazdy, także utrzymania wierzchowca. Mógł za to wybrać rodzaj broni jak i miejsce swojej służby. Gdy zgłosił się w trakcie nauki, mógł wybrać rok służby. Jednorocznym ochotnikiem można było też stać się nie ponosząc żadnych kosztów. Należało wykazać się dobrymi wynikami w nauce i przedstawić świadectwo ubóstwa. Ochotnik kończąc jednoroczną służbę zdawał specjalny egzamin, po którym zostawał podoficerem rezerwy. Po stosownych kursach istniała możliwość awansowania na podporucznika rezerwy.

Brak jest przesłanek, dlaczego Bartelmus zdecydował się wstąpić do wojska jako jednoroczny ochotnik. Z materiałów uzyskanych z austriackiego archiwum wojskowego wynika, że w wyniku losowania 28 maja 1904 roku został on zakwalifikowany do odbycia jednorocznej służby na koszt państwa. Można by stąd wnioskować, że albo skorzystał z faktu, iż był półsierotą, albo wojsku bardzo zależało mieć w swoich szeregach wykształconego oficera prawnika. Otrzymał przydział do 19 Pułku Piechoty Obrony Krajowej (Landwehrinfanterieregiment) we Lwowie. Była to jednostka założona w 1889 r. jako pułk austriackiej Obrony Krajowej składająca się w przeważającej mierze z Ukraińców (ok. 50%) i Polaków (ok. 30%)[8]. W pułku służbę rozpoczął 2 października 1905 r. i ukończył 26 września 1906 roku „z odznaczeniem i zamian[owaniem] na sierz[anta][9] asp[iranta] na kadeta”. To najwidoczniej sprawiło, że postanowił swoje życie i działalność prawniczą związać z wojskiem. W tym czasie musiał podpisać kontrakt na żołnierza zawodowego, bowiem już 1 października tego samego roku został wcielony do znanego mu 19 Pułku Piechoty. Po szkoleniu, które w kwietniu 1907 r. ukończył z dobrymi wynikami, stał się oficerem aktywnym tej jednostki. Wcześniej (26.12.1906 r.) awansował na podporucznika.

Trzeba jeszcze wspomnieć, że mimo iż Bartelmus formalnie był już żołnierzem, to mógł przystąpić do egzaminu rządowego sądowego, do którego przygotowywał się jako eksternista w czasie wolnym od służby, co by potwierdzało tezę o wcześniejszych planach administracji wojskowej względem Bartelmusa. Egzamin miał miejsce 9 października 1905 r. przed komisją złożoną z Raucha, Augusta Balasitza, Karola Engela[10] i Piotra Stebelskiego[11]. Podobnie jak uprzedni, odbył się w języku polskim i zdany został z wynikiem dostatecznym.

Na podstawie uzyskanego wykształcenia, ukończonych szkół i kursów wojskowych, 13 września 1907 r. został powołany na aspiranta audytora i z dniem 8 października skierowany do miejscowego sądu garnizonowego. W celu nabrania praktyki, na prawie trzy czwarte roku (od 16.07.1908 do 30.04.1909), oddelegowano go do cywilnego sądu apelacyjnego i „prokuratorji” w Brnie. Z początkiem maja 1909 r. wrócił do lwowskiego sądu Obrony Krajowej (K. u. K. Landwehr-Gericht) mieszczącego się przy ulicy Kurkowej 9, gdzie dalej pozostawał aspirantem, mimo pomyślnego złożenia 12 grudnia 1910 r. w Ministerstwie Wojny w Wiedniu egzaminu na sędziego wojskowego. Jako żołnierz zawodowy nie był zakwaterowany w jednostce. Z książki adresowej wiadomo, że w tym czasie mieszkał na ul. Pijarów 44.

Zmiana w służbie nastąpiła dopiero 1 listopada 1912 r., kiedy to wraz z awansem na stopień porucznika-audytora został powołany do pracy w sądzie Obrony Krajowej w twierdzy Przemyśl, o czym nie omieszkała poinformować lokalna „Gazeta Lwowska”. Od początku maja 1914 r., krótko, bo do końca lipca, był prokuratorem we Lwowie. Wybuch wojny światowej sprawił, że pierwszego sierpnia, kilka dni przed ogłoszeniem we Lwowie mobilizacji, został awansowany do stopnia kapitana i przez dwa kolejne miesiące (od 01.08.1914 do 10.10.1914) pełnił obowiązki sędziego orzekającego w sądzie polowym. Jedną z jego pierwszych spraw miało być ustalenie i ukaranie winnych zbrodni zdrady i podpalenia miasta Sokal. Przypadek ten został krótko opisany w literaturze przez Józefa Białynię Chołodeckiego:

[Gdy] wojska austro-węgierskie opuściły Sokal, […] chłopi zawiadomili natychmiast

o tem Rosjan, a gdy przybyły dwie sotnie kozaków, podpalili w kilku równocześnie punktach miasto. Około godziny 12 w południe dnia 12 sierpnia, przystawiły do Lwowa eskorty 28 mężczyzn i 2 kobiety z Skoromoch obok Sokala pod zarzutem zbrodni zdrady i podpalenia. Przesłuchiwano ich bezwłocznie na dziedzińcu koszar policji, a w celu uzupełnienia śledztwa wysłano ze Lwowa na miejsce zbrodni kapitana audytora Józefa Bartelmusa i sędziego Adolfa Fidę. Z asystą 6 huzarów przybyli oni autem do Skoromoch, lecz jakąż było przykrą dla nich niespodzianką, gdy natknęli tamże na silne patrole rosyjskie i musieli cofnąć się, po wymianie strzałów, z powrotem do Lwowa. Tutaj wyczekiwały tymczasem daremnie tłumy przed gmachem Brygidek [więzienia] na obraz masowej egzekucji wyroku śmierci. […]

Cztery kolejne miesiące (od 10.10.1914 do 13.02.1915) był referentem prawnym i naczelnikiem sądu polowego w Korpusie Hoffmanna stacjonującym w Karpatach. O ciekawym epizodzie z tego okresu, ukazującym charakter i humanistyczne podejście Bartelmusa, wspomina Bogusław Longschamps[12]:

[…] Kapitan Bartelmus opowiadał mi, jak to objąwszy przy armii Linsingena[13] na Podkarpaciu węgierskim stanowisko referenta sądowego (Justizreferent) zastał około pięć tysięcy ludzi więzionych w fatalnych warunkach w obozie, spędzonych z różnych stron i z różnych frontów. Dojść z więcej niż niezupełnych, często z wcale nie istniejących ak­tów, co i kto im zarzuca, było absolutnie niemożliwe. Określano ich wspólnym mianem zdrajców, Verrater, na czym jednak ich zdrada polegała, nikt nie umiał powiedzieć. Bartelmus korzystając z tego, że Linsingen, jego Gerichtsherr[14], był generałem niemieckim, oficerem wybitnie bojowym, którego niezbyt wzruszały nawet rzeczywiste wy­padki zdrady Austrii i którego odmiennie od austriackich generałów zajmowała więcej sytuacja na froncie aniżeli sprawy sądu polowego, a który nabrał zaufania do Bartelmusa widząc jego spokojne zacho­wanie się pod ogniem, radykalnie załatwił całą sprawę. Z owej pięcio­tysięcznej masy nieszczęśliwców wybrał na oko pięćdziesięciu takich, którzy wydali mu się najmniej podejrzani, a resztę kazał wypuścić i dać im przepustki na powrót do domu. Co do pozostałych pięćdzie­sięciu okazało się po krótkim śledztwie, że w ogóle nie było podstaw do ich aresztowania. Gdyby Gerichtsherrem był Niemiec austriacki, Bartelmus pewnie nie uzyskałby zatwierdzenia swoich zarządzeń, ale jako sam podej­rzany naraziłby się na najpoważniejsze konsekwencje.

Później, jako doradca prawny, Bartelmus został oddelegowany na cztery miesiące (od 13.02.1915 do 26.06.1915) do Naczelnego Dowództwa Niemieckiej Armii Wschód.

Od 26 czerwca 1915 r. był znowu we Lwowie, gdzie w sądzie polowym (Gericht des Stadtkommandanten) przy ul. Zamarstynowskiej jako sędzia orzekający pracował aż do 30 czerwca 1917 roku. To dzięki niemu, Longchampsowi udało się uniknąć wcielenia do oddziałów frontowych. Z początkiem lipca 1915 r., jak wspominał:

[…] przydzielono mnie do kapitana Bartelmusa, którego znałem jeszcze z lat gimnazjalnych. Bartelmus, Polak duszą i ciałem i dobry z kościami człowiek, przyjął mnie życzliwie, a nawet serdecznie z miejsca oświadczył, że nie myśli mnie wcale zamęczać pracą, ale też, że i sam nie zamierza się zapracowywać. „Ja cię tu z początku obznajomię z naszym urzędowaniem i naszymi zwyczajami, ale potem zostawię ci wolną rękę, byle bym nie potrzebował ­się wytężać. Teraz to jeszcze mamy spokój, ale w niedługim czasie nie będzie tu wcale przyjemnie. Masz szczęście, żeś do mnie przyszedł. Nie będziemy tu mieli najprzykrzejszych spraw, bo major wie, że ja ich nie lubię.

Służba pod Bartelmusem pozwoliła mu także uratować przed przesłuchiwaniami i sądem osoby mające styczność z redakcją „Gazety Narodowej”:

[…] do oddziału audytora Hechta […] wpłynęło polecenie gen. Letovsky’ego[15] wytoczenia sprawy o zdradę stanu wszy­stkim tym, którzy wydawali, redagowali, drukowali i w ogóle współ­pracowali z „Gazetą Narodową”. „Landsturmoberleutnant-Auditor” Hecht, Polak, w „cywilu” sędzia, znany był z dokładności w swych śledztwach, którą uzasadniał dążeniem ratowania podsądnych. Nie lubiał jednak polskich spraw „grubszych” i niebezpiecznych. Ten zaś wypadek zdawał się szczególnie groźny. Artykuły dołączone do aktów zawierały klasyczne znamiona zdrady stanu. Wprawdzie przesłuchiwany w K-Stelle[16] dyrektor drukarni Skrabski mimo gróźb i na­cisku nie zdradził nikogo ani słówkiem i twierdził, że się w sprawach gazety porozumiewał tylko z redaktorem Świeżawskim, który wyjechał do Rosji, ale prędzej czy później śledztwo musiało naprowadzić na ślad Albina Rayskiego[17], a szczególnie tych, którzy nie zdołali ujść do Rosji, a którzy swego czasu, ufni w siłę armii rosyjskiej, wbrew ostrzeżeniom forsowali niecelowe a teraz tak niebezpieczne artykuły.

Nie było czasu do stracenia i postanowiłem działać radykalnie. Po­wiedziałem jasno kapitanowi Bartelmusowi, o co chodzi, i uprosiłem go, aby postarał się o przydzielenie sobie tej sprawy. Tego samego jeszcze dnia Bartelmus rzucił mi na biurko „przesygnowane” już na niego akta „Gazety Narodowej”. „Masz, powiedział, jakeś chciał. Rób sobie z tym, co chcesz, bylebym ja nie miał żadnych kłopotów”.

Już po południu wybrałem się do redakcji i do drukarni na re­wizję. Zgodnie z instrukcją sądową nie poszedłem sam. Towarzyszył mi kolega, również kandydat adwokatury i „Schriftführer”[18]. Był to Rusin, legionista ukraiński, rzetelność rewizji w takim towarzystwie nie mogła więc budzić podejrzeń. W rzeczywistości jednak rewizja odbyła się bez niego, bo zabawił w redakcji tylko chwilę i upewniw­szy się, że nie wrócę już dziś do sądu, zrobił sobie urlop i poszedł do rodziny.

W całym domu na Ossolińskich była tylko stróżka. Prócz bramy wchodowej wszystko stało otworem: i drukarnia, i pokoje redakcyjne. Niewypowiedziany nieporządek! Na stołach, na ziemi, na szafach, na piecu i za piecem gazety. Wycinki, rękopisy, odbitki szczotkowe! Naj­przyzwoiciej było jeszcze w drukarni. Zabrawszy stamtąd kilka kartek rękopisów, wziąłem się do „rewizji” redakcji. Plon był istotnie bo­gaty. Lista prenumeratorów, subwencje i składki na pismo i nazwiska ofiarodawców. Na każdym kroku, nie licząc artykułów tych autorów, którzy wyjechali, rękopisy pozostałych na miejscu: Albina Rayskie­go, Taylora i innych, z punktu widzenia austriackiego kompromitu­jące w najwyższym stopniu ich autorów, jednym słowem, nieodparte dowody „zdrady dążenia do gwałtownej zmiany formy rządu, dzia­łania przeciw sile zbrojnej państwa, podżegania do buntu”, przede wszystkim zaś „dążenie do oderwania królestwa Galicji i Lodomerii od jednolitego związku państwowego”.

Zaczęło się palenie tego wszystkiego we wszystkich piecach naraz.

Żelazny piecyk w największym pokoju redakcyjnym wkrótce rozża­rzył się do czerwoności, w innych aż huczało. Wydawało mi się jed­nak, że to wszystko za powoli. Z głębi szuflad, nawet zza szaf i pod nimi, spod grubych warstw kurzu pogrzebacz wydobywał coraz nową żertwę dla ognia. Gorąco w lokalu tak ogrzewanym w ciepły dzień lipcowy stało się nie do wytrzymania, tym bardziej że wolałem nie otwierać okien. Pot lał się ze mnie strumieniami, kiedy wreszcie ostatnie papierzyska wtłaczałem do pieców i gdy w rozgrzebywanych popiołach coraz nowe wybuchały ogniska. Wyszedłem z „Narodówki” zmęczony, z oczyma czerwonymi i piekącymi od dymu, ale pewny, że nie zostawiłem niczego. Do teki zabrałem tylko kilka rękopisów Świeżawskiego, by dołączyć je do protokołu rewizji, a z nim razem do aktów. Nazajutrz rozpisałem listy gończe za Świeżawskim, które go naturalnie nigdy dojść nie miały, i odroczyłem sporządzenia oskarżenia aż do jego schwytania. Bartelmus te zarządzenia zatwierdził i przedłożył szefowi sądu, który miał je przedstawić do ostatecznego zatwierdzenia generałowi Letovsky’emu. Na razie tedy za prawdziwie szczególną Bożą łaskę niebezpieczeństwo zostało zażegnane. […]

Longschamps w swoich wspomnieniach przytacza też dwie anegdotyczne sytuacje z Bartelmusem w roli głównej. Jedna związana była z zimą 1915/16, kiedy to z powodu wojskowego zakazu wstępu do miasta, wszelkiej maści spekulanci i paskarze żywnościowi imali się różnych sposobów na jego pokonanie.

Przykładem tego był wypadek Mozesa Stolzberga z Jaryczowa. ­Człowiek ten wniósł do sądu garnizonowego około 40 doniesień. W re­zultacie ich bywał wzywany do zeznań, a wezwania otwierały mu wstęp do Lwowa i umożliwiały codzienne niemal przyjazdy z Jary­czowa i z powrotem. Powinęła mu się noga dopiero u Bartelmusa. „Bartuś”, który nie lubiał, gdy zbyt wiele, zdaniem jego, przybywało mu „kawałków”, zwrócił już był uwagę na często powtarzające się nazwisko donosiciela i gdy jednego dnia znowu Stolzberg zjawił się w towarzystwie żandarma, który miał zeznawać również jako świa­dek w tej samej sprawie, zapytał żandarma jeszcze przed rozpo­częciem formalnego przesłuchania, co to za przyczyna, że Stolzberg tak „często wnosi doniesienia”, „Panie kapitanie, melduję posłusz­nie – powiedział żandarm – Stolzberg mając wezwanie do sądu może jeździć swobodnie do Lwowa”. Bartelmus wyszedł zupełnie z formy. Zwymyślał Stolzberga od kanalii i hyclów, a gdy ten mruknął o patriotyzmie, zapomniał się do reszty i dał mu w gębę. Na to żandarm stojący obok wyrżnął Stolzbergowi drugi siarczysty policzek, a gdy Bartelmus krzyknął: „Co pan robi?” powiedział prę­żąc się: „Panie kapitanie, melduję posłusznie, że ja wolę być współ­winnym aniżeli świadkiem”. Ale nie było z tego żadnych konsekwen­cyj, a tylko Stolzberg zaprzestał doniesień.

Druga, ukazująca mentalność niektórych oficerów z Korpusu Sądowego, odzwierciedlała jednocześnie prawy charakter Bartelmusa:

Order „Signum Laudis” (Wikipedia)

[Generał Letovsky] wyrażał wobec majora Bielskiego[19] niezadowolenie z powodu zbyt małej ilości wyroków skazujących i zbyt łagodnych kar, jak również z powodu „polonizowania” sądu wielu polskimi adwokatami. Dowie­działem się o tym od Bartelmusa i zrozumiałem, dlaczego nie nadcho­dziły nominacje adwokatów „Schriftführerów” na audytorów pospo­litego ruszenia. Nie znał jednak tej przyczyny jeden z nich, Polak, w cywilu początkujący sędzia, w sądzie wojskowym obdarzony za gorliwą służ­bę szarżą feldfebla, której bynajmniej sobie nie lekceważył i z której korzystał przy każdej sposobności, aby „hersztelować” i wymyślać żołnierzy frontowych, którzy często wprost z okopów przybywając, obłoceni i zmordowani, ogłuszeni, najczęściej chorzy, omieszkali od­dania mu honorów. Pan ten jednak bardzo pragnął zmienić żółte paski feldfebla i paski „jednoroczniaka”, które również nosił na rękawach, na gwiazdki oficerskie i niecierpliwił się z powodu niezałatwienia jego podania o mianowanie. „Nie rozumiem, dlaczego nie nadchodzi moja nominacja – mówił do kapitana Bartelmusa – ­mój przełożony, pan kapitan Waloner, jest ze mnie zadowolony, pro­wadzę samoistne śledztwa, od żadnej roboty się nie uchylam, mam wszelkie kwalifikacje na audytora, a każą wieszać, to będę wieszał bez litości”. Bartelmus, który, jak zresztą wszyscy Polacy, nie lubiał tego pana, skoczył jak oparzony: „A ty, hyclu jeden – krzyknął ­- spraw sobie, kiedy tak mówisz, stryczek i wieszaj, po co ci do tego munduru oficerskiego”. Pan feldfebel przełknął to gładko, jako żart „Bartusia”, i w rezultacie po pewnym czasie nominację otrzymał.

W ostatnim okresie wojny (do 01.11.1918) był prokuratorem wojskowym przy Komendzie Wojskowej Przemyskiej exponowany (oddelegowany) do Lwowa (do 30.09.1917), gdzie reaktywował i organizował wojskową służbę sądową i w ramach tych działań translokował (migrował) i przekwalifikował ponad 1000 akt sądów polowych na akta sądów garnizonowych. Potem w tym samym charakterze pracował już w Komendzie Lwowskiej.

W związku z próbą ukraińskiego puczu, kapitan Józef Bartelmus dwa dni (22.11.1918 r.) po wystąpieniu z wojska c.k. Austro-Węgier zgłosił się do polskiego dowództwa obrony Lwowa. Został przyjęty z otwartymi ramionami i zapewne po natychmiastowym awansie na majora skierowany do pracy w nowo powstałym polskim audytoracie.

W Centralnym Archiwum Wojskowym zachowała się (ankieta) z czasów służby w wojsku austriackim. Wśród wielu informacji podana jest też jego charakterystyka, która jak się okaże po latach, nie wiele się zmieni. Józef Bartelmus;

[…] ma mocny charakter, jest bardzo obowiązkowy i zdeterminowany, to oficer z krwi i kości, który zawsze udowadniał swoje ofiarne oddanie służbie, nawet w najtrudniejszych sytuacjach. Doskonale nadaje się do sprawowania samodzielnego stanowiska. Stanowi wzór sumienności, potrafi zmotywować podwładnych do uzyskiwania największych osiągnięć; wymaga pełnej lojalności, bardzo uczciwy i życzliwy. Doskonały oficer pod każdym względem do pracy w sądownictwie.[tłum.]

„Cesarski Austriacki Order Franciszka Józefa”.
Za: https://www.kuenker.de/en/archiv/stueck/57910 (lipiec 2020).

Jego służba i praca w wojsku c.k. została zauważona i doceniona. Oprócz pochwał na piśmie otrzymał dwa medale. Pierwszym był przyznany 27.05.1916 r. za wybitną służbę (vorzügliche Dienstleistung vor dem Feinde) Medal Zasługi Wojskowej „Signum Laudis” (Znak zasługi)[20] w stopniu brązowym.

Drugim, przyznany rok później (08.09.1917), wojenny Cesarski Austriacki Order Franciszka Józefa (Kaiserlich-Österreichischer Franz Joseph-Orden)[21] z dekoracją wojenną (Kriegsdekoration) w stopniu Kawalera. Dewizą tego odznaczenia było VIRIBUS UNITIS (Zjednoczonymi siłami).

W trakcie służby w wojsku austriackim ożenił się z pochodzącą z Brna Emmą Permann.

Okres lwowsko-lubelski 1918-1920

Wycofanie austriackich oddziałów liniowych ze Lwowa ośmieliło Ukraińców 1 listopada 1918 r. do zbrojnego wystąpienia mającego zająć miasto, a w dalszej konsekwencji powołania niezależnego państwa ukraińskiego. Mimo zaskoczenia polskiej strony plany ukraińskie nie zostały zrealizowane, gdyż w obronie grodu stanęli nieliczni żołnierze oraz sami mieszkańcy, którzy wraz z przybyłymi nowo powstałymi oddziałami Wojska Polskiego zmusili 22 listopada napastników do opuszczenia samego miasta, którzy jednak rozpoczęli jego oblężenie(blokadę). Do czasu odbicia Lwowa przez odsiecz, nie zdołano w nim uruchomić sądownictwa polowego, chociaż już 12 listopada wyznaczono skład audytoriatu.

Na początku grudnia sąd polowy we Lwowie liczył już kilkunastu audytorów i z każdym dniem stawiali się do służby kolejni oficerowie i prawnicy cywilni. Józef Bartelmus jest po raz pierwszy wymieniany w wykazie z 10 grudnia, choć jeśli uwzględnimy dokumenty z jego teczki osobowej, to byłby on jednak jednym z pierwszych, gdyż zgłosił się już 22 listopada, dwa dni po wystąpieniu z wojska austriackiego. Potwierdza to późniejszy dekret Józefa Piłsudskiego:

Dekret 611

Przyjmuję do Wojska Polskiego pełniących służbę w Sądzie Polowym we Lwowie oraz na terenie Galicji Wschodniej i zatwierdzam w stopniach następujących oficerów Korpusu Sadowego: […]

2. mjr Bartelmusa Józefa z dn. 22.11.18 […]

Starszeństwo będzie określone później.[…]

Warszawa, dnia 8 lutego 1919 r.                  

Wódz Naczelny /-/ Józef Piłsudski

Brak jest przekazu informującego, czy od razu został wprzęgnięty w machinę wojskową. Logika wskazywałaby, że tak się stało, mimo iż Sąd Polowy we Lwowie działalność orzeczniczą rozpoczął dopiero 13 grudnia, po przysiędze złożonej tegoż dnia przez cały skład osobowy miejscowego garnizonu. Od samego początku prawnicy mieli wiele pracy. Tylko do końca grudnia 1918 r. do Sądu wpłynęło aż 954 sprawy, w tym 119 spraw natury politycznej. W między czasie dokonywana była też weryfikacja kwalifikacji przejętych prawników. 30 grudnia 1918 r. stosowna komisja w Departamencie Wojskowo-Prawnym MSW podpisem gen. podpor. Fr. Niżałowskiego orzekła, że: „p. Józef Bartelmus posiada dostateczne kwalifikacje do objęcia stanowiska sędziego śledczego w stop. kapitana”.

Leszek Kania w swojej książce o polskich sądach wojskowych we Lwowie w latach 1918-1919, pisze, że w końcu grudnia 1918 r. rozpoczął działalność orzeczniczą Sąd Polowy w Przemyślu, który zorganizowano w oparciu m.in. o kapitana – audytora Józefa  Bartelmusa. Niestety nie podał on źródła tej informacji, która nie ma też żadnego potwierdzenia w teczce osobowej Bartelmusa.

Ten sam autor nadmienia też, że wobec rosnącej liczby tzw. śledztw szczególnej wagi oraz nadzorowania postępowań karnych w trybie zwykłych śledztw, 22 stycznia 1919 r. powołano we Lwowie Grupę Prokuratorską, której kierownictwo miał objąć kapitan-audytor J. Bartelmus. Niestety, fakt ten nie jest podparty żadnym źródłem, nie jest też odnotowany we wspomnianej już teczce osobowej.

W tym miejscu powstaje trudność w ustaleniu szarży Bartelmusa. Wspomniane uprzednio dokumenty podają, że był kapitanem, zaś z Dekretu 611 Naczelnika Państwa wiadomo, że już 22 listopada 1918 r. miał stopień majora. Także w Kartach ewidencyjnych z różnych lat zanotowane jest, że do Wojska Polskiego wstąpił 22 listopada 1918 r. w stopniu majora. Stopień ten został potwierdzony i zatwierdzony przez Wodza Naczelnego 6 czerwca 1920 roku. Nie ułatwiają rozwiązanie tego dylematu Zeszyty ewidencyjne ppułk. Józefa Bartelmusa z 10.06.1930 i z 28.02.1931 r., w których w jednym miejscu zapisano, że na majora awansował 01.06.1919 r., a dwie strony dalej, że stopień ten miał już 22.11.1918 roku. L. Kania w swoich opracowaniach nawet nie starał się rozwikłać tego problemu przypisując J. Bartelmusowi raz stopień kapitana, drugi raz majora.

Kolejnym awansem zawodowym była decyzja gen. por. Józefa Leśniewskiego, który w celu „wykonania dekretu Wodza Naczelnego z dn. 19 lutego 1919 r. o wprowadzeniu w życie ustawy o tymczasowej organizacji sądowej Wojska Polskiego, na mocy przepisów art. 116 i 118 tejże ustawy bez zachowania wymogów przewidzianych w art. 126, 127 i 128 tejże ustawy” od 7 czerwca 1919 r. powierzył mu obowiązki prokuratora Wojskowego Okręgu Generalnego we Lwowie. Jeszcze w tym samym miesiącu (29 czerwca) złożył on następującą przysięgę:

Stając w szeregu Armii Narodowej uroczyście w obliczu Boga Wszechmogącego i Trójcy Świętej Jedynej, ślubuję jedynie Ojczyźnie mojej Rzeczpospolitej Polskiej i sprawie Narodu całego, na każdem miejscu służyć. Kraju ojczystego i dobra narodowego do ostatniej kropli krwi bronić, przełożonych i dowódców słuchać, dawane mi przepisy i rozkazy wykonywać i w ogóle tak się zachowywać, abym mógł żyć i umierać jako mężny i prawdziwy żołnierz polski. Ślubowanie to stwierdzę ustaloną przez Konstytucję Rzeczpospolitej Polskiej przysięgą żołnierską, którą złożę przed Rządem, z woli Narodu polskiego wybranym.

Przysięgam uroczyście w obliczu Boga Wszechmogącego i Wszechwiedzącego na powierzonem mi stanowisku stać na straży przepisów prawnych, obowiązki swego urzędu spełniać gorliwie, wedle obowiązujących ustaw, swego przekonania i sumienia, tajemnicy urzędowej i służbowej dochować – tak mi dopomóż Bóg.

Po ustabilizowaniu pracy audytorów we Lwowie przyszła pora na podobne działania w innych ośrodkach. Stąd też major Bartelmus już 11 listopada został skierowany do Sądu Okręgu Generalnego w Lublinie. Niestety poprawa efektywności i warunków pracy lubelskich audytorów nie następowała tak szybko, jak by sobie życzyli przełożeni. O przyczynach takiego stanu, kwartał później (28.03.1920 r.) Bartelmus meldował:

[…] Zwłokę w załatwianiu spraw, jak to wynika z powyższego tłumaczenia niżej naprowadzonymi faktami, które niestety dotychczas mimo usilnych z mej strony starań, a nawet mimo ostatniej mej osobistej interwencji w Ministerstwie Spraw Wojskowych o przydzielenie, a w razie niemożliwości o wydelegowanie do tut. Prokuratury chociaż na trzy miesiące dwuch referentów celem nadania normalnego toku zawisłym sprawom i odciążenia pracujących tu referentów – pozostały bez skutku.

Mimo ogłoszonego w Dzienniku Rozkazów Tajnych M.S.Wojsk. Nr. 2.T. z dnia 27.II.1920 etatu, tut. Prokuratora ma tylko 3 podprokuratorów i jednego asystenta, co do których muszę stwierdzić, iż zawdzięczając li tylko ich mrówczej pracy pełnej osobistego poświęcenia się tok czynności w tut. Prokuraturze przedstawia się tak, jakim jest jego obecny stan faktyczny.

Ze względu na brak referentów, a z każdym dniem wzrastającym wpływem tok czynności podzielono następująco:

W pierwszym rzędzie załatwia się sprawy aresztanckie oficerskie, następnie aresztanckie szeregowych, dalej oficerskie niearesztanckie a w końcu szeregowych niearesztanckie.

Jednakowoż ze względu na wielką ilość spraw aresztanckich, między któremi są sprawy większej wagi, a których opracowanie wymaga kilkudniowego a często kilkunastodniowego czasu, inne zawisłe sprawy samoprzezsię cierpią na tem, co obecnie przy ustawicznie zwiększającym się wpływie coraz bardziej daje się odczuwać.

Następnie zaznaczam, iż częste rozprawy /:cztery do pięć razy w tygodniu:/ przy których funguje stale jeden z podprokuratorów, a które niejednokrotnie przeciągają się po dwa dni, następnie wnoszenie zażaleń nieważności od wyroków, co bardzo często ma miejsce, a w końcu ferowanie aktów Sądów pułkowych i częste posiedzenia dyspozycyjne – co wziąwszy pod uwagę ze względu na tak szczupłą ilość referentów a tak wielki wpływ ogromnie ujemnie wpływa na ogólny tok czynności.

Referenci są tak obciążeni pracą /:każdy ma w swym referacie po przeszło 300 aktów: iż mimo tego, że pracują nie tylko poza godzinami urzędowemi, lecz i nocami są tak fizycznie jak i psychicznie zupełnie wyczerpani, na co ustawicznie się mi uskarżają i dalej tak pracować nie są w stanie.

Organizując na nowo pracę lubelskiego audytoriatu, Bartelmus musiał zajmować się także bardziej przyziemnymi sprawami, jak rozbudową miejscowego więzienia. Świadczy o tym fragment z rozkazu oficerskiego gen. ppor. Bronisława Teofila Babiańskiego, który 31 grudnia 1919 r. pisał:

W dniu 24 b.m. odbyłem wizytacyę wojskowego więzienia śledczego stwierdzając z pełną satysfakcyą, iż roboty koło odnowienia i przebudowy więzienia posunęły się znacznie naprzód. Korytarze i większość cel zostały już gruntownie odnowione, a nadto i cały budynek (?) będzie w najbliższym czasie odpowiadał wszelkim wymogom w myśl obowiązujących przepisów. Pomyślną tę zmianę przypisuję energii i dobrej woli Prokuratora Sądu wojskowego O.G.L. mjra K. S. Bartelmusa, Szefa Budownictwa Wojsk. u.w. VI rangi inż. Gargula, którym w imieniu służby dziękuję za troskliwe i dokładne przeprowadzenie remontu więzienia.

Nie udało się potwierdzić, czy małżeństwo Bartelmusów przeniosło się na ten czas do Lublina. Nawet, jeśli tak się stało, to już we wrześniu 1920 r. musiało się przeprowadzić na drugi koniec Polski, do Grudziądza, gdyż rozkazem nr 6724/20-8209/20-O.S. [brak daty dziennej] Oddział VI Prawny Sztabu MSW zdecydował:

Prokuratora Mjra Bartelmusa Józefa z Prokuratury Wojsk. O[kręgu] G[eneralnego] Lubelskiego przenoszę w charakterze prawnego referenta do D[owództwa] O[kręgu] G[eneralnego] Pomorze, dokąd wymieniony bezwłocznie odejdzie.

W Grudziądzu

Nowe stanowisko pracy w nowym garnizonie Bartelmus objął 9 września 1920 roku.

Niewiele udało się ustalić o działalności nowego referenta. Jednak, według pisma (z 05.01.1921) Szefa Sztabu ppułk. Henryka Pomazańskiego, była ona bardzo intensywna i przyniosła nadzwyczajne korzyści dla służby:

W myśl rozporządzenia „Tymczasowa Organizacja Służby Sprawiedliwości” z dnia 6.12.1920 Sztab Oddział I. Nr. 14200/Org. z dniem 1.02.1921 r. referat prawny przy D.O.G.Pomorze, jako samodzielny, przestaje istnieć i przechodzi do rąk wojskowego prokuratora.

Biorąc pod uwagę, szczególną sytuację na Pomorzu, wrażliwość ludności co do prawa i bezprawia, dotychczasowe niezdemobilizowanie 16 Dywizji p.p. i brygady syberyjskiej, konieczność osobistych wyjazdów referenta prawnego w nagłych wypadkach celem przeprowadzenia rewizji i likwidacji zajść, zwłaszcza na granicy wynoszącej około 700 km, opinijowanie zawartych kontraktów przez Intendenturę i nareszcie nagląca potrzeba ciągłej porady prawnej tak dla Dowódcy O. Genu jak i Szefa Sztabu oraz wszystkich Oddziałów D.O.Genu (Prokuratura mieści się daleko od Sztabu i przy nawale pracy sądowej, jak to już było podczas czasowego pełnienia obowiązków przez Prokuratora Referenta Prawnego ten ostatni nie mógł służyć w każdej chwili z poradą prawną) przy wpływie 3663 aktów w ciągu 1920 r. uważam za swój obowiązek w interesie służby, za zgodą Prokuratora Wojskowego, prosić następująco:

Do ustalenia na Pomorzu zwyczajnych stosunków pozostawić Majora K.S. Bartelmusa nadal Referentem Prawnym przy D.O.Genie, tem bardziej, że jak 3 miesięczna służba tego majora wykazała, załatwia on sprawy prawnicze będąc wytrawnym prawnikiem i administratorem sprawy D.O.Genu z nadzwyczajną korzyścią dla służby i dzięki jego doskonałej pracy już teraz odczuwa się znaczne polepszenie stosunków wojskowych.

Doskonały ten oficer swoją niestrudzoną i twórczą pracą pozyskał sobie pełne uznanie, tak swych przełożonych, jak też i wszystkich oficerów D.O.Gen.

Upraszam o zastosowanie szematu 2-go (str. 8) co do rozdziału funkcji prokuratora i referenta prawnego przy D.O.Gen.Pomorze.

Pozostawienie majora Bartelmusa na swem dotychczasowem stanowisku będzie li tylko z korzyścią dla służby.

Prośba Szefa Sztabu została uwzględniona w ministerstwie, i Bartelmusowi przedłużono pobyt w Grudziądzu do końca roku.

Okres toruński

Początek roku 1922 r. zastał go już na nowej placówce. Został doradcą prawnym na tym samym terenie D.O.G. lecz w Dowództwie Okręgu Korpusu VIII Toruń. Przydzielone mu zostało mieszkanie wojskowe na mieście przy Woli Zamkowej 11, do którego sprowadził się z żoną. W mieście Kopernika mieszkał trzy lata. Jego uczciwa i sumienna praca została szybko dostrzeżona. Zaledwie po pięciu miesiącach został zaproponowany do awansu na wyższy stopień. Dowódca D.O.K., gen. por. Zygmunt Zieliński tak motywował swój wniosek:

Na podstawie art.11. Ustawy z dnia 2. sierpnia 1919 r. o ustaleniu starszeństwa i nadaniu stopni oficerskich w Wojsku Polskim Dz. Rozk. Wojsk. Nr. 87/19 L. 3121, stawiam wniosek na posunięcie mego Doradcy Prawnego Majora Korpusu Sądowego Józefa Bartelmusa o jeden stopień wyżej, a to z następujących powodów:

Major Korpusu Sądowego Bartelmus objął w roku 1920 Referat Prawny D.O.Gen. Pomorze w czasie, kiedy stosunki pomiędzy Wojskiem a ludnością cywilną były z rozmaitych powodów nieregulowane, a nawet ze strony społeczeństwa nieprzyjazne.

Dzięki szybkiemu załatwieniu spraw, zwłaszcza Rekwizycyjnych, tudzież dzięki wybitnym zdolnościom Majora Bartelmusa i jego taktowi w głównej mierze zawdzięczać należy, że stosunki te w bardzo krótkim czasie się poprawiły i obecnie nie pozostawiają nic do życzenia.

Również dzięki inicjatywie i celowemu postępowaniu Majora Bartelmusa przeprowadzono rywindykację dużo rzeczy wojskowych posprzedawanych przez niemców w chwili opuszczenia przez nich Pomorza nieprawnie osobom prywatnym i przyspożono przez to Państwu ogromnej korzyści.

Również ujął Major Bartelmus w swe ręce kontrolę umów i spowodował, że dużo przedtem zawartych, a nie korzystnych dla Państwa umów na korzyść zmieniono.

Ta wybitna czynność i wysokie zalety Majora Bartelmusa spowodowały mnie do uczynienia powyższego wniosku.

Awansu nie dostał, ale pismo doskonale oddaje charakter jego pracy. Jako doradca prawny miał też w 1924 roku swój udział w wykupie dla wojska toruńskiego lotniska.

15 maja 1924 zdał we Lwowie przed Stanisławem Starzyńskim, Stanisławem Głąbińskim i Wiktorem Hamerskim egzamin państwowy z nauk politycznych.

Major Bartelmus, zapewne dzięki swojej małżonce śpiewaczce i nauczycielce muzyki, zaangażował się w prace Pomorskiego Towarzystwa Muzycznego. Od roku 1923 był członkiem jego zarządu, o czym informowała lokalna prasa „Słowo Pomorskie”:

Walne zebranie Pom. Tow. Muzycznego. […] Towarzystwo to odbyło przed kilku dniami swe doroczne walne zebranie; zgromadziło się jak zwykle osób zaledwie kilkanaście pomimo, że i prasa nie skąpiła nawoływań, a na kilka dni przed zebraniem ogłosiliśmy obszerniejsze sprawozdanie z działalności konserwatorium P.T.M. […] Z uznaniem natomiast podkreślić należy, że p.p. wojskowi biorą żywy udział w działalności P.T.M. Walne zgromadzenie uchwaliło nowy statut i dokonało wyboru zarządu, do którego weszli […] major Bartelmus.

Rok 1925 przyniósł wiele zmian. Dwudziestego ósmego lutego Prezes Rady Ministrów Władysław Grabski za szczególne zasługi, położone w dziedzinie organizacji i administracji armji Rzeczypospolitej Polskiej odznaczył go Srebrnym Krzyżem Zasługi. Trzeba tu zaznaczyć, że był jeden z pierwszych, bo 169 Krzyż tej klasy wręczony w II RP.

Kilka tygodni później został skierowany, także jako doradca prawny, do Kierownictwa Marynarki Wojennej w Warszawie. Na pożegnanie dowódca okręgu gen. dyw. Jan Hubischta, podpisał się pod następującym pismem pochwalnym:

Mjr. K.S. Bartelmus, prowadził agendy doradcy prawnego O.K.VIII, od przeszło czterech lat.

Jako oficer o wszechstronnem wykształceniu wojskowym, dużą wiedzą fachową i szerokim zmysłem praktycznym, położył na tym stanowisku wielkie zasługi dla służby.

Odznaczając się ambicją pracy i obowiązkowością, oraz zrozumieniem swego specjalnego stanowiska i związanych z tem zadań, osiągnął przy swej wyjątkowej wytrwałości doskonałe wyniki.

Dzięki osobistym swym zaletom, zjednał sobie szczere uznanie i szacunek zarówno u swych przełożonych jak i wśród Korpusu Oficerskiego O.K.VIII.

Pozostając w ciągłej styczności z władzą i ludnością cywilną, występując w mojem imieniu w różnych sprawach, mając niejednokrotnie ciężkie i trudne zadania do pokonania, wywiązywał się każdorazowo ku zupełnemu memu zadowoleniu i wyższych władz wojskowych.

Rozstając się z mjr. K.S. Bartelmusem, dziękuję Mu w imieniu służby za owocną pracę i życzę Mu takich samych wyników na nowem i zaszczytnem stanowisku.

Mimo skierowania do Warszawy, Bartelmus związków z Toruniem nie zerwał.

Marynarka Wojenna – Warszawa, Toruń

Minister Spraw Wojskowych rozporządzeniem zamieszczonym w Dzienniku Personalnym MSW z 18.04.1925 r. potwierdził iż przydzielił w korpusie ofic[cerów] sądowych Bartelmusa Józefa z D.O.K.VIII do Kier[ownictwa] Maryn[narki] Wojen[nej] na stan doradcy prawnego z dn. 15.04.1925 r. (Dep. IX.L. 4561.1925)”.

Zmiana przydziału, to kolejna zmiana miejsca zamieszkania. W Warszawie kilkakrotnie zmieniali adres zamieszkania, by ostatecznie zamieszkać na jednej z ważniejszych ulic Śródmieścia Południowego, na ul. Piusa XI 47a. Dzisiaj jest to ul. Piękna, przy której siedziby mają liczne ambasady i ich agendy. Numer 47, to kamienica pierwotnie należąca do hr. Collona-Walewskich. W mieszkaniu zainstalowany był telefon o numerze 917-53.

Przeniesienie do stolicy przyniosło Bartelmusowi profity finansowe (w styczniu 1931 roku otrzymał wypłatę w wysokości około 1600 zł), ale też i obowiązki. Wkrótce, 5 czerwca 1925 r., został „mianowany w korpusie sądowym podpułkownikiem ze starszeństwem z dnia 01.07.25, lok[ata] 3”, choć według Dziennika Personalnego stopień nadano 1 lipca.

W Kierownictwie Mar. Woj. pełnił obowiązki nie tylko doradcy prawnego, ale zajmował się też (od 24.11.1925 r.) redagowaniem „VI części regulaminu morskiego II przepisów dyscyplinarnych dla załóg ORP”. Rok później (24.08.) wyznaczono go na przewodniczącego komisji egzaminacyjnej dla kandydatów do École du commissariat [zapewne de la Marine].

Okładka skryptu Wykłady prawa międzynarodowego. Ze zbiorów Biblioteki Narodowej

Swój główny etat utrzymał także po wejściu 15 stycznia 1926 r. w życie nowej organizacji służby sprawiedliwości. Według Wojskowego Przeglądu Prawniczego z 1928 r. miał być „dowódcą prawnym Kier. Marynarki Wojennej”.

Toruń po I wojnie światowej stał się kolebką nowoczesnej kadry Polskiej Marynarki Wojennej. Na to zaszczytne miano zasłużył m.in. dzięki istniejących tam szkołom: Oficerskiej Szkole Marynarki Wojennej działającej w latach 01.10.1922 r. – sierpień 1928 i od 1.10.1928 r. Szkole Podchorążych Marynarki Wojennej, powstałej po przemianowaniu OSMW.

Jednym z wykładowców obu szkół był też Józef Bartelmus, który do tej pracy został wyznaczony 5 października 1927 roku. Od roku szkolnego 1927/28 wykładał prawoznawstwo, najpierw w OSMW a potem w SPMW (od 1928/29). Jego obecność została udokumentowana trzema zachowanymi tableau przechowywanymi w Muzeum Okręgowym w Toruniu. Jako ciekawostkę można podać, że występował na nich w mundurze kmdr. porucznika. Na zajęcia dojeżdżał z Warszawy. Dla studentów napisał i później opublikował skrypt Wykłady prawa międzynarodowego na oficerskim kursie taktycznym przy Szkole Podchorążych Marynarki Wojennej w Toruniu (Toruń 1932) oraz Załączniki do wykładów prawa międzynarodowego na oficerskim kursie taktycznym przy Szkole Podchorążych Marynarki Wojennej w Toruniu (Toruń 1932).

Tak późne wydrukowanie tych pozycji potwierdzałoby sugestię, że mimo przejścia w stan spoczynku jeszcze w pierwszych latach trzydziestych Bartlemus wykładał w Toruniu.

Do grona jego słuchaczy zaliczali się m.in. tacy zasłużeni potem oficerowie, jak: Jan Grudziński – ostatni dowódca ORP „Orzeł”, Bogusław Krawczyk – dowódca (wrzesień 1939) ORP „Wilk”, Tadeusz Gorazdowski – dowódca m.in. ORP „Piorun” w akcji przeciwko pancernikowi „Tirpitz” czy Borys Karnicki – d-ca okrętu podwodnego ORP „Sokół”, Franciszek Pitułko – zastępca d-cy ORP „Piorun” w akcji przeciwko pancernikowi „Bismarck”.

Ucząc innych, doszkalał się też sam. Od 3.10.1928 do 22 .12.1928 „przeszedł […] i ukończył III kurs przeszkolenia dla oficerów Korpusu Sądowego według programu ustalonego rozkazem M.S.Wojsk. Biuro Og. Org. L.10950/Wyszk. z dnia 02.12.1927 r.”

Ostatnie półrocze roku 1928 obfitowało wyróżnieniami. Dziewiątego listopada, w niecałe dwa miesiące po ustanowieniu, nadano mu Medal Pamiątkowy za Wojnę 1918-1921 „Polska swemu obrońcy” (rozkaz Kier. Mar. Woj. Nr. 10/28).

Medal ten dołączył do wcześniejszego odznaczenia, jakim była, ustanowiona przez gen. Tadeusza Rozwadowskiego i tylko przez niego przyznawana[22], Odznaka Honorowa „Orlęta” z dyplomem o nr 4587.

Zaś rozkazem Kier. Mar. Woj. Nr. 12/28 otrzymał Medal Dziesięciolecia Odzyskanej Niepodległości, ustanowionego także we wrześniu 1928 roku[23].

Do kolejnych jego obowiązków należało w okresie 01.09.1928 – 31.08.1931 przewodniczenie komisji dyscyplinarnej dla urzędników cywilnych przy Kier. Mar. Woj. Równolegle, od 8 października 1928 r., przewodniczył komisji egzaminacyjnej w Kier. Mar. Woj. dla urzędników, i od 1 października (do 1 września 1930 r.) był członkiem komisji egzaminacyjnej dla kandydatów I i II kategorii w państwowej służbie administracyjnej, by

26 listopada 1930 r. na dwa lata zostać mianowany przewodniczącym komisji egzaminacyjnej dla urzędników cywilnych II kategorii w Kier. Mar. Woj.

Medal „Dziesięciolecia Odzyskanej Niepodległości“.
Za: https://wcn.pl/eauctions/190912/details/123993/Polska-Medal-Dziesieciolecia-Odzyskanej-Niepodleglosci-1928
(lipiec 2020).

Dwudziestego ósmego lutego następnego roku skorzystał z przepisów ustawy emerytalnej i przeszedł w stan spoczynku. Niekompletna dokumentacja osobowa nie pozwala na rekonstrukcję dalszych losów emerytowanego wojskowego. Z zachowanych zapisów wynika, że ciągle był do dyspozycji wojska, jak choćby SPMW. Wydawałoby się, że definitywnie stosunek służbowy został rozwiązany z ostatnim dniem roku 1933, to jednak jeden z pierwszych rozkazów z nowego roku to anulował[24]. Z drugiej jednak strony „Rocznik Oficerski Rezerw” z 1934 roku, „dokument tajny, przeznaczony wyłącznie do prac związanych z ewidencją rezerwowego kontygentu oficerskiego Armji, oraz przygotowaniem mobilizacji oficerskiej”, podawał, że w czerwcu 1933 r. ppułk. Bartelmus był na ewidencji Powiatowej Komendy Uzupełnień Warszawa Miasto III. Zaś inny dokument stwierdza, że na podstawie (jakieś niesprecyzowanej) umowy z 29.11.1934 r., od 15 listopada 1934 r. pełnił funkcję „kontr.[aktowego?] radcy KMW”.

Jako oficer rezerwy zapisał się do warszawskiego koła „Związku Oficerów w stanie spoczynku”, w którym od 13 kwietnia 1935 r. był członkiem zarządu.

Z pojedynczych przekazów wiadomo, że luźno współpracował też z redakcjami gazet, jak np. „Naród i Wojsko”, udzielając czytelnikom w porad prawnych.

Wydaje się, że rozdział związany z wojskiem ostatecznie zakończył na własną prośbę 31 marca 1937 roku.

Kończąc ten akapit, trzeba tu wspomnieć o dwóch drukowanych pozycjach, mających być źródłowymi, Kadry morskie Rzeczypospolitej, tom II i V, w których ppułk. Bartelmus jako czynny oficer wymieniany jest jeszcze w późniejszych latach, ale są to dane niewiadomego pochodzenia. W Kadrach… niestety brakuje, co już wcześniej zauważyli i wytknęli recenzenci, przypisów wskazujących źródła informacji, co je automatycznie dyskredytuje. Tym bardziej, że nawet w tej samej pozycji książkowej, raz się je uznaje za prawdziwe, a drugi raz się je przemilcza. Zdarza się, że Bartelmus występuje jeszcze w stopniu majora (w 1928), albo że w roku 1938 pełni funkcje kierownika referatu prawnego KMW lub jest doradcą prawnym szefa KMW (na dzień 15.08.1938) i Kierownikiem Referatu Prawnego MSW (do września 1939 r.).

Šolta

Przejście w stan spoczynku pozwoliło mu na większe zaangażowanie się w pracy na rzecz spółdzielni „Dom Polski nad Adriatykiem” Spółdzielnia Budowlano-Mieszkaniowa. Celem spółdzielni, według znowelizowanego 7 października 1930 r. statutu, było:

[…] stworzenie placówek polskich nad Adrjatykiem Jugosłowiańskim, a w szczególności nabywanie tamże terenów, budowania na nich domów mieszkalnych, hoteli, pensjonatów, oraz administrowanie niemi,

b/ nabywanie tamże terenów celem odstępowania ich swoim członkom,

c/ zakładanie przedsiębiorstw będących w związku z akcją budowlano-mieszkaniową.

Jej członkami mogły zostać osoby, które wykupiły udziały (od roku 1930 można było wykupić połowę udziału). Koszt jednego udziału wynosił 50 dolarów, od roku 1938 można było zapłacić złotówkami (445 złotych).

Brak informacji o dacie przystąpienia J. Bartelmusa do spółdzielni. Najpewniej był jednym z pierwszych członków, jeśli nawet nie założycielem. W nielicznych zachowanych dokumentach poświadczających działalność spółdzielni wymieniony jest już w roku 1930. Członkostwo – być może wspólnie z żoną – uzyskał kupując siedem udziałów. Nie wykluczone, że równocześnie ze wstąpieniem do spółdzielni, albo kilka miesięcy później, nabył nieruchomość w Nečujam na adriatyckiej wyspie Solta. Wywnioskować to można z informacji prasowej zamieszczonej w „Życiu Urzędniczym”, która donosząc, że 4 września 1929 r. na terenie „Domu Polskiego nad Adrjatykiem” (w Nečujam nad zatoką Supetar) miała uroczystość odsłonięcia tablicy pamiątkowej ku czci króla Bolesława Chrobrego z jednoczesnym nazwaniem tego terenu „Chrobrzynem”, podkreśliła, że technicznym przygotowaniem „na miejscu zajęli się z całym poświęceniem pp. pułkownik-komandor Józef Bartelmus z małżonką”. Na pewno właścicielem chorwackiej posiadłości był już na początku 1931 roku. O posiadaniu majętności przez emerytowanego podpułkownika wspomina wprost pismo ppułk. Kominkowskiego w/z Szefa Biura Personalnego z marca 1931 r.: „Materjalnie sytuowany dobrze, gdyż poza emeryturą około 600 zł. posiada własną realność”. Nie ma żadnej wątpliwości, że chodzi tu o posiadłość na Solcie, gdyż żadne dokumenty ani nawet nieoficjalne przekazy ustne nie dają cienia podstawy do twierdzenia, iż posiadał jakąś realność w kraju (mieszkanie w Warszawie było wynajmowane). Sam Bartelmus po latach oświadczał, że: „parcele [spółdzielni – WJB] w Necujam leżały obok mego majątku”. Także późniejsze oświadczenie złożone przed notariuszem Pliszczyńskim potwierdza, że był właścicielem willi/pensjonatu „Bartelmusówka”, domu na Solcie.

Jak już wcześniej nadmieniono, Bartelmus brał aktywny udział w pracach spółdzielni. Wspierał i osobiście uczestniczył w realizacji różnych inicjatyw. O organizacji uroczystości związanych z odsłonięciem tablicy poświęconej Bolesławowi Chrobremu już wspomniano. W 1930 r. aktywnie uczestniczył w Warszawie w powołaniu komitetu budowy kaplicy polskiej z obrazem Matki Boskiej Ostrobramskiej na terenie „Chrobrzyna”.

Według Slavena Kale, emerytowany ppułk. Bartelmus wraz z żoną miał też zarządzać „Chrobrzynem”. Jednak nie znamy żadnych dokumentów potwierdzających ten fakt. Sam autor nie jest wiarygodny w swoich twierdzeniach, skoro Bartelmusowi przypisuje budowę kościółka Matki Boskiej Ostrobramskiej, co według wcześniej przytoczonego przekazu prasowego jest ewidentną nieprawdą. Może Slave pisząc o zarządzaniu „Chrobrzynem” miał na myśli te parcele, o których Bartelmus relacjonował, że:„były w moim używaniu przez [prawie – WJB] 20 lat. Ja też wszelkie wydatki na utrzymanie tych parcel łożyłem”. Jednak do końca nie można wykluczyć, że nie objął nad majątkiem spółdzielni jakiegoś nadzoru. Mogło to się stać najpewniej w pod koniec 1932 r., po trzyletnim administrowaniu przez Władysławę Nazarewską.

Dokumenty będące w posiadaniu Moniki Waligórskiej z Polskiego Towarzystwa Kulturalnego „Polonez” ze Splitu potwierdzają pobyt Bartelmusów na wyspie jedynie w latach 1932, 1937 i 1938.

Koperta listu wysłanego 29.06.1937 roku z Solty przez Krzysztofa Kamila Baczyńskiego.
Ze zbiorów Biblioteki Narodowej.

J. Bartelmus po definitywnym przejściu na emeryturę zajął się organizacją i prowadzeniem „1 Polskiej Kolonji zdrowotnej nad Adriatykiem dla Dzieci Członkiń Rodziny Wojskowej”. Przedsięwzięcie to zarejestrowane było w Warszawie pod jego adresem domowym (Warszawa I, Piusa XI  L 47A m 6, tel. 9-17-6(3?), Konto P.K.O. 41876).

Na stałe małżeństwo zamieszkało w swojej willi „Bartelmusówka” od połowy 1939 r., kiedy to będąc na urlopie zastała ich tam wojna.

W 1942 roku działając w oparciu o otrzymane pełnomocnictwo Bartelmus dokonał sprzedaży mienia spółdzielczego znajdującego się na wyspie. Czynności, które przeprowadził z racji tej sprzedaży przedstawił w specjalnym sprawozdaniu, które złożył w związku z posądzeniem go o rozmyślne działania na szkodę Spółdzielni poprzez „sprzedanie jej majątku w okresie wojny i spodziewanej inflacji” oraz „samowolnemu pożyczeniu pieniędzy spółdzielczych Potockiej”. Trzeba tu podkreślić, że każdy wyszczególniony przez niego fakt został potwierdzony poświadczonymi notarialnie odpisami stosownych dokumentów.

Sprawozdanie ze sprzedaży mienia Spółdzielni „Dom Polski nad Adriatykiem” w Jugosławii na wyspie Solta.

W roku 1942 otrzymałem w Jugosławii nieograniczone pełnomocnictwo wystawione przez notariusza Antoniego Massalskiego z Warszawy z dnia 25.3.1942 Nr. 395 i polecenie Dyr. Spółdzielni Mikułowskiego na sprzedanie mienia Spółdzielni „Dom Polski nad Adriatykiem” na Solcie, motywując to tym, że okupanci kazali wszystkie spółdzielnie w jak najkrótszym czasie zlikwidować. Likwidacja Spółdzielni była już w roku 1939 na walnym zgromadzeniu uchwalona, ponieważ nie była w stanie zapłacić ciążącego długu na hipotece 100000 din. w Banku Hipotecznym w Splicie. Pięć rat już nie było zapłaconych i Bank groził licytacją mimo moich kilkakrotnych interwencji. Hipoteka domu polskiego w Rogaczu na Solcie nie była klauzulą obciążona, że wolno dom ten sprzedać tyko polakowi, jak to miały inne parcele w Necujan na Solcie, na wyspie Braczu i na Hwarze. Po czterokrotnych bezowocnych obwieszczeniach w gazecie beogradzkiej, zagrzebskiej i splickiej znalazłem za pomocą pośrednika kupca Mladinova, na dom w Rogaczu, który mnie zapłacił żądaną sumę 200000 Lirów. Przy zawarciu umowy spisanej przez adwokata Dr. Ulisse Stangera (Ministra Partyzanckiego, zamieszkałego obecnie w Fiume) wymogłem na Mladinovi, że aż do końca wojny mogą emigranci polscy w tym domu bezpłatnie mieszkać, z czego też oni aż do roku 1945 korzystali. Z sumy 200000 Lir zapłaciłem długi, zobowiązania i podatki – jak zestawienie i załączniki wskazują – a 100000 Lirów pożyczyłem na prośbę Prezesa Ogniska Polskiego w Zagrzebiu Alfreda Laskiego i Kierownika Komitetu Polskiego Jana Moczydłowskiego z Splitu przedstawicielce szwajcarskiego Czerwonego Krzyża Potockiej, która opiekowała się emigrantami polskimi w Jugosławii. /Jak skrypt dłużny/ Uczyniłem to mając na względzie 70 rodzin emigrantów polskich. Wysłanie tych pieniędzy do Warszawy było wykluczone.

Co do reszty mienia Spółdzielni (parcele w Necujam leżące obok mego majątku) postąpiłem w myśl zawartej z Dyr. Mikułowskim umowy z dnia [brak cyfr – WJB] marca 1939 przed moim wyjazdem do Jugosławii, że ja i moja żona obejmą jako polacy te parcele na własność za nasze 7 udziałów z tem, że ewentualna dopłata nastąpi po obliczeniach likwidacyjnych. Swiadkiem tej umowy był P. notariusz Dutkiewicz, zamieszkały ul. Piusa XI Nr. 54. Parcele te były w moim używaniu przez 20 lat. Ja też wszelkie wydatki na utrzymanie tych parcel łożyłem. Umowy tej nie zahipotekowałem tylko zaprenotowałem zostawiając to po skończeniu likwidacji. (załącznik orzeczenie sądowe). O tych moich czynnościach zawiadomiłem Dyr. Mikułowskiego.

Spółdzielnia jeszcze posiada na wyspie BRAC 40000 m ziemi i ładną parcelę na Wyspie Hvar.

Późne moje zgłoszenie się usprawiedliwiam tem, że od 1939 roku do 1946 żadnych wiadomości z Polski nie otrzymywałem. Do kraju wróciłem jako repatriant w październiku 1946 r. W Warszawie spalono i zniszczono mi mieszkanie, musiałem sobie inne miejsce szukać do zamieszkania, co dość długo trwało. Potem pisałem do członków Spółdzielni, ale żadnych odpowiedzi nie dostałem. Wreszcie znalazłem Pułk. Kopecznego, który mi wskazał w tym miesiącu likwidatora Spółdzielni.

Oskarżenia Nazarewskiej w konsulacie polskim w Beogradzie, że ja sprzedałem dom w Rogaczu na własną rękę, bezprawnie, że ja pieniądze te sprzeniewierzyłem, że żona moja volkslistę podpisała, jako bezczelne oszczerstwo oddałem prokuratorowi.

Jest to jej zemsta za wykluczenie jej ze Spółdzielni za oszustwa i bardzo szkodliwe działanie na niekorzyść Spółdzielni. Nazarewska w czasie inwazji włoskiej była przyjaciółką osławionego komisarza faszystowskiego Antoniego Galasso. Jego ona namówiła, żeby dom na Rogaczu zajął i wyrabował. Nas Galasso za jej namową, ustawicznie prześladował i rewizji nasyłał. Było to bardzo niebezpieczne, bo w naszym domu formowały się wojska partyzanckie (zaświadczenie gminy Grochote). Za uwierzytelnienia notarialne załączników zapłaciłem 420 zł., które proszę do kosztów likwidacji zarachować.

Ta dość gwałtowna nagonka, w której rozważano nawet skierowanie sprawy do sądu, było zorganizowanym działaniem najprawdopodobniej zapoczątkowanym przez byłą administratorkę „Zofiówki” na Rogaču, drugiego domu polskiego na wyspie, Władysławę Nazarowską, którą 23 marca 1941 Walne Zgromadzenie Spółdzielni „na skutek szkodliwej działalności dla Spółdzielni wykluczyło z liczby członków”. Niewątpliwie była to akcja mająca głównie odwrócić uwagę od niej i jej, jak pisze Bartelmus, niegodne zachowania w czasie wojny.

O uczciwości w postępowania wojennego likwidatora świadczy fakt postawienia przez niego w 1947 roku swojej nieruchomości „Bartelmusówki” jako kaucję za czynności prawne przeprowadzone na Solcie:

Józef Bartelmus okazuje wypis aktu [brak numeru – WJB] na dowód, że jest właścicielem nieruchomości „Bartelmusówka” […]

Mocą aktu niniejszego Józef Bartelmus na hipotece rzeczonej nieruchomości zapisuje hipotekę kaucyjną w wysokości złotych 10.000.000 na zabezpieczenie wszelkich należności w kapitale, procentach i kosztach przypadać mogących od niego jako likwidatora i pełnomocnika spółdzielni „Dom Polski nad Adriatykiem – Spółdzielnia Budowlano-Mieszkaniowa w Warszawie z odpowiedzialnością udziałami w likwidacji.

Zwykłe warunki i rygory.

Bartelmus zezwala na ujawnienie tego aktu w księdze hipotecznej rzeczonej nieruchomości na jednostronny wniosek Krystyny Strusińskiej (powojenny likwidator Spółdzielni ”Dom Polski nad Adriatykiem”), lub osoby przez nią upoważnione”.

Powojenni działacze spółdzielczy w działaniu Bartelmusa nie chcieli widzieć jeszcze innego pozytywnego aspektu po koniecznym wyzbyciu się nieruchomości, a mianowicie wsparcie polskich emigrantów. Ten ostatni aspekt jest w ogóle nieznany. Przez powojennych urzędników fakt ten został podniesiony do jednego z głównych zarzutów (samowolne pożyczenie pieniędzy spółdzielczych!). Gdy w tamtych czasach i okolicznościach był to najrozsądniejsze a zarazem najhumanitarniejsze wykorzystanie pozostałych pieniędzy w obliczu wojennej inflacji, tym bardziej że formalnie kwota ta miała być zwrócona w pokojowych czasach:

P[ani] Hrabina Maria Arturowa POTOCKA, zamieszkała w Polsce w Krakowie w pałacu „Pod Baranami”, wypożyczyła w dniu dzisiejszym od Spółdzielni „Dom Polski nad Adriatykiem” zastąpionej przez likwidatora tej Spółdzielni P. Józefa Bartelmusa, zamieszkałego w Polsce w Warszawie przy ul. Piusa XI Nr. 47a, sumę lirów włoskich 100000 (sto tysięcy lirów) zwrotną w Polsce w walucie krajowej w terminie 6 (sześciu) miesięcy po zawarciu pokoju w wysokości tej kwoty w stosunku dzisiejszym oficjalnej giełdy w Zurichu wraz z odsetkami 6% (sześciu procent) do rąk P. Józefa Bartelmusa, lub osoby przez niego wskazanej z zarządu Spółdzielni „Dom Polski nad Adriatykiem”. Obie strony zgadzają się przy ewentualnym sporze na orzeczenie sądu polubownego w Warszawie. Spalato, dnia 19 grudnia 1942 r.

Maria Arturowa Potocka mp. Józef Bartelmus mp.

Swiadkowie: 1. Alfred Laski Prezes Ogniska Polskiego w Zagrzebiu mp.

2. Jan Moczydłowski Kierownik Komitetu Polskiego w Spalato mp.

Sprawozdanie J. Bartelmusa przynosi też jeszcze jedną nieznaną informację, a mianowicie o partyzantce tworzonej na wyspie. I ten aspekt jest nieznany, nawet w Chorwacji. Niestety w zachowanych materiałach nie ma wspominanego odpisu pisma wystawionego przez urząd gminy Grohote, a byłby on dobrym materiałem wyjściowym do dalszych badań.

Z dostępnych dokumentów wynika, że sprawa ewentualnej rewindykacji mienia Spółdzielni na wyspie Solta i pociągnięcia do odpowiedzialności jej likwidatora, po wyjaśnieniach wzmocnionych uwierzytelnionymi notarialnie odpisami stosownych dokumentów oraz opiniami warszawskiego Biura Prawnego, została w połowie 1948 roku zawieszona i ostatecznie umorzona.

Świdnica

Świdnica, cmentarz przy Alei Brzozowej. Pomnik na wspólnym grobie. Foto: Autor, 2017

Nie wiadomo jak długo Bartelmusowie przebywali na wyspie. Jeśli wierzyć Slavanowi, to mieli być ostatnimi Polakami, którzy ją opuścili, ale nie podaje on roku tego faktu.

Z przytoczonego powyżej oświadczenia Bartelmusa wynika, że przebywali na niej co najmniej do połowy 1942 roku. Ich wojenne losy nie są znane. Do kraju wrócili dopiero w październiku 1946 roku. Po dłuższych poszukiwaniach nowego miejsca na ziemi osiedli się w Świdnicy. Zajęli mieszkanie w południowo-wschodniej pierzei bloku ratuszowego (Rynek 41). Wraz z nimi zamieszkała (od 1947 r.) siostra Józefa, Zofia, do której w 1958 r. dołączył mąż Karol Gadlec (*1881 – †1961), były urzędnik sądowy, u którego w kawalerskich czasach pomieszkiwał Bartelmus. Według niepotwierdzonych informacji Bartelmus miał pracować w świdnickim starostwie. Zmarł 31 lipca 1950 roku. Pochowany został na katolickim cmentarzu przy al. Brzozowej. Grób zachowany do dzisiaj.

Tabliczka z numerem i nazwą ulicy na wyspie Šolta. Fotografia udostępniona przez Polskie Towarzystwo Kulturalne Polonez – Poljska kulturna udruga POLONEZ w Splicie

Podpułkownik Józef Bartelmus, wyjątkowa postać, zasłużona dla polskiego sądownictwa wojskowego, jest właściwie postacią nieznaną nie tylko świdniczanom, choć od pewnego czasu w środowiskach prawniczych czynione są próby jego przypomnienia, to najpełniej został uhonorowany w dalekiej Dalmacji/Chorwacji, na wyspie Solta. Od kilkunastu lat jest bowiem patronem biegnącej prostopadle od wybrzeża w głąb wyspy ulicy, której przedłużeniem jest część Necujam staze. Tym samym Józef Bartelmus jest jedynym powojennym mieszkańcem Świdnicy, który za granicą posiada swoją ulicę! I chyba jest to jedyna ulica na wyspie, której patronem jest osoba.

Świdnicy nie znane są jakiekolwiek pamiątki po nim. Z autopsji wiadomo, że do roku 1972 żona przechowywała olejny portret męża w mundurze komandora porucznika. Przypuszczalnie powstał on po jego śmierci na podstawie fotografii identycznej jak ta z toruńskich tableau. Według wszelkiego prawdopodobieństwa jego autorem był mieszkający w Świdnicy artysta malarz Antoni Bradé (*1887-†1973). Po śmierci żony obraz zaginął. Może nie bezpowrotnie.

Wolfgang J. Brylla


[1] Terminy „audytoriat” jak i „audytor” określające wojskowy wymiar sprawiedliwości oraz sędziów i prokuratorów wojskowych przejęte zostały z armii zaborczych.

[2] O ppułk. J. Bartelmusie wspominają co prawda nieliczne publikacje drukowane (w dalszej części artykułu będą one przywołane) i internetowe, z których najwartościowsza jest https://pl.wikipedia.org/wiki/J%C3%B3zef_Bartelmus (pozostałe są powtórzeniami w różnych konfiguracjach), to są one zdecydowanie daleko niepełne i w znacznej części przekłamane.

[3] ISSN 0137-3366

[4] https://pl.wikipedia.org/wiki/August_B%C3%A1lasits (dostęp grudzień 2017 r.): August Erwin Bálasits (28.08.1844-15.07.1918), profesor austriackiego prawa procesowego cywilnego we Lwowie.

[5] https://pl.wikipedia.org/wiki/W%C5%82adys%C5%82aw_Abraham (dostęp grudzień 2017 r.): Władysław Henryk Franciszek Abraham (10.10.1860-15.10.1941), profesor prawa kościelnego.

[6] https://pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_Starzy%C5%84ski (dostęp grudzień 2017 r.): Stanisław Starzyński (18.04.1853-17.11.1935), profesor prawa konstytucyjnego, polityk.

[7] https://pl.wikipedia.org/wiki/Marceli_Chlamtacz (dostęp grudzień 2017 r.): Marceli Chlamtacz (26.04.1865-07.01.1947), profesor prawa rzymskiego i cywilnego.

[8] https://pl.wikipedia.org/wiki/19_Pu%C5%82k_Piechoty_k.k._Landwehry, (dostęp grudzień 2017 r.). Kolory pułkowe: trawiasty (grasgrün), guziki srebrne z oznaczeniem „19”.

[9] Cytowane fragmenty przytaczane są w wersji oryginalnej, bez jakichkolwiek poprawek. W nawiasach kwadratowych umieszczono uzupełnienia, komentarze lub wyjaśnienia.

[10] https://pl.wikipedia.org/wiki/Karol_Marian_Engel (dostęp grudzień 2017 r.): Karol Marian Engel (ok. 1852-1928), doktor, rządowy przedstawiciel członek/przewodniczący w komisjach egzaminacyjnych Wydziału Prawa.

[11] http://www.ipsb.nina.gov.pl/a/biografia/piotr-stebelski (dostęp grudzień 2017 r.): Piotr Stebelski (Uhr-Stebelski) (15.07.1857-24.09.1923), profesor austriackiego prawa i postępowania karnego.

[12] Bugusław Longschamps de Berier, rocznik 1884, prawnik, urzędnik w emigracyjnym rządzie gen. Sikorskiego, po 1945 sekretarz generalny Uniwersytetu Poznańskiego.

[13] Alexander Adolf August Karl von Linsingen (10.02.1850-05.06.1935), generał pułkownik (=generał broni), od stycznia 1915 r. dowodził nowo powstałą Armią Południe, od lipca 1915 r. Armią Bug, a od września 1915 do marca 1918 r. Związkiem Taktycznym (Herresgruppe) Linsingen. Więcej zob: https://en.wikipedia.org/wiki/Alexander_von_Linsingen (dostęp grudzień 2017 r.) i http://www.twierdzaprzemysl.org/index.php?menu=art&akction=Alexander_von_Linsingen (dostęp 2017 r.).

[14] Gerichtsherr = oficer przełożony.

[15] Longchamps, op. cit. s. 361: Wojciech Letowsky, generał, zniemczony Czech, w 1915 roku komendant miasta Lwowa, zwolennik szybkiego i bezmyślnego stosowania plutonów egzekucyjnych.

[16] Kundschaftstelle = wojskowy urząd wywiadowczy.

[17] Za: https://pl.wikipedia.org/wiki/Albin_Rayski (dostęp grudzień 2017 r.): poseł do Sejmu Krajowego Galicji pięciu kadencji. Członek Ligi Narodowej.

[18] Schriftführer = pisarz, protokolant.

[19] Longchamps, op. cit., s. 357: major audytor Bielski był komendantem austriackiego sądu garnizonowego we Lwowie.

[20] https://pl.wikipedia.org/wiki/Signum_Laudis (dostęp 10.12.2017 r.). Medal został wprowadzony dekretem cesarza Franciszka Józefa z 12 marca 1890 jako medal honorowy za wybitną służbę wojskową na rzecz monarchii tak w czasie pokoju, jak i wojny. Przysługiwał jedynie oficerom. W roku 1916 posiadał trzy klasy.

[21] https://pl.wikipedia.org/wiki/Order_Franciszka_J%C3%B3zefa (dostęp 10.12.2017 r.). Order ustanowiony w 1849 za zasługi cywilne i wojenne. Początkowo trójklasowy, później otrzymał pięć klas (Krzyż Wielki, Komandor z Gwiazdą, Komandor, Oficer, Kawaler).

[22] https://pl.wikipedia.org/wiki/Odznaka_Honorowa_%E2%80%9EOrl%C4%99ta%E2%80%9D, dostęp grudzień 2017 r.

[23] https://pl.wikipedia.org/wiki/Medal_Dziesi%C4%99ciolecia_Odzyskanej_Niepodleg%C5%82o%C5%9Bci, dostęp grudzień 2017 r.

[24] CAW – Kolekcja, Został on anulowany roz. KMW 18/34 (2973),

3 LIKES

Skomentuj jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Mission News Theme by Compete Themes.