Press "Enter" to skip to content

Historia klasztoru franciszkanów (cz. 4)

Spread the love

Z racji podjętych prac związanych z uporządkowaniem miejsca, gdzie niegdyś wznosił się kościół i klasztor franciszkanów (pisaliśmy o tym tutaj: Archeologiczne „eldorado”?, Świdnica zyska zabytek!) warto przybliżyć historię tych obiektów. Trzy pierwsze części niniejszego pracowania można przeczytać tutaj: Historia klasztoru franciszkanów (cz. 1), Historia klasztoru franciszkanów (cz. 2) i Historia klasztoru franciszkanów (cz. 3).

Na placu budowy rozpoczęto nowy wykop pod sieć odpływową od strony przychodni Ars Medica, prostopadle w kierunku ulicy Franciszkańskiej i miejsca gdzie wznosił się kościół pw. Najświętszej Marii Panny „w lesie”. Pojawiły się w nim fragmenty dwóch murów, coś wyglądające na pozostałości – być może fundamentu oraz fragmenty bruku z kamieni polnych. Zbyt mała wielkość wykopu nie pozwala znowu stwierdzić, jak duży są to relikty, pozostające chyba jeszcze poza obrębem dawnego kościoła.

Galeria (kliknij na zdjęcie, aby powiększyć)

Wracając do historii klasztoru…

W okresie kontrreformacji już 1 września 1627 roku do Świdnicy przybyli dwaj franciszkanie, wysłani przez prowincjała zakonu Michaela de Trapow. Przeprowadzili oni wizję lokalną zabudowań klasztornych pozostających nadal w rękach ewangelików i po krótkiej gościnie u świdnickich dominikanów wyjechali, aby zdać relację z zastanego stanu prowincjałowi. Ten zawiadomił o chęci ponownego objęcia klasztoru przez franciszkanów cesarza Ferdynanda II Habsburga. Podjął on decyzję o wprowadzeniu franciszkanów do klasztoru celem jego objęcia i zlecił wykonanie tego zadania staroście księstw świdnickiego i jaworskiego Heinrichowi von Bibranowi. Ten przybył do Świdnicy 21 czerwca 1628 roku i zażądał od rany wypełnienia cesarskiego rozkazu. Rada miejska próbowała oponować i dowodzić swoich praw własności do klasztoru, wysiłki te okazały się jednak nieskuteczne, bowiem we wspomnianej już deklaracji z 1565 roku rada miejska zobowiązywała się jedynie do czasowego użytkowania klasztoru, do momentu ewentualnego powrotu franciszkanów. Mało tego, cesarz nakazał odszukanie spisu ruchomości, sporządzonego przed przekazaniem klasztoru ewangelikom i zwrot ich wszystkich, a jeżeli byłoby to niemożliwe, wynagrodzenie im strat.

Fragment widoku miasta autorstwa Meriana z 1650 r. z zaznaczonym kościołem franciszkanów

21 czerwca 1628 roku starosta w towarzystwie prowincjała, gwardiana i dwóch braci zakonnych spotkał się w Zaułku Świętokrzyskim z dwoma duchownymi ewangelickimi i pisarzem miejskim, którzy przekazali mu klucze do klasztoru. Pastorowi Kasparowi Hermannowi nakazano opuścić klasztor, co też niebawem uczynił, a rada miejska musiała wyasygnować kwotę 1700 talarów odszkodowania za brakujące elementy wyposażenia klasztoru i kościoła oraz za to, że korzystali z majątku klasztornego.

Niestety, franciszkanom nie było dane spokojnie zagospodarować się na powrót na swoich włościach. Trwająca od 1618 roku wojna religijna, którą historia nazwała później 30-letnią, wpłynęła na losy franciszkanów w Świdnicy. 13 września 1632 roku na wieść o podążających w kierunku Świdnicy protestanckich wojsk sasko-brandenburskich, uciekli z miasta wraz z kościelnymi skarbami. W pobliżu Jedlinki (obecnie część Jedliny Zdrój) zostali napadnięci przez grasantów i obrabowani. W tym samym czasie pastor Kaspar Hermann, który nadal przebywał w Świdnicy, ponownie przejął klasztor, jednak kilka miesięcy później, w 1633 roku zmarł na zarazę. Przez dwa lata klasztor stał całkowicie opustoszały i dopiero w 1635 roku franciszkanie ponownie wrócili do Świdnicy. Kolejne lata wojny nie sprzyjały rozwojowi konwentu, który dzielił los miasta, wielokrotnie zajmowanego przez wojska katolickie i protestanckie. Z pewnością masowe grabieże, nakładane kontrybucje i straszliwe zniszczenia materialne, jakich doświadczyła Świdnica, stały się udziałem także konwentu. Lata po zawartym pokoju w 1648 roku również dla franciszkanów nie były zbyt pomyślne chociażby z racji tego, że podnoszące się pożogi miasto I napływający do niego mieszkańcy nie byli już tak hojni w swoich fundacjach i darowiznach na rzecz klasztoru.

Fragment obrazu przedstawiający wielki pożar miasta we wrześniu 1716 roku. Zabudowania franciszkańskie nie poniosły wówczas szkody, ciekawostką jest natomiast schematyczne zaznaczenie klasztoru franciszkanów bez kościoła

W 1668 roku z pomocą klasztorowi przyszedł potomek średniowiecznego rodu Wierzbnów – rzekomych fundatorów klasztoru w 1220 roku – Georg Stephan von Würben und Freudenthal, będący hrabią Rzeszy i pełniący funkcję skarbnika kraju morawskiego. 25 marca zapisał on klasztorowi czynsz w wysokości sześciu procent od kwoty 4.0000 florenów. Wspierał także finansowo bieżące wydatki związane z odbudową klasztoru jaką prowadzono od 1688 roku. Z jego też inicjatywy wykonano drugą z marmurowych tablic, która zachowała się do chwili obecnej i wisiała kiedyś w prezbiterium kościoła, a dziś w sieni budynku dawnej Szkoły Podstawowej nr 10. Inskrypcja na niej znajdująca się głosi (tłumaczenie historyka Sobiesława Nowotnego):

Tenże klasztor, wraz z kościołem, zwanym „w lesie”, został wybudowany wielkim kosztem i lokowany, w tym mieście Świdnicy ku chwale Bożej i ku czci jego niepokalanej matki, wiecznej Dziewicy Maryi, w 1220 roku z pobożnej żarliwości wobec Boga i świętego Franciszka (z przeznaczeniem) dla czcigodnych braci zakonu minorytów od św. Franciszka przez słynnych panów Stephana i braci Andreasa, Stephana i Franza, hrabiów von Würben, jakoż hojnych fundatorów, co uznane zostało przez wspomnianych czcigodnych braci zakonnych. Za sprawą nieprzychylności czasów popadł on jednak w wielką ruinę. Aby tym samym pamięć o tych pobożnych fundatorach i ich krewnych nie wygasła, aby zaś o wiele bardziej była odświeżona, potomek tej prastarej rodziny von Würben z gorącej żarliwości wobec Boga i jego niepokalanej matki, jak również dla św. Franciszka, odremontował w 1688 r. na własny koszt wspomniany klasztor wraz z kościołem, był to mianowicie jaśnie oświecony pan Georg Stephan, hrabia Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego von Würben und Freudenthal, pan na majątkach Groß-Herlitz (Velke Heraltice), Chozoziboritz, Lybodfritz, najwyższy kanclerz Jego Cesarskiej i Królewskiej Mości i rzeczywisty skarbnik, oraz wyższy skarbnik Margrabstwa Moraw, ku jego pamięci tablica ta została wykonana i wystawiona.

Fragment widoku miasta Wernera z 1738 roku za zaznaczonym kościołem franciszkanów

Ponieważ potomkowie Georga Stephena wspomniany czynsz płacili niezbyt regularnie, w 1693 roku, kolejny z rodu Wierzbnów – Ferdynand Oktawian von Würben und Freudenthal ustanowił nowy, większy czynsz w wysokości 6 procent od kwoty 21.000 talarów.

Zakres prac budowlano-remontowych pod koniec XVII obejmował nie tylko same budynki, ale także remont lub wymianę elementów wyposażenia. W 1691 roku dzięki dotacji miasta w wysokości 6 guldenów zamontowano na wieży kościoła nowy mechanizm zegarowy oraz odnowiono na tarczy zegarowej umieszczony tam herb miasta. Z tej ostatniej informacji wynika, że na wieży znajdowała się tylko jedna tarcza zegarowa, a nie cztery, tak jak to miało miejsce na przykład w wypadku wieży ratuszowej. Remonty prowadzone w klasztorze przeciągnęły się aż do początków XVIII wieku, do 1712 r. W 1727 roku wykonano renowację organów, a jedenaście lat później, w 1738 roku odnowiono elewacje wieży kościelnej. Rok wcześniej wykonano nową kryptę w której mieli być chowani zakonnicy, a w marcu 1740 roku rozpoczęto inwestycję związaną z przedłużeniem jednego ze skrzydeł klasztoru, w którym miano umieścić liczącą 6 tysięcy woluminów bibliotekę.

Mimo stosunkowo szerokiego zakresu prac remontowych, stan techniczny klasztoru i kościoła chyba nie był najlepszy. 14 lipca 1748 roku podczas mszy świętej zawaliła się empora cechu szewców w kościele, która użytkowali od II połowy XVI wieku. Ciężko poszkodowanych zostało wówczas 30 osób.

W latach 1748-1751 remontowane były przez mistrza murarskiego Wenzla Matthausa – refektarz, kilka pomieszczeń w budynku klasztornym, więźba dachowa nad nim I gipsowe stropy. W końcu w 1753 roku malarz Johann Kaspar Koleve odnowił malaturę ołtarza Matki Boskiej Bolesnej w kościele klasztornym.

Fragment planu oblężenia Świdnicy w 1757 roku z zaznaczeniem położenia w ówczesnej topografii miasta klasztoru i kościoła franciszkanów

Ten wydawałoby się dobry okres w historii klasztoru przerwał kolejny konflikt pomiędzy Austrią i Prusami o Śląsk. Tzw. Wojna siedmioletnia (1756-1763) zwana także III wojną śląską doprowadziła do wielkich zniszczeń budynków klasztornych. Podczas oblężenia miasta przez wojska austriackie i w wyniku bombardowania bombami zapalającymi w nocy z 5/6 listopada 1757 roku, rozprzestrzeniający się pożar w centrum miasta dotarł na ulicę Grodzką. W swojej pracy poświęconej oblężeniom twierdzy świdnickiej – Klucz do Śląska – historyk Sobiesław Nowotny tak opisuje ową tragedią:

Gorsza sytuacja jednak zapanowała w centrum miasta, gdy płomienie z folwarku Müllera przeszły niesione wiatrem ponad umocnieniami wału głównego twierdzy i zajęły dachy domów przy ulicy Grodzkiej. Stąd ogień rozprzestrzenił się dalej na ulicę Zamkową, Kotlarską oraz obecną Franciszkańską. Pożar dotknął również klasztoru franciszkańskiego I stojącego tu kościoła pw. Najświętszej Marii Panny „w lesie”. Hoffman [od red. – świdnicki rzeźbiarz August Gottfried Hoffmann był autorem Pamiętnika z okresu wojen śląskich] zanotował w swoim pamiętniku następującą notatkę na ten temat: „Wiatr przeniósł ogień wysoko nad domami tak, iż zajął on wieżę kościoła franciszkanów. Spłonęła ona w całości tak, iż pozostałą tylko część z tego dużego kościoła. Przy okazji spłonęło kilka tysięcy korców owsa i wielkie Ilości mąki”.

Okazało się bowiem, że Prusacy w kościele urządzili magazyn zbożowy. Wykorzystywanie obiektów sakralnych na magazyny i szpitale nie były czymś nowym w strategii Prusaków, którzy liczyli na to, iż obiekty sakralne mogą być przez oblegających oszczędzane podczas bombardowań, co rzeczywiście na ówczesnym polu walki miało zazwyczaj miejsce. Już podczas I I II wojny śląskiej budynek klasztorny franciszkanów był zapewne zamieniony na lazaret, podobnie jak inne tego typu budynki w mieście.

Oblężenie Świdnicy w 1757 roku. Zaznaczono kościół franciszkanów obok którego widoczne są płomienie pożarów, które doprowadziły do zniszczenia obiektów franciszkańskich

Pożar kościoła, budynku klasztoru na który ogień się przeniósł oraz wszystkich budynków gospodarczych przyniósł ogromne straty, szacowane na astronomiczną na ten czas kwotę 100.000 talarów. Stopiły się między innymi dzwony na wieży kościelnej, które spadły w dół wieży i podsyciły pożar, zniszczeniu uległo wiele zabytkowych epitafiów, w tym to najcenniejsze z 1392 roku poświęcone księżnej Agnieszce habsburskiej. Spłonęła także w całości wspomniana biblioteka z 6.000 tysiącami książek. Wydawało się, że jest to koniec historii klasztoru, jednak franciszkanie jeszcze raz podjęli trud jego odbudowy. W jakim stopniu i czy był ona równie okazały, jak ten prezentowany na rycinie Wernera z okresu tuż przed III wojną śląską (prezentowaliśmy ją w poprzedniej części artykułu), trudno dziś orzec. Faktem bezspornym jest to, że jeżeli odbudowana została wieża kościoła, z której dzwony w dniu 3 października 1366 roku ponownie zwołały świdniczan na nabożeństwo, musiał także zostać podniesiony z ruin sam kościół. Wydaje się jednak, że klasztor nie zdołał wrócić do dawnej świetności I majętności. Historyk Heinrich Schubert w swojej pracy Szkice z historii miasta Świdnicy pisze:

(…) lecz tutejszy konwent do czasu sekularyzacji zakonu w 1810 roku nie zdołał się już podnieść. W momencie kasaty zakonu w klasztorze znajdowali się jedynie gwardian, jeden z braci zakonnych I tercjarz; źródła nie wspominają o jakichkolwiek dziełach sztuki. Kiepsko wyposażona biblioteka znajdująca się w całkowitym nieładzie, upchnięta została w niskim, nadzwyczaj brudnym pomieszczeniu obok organów [a więc w kościele, nie w klasztorze]. Budynki klasztorne były niewielkie i zrujnowane.

Budynek dawnego gimnazjum wzniesiony na miejscu klasztoru i kościoła franciszkanów w latach 1852-1854

Ciekawostką jest, że korzystający z archiwalnych dokumentów Schubert, który pisał swoją pracę ok. 1910 roku wspomina, że: Pośrodku kościoła znajdował się grób księżnej Agnieszki (…)

Czyżby więc jeszcze na początku XIX wieku znane było i zaznaczone w kościele miejsce jej pochówku? Jeżeli tak, to nadal nierozwiązaną tajemnicą pozostaje, co stało się z ewentualnymi szczątkami księżnej czy też jej ewentualnym grobowcem, chociaż zważywszy na fakt, że została pochowana w krypcie książęcej, zapewne w posadzce kościoła była osadzona jakaś płyta z ewentualną inskrypcją, a nie tumba grobowa w rodzaju tych, jakie znajdują się w Krzeszowie, a należących do książąt Bolka I Surowego i jego wnuka Bolka II Małego. Niestety, samo miejsce pochówku księżnej zostało zapewne bezpowrotnie zniszczone. Znajdowało się ono bowiem pod prezbiterium kościoła, w miejscu, gdzie obecnie wznosi się budynek dawnej Szkoły Podstawowej nr 10. Raczej na pewno krypta książęca podczas wznoszenia tego budynku została rozebrana no chyba, że znajdowała się bardzo głęboko, o wiele głębiej niż fundamenty powstałego później budynku. Jest to jednak bardzo mało prawdopodobne.

Po opuszczeniu klasztoru przez ostatnich franciszkanów, obiekty przejęło państwo pruskie, które częściowo, wraz z niektórymi parcelami, przekazało władzom Świdnicy.

Elementy cokołu – budynku powstałego na miejscu dawnego klasztoru franciszkanów

Od 1813 roku rozpoczął się powolny proces likwidacji kościoła i klasztoru. Najpierw częściowo rozebrano kościół (prawdopodobnie wieżę i ewentualne przybudówki), natomiast główny korpus dawnej świątyni przeznaczono pruskim zwyczajem na magazyn, w tym wypadku soli. Budynek klasztorny został natomiast – po niewielkim remoncie – zaadaptowany na siedzibę Sądu Miejskiego. Dopiero 4 maja 1849 roku rada miejska wykupiła za 6.000 talarów od państwa pruskiego pozostałe parcele z położonymi na nich budynkami pofranciszkańskimi, w tym z samym klasztorem. Niemal natychmiast zaczęło się też wyburzanie wszystkich obiektów, włącznie z resztkami kościoła i budynkiem klasztoru. Prace te trwały do 1852 roku. Przez kolejne trzy lata wznoszono w miejscu dawnego klasztoru i kościoła budynek gimnazjum, który zachował się do chwili obecnej.

Jedynymi pozostałościami po dawnych obiektach franciszkańskich, są wspomniane już dwie marmurowe płyty z inskrypcjami, wmurowane w sień tego budynku. Zagadkowa wydaje się też być opaska (cokół) z piaskowca w przyziemiu wzniesionego w połowie XIX wieku. Stylowo niezbyt pasuje do tego okresu, poza tym złożona jest z różnej długości fragmentów, o różnej też fakturze na powierzchni. Wydaję się, że jeżeli byłaby wykonywana specjalnie dla na potrzeby nowego budynku, wszystkie elementy byłyby jednakowe. Czy byłby to zatem wtórnie wykorzystany cokół pochodzący z dawnych zabudowań franciszkańskich? Nie jest to wykluczone zważywszy na fakt, że materiał rozbiórkowy (np. cegły) mógł zostać w jakimś stopniu wykorzystany przy wznoszeniu istniejącego do dziś budynku przy Franciszkańskiej.

W kolejnej, piątej i ostatniej części opracowania o dziejach klasztoru i kościoła franciszkanów zaprezentujemy niespodziankę, którą przygotował jeden z naszych współpracowników.

cdn.

Andrzej Dobkiewicz (Fundacja IDEA)

13 LIKES

Skomentuj jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Mission News Theme by Compete Themes.