Press "Enter" to skip to content

Więzień Auschwitz. Trzy rocznice

27 stycznia br. przypada 75. rocznica wyzwolenia obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. 13 lutego br. minie 100. rocznica urodzin, a 21 marca br. 10 rocznica śmierci świdnickiego pioniera i więźnia niemieckich obozów koncentracyjnych – Mariana Wudniaka.

Urodził się 13 lutego 1920 roku w Herne (powiat Bochum, Westfalia, Niemcy) jako syn Michała Wudniaka i Katarzyny z domu Majchrzak. Rodzice, wywodzący się z Kujaw i Wielkopolski, na przełomie XIX i XX wieku wyemigrowali do Niemiec w poszukiwaniu pracy. Po zakończeniu I wojny światowej, w której brał udział jego ojciec Michał – siłą wcielony do niemieckiej armii, rodzina jesienią 1920 roku powróciła do Wielkopolski, osiedlając się w miejscowości Stęszew w powiecie poznańskim. Tu Marian Wudniak w 1926 roku rozpoczął naukę w Szkole Powszechnej, a następnie Publicznej Szkole Wydziałowej im. Działyńskich w Poznaniu. Od 1 grudnia 1936 roku uczył się zawodu kupieckiego w firmie „Hurtowy i Detaliczny Skład Towarów Kolonialnych, Win i Cygar – W. Ilski” w Śremie.

Marian Wudniak, więzień nr 11185

1 września 1939 roku w godzinach rannych jechał pociągiem ze Śremu do Poznania na urlop. Właśnie tu zastała go II wojna światowa. W Poznaniu spędził jej kilka pierwszych dni. 6 września wraz z ojcem i falą uciekinierów ruszył na wschód. Chcieli zapisać się do wojska i walczyć na froncie. Ojciec (wówczas 56 lat) wraz z grupą starszych uciekinierów wrócił do Poznania. Marian Wudniak dotarł do Kłodawy, gdzie wisiały plakaty z ogłoszeniami, iż Wojskowa Komisja Poborowa mieści się w majątku Wólka Czepowa pod Kłodawą. Na polance w Wólce Czepowej grupa kilku wojskowych rejestrowała ochotników zgłaszających się do wojska. Prowadzący rejestrację nie chcieli wpisać Mariana Wudniaka na listę ochotników ze względu na młody wiek, brak dokumentów wojskowych i przeszkolenia w wojsku. „Dopiero argumenty o ukończeniu przeszkolenia wojskowego w Szkole Zawodowej w Śremie oraz szkolenia w 1938 roku podczas obozu wojskowego w Rozewiu przekonały oficera, który zarejestrował mnie zaznaczając, iż zgłaszam się ochotniczo. To było 7 września 1939 roku. Po obiedzie wieczorem tego dnia sformowano kolumny marszowe, które wyruszyły w nocy w kierunku Kutna. Mój oddział został rozproszony. Pojedyncze grupki zostały otoczone przez Niemców i przewiezione ciężarówkami do obozów przejściowych w Koninie, Kole i Swarzędzu. W tym ostatnim, po zarejestrowaniu, mieszkańcy Poznania zostali zobowiązani udać się pieszo do swego miejsca zamieszkania. Udałem się więc do domu w Poznaniu. Po kilku dniach powróciłem do swego miejsca pracy w firmie „W. Ilski” w Śremie. Pełniłem tam funkcję pomocnika handlowego. W dniu 20 października 1939 roku, podobnie jak inni mieszkańcy, zostałem spędzony na Rynek, gdzie byłem świadkiem rozstrzelania 19 wybitnych mieszkańców miasta na czele z prefektem gimnazjum ks. Antonim Rzadkim” – napisał później we swoich wspomnieniach Marian Wudniak.

Marian Wudniak przed więzieniem w Śremie (1992 r.)

W Śremie Marian Wudniak zaangażował się czynnie w działalność organizacji podziemnej kierowanej z Poznania. Należeli do niej przeważnie jego koledzy z przedwojennej Szkoły Dokształcająco–Zawodowej. Grupa zajmowała się kolportażem prasy podziemnej, zbieraniem składek i przekazywaniem ich przez łączników do Poznania. Szerokiej pomocy udzielano, pracującym w ciężkich warunkach przy budowie kanału w Żabinku, jeńcom angielskim.

16 listopada 1940 roku został aresztowany w Śremie przez miejscową policję niemiecką. Na posterunku został dotkliwie pobity. „Dozorca więzienny (Polak) przyniósł mi do celi ubranie cywilne i powiedział: Panie Wudniak, niech się pan ubierze, pójdzie pan ze mną do kancelarii więziennej. Przyjechali po pana rzeźniki. Dwóch gestapowców w czarnych skórzanych płaszczach z walizkową maszyną do pisania spisało moje dane personalne i załadowało mnie do czarnej limuzyny z dwoma innymi więźniami. Przewieziono nas do Jarocina i osadzono w więzieniu śledczym gestapo – Geheime Staatspolizei-Statspolizestelle Posen-Aussendienststelle Jarotschin-Untersuchungshaft (Tajna Policja Państwowa, Urząd Policji Państwowej – Poznań, Posterunek Zamiejscowy Jarocin – areszt śledczy). W Jarocinie poddawany byłem prawie codziennemu przesłuchiwaniu i biciu. Nie przyznałem się do przynależności do organizacji podziemnej w Śremie oraz nie wydałem żadnego z kolegów” – pisał we wspomnieniach Marian Wudniak.

16 listopada 1940 roku Marian Wudniak został aresztowany w Śremie przez miejscową policję niemiecką. 7 grudnia ojciec Mariana Wudniaka – Michał Wudniak otrzymał pismo z Urzędu Zamiejscowego w Jarocinie Tajnej Policji Państwowej w Poznaniu następującej treści: „Syn Pana został z powodów polityczno-państwowych aresztowany. Przeciw odebraniu rzeczy syna nie mamy żadnych zastrzeżeń.”

Zawiadomienie do rodziców o aresztowaniu ich syna Mariana Wudniaka

Etapy uwięzienia

  • 16.11.1940 r. – 25.11.1940 r. – więzienie w Śremie
  • 25.11.1940 r. -15.1.1941 r. – więzienie śledcze gestapo w Jarocinie
  • 15.1.1941 r. – 28.3.1941 r. – obóz przejściowy SS-Fort VII Poznań
  • 28.3.1941 r. – 4.4.1941 r. – więzienie we Wrocławiu
  • 5.4.1941 r. – 27.10.1944 r. – obóz koncentracyjny Auschwitz-Birkenau
  • 28.10.1944 r. – 8.5.1945 r. – obóz koncentracyjny Flossenburg – filia Leitmeritz

Szczegóły uwięzienia

16.11.1940 r. – ok.godziny 19.00 aresztowanie przez policję niemiecką w miejscu zamieszkania (firma Ilskiego) tj. w Śremie (Rynek 8). Na posterunku policji niemieckiej, a następnie w piwnicy Ratusza został dotkliwie pobity

17.11.1940 r. – doprowadzony do więzienia w Śremie gdzie przebywałem do dnia 25 listopada 1940 r.

25.11.1940 r. – dozorca więzienny (Polak) przyniósł do celi ubranie cywilne i powiedział: – „Panie Wudniak niech się pan ubierze, pójdzie pan ze mną do kancelarii więziennej. Przyjechali po pana „ rzeźniki” (w ówczesnej gwarze więziennej znaczyło to gestapowcy). Dwóch gestapowców w czarnych skórzanych płaszczach gestapowców z walizkową maszyną do pisania spisało moje dane personalne i załadowało mnie do czarnej limuzyny z dwoma innymi więźniami. Przewieziono nas do Jarocina i osadzono w więzieniu śledczym gestapo – Geheime Staatspolizei-Statspolizestelle Posen-Aussendienststelle Jarotschin-Untersuchungshaft (Tajna Policja Państwowa, Urząd Policji Państwowej – Poznań, Posterunek Zamiejscowy Jarocin – areszt śledczy). W Jarocinie poddawany  byłem prawie codziennemu przesłuchiwaniu i biciu. Nie przyznałem się do przynależności do organizacji podziemnej w Śremie oraz nie wydałem żadnego z kolegów – wspominał Marian Wudniak

14.01.1941 r. – przewieziony został furgonem do centrali gestapo na Warthegau (Kraj Warty) w Poznaniu. Gestapo mieściło się w Domu Żołnierza przy ul. Fr. Ratajczaka. Tam spędził noc w piwnicy na gołych pryczach

15.01.1941 r. – osadzony w Forcie VII  w  Poznaniu (Ubergangslager – Fort VII

Posen 15), gdzie przebywał w okropnych warunkach, w celi nr 60 do 28 marca 1941 r.

28.03.1941 r. – został zakuty w kajdany i przewieziony pociągiem do więzienia we Wrocławiu , gdzie przebywał do dnia 4 kwietnia 1941 r.

4.04.1941 r. – został odtransportowany karetką więzienną do więzienia w Bytomiu gdzie spędził jedną noc.

5.04.1941 r. – pociągiem w wagonach więźniarskich, przywieziony został do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu (Konzentrationslager Auschwitz). Na miejsce przybył w poniedziałek, około godziny 20-21. Przy świetle reflektorów, poganiany przez „capów” z kijami oraz wrzasku SS-manów z psami, został wraz z innymi więźniami wyładowany na rampę obozową.

6.04.1941 r. – otrzymał w Auschwitz numer 11.185 oraz przydział do Bloku nr 1 i do grupy roboczej  rozbiórki domów  (Arbeitskommando Abbruch II)

Fragment księgi bunkra (blok 11) z którego cudem wrócił Marian Wudniak, z zaznaczonym wpisem jego pobytu

W czasie całego pobytu w KL Auschwitz pracował w następujących komandach:

  1. Abbruchkomando II – rozbiórka domów
  2. Strassenbaukomando – budowa dróg
  3. Kuchenbaukomando – roboty ziemne przy budowie kuchni
  4. Muhle Babitz komando – młyn Babice
  5. Landwirfschaft-Rolwagenkommando – wywóz śmieci i gnoju
  6. Futtermittelspeicherkomando – magazyn pasz

Praca w tych ostatnich komandach (praca pod dachem i pozyskanie dodatkowych racji żywności) pozwoliły mu przeżyć Oświęcim. Podczas pobytu w obozie przebywał w następujących blokach:

Blok nr 1 – od 6.04 1941 r. do lipca 1941 r.

Blok nr 20 – VIII, IX 1941 r. (chory na tyfus)

Blok nr 9 – X 1941 r.

Blok nr 8 – XI 1941 r., od I do II 1942 r.

Blok nr 11 – od 7.XII.1941 r. do 19.XII.1941 r.

Blok nr 18a – grudzień 1941 r.

Blok nr 23 – od III do VII 1942 r.

Blok nr 3 – VIII 1942 r.

Blok nr 22 – od IX 1942 r. do X 1944 r.

Blok nr 10 – od 20.X.1944 r. do 27.X.1944 r.

Blok nr 11a (Birkenau) – od 22.X.1944 r. do 27.X.1944 r.

Szczególnie tragiczny był pobyt w blokach 11 i 20. W bloku 20 Krankenbau (szpital) w miesiącach VIII i IX 1941 r. przeszedł tyfus plamisty. Natomiast w bloku nr 11 tzw. „bunkrze śmierci” przebywał w dniach 7.12.-19.12.1941 r. za ucieczkę jednego z więźniów z jego komanda.

22.10.1944 r. – został przeniesiony do obozu Oświęcim II/Brzezinka (Auschwitz II/Birkenau). Jak później wspominał, jego najbliższymi towarzyszami niedoli obozowej byli Stanisław Klimek (nr. 468) z Nowego Sącza, Kazimierz Jankowski (3885) z Warszawy, Jan Dudzik (303), Władysław Lenartowicz (9561), Władysław Minota, Jerzy Bielecki (243), Władysław Prochom „Bajbus” z Żywca, Tadeusz Srogi (178) i Wasyl Osieniej z Sumy na Ukrainie.

28.10.1944 r. – razem więźniów częścią więźniów został wywieziony do obozu Leitmeriz (Litomierzyce, Sudety, Czechosłowacja). W Waffen SS-Konzentrationslager Flossenburg-SS Kommando B-5 Leitmeritz otrzymał nr  37.857. Do najcięższych prac w obozie należało drążenie podziemnej sztolni „Richard” w górach.

Ogółem w niemieckich więzieniach i obozach koncentracyjnych przebywał 4 lata i 6 miesięcy. Przebyte choroby w czasie przebywania w KL Auschwitz i innych obozach i więzieniach: zapalenie płuc, świerzb, róża twarzowa, flegmona (ropowica), dyzenteria (biegunka krwawa), tyfus plamisty (dur wysypkowy), „muzułmanizm” głodowy. W wyniku przejść w latach wojny nastąpiło między innymi trwałe uszkodzenie mięśnia sercowego (wskutek przebycia tyfusu plamistego), choroba niedokrwienna serca, zapalenie oskrzeli, zaburzenia krążenia mózgowego, zapalenia korzonków nerwowych, nadciśnienie tętnicze, hemoroidy, tzw. „syndrom obozowy”, choroba zwyrodnieniowa stawów i kręgosłupa.

Z obozu w Leitmeritz został zwolniony w dniu 8 maja 1945 roku w związku z zakończeniem wojny, otrzymując za świadczenie:

„Marian Wudniak, ur. 12.2.1920 w Herne został 8 maja 1945 roku na zarządzenie Policji Bezpieczeństwa Leitmeritz (Litomierzyce) z SS Komando B-5 zwolniony. Jest zobowiązany swoją rodzinną miejscowość jak najszybszą drogą osiągnąć. Komendant obozu SS Hauptscharfurer Pannicke.”

Pod konwojem strażników został wraz z grupą innych więźniów doprowadzony do granicy „Protektoratu Czech i Moraw”, gdzie kolumna została rozpuszczona. Będąc już wolnym udał się do Pragi, gdzie razem z przyjacielem Kazikiem Jankowskim dotarł 9 maja. W Pradze przebywał od 10 do 18 maja 1945 roku. W tym czasie przez kilka dni przebywał na obserwacji i rekonwalescencji w szpitalu, potem został zakwaterowany w hotelu i na kwaterze prywatnej. W tym czasie korzystał z pomocy (jedzenie i odzież) Czerwonego Krzyża i czeskiego kościoła. 18 maja otrzymał zezwolenie podpisane przez komendanta policji i komendanta wojennego w Pradze na wyjazd do Polski, ważne do 31 maja 1945 roku. Z Pragi wyjechał 19 maja 1945 roku (około 12.00 z dworca im. Masaryka), pociągiem (przeważnie na dachu). 22 maja 1945 roku przyjechał do Oświęcimia, gdzie odwiedził Wandę Kondal i Krystynę Martini, dwie młode kobiety, które pomagały jemu i jego kolegom w czasach, gdy był więziony w Auschwitz. 28 maja był już w Krakowie, gdzie odwiedził swojego przyjaciela z obozu koncentracyjnego – Jurka Bieleckiego. Otrzymał tu również zasiłek w wysokości 100 złotych od Zarządu Pomocy Doraźnej dla Więźniów Politycznych z Obozu Oświęcimia. Z Krakowa wyjechał 29 czerwca 1945 roku do rodzinnego domu w Poznaniu.

We wrześniu 1945 roku z grupą osiedleńczą udał się na Ziemie Odzyskane. 10 września 1945 roku przybył do Świdnicy, zamieszkując przy ul. Westerplatte 15, gdzie oficjalnie został zameldowany wraz z matką 6 października 1945 r. Zaświadczenie wydane 19 października przez Biuro Meldunkowe w Świdnicy stwierdza, że był 3.372 osobą zameldowaną na pobyt stały w Świdnicy. Przez Państwowy Urząd Repatriacyjny, do którego ewidencji wpisano go pod numerem 6.093, został skierowany do Spółdzielni Spożywców „Świt”. W świdnickim handlu spółdzielczym przepracował następne 35 lat.

Fragment wspomnień Mariana Wudniaka z pobytu w Auschwitz: „Pracując w komandzie Futtermittelspeicherkomando (magazyn pasz), które mieściło się początkowo w budynku murowano-drewnianym, blisko zabudowań miasta Oświęcim (część zboża mieściła się w samym mieście, w budynku teatru, dokąd chodziliśmy je szuflować) przeżyłem ucieczkę. Uciekł więzień, którego nazwiska i numeru nie znam. Nazywaliśmy go Mietek „Ukrainiec”. Po ucieczce Mietka, przyjechali na komando SS-mani i kłuli bagnetami wszystkie sterty ze zbożem, otrębami itp. W jednej ze stert znajdowały się przedtem cywilne ubrania. Rzeczy te oraz żywność podrzucała nam często, poprzez zrobiony przez nas w drewnianej części budynku zamaskowany otwór, jakaś kobieta z pobliskich budynków. Nazwiska ani imienia tej kobiety nie znam. Po przeszukaniu całego budynku – nie znajdując żadnych śladów – przewieziono nas do „politische abteilung”. Stąd po stosunkowo niewielkim mordobiciu dostałem się wraz z moim przyjacielem Jankiem Lenartowiczem na Blok 11, do „bunkra śmierci”. Nie pamiętam dokładnych dat ani numeru celi w bunkrze. Pamiętam tylko, że funkcyjni odebrali nam czapkę i pasek. Pierwszą noc leżeliśmy na betonie. W nocy rozlegały się jakieś niesamowite wycia człowieka. Na drugi dzień przynieśli nam sienniki. Na moje zapytanie o wycie w nocy, funkcyjny odpowiedział mi, że to z bunkra głównego. Było nas w celi chyba dziewięciu. Z prowadzonych rozmów wywnioskowałem, że oprócz mnie i Jana Lenartowicza, był tam jeszcze major Polak oraz dwóch Rosjan, prawdopodobnie wojskowych, którzy nucili jakieś piosenki rosyjskie. Prawdopodobnie w czwartym dniu pobytu w bunkrze była „rozwałka”. Uprzedził nas o tym rano funkcyjny bunkra. W pewnym momencie usłyszałem na korytarzu jakiś wielki ruch, otwieranie i zatrzaskiwanie cel. Słychać było krzyki w rodzaju „jestem niewinny”, „ich bin unschulding”, „raus”, „du wirst erschossen”. Gdy zbliżali się do naszej celi, ustawiliśmy się w szeregu. Ja na czele po prawej stronie. Ponieważ znałem niemiecki – to ja w bunkrze meldowałem. Gdy otworzono drzwi celi, ukazali się w nich dwaj funkcyjni i Niemiec w czarnym mundurze, który miał jakąś listę czy księgę oraz jeszcze jeden SS-man. Od tej pory znalazłem się jakby we śnie czy odrętwieniu. Rozpoczęło się wyczytywanie numerów i nazwisk, krzyki „raus” i wypychanie przez SS-mana wyczytanych osób. Jednocześnie inny SS-man zaznaczał coś na liście. Z tego prawie obłąkania wyrwał mnie jakiś krzyk po niemiecku, a potem po polsku: – „Idź na bok pieronie”. Ktoś popchnął mnie na prawą stronę celi. Drzwi zatrzasnęły się. Za chwilę usłyszałem otwieranie dalszych cel, znowu krzyki, a potem głuche odgłosy wystrzałów. A my, po zamknięciu drzwi celi, bezwiednie padliśmy na kolana i w milczeniu przeżegnaliśmy się. A zostało nas trzech. Ja, Janek Lenartowicz i nie pamiętam, kto trzeci. Na drugi czy trzeci dzień po rozwałce wyszedłem na „lager”. Było to w godzinach przedpołudniowych, gdy wszystkie komanda były poza obozem. Blokowy wyraził zdziwienie na mój widok, opowiadając, iż dowiedział się od tych, co wkładali trupy po dwóch do skrzyń lub trumien, iż zostałem rozstrzelany pod „czarną ścianą”. Blokowy dał mi talerz zimnej zupy i kazał mi się położyć na górnej pryczy, aby nie zauważył mnie jakiś SS-man. To samo, co blokowy ze zdziwieniem stwierdzili koledzy, po przyjściu wieczorem z „aussenkomanda”. W komandzie Futtermittelspeicher przeżyłem jeszcze jedną ucieczkę. Było to w 1944 roku. Komando mieściło się wówczas w okazałym budynku Polskiego Monopolu Tytoniowego. Szefem esesmanem był Rottenführer Titze, natomiast funkcję kapo komanda pełnił Jurek Bielecki nr 243 z Krakowa. Wewnątrz budynku magazynu paszowego mieściło się zbudowane z desek oddzielne pomieszczenie służące do reperacji worków. Przy klejeniu worków zatrudnionych tam było dziesięć polskich Żydówek. Najstarsza z nich była aż z Paryża – mówiła jednak po polsku, dziewczęta nazywały ją „ciotką”. Była też młodziutka, 16-letnia Żydówka ze Słowacji. Było nas wówczas trzech serdecznych kolegów: Jurek Bielecki nr 243 nasz „szef”, ja – Marian Wudniak nr 11.185 – jego zastępca i Kazek Jankowski nr 3.885. Koleżankom od worków udzielaliśmy wszechstronnej pomocy żywnościowej. Odwdzięczały się nam koszulą, sweterkiem, mydełkiem czy innymi rzeczami z tzw. „Kanady” (paczki z Czerwonego Krzyża). Mieliśmy tam trzy koleżanki, które darzyliśmy szczególną sympatią. Były to Lonia, Cyla i Regina. Z jedną z nich – Cylą (po wojnie dowiedziałem się, że nazywała się Cecylia Cybulska i pochodziła z Łomży) ucieczki dokonał w lipcu 1944 roku Jurek Bielecki. Z kobietami rozmawialiśmy przez szpary w drewnianej zabudowie ich pomieszczeń. Lonia – to Lonia Szwarc z Lipna na Pomorzu, absolwentka gimnazjum. O Reginie nic bliższego nie wiem poza tym, że jej ojciec był właścicielem młyna. Po tej ucieczce Niemcy nie zastosowali wobec nas żadnych represji. Z Lonią Szwarc, która wraz z innymi kobietami z naszego magazynu pracowała później w budynku Stabsgebaude, wymieniałem się jeszcze niejednokrotnie liścikami, umawiałem się pod oknami Stabsgebaude, chcąc pójść śladami Jurka i Cyli. Niestety, nie zdążyłem. Wraz z Kazkiem Jankowskim wywiezieni zostaliśmy do obozu koncentracyjnego w Leitmeritz, gdzie przebywaliśmy do 8 maja 1945 roku.”

Listy z Auschwitz

W rodzinnym archiwum Mariana Wodniaka zachowało się 46 listów, które pisał do swoich rodziców i brata z obozu koncentracyjnego Auschwitz. Niemcy dbali o to, aby informacje o tym, co dzieje się w Auschwitz, nie przedostawały się na zewnątrz. Mimo, iż więźniowie mogli pisać listy dwa razy w miesiącu, nie mogli pisać o wszystkim. W kilku litach, które musiały być pisane ołówkiem, widać widoczne są fragmenty wymazane gumką, przez obozowego cenzora. Zresztą w jednym z pierwszych listów Marian Wudniak pisze rodzinie, co im wolno w korespondencji z nim, a co nie. Stąd listy pisane z obozu są bardzo lakoniczne, zawierają bardzo ogólne stwierdzenia i prośby o pomoc materialną. Dla rodzin jednak były niezwykle ważnym świadectwem na to, że ich bliscy żyją.

List 5

Oświęcim 28.09.1941 r.

Kochani Mamo i Bracie!

Dotarły do mnie Wasze dwa ostatnie listy, za które dziękuję. Jeden raz nie napisałem, ale wiecie, tak czy inaczej, że możecie do mnie pisać dwa razy w miesiącu. Jestem zdrowy i mam nadzieję, że Wy również pozostajecie przy dobrym zdrowiu. Kochana Mamo, pisz mi wszystkie nowiny o domu i naszej rodzinie. Kochani Mamo i Bracie, nie opuszcza mnie nadzieja, że kiedyś i dla nas nadejdzie ten czas, kiedy zobaczymy się znowu.

Serdecznie pozdrawiam i całuję także wszystkich znajomych i rodzinę.

Wasz Syn i Brat Marian

List 17

Oświęcim 4.10.1942 r.

Kochana Mamo i Bracie,

Wasz list z 4.10.49 dostałem, za co serdecznie dziękuję. Jestem zdrowy i dobrze się czuję. Cieszy mnie, że Wy także jesteście zdrowi. Dziękuję również za 10 marek. Więcej nie napiszę, bo pewnie znowu nie będziecie mogli wszystkiego przeczytać.

Serdeczne pozdrowienia i całusy także dla rodziny i znajomych.

Marian

List 19

Oświęcim, 15.11.1942 r.

Kochana Mamo i Bracie

Dotarł do mnie Wasz ostatni list, za co bardzo dziękuję. Cieszę się, że jesteście zdrowi i że dostaliście już zimowe kartofle. Jestem zdrowy i czuję się dobrze. Dziękuję za wszystkie pozdrowienia do krewnych. Poinformowano nas o możliwości wysyłania paczek z żywnością. Ta informacja brzmi tak: „Wszyscy więźniowie poza Żydami i obcokrajowcami mogą otrzymywać paczki z żywnością. Zawartość musi odpowiadać racji dziennej. Wszystko, co przekroczy dzienną rację, zostanie przez kierownictwo obozu skonfiskowane i rozdzielone pomiędzy więźniów, którzy nie otrzymają żadnych paczek. Jeśli w paczkach zostaną znalezione narzędzia pomocne w ucieczce lub grypsy, zarówno nadawca, jak i adresat zostaną poddani karze”. Pozdrawiam wszystkich kolegów i znajomych oraz krewnych.

Całuję i pozdrawiam Was serdecznie.

Wasz syn i brat – Maryś

List 24

Oświęcim, 9.05.1943 r.

Kochana Mamo i Bracie,

Ostatni list od was dostałem 7 kwietnia. Cieszę się, że jesteście zdrowi. Ja teraz też jestem zdrowy i czuję się dobrze. Poinformowano nas, że dozwolone są paczki ze środkami do życia do 3 kg. Jednocześnie nie ustalono liczby paczek. Zabronione są płyny i leki. W każdej paczce powinien się znajdować wykaz zawartości w dwóch egzemplarzach. Nie musicie mi na razie wysyłać paczek, bo myślę, że sami macie niewiele. Ale paczki mogą też wysyłać inne osoby. Jeśli macie za mało pieniędzy, to mi ich nie wysyłajcie, bo sami możecie ich potrzebować. Czekam już ponad miesiąc na list od was. Proszę, przekażcie pozdrowienia dla pana Pazia i dla Państwa Ilski-Graczyk. Serdeczne pozdrowienia i całusy, także dla wujka Maya, wszystkich krewnych i kolegów.

Wasz syn i brat – Marian

List 27

Oświęcim, 8.07.1943 r.

Kochana Mamo i Bracie

Dziękuję za Wasz ostatni list, który otrzymałem. Dlaczego nie odpowiadacie na każdy list? Pisałem dwa, ale od Was mam tylko jeden. Cieszę się, że jesteście zdrowi. Ja też jestem zdrowy i czuję się dobrze. Otrzymałem od Was czwartą paczkę, za którą serdecznie dziękuję. Pozdrowienia dla wujka Władka ze Stęszewa i babci. Ciągle czekam na list ze Śremu. Serdeczne pozdrowienia i całusy dla kolegów.

Marian

List 36

Oświęcim, 9.04.1944 r.

Kochana Mamo i Bracie

Za Wasz ostatni list z 26.03 serdecznie dziękuję. Cieszę się bardzo, że jesteście zdrowi. Dziękuję również najmocniej za życzenia Wielkanocne. Jestem zdrowy i mimo że już 3 i pół roku jestem w niewoli, czuję się dobrze. Dziś, w Niedzielę Wielkanocną, mamy tutaj piękną pogodę. Wiosna jest już w pełnym rozkwicie. Siedzę przy stole i patrzę przez otwarte okno na piękną naturę, myśląc wciąż, kiedy w końcu będę u Was. Ale nadzieję mam zawsze, może to już ostatnie? Wiadomość, że pan Paź i wszyscy koledzy o mnie nie zapomnieli, sprawiła mi ogromną radość. Kochana Mamo, w dniu imienin, życzę Ci zdrowia i abyś kolejne imieniny świętowała już w lepszych czasach.

Całuję Was i pozdrawiam – Marian

List 46

Oświęcim 22.10.1944 r.

Kochana Mamo i Bracie

Wasz ostatni list z 15 października otrzymałem, za co serdecznie dziękuję. Muszę wam przekazać, że będę musiał stąd wyjechać. Gdzie to będzie, nie wiem.  Nic mi teraz nie szykujcie. Jak dostaniecie mój nowy adres, będziecie mogli wysłać mi paczkę. Tadziu z okazji twoich imienin życzę Ci wszystkiego najlepszego.

Serdecznie pozdrawiam wszystkich.

Całuję – Marian

PS. Jestem całkowicie zdrowy i czuję się dobrze.

Andrzej Dobkiewicz

6 LIKES

Skomentuj jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Mission News Theme by Compete Themes.