Press "Enter" to skip to content

Tajemnice cmentarza przy Kościele Pokoju w Świdnicy (cz. 2)

Spread the love

Pierwszą część artykułu zamieściliśmy tutaj: Tajemnice cmentarza przy Kościele Pokoju w Świdnicy (cz. 1).

Brama główna prowadząca na obecny plac Pokoju z cmentarzem

O pierwotnej organizacji cmentarza sprzed czasu ogłoszenia formalnego statutu czy też porządku parafialnego – nastąpiło to dopiero w 1656 r., a zatem w momencie rozpoczęcia budowy Kościoła Pokoju – niewiele wiadomo. Trudno również jednoznacznie stwierdzić, jaki obszar zajmował ów ewangelicki cmentarz w stosunku do jego obecnej formy. Przypuszczać należałoby, że groby zakładano w pewnej odległości od powstającego właśnie budynku kościoła, po to, aby nie przeszkadzały one budującym, lecz może to być pogląd zupełnie błędny! Pośród zmarłych w okresie do końca 1653 r., a zatem formalnego powołania pierwszego pastora świdnickiej parafii ewangelickiej, znalazł się również „martwo urodzony synek” słynnego mistyka i historiografa Daniela Czepki von Reigersfelda, który pochowany został 30 maja 1653 r. Wiadomo jednak, że rodzina Daniela Czepki posiadała kryptę, znajdującą się na zewnątrz południowo-wschodniego naroża kościoła. Czyżby zatem początków zakładania krypt przy kościele nie należy upatrywać się w czasie, zanim powstała bryła samego kościoła?

Na tego rodzaju pytanie nie można odpowiedzieć w sposób jednoznaczny ze względu na brak źródeł z tego okresu – do dziś nie udało się odnaleźć żadnego z planów konstrukcyjnych świdnickiego Kościoła Pokoju. Tym bardziej rozplanowania samego cmentarza i krypt, ewentualnie mogił, z okresu XVII wieku. Przypuszczać należy, że pochówki wokół powstającej bryły Kościoła Pokoju, jak również tradycja chowania zmarłych we wnętrzu świątyni, stanowiły pewien element codzienności i były dość powszechne. O pierwszym pochówku we wnętrzu Kościoła Pokoju (wówczas istniejącego w formie tzw. Bożej Szopki – tzw. kościółka tymczasowego, który wzniesiony został przed budową właściwego Kościoła Pokoju, zachowanego do dnia dzisiejszego) wspomina najstarsza rękopiśmienna kronika tutejszej parafii ewangelickiej, przechowywana obecnie w Archiwum Państwowym we Wrocławiu.

Pełen mistycyzmu i tajemniczości cmentarz przy Kościele Pokoju w ujęciu Tomasza Pietrzyka

Warto zacytować w tym miejscu cały jej fragment odnoszący się do tego wydarzenia: 11 stycznia [1654 r.] wieczorem między godziną piątą a szóstą, pan Hans George Thaemisch poruszony został gwałtownym i szybkim wylewem, w tymże momencie, gdy wraz z dwoma gośćmi siedział za stołem i trzymał w ręku szklanicę pełną wina. Zmarł straszną śmiercią, gdy właśnie pił zdrowie swej pani matki i do jednego z gości, pana adiutanta, przypijał, wypowiadając te słowa: »Zanoszę go do Pana w imieniu zdrowia mojej matki«, a gdy szklanicę opróżnił niemal do połowy, zaczął on trzykrotnie łykać. Padł wówczas na twarz i zmarł natychmiast. Pozostawił ośmioro niepełnoletnich dzieci i ciężarną żonę. Jego pochówek odbył się 29 tegoż miesiąca, a ponieważ nie można było uzyskać pozwolenia, dlatego też jego ciało niesiono bez wtóru dzwonów i śpiewu aż przed bramę Piotrową, a stamtąd, gdy ciało położono na deskach, tu dopiero rozpoczynając śpiewy, niesiono je na miejsce [budowy] naszego kościoła, przy udziale wielkich tłumów ludzi. Złożono je do grobu w tym miejscu, gdzie stoi obecnie chrzcielnica, a następnie wygłoszone zostało kazanie pogrzebowe i podziękowanie za zmarłego. Podstawę tekstu kazalnego stanowił fragment z Księgi Izajasza 38 rozdział, 12 wers.

Pełen mistycyzmu i tajemniczości cmentarz przy Kościele Pokoju w ujęciu Tomasza Pietrzyka

Również najstarsza Księga Zmarłych odnotowała ten wypadek jako wyjątkowy – przy adnotacji dotyczącej jego śmierci napisano bowiem: (…) poruszony ręką Bożą, zmarł nagle. Jakkolwiek niezwykły był przypadek samej śmierci Thaemischa, istotny w tym wypadku jest fakt, iż był on pierwszą osobą, której ciało pochowano we wnętrzu kościółka tymczasowego, zanim powstała obecna forma Kościoła Pokoju, który zajął jego miejsce. Istotne jest też skonkretyzowanie miejsca, w którym dokonano pochówku, mianowicie tam, gdzie obecnie stoi chrzcielnica. Oczywiście nie jest to miejsce tożsame z miejscem obecnego eksponowania chrzcielnicy w Kościele Pokoju – ta stoi obecnie w dawnej zakrystii.

W XVII wieku, w czasie, w którym spisano wspomnianą kronikę, stała ona jeszcze w miejscu zgodnym z dawnym rytem ewangelickim, a mianowicie w pobliżu ołtarza. Zatem pierwszą osobę pochowaną we wnętrzu kościoła złożono do grobu właśnie w pobliżu ołtarza. Za wydarzeniem tym stoi głęboka symbolika odnosząca się jeszcze do zwyczajów pochodzących z czasów średniowiecza i przejęta z bogactwa tradycji kościoła katolickiego przez protestantów, czy też zachowana w kościele ewangelickim również w okresie reformacji i w późniejszym czasie. Mianowicie zgodnie z wiarą w rzeczywistą obecność Chrystusa w hostii, w dniu Sądu Ostatecznego, osoby, które znajdować się będą najbliżej ołtarza osądzone zostaną i powstaną z grobów jako pierwsze. Co prawda było to wielką niekonsekwencją wobec zasad wyznania ewangelickiego, które odrzucały realną obecność Chrystusa w konsekrowanej hostii wystawianej na ołtarzu, lecz odnośnie zwyczajów pogrzebowych zwyczaj ten pozostał żywy, w łonie konserwatywnego, bądź co bądź, śląskiego protestantyzmu.                    

Dopiero w 1656 r. wszedł w życie statut czy też porządek kościelny parafii ewangelickiej w Świdnicy, który sporządzony został przez znanego mistyka i historiografa Daniela Czepkę von Reigersfelda. Wprawdzie ogólne ramy tegoż statutu Czepko stworzył już w 1654 r., jednakże dopiero po zaakceptowaniu przez władze cesarskie i formalnym ukonstytuowaniu się parafii, można było odnosić się do jego litery. Formalnie ogłoszony został w dzień Epifanii, a zatem św. Trzech Króli 1656 r. Dokument ten zawierał również istotne punkty dotyczące funkcjonowania cmentarza przy Kościele Pokoju, którego budowę rozpoczęto dopiero 23 sierpnia tegoż roku, oficjalnym położeniem kamienia węgielnego. Pierwszy, zapisany w paragrafie XII statutu, określał konkretny czas, w którym powinno się odprawiać nabożeństwo żałobne i odprowadzać ciało zmarłego do grobu. W okresie od Świąt Wielkanocnych do dnia św. Michała powinno się odbywać to o godzinie drugiej, zaś od św. Michała do Świąt Wielkanocnych o godzinie pierwszej. Stanowczo zakazywano chowania zmarłych w sobotę i w niedzielę. O ile niedziela jest w pełni zrozumiała jako dzień święty w kościele ewangelickim, podobnie zresztą jak w katolickim, to sobota budzi pewne wątpliwości.

Daniel Czepko von Reigersfeld

Być może Czepko ustalając zasady funkcjonowania parafii ewangelickiej uznawał również sobotę za dzień pański, co zgodne było z biblijnym przekazem Dekalogu, gdzie mówi się, iż dzień sobotny będziesz święcił i przez wieki aż do dnia dzisiejszego uznawane było za wytyczną w judaizmie. Nawet jeśli sobota nie była uznana za dzień Pański w kościele ewangelickim, to Czepko mógł być wyrazicielem dość wolnomyślicielskiego nurtu, iż nie należy przeciwstawiać się zarówno tradycji chrześcijańskiej, lecz także nakazom Starego Testamentu. Tenże punkt statutu parafialnego zawierał również formułę, iż w przypadku wyższej konieczności, można odstąpić od zakazu chowania zmarłych w wymienionych dniach, lecz musiało się to odbywać za zgodą kolegium kościelnego. Kolejne postanowienia dotyczące z kolei opłat za ceremonie pogrzebowe i dochodów służby kościelnej w kwestiach pochówków znalazły swe odbicie w paragrafie XIII statutu. Odzwierciedlają one z jednej strony różnice w hierarchii społecznej parafii ewangelickiej okresu XVII wieku, z drugiej strony hierarchiczne zróżnicowanie w łonie samego duchowieństwa i służby kościelnej tutejszej parafii ewangelickiej.

Pamiętać jednak należy, iż był to okres feudalny z wyraźnym podziałem społeczeństwa na kilka stanów. I tak od pochówku zwykłych ludzi (przypuszczać należy, iż pod pojęciem tym rozumiano chłopstwo i mieszkańców miast księstwa świdnicko-jaworskiego nie posiadających jednak praw mieszczańskich) pastor primarius otrzymywał 6 srebrnych groszy, starszy wikary 4 srebrne grosze, zaś niższy wikary 4 srebrne grosze, w zależności od tego, który z nich odprawiał nabożeństwo żałobne i odprowadzał ciało zmarłego do grobu. W przypadku osób należących do stanu mieszczańskiego, a zatem takich, które posiadały pełnię praw mieszczańskich w Świdnicy, bądź też w którymkolwiek z miast leżących na terenie księstwa świdnickiego (pamiętać należy, iż w owym czasie parafia ewangelicka w Świdnicy obejmowała swym terenem obszar całego księstwa świdnickiego z takimi miastami jak: Strzegom, Wałbrzych, Świebodzice i Dzierżoniów), należało proboszczowi zapłacić 10 srebrnych groszy, starszemu wikaremu 6 srebrnych groszy i niższemu wikaremu również 6 srebrnych groszy. W przypadku mieszczanina pełniącego funkcje urzędnicze – należącego do grupy określanej łacińskim mianem „cives honoratiores” – opłaty za pochówki były niepomiernie wyższe. Za odprowadzenie ciała urzędnika do grobu pastor primarius pobierać miał sumę 1 talara Rzeszy, starszy wikary 18 srebrnych groszy, zaś niższy wikary również sumę 18 srebrnych groszy, w zależności oczywiście od tego, który z nich prowadzić miał uroczystości pogrzebowe. Zupełnie inne zasady dotyczyły ludzi urodzenia szlacheckiego, którzy należeli do tutejszej parafii. Wprawdzie szlachta posiadająca majątki na terenie księstwa świdnickiego otrzymała formalne prawo przynależności do parafii Kościoła Pokoju dopiero w 1674 r., jednakże wszyscy jej przedstawiciele od samego początku wspierali budowę tutejszej świątyni i trzymali się wiernie konsolidującego się zboru ewangelickiego od początku jego istnienia. Dlatego też statut parafialny przyjęty w 1656 r. ujmował również tę grupę.

Pełen mistycyzmu i tajemniczości cmentarz przy Kościele Pokoju w ujęciu Tomasza Pietrzyka

Status parafialny z 1656 r. wyróżniał szlachtę pod wieloma względami. Ustalał, iż jeżeli szlachcic ma być pochowany na cmentarzu przy Kościele Pokoju, względnie w samej świątyni, to rodzina zmarłego ma (…) w szczególny sposób uzgodnić z radą parafialną kościoła zarówno kwestie ceremonii pogrzebowej, jak i sprawy dotyczące miejsca pochówku. Od osoby szlachetnie urodzonej wymagano jednak wyjątkowych opłat nie tylko za pogrzeb, lecz również za zwyczajowe kazanie pogrzebowe, wygłaszane nad ciałem zmarłego. W tym wypadku pastor primarius, a zatem proboszcz świdnickiej parafii ewangelickiej otrzymać miał w ramach wynagrodzenia tzw. spolia (dosłownie: łupy), … a zatem konia i oba całuny pogrzebowe, bądź też określoną sumę w zamian, jaka będzie dla niego odpowiednia, w zamian za kazanie pogrzebowe. Opłatę za odprowadzenie ciała zmarłego do grobu ustalano na 1 talara Rzeszy, za wygłoszenie kazania odpowiedniego do osoby stanu szlacheckiego należało zapłacić w przypadku szlachcica 4 talary Rzeszy, za publiczne podziękowanie za osobę zmarłego, połączone ze wspomnieniem jego biografii i zasług 2 talary Rzeszy. Chociaż w statucie ustalano, jak pamiętamy, konkretną porę dnia, w której powinny się odbywać pogrzeby, to szybko okazało się, że zasady te nie dotyczą szlachty.

Na podstawie zapisów kolejnych ksiąg zmarłych można bowiem zauważyć niepisaną zasadę, iż szlachta „zgodnie ze zwyczajem” chowała zmarłych członków swych rodzin późnym wieczorem, bądź nawet o północy. Wówczas też odprawiano zwyczajowe nabożeństwa żałobne i wygłaszano kazania pogrzebowe. Najbardziej uprzywilejowani i bogaci członkowie rodzin szlacheckich księstwa świdnickiego wymogli również dość wcześnie na radzie parafialnej, aby mogli zakładać krypty rodowe we wnętrzu Kościoła Pokoju i w najbliższym sąsiedztwie jego zewnętrznych ścian. Świadczą o tym nie tylko liczne barokowe epitafia zachowane we wnętrzu samego kościoła, lecz również zapisy w księgach zmarłych. O pierwszym szlacheckim pochówku do krypty rodowej we wnętrzu Kościoła Pokoju dowiadujemy się 3 grudnia 1665 r., a zatem nastąpił on na osiem lat po wybudowaniu świdnickiej świątyni ewangelickiej. Pochowano wówczas „tytularną panią Evę von Sack, z domu von Kuhl”.

Krypta rodziny Czepko von Reigersfeld miała znajdować się (znajduje?!) koło południowo-wschodniego narożnika kościoła

Rok później w księdze zmarłych pojawia się również adnotacja o istnieniu w kościele krypty rodziny Czepko von Reigersfeld. Zapis w najstarszej księdze zmarłych dotyczył wprawdzie nie szlachcica, lecz synka czcigodnego mieszczanina pana Christiana Trallesa, który ochrzczony został pod imionami Johann Daniel, lecz związany był zarazem z osobą, w której żyłach płynęła szlachecka krew – dziadkiem zmarłego dziecka był nie kto inny, tylko Daniel Czepko von Reigersfeld. Dla nas interesujący jest zapis, iż chłopczyk ten pochowany został „in die Cepkonische Grufft”, a zatem do krypty rodziny Czepków. Ta krótka notatka pozwala na przypuszczenie, iż krypta ta istniała znacznie wcześniej i złożono w niej zwłoki zarówno Daniela Czepki von Reigersfelda, jak i innych członków jego rodziny. Prawdopodobnie założono ją jeszcze przed budową właściwego Kościoła Pokoju, o czym wspomnieliśmy już wcześniej. W 1667 r. pochowano w Kościele Pokoju pannę Rosinę Helenę von Predlau, pochodzącą z okolic Bolkowa. Przypuszczać zatem należy, iż pochówek we wnętrzu świdnickiej świątyni ewangelickiej już wówczas uznawano za prestiżowy. Osoba ta pochodziła przecież z terenów księstwa jaworskiego, a nie świdnickiego i pod względem administracyjnego podziału terytorialnego podlegała pod jaworski Kościół Pokoju.

1 czerwca 1667 r. złożono do „szlacheckiej krypty znajdującej się w Kościele Pokoju” dwie zmarłe córeczki Christopha Ernsta von Sommerfelda, które nosiły imiona: Juliana Elisabetha i Urschela Magdalena. Zapis w księdze zmarłych potwierdza zatem jednoznacznie istnienie krypty rodziny von Sommerfeld w świdnickim Kościele Pokoju. 6 czerwca 1668 r. zanotowano, iż we wnętrzu kościoła złożono ciało zmarłego właściciela Makowic, pana von Rothkircha.  7 czerwca 1669 r. „w nocy, przy odprawieniu chrześcijańskich ceremonii pochowano we wnętrzu Kościoła Pokoju”, synka właściciela wioski Czechy, pana Heinricha von Poser. 12 września 1671 r. złożono do krypty rodowej rodziny von Poser córkę Georga Friedricha von Poser, pana na Bolesławicach Świdnickich, która nosiła imiona Barbary Magdaleny. Podobnych przykładów z okresu XVII i XVIII wieku można by tu oczywiście mnożyć. Nie mamy wszakże pewności, czy księgi parafialne były na tyle solidnie prowadzone, iż możemy tu mówić o pełnym wykazie osób pochowanych w Kościele Pokoju. Przypuszczać należy, że przypadków tego rodzaju było znacznie więcej, lecz ze względu na ich oczywistość zwyczajową, nie odnotowywano ich szczegółowo w księgach.

Cdn.

Sobiesław Nowotny         

18 LIKES

Skomentuj jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Mission News Theme by Compete Themes.