W XVI-wiecznej księdze ławniczej odkryto zapiskę, która zawiera sensacyjną dla historii Świdnicy i Wrocławia informację.
– Od kilku dziesiątek lat przeszukuję i analizuję archiwa związane z historią naszego regionu i w szczególności oczywiście miasta Świdnica. Wielokrotnie udawało mi się odnaleźć informacje zupełnie nieznane i całkowicie dziś zapomniane, których nie uwzględniają współczesne opracowania historyczne, chociażby ze względu na fakt, że niewiele osób potrafi dziś prawidłowo odczytać stare dokumenty. Można powiedzieć, że pod tym względem jestem zaprawiony w bojach, a mimo to po prostu zdumiała informacja na jaką natrafiłem w jednej z ksiąg ławniczych miasta Wrocławia, a która w dziejach naszego miasta – i nie tylko – jest dziś nieznana. Jednocześnie stanowi pewnego rodzaju precedens, z którym nie spotkałem się w żadnym innym europejskim mieście – mówi historyk Sobiesław Nowotny.

Zanim jednak przejdziemy do omówienia, co takiego redaktor naczelny ds. naukowych Świdnickiego Portalu Historycznego odkrył w XVI-wiecznych księdze, trzeba naszkicować tło pewnych wydarzeń, także po to, aby zrozumieć znaczenie odkrycia.
W średniowieczu, począwszy od II połowy XIII wieku piwo świdnickie było tym produktem, który – jakbyśmy dziś powiedzieli – podbił europejskie rynki. Miało znakomitą opinię i było podstawowym produktem eksportowym, które nie tylko stawiało nasze miasto w rzędzie najbardziej znanych ośrodków produkcji piwa na Śląsku ale i w Europie, przyczyniając się zresztą do bogacenia się i rozwoju Świdnicy. Piwo świdnickie było towarem luksusowym, którego import do poszczególnych ośrodków miejskich objęty był często monopolem władz municypalnych poszczególnych miast, podobnie zresztą jak sprzedaż czy spożywanie, które odbywały się według określonych zasad (czytaj tutaj: O piwie w 1622 r. inaczej…).
Efektem tych monopoli było powstawanie tzw. Piwnic Świdnickich czyli miejsc, w których jako jedynych można było prowadzić wyszynk tego piwa. A była tych piwnic w okresie największego rozkwitu piwowarstwa w naszym mieście i szczytowym okresie popularności trunku ze Świdnicy wielka ilość nie tylko na Śląsku, ale i w północnych Włoszech, na terenach dzisiejszych Niemiec czy Polski.
Mówiąc o Piwnicach Świdnickich przychodzi nam na myśl oczywiście ta w podziemiach wrocławskiego ratusza, która funkcjonuje do chwili obecnej. A istnieje przynajmniej od 1273 roku, z którego pochodzą pierwsze, znane nam rachunki związane z wyszynkiem piwa świdnickiego. A o tym, że przez wieki wrocławska Piwnica Świdnicka cieszyła się ogromną popularnością świadczy fakt, że ukute zostało nawet powiedzenie, że Kto nie był w Piwnicy Świdnickiej, ten nie był we Wrocławiu.

W 1380 roku, kiedy piwo świdnickie było u szczytu swojego powodzenia, nie tylko jego eksport przynosił ogromne zyski dla Świdnicy, ale także import do innych ośrodków miejskich był nierzadko dla finansów władz municypalnych bodaj najważniejszą pozycją. Tak było również we Wrocławiu, gdzie piwo świdnickie całkowicie zdominowało rynek, mając ogromny wpływ nie tylko na gospodarkę Wrocławia, ale i jak się okazuje politykę. Handel piwem, który przynosił wrocławianom kolosalne zyski, był objęty całkowitym monopolem miasta, które czerpało zyski z ceł i podatków, związanych z handlem złotym trunkiem. Nic więc dziwnego, że monopol ten był zazdrośnie przez radę miejską Wrocławia strzeżony.
Tuż przed Bożym Narodzeniem 1380 roku książę legnicki Rupert I (1347-1409) nie bacząc na monopol posiadany przez radę miejską Wrocławia na sprowadzanie do miasta piwa świdnickiego, wysłał swojemu bratu Wacławowi – późniejszemu biskupowi wrocławskiemu Wacławowi II – beczkę trunku na święta. Władze miejskie skonfiskowały cały transport, co oburzyło duchowieństwo wrocławskie, a beczka świdnickiego piwa stała się iskrą zapalną w narastającym od lat konfliktem między wrocławskim duchowieństwem a władzą świecką o prerogatywy i między innymi kwestię obsadzenia stolca biskupiego we Wrocławiu, po zmarłym biskupie Przecławie z Pogorzeli (1299-1376). Oburzone duchowieństwo obłożyło miasto interdyktem, mimo sprzeciwu papieża Urbana VI, który nalegał na jego odwołanie, a czego wrocławska kapituła katedralna odmówiła zrobić. Konflikt, który rozgorzał nazwany został przez potomnych tzw. wojną piwną i trwał dwa lata do 1382 roku. W jego rozwiązaniu początkowo nie pomogły nawet żądania jego zakończenia, kierowane w stronę duchowieństwa przez króla czeskiego Wacława IV Luksemburskiego (syna świdnickiej księżniczki Anny). W końcu król przybył do Wrocławia, a wobec nieugiętej postawy członków kapituły, nakazał żołnierzom splądrować ich domy i majątki. Dopiero w 1382 roku obie strony zasiadły do rozmów. Według legendy król czeski miała nakazać się pogodzić zwaśnionym stronom przy beczce świdnickiego piwa. Dlatego w źródłach pojawia się żartobliwe określenie: Pokój został zawarty przy beczce piwa ze Świdnicy. Zawarte porozumienie było swojego rodzaju ustępstwami z obu stron, ale to kapituła wrocławska uzyskała jak się wydaje więcej korzyści. Wprawdzie uznawała niejako władzę królewską wybierając na biskupa królewskiego kandydata – wspomnianego Wacława II legnickiego, ale jednocześnie król czeski Wacław IV Luksemburski uznał wszystkie dotychczasowe przywileje kapituły i co dla naszej historii najważniejsze, zezwolił kanonikom wrocławskim na import piwa świdnickiego na własne potrzeby, poza monopolem władz miasta. Wojna piwna z błahego powodu sprowadzenia jednej beczki piwa, uwidoczniła głębokie napięcia między władzą kościelną i świecką w XIV-wiecznym Wrocławiu, będące składową większych sporów pomiędzy władzą królewską, lokalnymi książętami, władzami municypalnymi i duchownymi. A nade wszystko pokazywała, jak bardzo istotnym elementem gospodarki średniowiecznego Wrocławia było świdnickie piwo.

I tu wracamy do odkrycia, jakiego w starych księgach dokonał historyk Sobiesław Nowotny.
– Nie ukrywam, że było to odkrycie przypadkowe. Analizowałem i tłumaczyłem na prośbę mojego znajomego księdza dr. Henryka Gerlica z parafii w Bogacicach na Górnym Ślasku zapisy w księdze ławniczej miasta Wrocławia z XVI wieku. Sam po nią bym nie sięgnął, bo przynajmniej na obecnym etapie mojej pracy nie była mi na razie potrzebna. Nie zmienia to faktu, że zapisy o transakcjach handlowych i wydarzeniach z nimi związanych jakie księgi ławnicze zawierają, mają fundamentalne znaczenie dla dziejów miast i ich społeczności, szczególnie w dobie średniowiecza, z którego mamy skromną ilość źródeł. podobnie zresztą jest z księgami ławniczymi Świdnicy – mówi Sobiesław Nowotny. I dalej: – Czytając jedną z zapisek datowaną na 6 czerwca 1551 roku po prostu zaniemówiłem. Funkcjonowała ona pod określeniem „Bibulus”, co po łacienie znaczy tyle co „pijak, moczymorda”. Mówi ona o tym, że karczmarz Nickel Syrenberg ma wraz z żoną i dziećmi opuścić zajmowany dom ze względu na złe prowadzenie się. Prawdopodobnie dzierżawił on i prowadził dla kanoników na Ostrowie Tumskim dwie karczmy, winiarnię i… No właśnie! Pod koniec zapiski, wyczytałem takie o to zdanie: (…) „sonderlich die Vicari Mansionari Gros und Klein Kretschem, Weinhaus und Schweidnitzer Keller auffm Thumb, nemlich mussen gehen sonnst mit ehr in ander wege gestrafft werden, daran ehr wenig gefallen tragen solt.“ W tłumaczeniu na język polski zapiska ta brzmi: „W szczególności wikariusze, mansjonarze, do Wielkiej i Małej Karczmy, do winiarni oraz Piwnica Świdnicka na Ostrowiu Tumskim, mianowicie muszą chodzić, w przeciwnym razie zostaną karani także w inny sposób, z czego niewielką przyjemność będą mieli.” Okazuje się na podstawie tej informacji, że na wyspie Ostrów Tumski działała druga Piwnica Świdnicka we Wrocławiu! Ten fakt nie był znany do tej pory ani historykom ze Świdnicy – przynajmniej żaden z nich nie wspomniał o tym w swoich publikacjach, ani historykom z Wrocławia, a już na pewno nie wiedzą o tym współcześni Wrocławianie.
A mają się w takim razie czym pochwalić, bo jak mówi Sobiesław Nowotny nie zna drugiego miasta w Europie, które miałoby dwie Piwnice Świdnickie i to równolegle funkcjonujące w tym samym czasie!
– Odkrycie tego faktu niesie ze sobą kilka implikacji i jest wielopłaszczyznowe. Uważam – chociaż zastrzegam, że jest to tylko teza – że Piwnica Świdnicka, która służyła na Ostrowie Tumskim duchowieństwu mogła powstać po tzw. wojnie piwnej, kiedy wrocławska kapituła katedralna uzyskała przywilej sprowadzania piwa świdnickiego, bez względu na monopol wadz świeckich Wrocławia w tym zakresie. Po drugie pokazuje jak popularne było piwo świdnickie i jakie znaczeni gospodarcze miało dla XIV-wiecznego Wrocławia. Po trzecie ciekawe jest zagadnienie związane z datą owej wspomnianej zapiski i wydarzeń z nią związanych. To schyłkowy okres popularności piwa świdnickiego, głównie wskutek pogorszenia się jego jakości, a w wypadku Wrocławia wzrostu popytu na miejscowe piwa, które rywalizowały ze świdnickim. Mimo to, w cytowanym zapisce znajduje się przestroga dla mansjonarzy i wikariuszy, a zapewne i pozostałej części duchowieństwa związanego z kapitułą katedralną, że mają obowiązkowo chodzić do Piwnicy Świdnickiej, bo inaczej będą karani! Czy chodziło o wyeliminowanie konkurencyjnych wrocławskich marek czy zapobieżenie uczęszczaniu do „miejskiej” Piwnicy Świdnickiej w Rynku, trudno dziś stwierdzić. W każdym razie mimo, iż popularność piwa świdnickiego ewidentnie na początku w połowie XVI wieku spadała, a Piwnice Świdnickie były zamykane – na przykład w Ząbkowicach Śląskich zlikwidowano ją 18 lat po spisaniu wspomnianej notatki – w 1569 roku, we Wrocławiu nadal funkcjonowały i to dwie – mówi Sobiesław Nowotny.

Wspomniana zapiska, chociaż rewolucyjna w zakresie naszej wiedzy o dziejach świdnickiego piwa, jest w zasadzie dopiero początkiem badań, które powinny zostać przeprowadzone, aby zgłębić temat drugiej Piwnicy Świdnickiej we Wrocławiu. Nie wiemy bowiem na pewno kiedy owa piwnica powstała, nie wiemy do kiedy działała i nie wiemy gdzie się znajdowała. Należy domniemać, że być może w którejś z zachowanych do dziś średniowiecznych piwnic na Ostrowie Tumskim. Tych odpowiedzi należy szukać w dawnych archiwach, o ile informacje w nich się na ten temat zachowały.
– Notatka na którą przypadkowo natrafiłem pokazuje jednak, że w archiwach nadal są zapisane informacje o rzeczach i zdarzeniach, o których nie mamy dziś najmniejszego pojęcia. To jest fascynujące. W sprawie drugiej Piwnicy Świdnickiej we Wrocławiu uchylona została furtka. Teraz trzeba ją otworzyć na całą szerokość i zobaczyć, co kryje się za nią – dodaje Sobiesław Nowotny.
Andrzej Dobkiewicz (Fundacja IDEA)
3 LIKES


















Skomentuj jako pierwszy!