Press "Enter" to skip to content

Nie gorsza, niż we Wrocławiu

Spread the love

Słysząc o iglicy, dolnoślązakom zazwyczaj przychodzi na myśl ta, która wznosi się przy Hali Stulecia we Wrocławiu. Wzniesiona w 1948 z okazji Wystawy Ziem Odzyskanych i pierwotnie stalowa konstrukcja liczyła 106 m wysokości (obecnie już tylko 90,3m).

Znacznie mniej znany, a właściwie całkowicie zapomniany jest fakt, że swoją iglicę miała także Świdnica, chociaż jej proweniencja jest zupełnie inna niż tej wrocławskiej.

W dawnych czasach drewniana iglica ze Świdnicy, zwana również Vogelstenge (pol. Ptasia Żerdź) służyła do przeprowadzania jednej z konkurencji zawodów strzeleckich, o których szerzej pisaliśmy tutaj: Rzadka pocztówka.

Świdnicka iglica na planie widokowym Meriana z 1623 roku

Obalmy więc tu jedynie po raz kolejny bałamutną informację, nadal powielaną w wielu opracowaniach, że pierwsze zawody strzeleckie urządził w Świdnicy książę Bolko I Surowy w 1286 roku. Jest to na pewno nieprawda już chociażby z tego powodu, że Bolko I Świdnicę w posiadanie objął dopiero w 1290 roku.

Niemniej tradycja tego typu zawodów organizowanych przez wszelkiego rodzaju bractwa strzeleckie (kurkowe), stały się ważną tradycją lokalnych społeczności, w tym także świdnickiej. Oprócz zabawy związanej z kilkudniowymi zawodami, spełniały owe zawody także czysto praktyczne funkcje, ćwiczenia w strzelaniu mieszczan, którzy mieli przecież obowiązek wspierać obronność miast.

Iglice w dawnych wiekach miały konstrukcję drewnianą i wysokość sięgającą nawet kilkudziesięciu metrów. Mocowano do niej na różnych wysokościach drewniane ptaki, do których strzelano z kuszy lub broni palnej.

Świdnicki historyk Heinrich Schubert pisał, że: Strzelano zatem z kuszy do drewnianych kurów, które były w taki sposób przymocowane do żerdzi, iż spadały one wówczas, gdy bełt trafił w główkę szpili stanowiącej ich mocowanie. Jako trafienia uznawano jedynie drzazgi, które odstrzelono od kura; kto zaś potrafił odstrzelić całego kura, ten zostawał królem [od red. królem turnieju].

Na poprawionym przez Linznera w II połowie XVII wieku wcześniejszym planie widokowym Meriana, widać dokładniej szczegóły konstrukcyjne świdnickiej iglicy. Nawet biorąc poprawkę na jej wyolbrzymione proporcje w stosunku do pobliskich budynków, musiała i tak być być znacznej wysokości

Strzelano zresztą nie tylko do kura na iglicy, ale także do trzech drewnianych tarcz, wyobrażających wrogich żołnierzy. Nikolaus Thomas (1577-1637), autor pisanej łaciną Pieśni pochwalnej o mieście Świdnicy, tak opisywał owe zawody:

Zatem gdy znów nadchodzą Zielone Świątki, wówczas zbliżają się powtórnie dla niezmordowanych mieszczan uroczyste pochody, zawody dla mężczyzn i coroczna rywalizacja. Ledwie pierwszy promień jutrzenki biednym śmiertelnikom dzień przynosi, a już powietrzem wstrząsają odgłosy bicia w bębny, łopoczące chorągwie, młodzi, uzbrojeni mężczyźni wybiegają wszędzie z domów i zapełniają wszystkie części Rynku. Kiedy pada komenda ustawienia się w szyku, wyruszają oni w tak utworzonych oddziałach poza miasto i przechodzą przez dwuskrzydłową bramę miejską. Gdy dojdą już do miejsca na którym wedle tradycji odbywają się zawody w strzelaniu, wówczas ich oczom ukazuje się tam trzech, pomalowanych, drewnianych wojaków z butnymi minami, spoglądających równie hardymi oczyma, cudowne to dzieło sztuki; jeśli zatem nie zabraknie im tchu, bowiem stojące przed nimi wizerunki można by uważać za żyjące istoty, mogą rozpocząć strzelanie. Kto trafi z daleka pewnym strzałem, otrzymuje odznaczenie, lecz kto wyceluje ołowiem którąkolwiek z figur w serce, ten pełen zadowolenia nosić będzie nadzwyczajne honory, otrzymuje palmę zwycięstwa, koronę walki. Natychmiast w wielkiej ciżbie ciśnie się tu mnóstwo ludzi, wszyscy wśród gromkich okrzyków i burzliwych oklasków życzą zwycięzcy szczęścia, pozdrawiając go jako króla, prowadzą tego, który przystrojony został klejnotami, w długim pochodzie z powrotem do miasta i towarzyszą mu aż do jego domostwa.

Jak wyglądała świdnicka iglica? Mamy wielkie szczęście, że uwiecznił ją – jako chyba ważny element panoramy miasta – twórca planu widokowego Świdnicy z 1623 roku – Matthäus Merian (1593-1650). Szczęście, bo tego typu budowle niezwykle rzadko były umieszczane na planach widokowych. Świdnicka iglica była drewnianą konstrukcją o znacznej wysokości, solidnie wzmocnioną podporami w przyziemiu, gwarantującymi jej stabilność. Usytuowana był na północ od miasta, w pobliżu tzw. Wzgórza Bolka, zwanego inaczej Wzgórzem Szubienicznym, u zbiegu obecnych ulic Wrocławskiej i Łącznej. Kiedy powstała i kiedy została rozebrana – trudno dziś dociec. 120 lat później na planie widokowym autorstwa Bernharda Wernera już jej nie ma. Oglądając iglicę we Wrocławiu warto pamiętać, że Świdnica była nie gorsza i swoją iglicę także posiadała. Zresztą swoją Vogelstenge miał także Wrocław, a znajdowała się na południe od miasta, na tak zwanych Polach Świdnickich, zwanych także Przedmieściem Świdnickim, które rozciągały się za starą bramą miejską – tzw. Świdnicką, a które dziś leżą po obu stronach ulicy… Świdnickiej

Andrzej Dobkiewicz & Sobiesław Nowotny

10 LIKES

Skomentuj jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Mission News Theme by Compete Themes.