Kolejny raport zachodnich służb wywiadowczych, jaki udało nam się odnaleźć w zagranicznych archiwach dotyczy stanu motoryzacji w Świdnicy na początku lat 50. XX wieku [poprzednie omówiliśmy tutaj: Walka o mięso 1950-1951. Niezwykła relacja anonimowej Świdniczanki (cz. 1), Walka o mięso 1950-1951. Niezwykła relacja anonimowej Świdniczanki (cz. 2), Walka o mięso 1950-1951. Niezwykła relacja anonimowej Świdniczanki (cz. 3), Walka o mięso 1950-1951. Niezwykła relacja anonimowej Świdniczanki (cz. 4), Napady i włamania w Świdnicy].
Źródłem informacji zawartych w raporcie był 40-letni niemiecki inżynier, który w latach 1951-1954 zatrudniony był w warsztatach naprawczo-mechanicznych Państwowego Gospodarstwa Rolnego w Pszennie, mieszczących się w Świdnicy, obok zakładu Wodociągów i Kanalizacji przy obecnej ulicy Wrocławskiej (w latach 1950-1956 – Stalingradzka). Z racji w
W ocenie służb informacje przekazane przez informatora były wiarygodne:
„(…) W trakcie pracy źródło podróżowało pojazdami sowchozowymi do fabryk w Świdnicy i okolicach, obserwując w ten sposób problemy z ruchem drogowym i transportem. Źródło mówi po polsku. (…) Oświadczenia źródła pokrywają się z innymi.” – czytamy w ocenie raportu. Jak zatem wyglądał stan motoryzacji w Świdnicy na początku lat 50. XX wieku? Generalnie nie było dobrze, a niektóre fakty z dzisiejszego punktu widzenia, są szokujące.
RAPORT O STANIE MOTORYZACJI W ŚWIDNICY Z 1954 ROKU
Dwie stacje benzynowe dla 40 000 mieszkańców

Od roku 1945 widać w Świdnicy upadek motoryzacji, czego dowodem jest zmniejszenie ilości stacji benzynowych. Do końca wojny było w Świdnicy (40.000) mieszkańców), 30-40 stacji benzynowych. Dzisiaj jest ich 2 opowiada informator, który mieszkał w Świdnicy przez kilka lat i odwiedzał służbowo inne miasta w Polsce [od red. Konieczne jest w tym miejscu uściślenie. Tych 30-40 stacji to nie były stacje w dzisiejszym rozumieniu. Chodzi o dystrybutory paliwa, które znajdowały się w wielu miejscach w Świdnicy. Jeden taki dystrybutor zachował się do dziś, na podwórku przy ulicy Spacerowej].
Zbiorniki zlikwidowanych stacji benzynowych wykopano i wywieziono, rzekomo do wojskowych magazynów benzynowych. Jedynie zdołała się utrzymać stacja benzynowa przy ul. Stalinogrodzkiej z dwiema pompami, a w roku 1952 uruchomiono drugą na tej samej ulicy, niedaleko od pierwszej. Jest zagadką, dlaczego drugą stację uruchomiono tuż koło już istniejącej. „Uwidacznia się tu znów bezwzględności planowania w stosunku do konsumenta i gospodarki. Planowanie nie kieruje się potrzebami człowieka a odwrotnie człowiek służyć ma planowi!”
Partia ma więcej samochodów niż duża fabryka
W Świdnicy jest w ruchu niewiele samochodów. Nawet największe zakłady i fabryki mają mniej samochodów w ruchu niż partia, która posiada 3 nowiusieńkie DKW – samochody produkcji wschodnio-niemieckiej. Biuro partyjne znajduje się przy ulicy Stalinogrodzkiej w kierunku dworca. Zakład Främbs & Freudenberg (oznaczony obecnie jedynie numerem, którego informator nie zna) wyrabiający maszyny parowe i mający 2.000 osób załogi, dysponuje jedynie jednym starym przedwojennym samochodem osobowym NSU-FIAT, jedną ciężarówką Studebaker oraz jednym traktorem Lanz [od red. chodzi o powojenną Świdnicką Fabrykę Urządzeń Przemysłowych].
Od 1953 roku widać przed byłym budynkiem sądu w Świdnicy, służącym dziś za locum dla sowieckiej komendantury, auta osobowe typu „Pobieda”. Sowieci poruszają się przede wszystkim za pomocą wielu wozów ciężarowych, pochodzących z dostaw wojennych. W ostatnich miesiącach przed odjazdem z Polski widział informator auta polskiej produkcji „Warszawa” oraz polskie auta ciężarowe, podobne bardzo w typie do sowieckich. Nowy niemiecki trzycylindrowy DKW z NRD pokazuje się rzadko w ruchu. Za najlepsze będące obecnie w ruchu w Polsce auta osobowe określa informator, znający się na rzeczy, nowe BMW produkcji NRD. Prominenci rządowi i partyjni w każdym razie właśnie nimi jeżdżą.

Rozklekotany autobus na lokalne wycieczki
Od czasu do czasu wypożycza PKS zakładom pracy autobusy na wycieczki, pobierając opłaty nie za ilość kilometrów a za czas wypożyczania. Zwykle są to rozlatujące się wozy, które stają w drodze, trzeba czekać na zreperowanie i często zdarza się, że celu podróży się nie osiąga. Trzeba być wtedy zadowolonym, jeśli się na noc zdąży powrócić do domu. Nie ma się nic z tego i kosztuje taka wycieczka sporo.Na zebraniu załogi „M9” [od red. późniejszy Zakład Elektroniki Motoryzacyjnej] jeden z robotników poruszył tę sprawę i zaproponował ażeby raczej zaczekano z wycieczkami zakładowymi aż PKS otrzyma lepsze autobusy, na co jeden z funkcjonariuszy słusznie odpowiedział: „Wtedy będziemy już mieli siwe włosy”. To stwierdzenie wywołało wiele wesołości, ale i też przekleństw na stosunki. Jak informator się dowiedział dany funkcjonariusz partyjny został następnego dnia „przeniesiony” rzekomo do innego miasta.
Ograniczona opłata za samochody osobowe bez specjalnego zezwolenia
Aż do odjazdu informatora prywatnym autom nie wolno było bez specjalnego zezwolenia poruszać się dalej niż w promieniu 20 km poza miastem. Zezwolenie na dalsze jazdy wydawało Prezydium Miejskiej Rady Narodowej. Oprócz tego istniało dla prywatnych wozów miesięczne ograniczenie ilości kilometrów wynoszące 200 kilometrów.
Motocykle jako rzadkość
Motocykle są rzadkie na ulicach Świdnicy. Są to prze-ważnie SHL-ki i „Sokoły” polskiej produkcji z Kielc. Są całkiem czarne bez części chromowych. Są to maszyny małej pojemności od 100-175 cm sześciennych. Rzadsze jeszcze są motocykle czeskiej produkcji „Jawa”, które są cenione ze względu na swe właściwości. Kupuje się je tylko na talony, przy czym pierwszeństwo mają tu pracujący. Samym prawem pierwszeństwa nie można się tu zadowolić, jak długo przydziały są tak małe, mówi informator i opowiada następujący przypadek:

Zespół PGR Pszenno ma swe warsztaty remontowe obok zakładu wodociągowego w Świdnicy. Zjawił się tu w zimie 1953/1954 jakiś mężczyzna i w rozmowie z majstrem nie szczędził pochwał dla reżimu, który rzekomo stara się bardzo o robotnika poprawiając stale jego byt. Reżim np. wytwarza coraz więcej motocykli dla użytku robotników. Propagandzista wyciągnął następnie notatki 1 zapytał ilu robotników z warsztatów chciałoby mieć motocykle. Majster nie namyślając się wiele, podał nazwiska 10, tj. wszystkich swych pracowników. Propagandzista odszedł a robotnicy zdziwieni spytali majstra, dlaczego podał ich wszystkich jako zainteresowanych w kupnie motocykli. Majster odpowiedział, że dobrze będzie jak jeden na każde zamówione dostaniemy. Minęły tygodnie i miesiące i do czasu odjazdu informatora o motocyklach nic nie słyszano.
Jak zdobyć rower
Kupno roweru jest szalenie utrudnione. Trzeba postarać się z Powiatowej Rady Narodowej o zaświadczenie na podstawie: miejsca zamieszkania, poświadczenia pracy i poświadczenia, że roweru się potrzebuje dla wykonywania zawodu. Jak się ma szczęście można dostać się zaświadczenie z Rady Narodowej i wreszcie na tej podstawie nawet talon. Ale od talonu daleko jeszcze do roweru. Teraz można czekać aż do roku za nim można będzie kupić rower.
Marki rowerów i ceny
W Świdnicy można spotkać rowery z dwóch firm polskich i trzech z NRD. Polskie marki „Bałtyk” rdzewieją szybko, ponieważ są tylko niklowane, a kosztują 950 złotych bez dynama. Inne polskiej produkcji nieznanej marki informatorowi są podobne do rowerów czeskich i kosztują 1.500 złotych. Niemieckie marki rowerów: Mifa, Somson-Suhl i Diamant są chromowane i kosztują z całym wyposażeniem po 1.750 złotych.
Części zastępcze do rowerów tak samo trudno zdobyć, jak cały rower. Siodła do rowerów są z cienkiej skóry świńskiej, pod którą leżą co prawda sprężyny ale nie ze stali tylko z drutu tak, że w krótkim czasie opadają. Informator zużył cały rok na kupienie siodła i w końcu gdy kupił, w drodze ze sklepu do domu pękła w siodle sprężyna. Jeszcze gorzej sprawa się przedstawia z oponami do rowerów. Informator czekał 16 miesięcy, za nim udało mu się kupić nowe opony. Wiele rowerów ma opony podobne do szwajcarskiego sera tyle mają dziur. Powiązane są jednymi sznurami, rzemieniami tak, że podskakują na drodze i niejeden zapłacił za brak opony potłuczeniem przy upadku. Opona polskiej produkcji Stomil kosztuje 45 złotych.

Rowery jako zagrożenie dla życia i zdrowia
Przy wszystkich rowerach polskiej produkcji rozluźniają się szybko pedały i osie środkowe, następnie łamią się często osie pedałowe. Większa część rowerów w Świdnicy nie ma świateł ponieważ ani dynama ani reflektorów nie można dostać. Milicja nie reaguje zwykle, jeśli w nocy widzi rowerzystę tłukącego się po ciemku na wybojach dróg.
Jeśli się pomyśli, że w sklepach nie ma również łańcuchów rowerowych i że kosztują one na czarnym rynku do 200 złotych, to łatwo sobie wyobrazić w jakim stanie znajdują się rowery.
Czasem jazda na rowerze grozi niebezpieczeństwem utraty życia. Nawet na równej drodze rowery chwieją się, w nocy jedzie się bez świateł, hamulce skrzeczą bo brakuje oliwy, tak samo łożyska kulkowe. Rower robi wiele hałasu. Rowerzysta musi krzyczeć na przechodniów, bo nie ma dzwonka sygnałowego. Sprawy zaszły tak daleko że mówi się w Świdnicy: Jak chcesz popełnić samobójstwo przejedź się na rowerze komunistycznej produkcji!
Redakcja
17 LIKES






Skomentuj jako pierwszy!