Philipp Loth von Seers chociaż związany ze Świdnicą stosunkowo krótko, ze względu na swoją działalność w naszym mieście z pewnością zasługuje na to, aby znaleźć się w poczcie osób zasłużonych dla miasta. Był pruskim generałem dywizji, szefem korpusu inżynieryjnego i jednym z dowódców twierdzy świdnickiej.
Urodził się w 1695 roku w Hereford, w mieście powiatowym w Niemczech, w kraju związkowym Nadrenia Północna-Westfalia. Był synem pruskiego generała Petera von Seersa, który jako hugenota musiał opuścić Francję i osiąść na stałe w Niemczech.
Przedstawiciele francuskiego rodu Sers opuścili Francję pod koniec XVII wieku i udali się najpierw do Anglii, a następnie do Prus. Pewne jest, że niektórzy osiedlili się na stałe w każdym z tych krajów. Jedna z angielskich gałęzi tej rodziny zachowała starą, oryginalną, francuską pisownię nazwiska i dalej pisała się „Sers”, podczas gdy inne zmieniły to nazwisko lub nazwisko „Seers” na „Sirr”. Pruskie gałęzie nosiły nazwiska „de Sers”, „de Seers”, „von Seers”, „Sehrs” i „Sers”. W Herbarzu Generalnym Rietstrapa zamieszczona została następująca informacja na temat herbu pruskiej gałęzi rodziny: „Seers, Prusy. Błękitny, dwa srebrne szewrony [od red.: figura w kształcie krokwi], każdy zwieńczony cefalem lub cefalem i otoczony u podstawy tym samym cefalem.” (L intermédiaire des chercheurs et curie; wyd. 1864).

Już w czasie jego młodości rodzina podjęła decyzję o przyszłej karierze wojskowej Phillipa, a on sam miał wyraźne skłonności do spraw wojskowych i od najmłodszych lat interesował się nimi. Początkowo służył w Staropruskim 17. Pułku Piechoty dowodzonym przez pułkownika Friedricha Wilhelma von Grumbkow (1678-1739) – późniejszego marszałka i pierwszego ministra Prus. W 1716 roku dołączył do Korpusu Inżynieryjnego, dziesięć lat później otrzymując funkcję kapitana. Na kolejny awans musiał czekać aż do 1734 roku, kiedy został majorem. Doświadczenia zdobyte w tym czasie szczególnie w zakresie inżynierii militarnej bardzo mu się przydały od momentu wybuchu I Wojny Śląskiej (1740-1742), bowiem z polecenia króla pruskiego Fryderyka II von Hohenzollerna zaangażował się w planowanie i realizację budowy twierdz śląskich, a w szczególności twierdzy świdnickiej.
8 stycznia 1742 roku został mianowany podpułkownikiem w nowo utworzonym Pułku Pionierów Walrave, dowodzonym przez znanego z dziejów Świdnicy generała Gerharda Corneliusa van Walrave (1692-1773). Była to jednostka saperska związana głównie z pruską twierdzą Głogów i specjalizująca się w budowie umocnień. Pod okiem tego architekta i projektanta twierdz między innymi w Szczecinie, Koźlu, Nysie, Głogowie, Kłodzku i Świdnicy – von Seers zdobywał kolejne doświadczenia, realizując pomysły i projekty wybitnego architekta.
Za czynny udział w II Wojnie Śląskiej von Seers odznaczony został przez króla Fryderyka II najwyższym pruskim odznaczeniem, Orderem Pour le Merite (Za Męstwo) i podniesiony do godności pułkownika.
Stacjonując w Świdnicy pod bezpośrednimi rozkazami van Walrave – Philipp Loth von Seers wszedł w skład zespołu, który otrzymał od króla Fryderyka II rozkaz przygotowania planów zamiany Świdnicy w nowoczesną twierdzę. Prace w tym kierunku rozpoczęto zresztą już w momencie zdobycia Śląska przez Prusy (1741), a polegały one na wyburzaniu niepotrzebnej i przeszkadzającej w planowanym wznoszeniu twierdzy – zabudowy, niwelacji terenu i budowie infrastruktury garnizonowej – magazynów, budynków gospodarczych itp. Na pewno przy tych pracach był obecny i nadzorował je von Seers.

7 października 1747 roku król Fryderyk II zatwierdził otrzymane plany twierdzy świdnickiej, pod którymi podpisali się ich projektanci – generał Gerhard Cornelius van Walrave, major Friedrich Arnold von Foris i kapitan Wilhelm Enbers. Na planach widnieje także podpis pułkownika Philippa Lotha von Seersa, który był jednym ze współautorów tego, jak miała w przyszłości wyglądać twierdza świdnicka.
Kiedy w 1748 roku von Walrave popadł w niełaskę u Fryderyka II za sprzeniewierzenie państwowych funduszy i podejrzenia o współpracę z Austriakami (spędził w więzieniu w Magdeburgu bez sądu i wyroku 25 lat i w nim zmarł), von Seers – jako utalentowany inżynier – samodzielnie kierował już budową twierdzy świdnickiej. W Świdnicy von Seers spędził kolejne 10 lat, kierując pacami budowlanymi. Nie było to zadanie łatwe, bo z Berlina nieustannie przychodziły poprawki i modyfikacje planów nadsyłane przez króla, co momentami destabilizowało prace. Ostatecznie do 1750 roku ukończono budowę rdzenia twierdzy – a więc wał główny i dzieła pomocnicze, które znalazły się w miejscu dawnych fortyfikacji, pochodzących jeszcze ze średniowiecza. Zewnętrzne dzieła twierdzy i ich najważniejsze dzieła – forty, powstawały do około 1753 roku.
Świdnica, której umacnianiu von Seers poświęcił najlepsze lata swego życia, stać się miała jednak przyczyną jego niesławy.
Po klęsce armii pruskiej w starciu z Austriakami pod Kolinem (1757), powierzono von Seersowi – już generałowi, dowództwo nad twierdzą świdnicką i tutejszym garnizonem. Miał on również kierować jej obroną przed działającą na Śląsku armią austriacką dowodzoną przez generała von Nadasdy’ego. O ile von Seers świetnie spisywał się jako inżynier i specjalista od budowy umocnień, o tyle wydaje się, że na polu bitwy był miernym dowódcą. W każdym razie podczas obrony twierdzy świdnickiej pod jego dowództwem popełniono wiele błędów, które zaowocowały szybką kapitulacją pruskiej załogi [o tym oblężeniu więcej można przeczytać tutaj: Oblężenie Świdnicy w 1757 r. (cz. 1), Oblężenie Świdnicy w 1757 r. (cz. 2)].

Według późniejszy tłumaczeń von Seersa przed królem wynikało, że nie mógł dłużej grać na zwłokę i odwlekać kapitulację wobec braku odsieczy, bo sytuacja w mieście była tragiczna. Dysponował on co prawda jeszcze 180 armatami, lecz do ich obsługi posiadał zaledwie 30 wyszkolonych artylerzystów! W mieście zgromadzone były wprawdzie olbrzymie zapasy żywności, w tym mąki, lecz wszystkie piekarnie spalone zostały podczas kolejnych pożarów i burz ogniowych. Załoga twierdzy wskutek dezercji 911 żołnierzy – głównie Sasów oraz strat pośród zabitych i rannych, znacznie stopniała. Von Seers zdawał sobie również sprawę z tego, że odsiecz królewska jest możliwa, ale będzie to wymagało czasu, a załoga ponosić będzie znaczne straty. Miasto po stracie dwóch fortów po południowej stronie wydane było na bezpośredni ostrzał z bliskiego dystansu. Prawdopodobnie von Seers w swych rozważaniach brał również pod rozwagę los mieszczan, którzy ponieśli straszliwe straty – znany ze źródeł jest jego szlachetny czyn, iż na rzecz świdniczan, którzy stracili swe domostwa przekazał on ponad 300 beczek mąki. Ostatecznie ogląd całości sytuacji skłonił von Seersa do wydania rozkazu o kapitulacji miasta. Na znak gotowości do poddania się nakazał on bić w werble żołnierzowi ustawionemu na wale głównym twierdzy. Działo się to rankiem 12 listopada 1757 roku. Austriacki generał Nadasdy pozostawił jednak von Seersowi sześć godzin na ustalenie warunków kapitulacji i ratyfikację tego dokumentu.
W ręce Austriaków wpadła pruska kasa wojenna, 164 armaty, 16 moździerzy, 1 581 183 kule armatnie, 13 000 bomb, 4 500 centnarów prochu, jak również wielka liczba ręcznej broni palnej i amunicji. Austriacy przejęli również wielkie zapasy artykułów żywnościowych, które przewidziane były jako aprowizacja dla oddziałów pruskich, biorących udział w nieudanej kampanii czeskiej 1757 roku. Sam von Sers trafiła do niewoli austriackiej, z której rok później został zwolniony, po wymianie jeńców.
Podsumowując wydarzenia z jesieni 1757 roku warto przytoczyć kilka faktów. Austriacy podczas całego oblężenia twierdzy świdnickiej oddali w jej kierunku i w stronę miasta 62 000 strzałów z armat i moździerzy. Większość bomb ważyła po 140 funtów, zaś większość kul armatnich po 32 funty. Interesujące jest, iż liczba domów w mieście, które całkowicie spłonęły obejmowała 230, zaś tych, które w poważny sposób zniszczone zostały podczas ostrzału artyleryjskiego aż 357. Całych domów pozostało na terenie Świdnicy zaledwie 50, a takich, które ani razu nie zostały trafione tylko 10. Nieznana pozostaje natomiast pełna liczba strat ludności miasta. Ciekawa jest tu wypowiedź naocznego świadka tych dni, doskonałego obserwatora Augusta Gottfrieda Hoffmanna, która niechaj będzie wyrazem odczuć ówczesnego świdnickiego społeczeństwa (tłumaczenie – Sobiesław Nowotny):

„Obecnie znowu znaleźliśmy się pod rządami cesarskimi, a nasze piękne miasto było ruiną i kupą zgliszcz. Nieszczęścia, strachu i biedy podczas oblężenia, które trwało przez 13 dni, oraz strat, jakie ponieśli przy tym mieszczanie, nie sposób opisać żadnym piórem. Jednakże fakt, iż w czasie tego posępnego i straszliwego bombardowania nikt z nas [od red.: chodzi tu o członków rodziny rzeźbiarza], nie zginął od kuli, przypisać należy dobrotliwej ręce Boskiej, która chroniła nas i roztaczała łaskawą ochronę. Wyjątkiem był tu pewien powroźnik, któremu kula strzaskała obydwa kolana i musiał wskutek tego umrzeć, jak również syn pewnego pracza, który zginął w pobliżu domu praczy. Poza tym wielu innych ludzi zostało rannych i zabitych, jak na przykład pewna posługaczka u pana Ictciusa wraz z innymi osobami, którzy siedzieli i jedli przy stole. W tym momencie jedna z bomb przeszła przez tylną ścianę, ścięła owej kobiecie równiutko głowę, chociaż trzymała ona akurat dziecko na kolanach, a mimo to wraz z innymi ludźmi zupełnie ono nie ucierpiało. W Bocznym Zaułku zginęło 5 osób, a na moście bramy Piotrowej pewnemu żołnierzowi odstrzelono nogi, podobnież pewnemu rannemu w lazarecie, któremu kula odcięła pół głowy. Zaś pewien człowiek, który przechodził przez ulicę w pobliżu kamienicy „Pod Złotym Chłopkiem”, został zastrzelony. Już w dzień po zajęciu miasta [od red.: a zatem 15 listopada] zawalił się szczyt kamienicy „Pod Anielskim Pozdrowieniem”. Zginęło przy tym 18 osób a 2 zostały ranne. Zawalił się również szczyt budynku u pana Andersa i zabił przy tym posługacza urzędu poboru akcyzy. Do katastrof budowlanych dochodziło jeszcze tu i tam, a ze względu na deszczową pogodę obawiano się więcej tego typu wypadków.”
Król Fryderyk II, nie przyjął tłumaczeń von Seersa. Na temat kapitulacji miał własną, niepochlebną opinię o generale i wydarzeniach:
„Atak na forty otumanił pana von Seersa i von Grumbkowa – jego adiutanta. Stracili oni głowę i oddali się wraz z całą załogą do niewoli”.
Philipp Loth von Seers został jako dowódca obrony twierdzy równie nisko oceniany również przez Austriaków.
Po powrocie z niewoli von Seers stanął przed sądem królewskim i został zdegradowany oraz skazany na karę zwolnienie ze służby. Nigdy nie powrócił już do łask królewskich. W 1758 roku, kiedy odbito twierdzę świdnicką, a on sam próbował do niej powrócić, otrzymał wyraźną odpowiedź króla:
„Von Seersowi nie można udzieli pardonu, ponieważ w żadnym punkcie nie wypełniał swych instrukcji i rozkazów.”
W tym samym 1758 r. na stanowisku dowódcy twierdzy świdnickiej, zastąpił go pułkownik Johann von Balby.

Zdegradowany i opuszczony przez wszystkich von Sers zmarł 10 maja 1767 roku w Berlinie, okryty niezasłużoną niesławą. Nieudana obrona twierdzy świdnickiej, przysłoniła wszystkie jego wcześniejsze zasługi i dokonania, w tym także to, o czym powinniśmy pamiętać, jego zainteresowanie sprawami mieszkańców Świdnicy i troskę o nich.
Philipp Loth von Seers był dwukrotnie żonaty. W 1727 roku poślubił Françoise de St. Laurent – córkę Louis de St. Laurent, radcy w Parlamencie Orańskim. Po jej śmierci von Seers po raz drugi ożenił się w 1761 roku, a jego wybranką była Charlotte du Troussel (1728-1774). Po śmierci męża, wyszła ona za mąż w grudniu 1773 roku za Philippa du Ham de Vence, pułkownika armii holenderskiej. Von Seers dochował się czwórki dzieci, z których dwoje zmarło w młodym wieku. Pozostała dwójka to:
* Ernst Ludwig von Seers – podporucznik 49. Pułku Strzelców. Został poważnie ranny w bitwie pod Sulechowem (niem. Kay) 23 lipca 1759 roku podczas wojny siedmioletniej, kiedy pruska armia poniosła porażkę z liczniejszą armią rosyjską.
* Susanne Luise von Seers – poślubiła Johanna Friedricha von Balbi (Balby) – dowódcę Pruskiego Korpusu Inżynieryjnego. Doskonale się znali z von Seersem, razem współpracując. Uczestniczył w sumie w dziewięciu bitwach i 23 oblężeniach.
Po budowlanej działalności Prusaków w okresie, kiedy prace nadzorował von Seers dzieł militarnych zachowała się znikoma ilość. Natomiast nadal istnieje trochę budynków w centrum miasta, które pochodzą z jego czasów. Te najłatwiej uchwytne to na przykład częściowo zachowane koszary przy ulicy Teatralnej 32 i 38, koszarowy budynek przy ulicy Mennickiej 11 czy kolejny budynek garnizonowy przy ulicy Spółdzielczej 29-31.
Fundacja IDEA & Sobiesław Nowotny
5 LIKES












1. Prawidłowa piswnia nazwiska – Sers przez jedno e. Tak się podpisywał na dokumentach. Loth to prawdopdobnie skrót od „Lothar”.
2. Walrave istotnie dokonał aktu zdrady. Grzegorz Podruczny znalazł w Wiedniu dwa dokumenty, podpisane „von Walrave”, w których oferuje się sprzedaż planów twierdz pruskich. Tyle, że najprawdopodobniej jest to sprawka syna generała Walrave. Król Fryderyk naprawdopdobniej otrzymał nieprecyzyjną informację, więc obciążył winą ojca, a popaść u niego w niełaskę było nader łatwo. W sumie kilkudziesięciu pruskich generałów po wojnie zostało skazanych na kilka lat twierdzy za rzeczywiste lub wyimaginowane przewiny, a w najlepszym razie wydalonych ze służby.
3. 49. Pułk Strzelców to Infanterie Regiment von Walrawe (do 1748 r.), von Sers (do 1758 r.) a następnie von Diericke (do 1770). Nie był to pułk strzelców, tylko początkowo pułk pionierów (odpowiednik współczesnych sperów), w którym odpowiednikiem kompanii grenadierskich były kompanie minerskie. Wskutek olbrzymich strat piechoty w kampaniach 1757 r. , w 1758 r. kompanie saperów przekształcono w kompanie fizylierskie, tworząc dwubatalionowy pułk fizylierów bez kompanii grenadierskich. Oddziały strzelców to zupełnie inny rodzaj piechoty.
Sers nie był ani wybitnym świdniczaninem, ani wybitnym inżynierem. Po aresztowaniu generała Walrave został szefem Korpusu Inżynierów i nadzorował rozbudowy śląskich twierdz, jednak nie wniósł nic do rozwoju sztuki fortyfikacyjnej. Fortyfikacje Świdnicy zostały w zasadniczym kształcie zaprojektowane przez Walrawe (narysy fortów i redut są identyczne, jak wcześniejsze jego dzieła z Magdeburga, Szczecina, Kłodzka czy Nysy) i akceptowane przez króla, który często narzucał swoje pomysły. Sers był tylko sprawnym wykonawcą. Na jego usprawiedliwienie można jedynie stwierdzić, że twierdza w formie z 1756 r. nie miała możliwości skutecznej obrony. Sześć lat później (1762), znacznie rozbudowana i z dwukrotnie liczniejszą załoga broniła się niecały miesiąc dłużej, a zarówno król Fryderyk, jak i cesarzowa Maria Teresa uznali, że komendant twierdzy, generał Guasco, wyczerpał wszelkie możliwości obrony.
Dziękujemy za opinię. Niekoniecznie osoba, która położyła zasługi dla miasta lub pracowała na jego rzecz musi być świdniczaninem z urodzenia. Z pewnością bohater artykułu był postacią nieszablonową i miał zasługi związane chociażby z działaniami na rzecz obronności miasta, ale nie tylko. Stąd znalazł się w naszym poczcie. Ocena życia i dorobku jest oczywiście sprawą indywidualną i subiektywną. Skoro jednak jak piszesz został mianowany szefem korpusu inżynierów armii pruskiej, to czy Fryderyk postawiłby na tym stanowisku osobę miernych talentów czy raczej zdolnego i cenionego inżyniera? Fakt, że otrzymał to stanowisko raczej obala pogląd, że był miernym inżynierem. Kwestia pisowni nazwiska Seersa jest w świetle źródeł dyskusyjna. W XVIII wieku nie istniały sztywne reguły ortograficzne, a nazwisko często zapisywano „ze słyszenia”. Doskonałym przykładem są tu na przykład księgi parafialne z XVIII wieku, gdzie czasami ta sama osoba jest zapisana pod kilkoma różnie brzmiącymi i zapisanymi nazwiskami. Poza tym Seers pochodził z Francji, gdzie jego nazwisko mogło być zapisywane przez jedno „e” – tak między innymi „pisali” się też Seersowie służący w Anglii. W Niemczech nazwisko to z pewnością musiało ulec zniemczeniu. W pisowni w języku niemieckim nie stosuje się zazwyczaj „krótkiego, pojedynczego „e” miedzy dwoma spółgłoskami. Jest to trudne do wymowy, dlatego automatycznie następowało przedłużenie „e” dla ułatwienia wymowy, jeżeli występowało ono między dwoma spółgłoskami. W niektórych źródłach nazwisko to zapisywano także z niemym „h” zamiast drugiego „e”, które w ten sam sposób „wydłużało” wymowę tego nazwiska, czyniąc ją łatwiejszą. Być może po przyjeździe z Francji Phillip podpisywał się jeszcze nazwiskiem z jednym „e”, ale z pewnością zostało ono zniemczone (wersji z dwoma „e” używał w stosunku do niego Fryderyk II). Pisownię nazwiska sprawdziliśmy jeszcze raz w kilku źródłach z epoki i co ciekawego, znaleźliśmy wersje: Sers, Sehrs, Seers, Sirr (Sic!). Co do argumentu, że na dwóch dokumentach podpisał się „Sers” – swoją drogą czy zostały one opublikowane gdzieś? – to nie jest on absolutnie rozstrzygający, Jan Sebastian Bach także podpisywał się niekiedy… „Pach” – bo tak brzmiało ono w wymowie, a jak wspomnieliśmy, reguły ortograficzne w tych czasach praktycznie nie istniały. Trudno rozstrzygnąć więc jednoznacznie kwestię nazwiska, które ze względów językowych, na pewno w Niemczech przybrało formę „Seers”. Ze względów lingwistycznych nie mogło być po prostu inaczej. I w takiej formie zapisało się ono w historiografii i jest podawane w oficjalnych publikacjach, chociażby w Niemieckim Słowniku Biograficznym, skądinąd bardzo rzetelnie opracowanej publikacji. Co do imienia oczywiście skrót pochodzi od „Lothar”, ale używał tylko skrótu Loth, więc nie ma powodu dla którego należałoby to zmienić. Odnośnie nazwy 49. Pułku syn Seersa służył w formacji strzeleckiej stąd nastąpiło przeniesienie jej nazwy na cały pułk. W istocie powinna brzmieć 49. Pułk Piechoty von Walrave (49. Infanterie Regiment von Walrave). Nie jest to jednak istotny fakt dla całego tekstu, który miał być w założeniu przypomnieniem zupełnie zapomnianej osoby, a nie szczegółową analizą formacji wojskowych. Niemniej dziękujemy za zwrócenie uwagi.