Czy na polach pomiędzy Słotwiną i Witoszowem rozbił się w styczniu 1945 roku niemiecki samolot transportowy Junkers Ju-52?

Wiele informacji wskazuje na to, że tak, chociaż w archiwach na temat samej katastrofy nie natrafiono jak do tej pory na jednoznaczne informacje, chociażby opisu zdarzenia z podaną przyczyną rozbicia się samolotu.
Lakoniczne informacje o tym, że w styczniu 1945 roku na polach pod Witoszowem rozbił się niemiecki samolot transportowy można znaleźć w kilku różnego rodzaju małych wzmiankach (m.in. Nawrocki, Wietrzyński), jednak bez podanego jej źródła. Pisze się jedynie o tym, że ofiary katastrofy zostały pochowane na cmentarzu ewangelickim w Witoszowie Dolnym i że do katastrofy dojść miało 4 stycznia 1945 roku.
Informacje te wymagają pewnego uściślenia tych z podawanych faktów, które nie do końca mają odzwierciedlenie w dokumentach powiązanych z tym zdarzeniem. Mówią one między innymi o żołnierzach, pochowanych na cmentarzu w Witoszowie Dolnym, nie wspominając jednak o samej katastrofie samolotu.
Według zachowanych dokumentów archiwalnych, podczas II wojny światowej w Witoszowie pochowano 13 żołnierzy. Dwóch z nich na pewno nie było związanych z ewentualną katastrofą samolotu, ze względu na inną datę śmierci. Tymi żołnierzami byli:

*** Herbert Bruske (ur. 24 lipca 1915 roku) – podoficer (kapral lub sierżant) z 429. Pułku Piechoty (Infanterie-Regiment 429), który zginął 21 września 1942 roku. Prawdopodobnie jego rodziną była familia Bruske, wymieniana jako mieszkańcy Witoszowa w księdze adresowej z 1942 roku, stąd jego pochówek w rodzinnej miejscowości.
*** Otto Schäfer (ur. 20 grudnia 1918 roku) – żołnierz w nieznanym stopniu, służący we wzmocnionej kompanii 90. Pułku Grenadierów Pancernych (Verstärkte Kompanie Panzergrenadier-Regiment 90). Zginął ponad dwa miesiące po katastrofie samolotu pod Witoszowem, w dniu 16 marca 1945 roku. Wspomniana księga adresowa nie wymienia tego nazwiska wśród mieszkańców Witoszowa Dolnego i Górnego, co nie wyklucza możliwości, ze rodzina o innym nazwisku mieszkała w tych miejscowościach, co tłumaczyłoby pochówek żołnierza w tym miejscu. Wiadomo, że zginął 16 marca 1945 roku podczas walk o Strzegom.
Wątpliwości wzbudza przypuszczalna data rozbicia się transportowego Junkers na polach między Słotwina a Witoszowem. We wspomnianych, lakonicznych informacjach na temat katastrofy, przewija się data 4 stycznia 1945 roku. Można sądzić, że jest to pomyłkowo podana informacja w jednym artykule, która później była już tylko powielana w kolejnych.

Na zachowanej liście z nazwiskami żołnierzy pochowanych na cmentarzu ewangelickim w Witoszowie Dolnym, 7 z nich posiada wpisaną jako datę śmierci dzień 12 stycznia 1945 roku, a pozostała trójka – 15 stycznia 1945 roku. Fakt pochowania tak dużej liczby żołnierzy w ciągu zaledwie trzech dni świadczy o tym, że są to ofiary jakiegoś jednego, tragicznego zdarzenia. Przemawia za tym kilka argumentów:
– W styczniu 1945 roku w pobliżu Witoszowa nie toczyły się żadne walki (operacja dolnośląska wojsk sowieckich rozpoczęła się dopiero 8 lutego), które mogłyby być powodem dla pochowania akurat w Witoszowie poległych żołnierzy;
– Daty śmierci pochowanych żołnierzy mogą świadczyć o tym, że są to ofiary które zginęły w większości 12 grudnia oraz żołnierze, którzy zmarli z odniesionych ran trzy dni później;
– Nie jest znana żadna inna przyczyna oprócz ewentualnej katastrofy Junkersa Ju-52, dla której 12 i 15 stycznia 1945 roku miałoby zginąć lub umrzeć z odniesionych ran 10 żołnierzy niemieckich, którzy zostali pochowani w Witoszowie Dolnym.

Wspomniano już, że nie są zaznane przyczyny katastrofy samolotu transportowego. Niewykluczone, że podobnie jak i w wypadku innej katastrofy w dniu 22 lutego 1945 roku, o której pisaliśmy tutaj: Zapomniane lotnisko, katastrofa samolotu i ekshumacja żołnierzy w Świdnicy (cz. 1), Zapomniane lotnisko, katastrofa samolotu i ekshumacja żołnierzy w Świdnicy (cz. 2), doszło do oblodzenia istotnych części samolotu wskutek dużego mrozu i ich ewentualnego uszkodzenia, co mogło być bezpośrednią przyczyną katastrofy (zima tego roku była wyjątkowo mroźna).
Potwierdzeniem faktu katastrofy samolotu transportowego Ju-52 na polach między Witoszowem i Słotwina, jest relacja autochtona i przedwojennego mieszkańca Witoszowa Dolnego – Heinza Penderaka
– Człowiekiem, który opowiadał mi o szczegółach rozbicia się tego samolotu był Niemiec mieszkający w Witoszowie – Heinz Penderak. Jako dziecko był z kolegami na miejscu katastrofy. Opowiadał mi, że służby wojskowe i cywilne otoczyły to miejsce i nie dopuszczały tam nikogo, głównie z obawy o możliwość wybuchu gazu. Obawiano się, że nitka gazociągu z Wałbrzycha do Świdnicy, mogła zostać uszkodzona wskutek katastrofy. Na szczęście okazało się, że nie. Opowiadał mi też, że żołnierzy, którzy zginęli w katastrofie pochowano na cmentarzu w Witoszowie, a tamtejszy stolarz wykonał trumny dla nich wszystkich. Do momentu wysiedlenia Niemców z Witoszowa, miejscowa ludność dbała o te groby. Całą opowieść od nieżyjącego już Heinza Penderaka usłyszałem po raz pierwszy pod koniec lat 90. XX wieku. Potem po raz drugi usłyszałem ją ponownie, z większą ilością szczegółów na początku XXI wieku.

Pan Heinz Penderak wspominał, że dla niego i jego kolegów niezwykłe było szkło, które znajdowali na miejscu wypadku, „które po wrzuceniu do ogniska, paliło się.” Chodziło o tzw. pleksę, z której Niemcy mieli wykonywać iluminatory do samolotów podczas wojny. Co ciekawe, w czasie drugiej opowieści pan Penderak wspomniał, że sprawą katastrofy zajmować się miało również Gestapo, a część mieszkańców wsi przesłuchano. Ponoć do wypadku miało dojść w wyniku sabotażu. Nie sądzę, aby pan Penderak się mylił. Cieszył się wówczas doskonałą pamięcią. Niemniej jako historyk nie widzę logicznego powiązania mieszkańców wsi, którzy mogli być jedynie przypadkowymi obserwatorami i z ewentualnym sabotażem z pewnością nie mogli mieć nic wspólnego – mówi historyk Sobiesław Nowotny.
Okazuje się, że Heinz Penderak pokazał również dokładne miejsce rozbicia się samolotu. To fragment pola przy skrzyżowaniu obecnej Drogi Krajowej nr 35 z przecinającą ją drogą prowadzącą z Komorowa do Witoszowa Dolnego w miejscu, gdzie w najbliższym czasie ma być budowane rondo.
Poprosiliśmy naszego współpracownika Andrzeja Przerwę ze Świdnickiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji o potwierdzenie faktu, czy w tym miejscu znajduje się jakaś nitka gazociągu. Okazało się, że tak, co potwierdza lokalizację miejsca podaną przez Penderaka i wiarygodność podanych przez niego faktów.

Z zachowanej dokumentacji archiwalnej na temat grobów żołnierzy na cmentarzu w Witoszowie Dolnym wynika, że rodzina Penderak musiała posiadać wiedzę na temat katastrofy samolotu i znać szczegóły. Pośrednim dowodem na to jest fakt, że jak wynika z jednego z pism datowanego na 1951 roku, a napisanego przez poszukującą członka swojej rodziny – Alfredę Jasper (prawdopodobnie przedwojennej mieszkanki Witoszowa, Jasper to nazwisko po mężu), już po wojnie grobami opiekowała się Waltraut Penderak:
Osnabrück, 20 lipca 1951 rok
Dot.: Groby poległych żołnierzy jednostki 29.520 (98. Pułk Grenadierów Pancernych) na terenie ówczesnego Górnego Śląska, obecnie Polski.
W korespondencji z towarzyszami i krewnymi zaginionych osób z jednostki 29520 dowiedziałem się, że na cmentarzu komunalnym w Witoszowie Dolnym koło Świdnicy znajduje się 11 grobów żołnierzy należących do wspomnianej jednostki. Czy wszystkie rzeczywiście należały do tej jednostki, nie mogę już powiedzieć na pewno, ponieważ w mojej pamięci zachowały się tylko niektóre nazwiska. Można jednak przypuszczać, że polegli żołnierze należeli do jednostek 98. Dywizji Pancernej i składali się z żołnierzy na urlopach oraz tych, którzy zostali wypisani ze szpitali wojskowych. Groby znajdują się po prawej stronie głównego wejścia, a ich opiekunką jest panna Waltraut Penderak z Niederbögendorf koło Schweidnitz. Panna Penderak najwyraźniej powiadomiła wówczas także niektórych krewnych, o ile było to jeszcze możliwe, w tym rodzinę Sauer z Darmstadt. Ta ostatnia do dziś utrzymuje z nią kontakt.

Z powyższego pisma wynika, że w latach 50. XX wieku na cmentarzu w Witoszowie znajdowało się jeszcze co najmniej kilka – o ile nie wszystkie – z grobów pochowanych tu żołnierzy. Obala to powielaną informację, że dokonano ich ekshumacji jeszcze podczas II wojny światowej. Nie wiemy natomiast na pewno, co stało się z grobami żołnierzy. Czy rzeczywiście ich szczątki były sukcesywnie ekshumowane i sprowadzane do Niemiec przez ich rodziny, czy też po prostu były na przestrzeni kilkudziesięciu powojennych lat sukcesywnie likwidowane. Faktem jest, że do chwili obecnej pozostał tylko jeden grób – Adama Sauera, z którego rodziną miała kontakt wspomniana „panna Penderak”. Na skromny, ziemny grób nadal ktoś przynosi kwiaty i zapala znicze.
Przy okazji warto sprostować jeszcze jedną informację powielaną w różnych, nielicznych wzmiankach na temat tej katastrofy samolotu pod Witoszowem, że jest to grób pilota tego samolotu, który zginął podczas katastrofy. Nie jest to prawda. jak wynika z zachowanych, archiwalnych dokumentów, Adam Sauer był podoficerem 5. Kompanii 98. Pułku Grenadierów Pancernych (znana jest treść z jego nieśmiertelnika – „Adam Sauer. 978-Stkp.Pz.Gr.Ers.Btl.5”.
Potwierdzeniem katastrofy niemieckiego samolotu transportowego Junkers Ju-52 na polach pod Witoszowem, mogłyby być powierzchniowe badania za pomocą wykrywaczy metali tak, jak miało to miejsce w wypadku amerykańskiego bombowca B-25, który rozbił się na polach pod Wierzbną i którego wiele z odnalezionych szczątków, jest obecnie eksponowane w Żarowskiej Izbie Historycznej.
Redakcja
[1] W zestawieniu na archiwalnym dokumencie podane są numery trzech pułków grenadierów pancernych – 8., 9. i 98. Trudno orzec, czy chodzi o ten sam pułk – 98. i mamy do czynienia z pomyłką odnośnie 8. i 9. pułku czy jednak o różne pułki.
8 LIKES










Już po publikacji tekstu otrzymaliśmy e-mail od Pana Dominika Śmigielskiego, który wyjaśnia sprawę rzekomych ekshumacji zabitych żołnierzy, która według różnych wersji miała się dokonać jeszcze przed majem 1945 roku lub po nim. Okazuje się, że mieliśmy rację, że groby na cmentarzu w Witoszowie Dolnym istniały jeszcze długo po wojnie. Nie było też ekshumacji w rozumieniu obecnego znaczenia tego słowa, czyli odkopaniu szczątków poszczególnych żołnierzy i złożenia ich do nowych kwater w Niemczech lub w Polsce. Sprawę wyjaśnia e-mail Pana Dominika:
Dzień dobry. Chcę pogratulować arcyciekawego tekstu na temat katastrofy lotniczej pod Witoszowem. Jestem bardzo zaskoczony, ponieważ w lokalnych relacjach samolot spadł w okolice szpitala Latawiec, a jednak prawda jest zupełnie inna. Potwierdzam również pochówek poległych, na prawo od grobu Pana Sauera, znajdowały się groby pozostałych poległych. Wiem to z relacji mojego dziadka który wspólnie z pradziadkiem budował grobowiec rodzinny babci (ten kamienny po prawej od grobu Sauera). Dziadek (przybył w 1947 na te ziemie) opowiadał, że było to w okolicach lat 60. Wtedy wykopali resztki uposażenia, buty itd. Również szczątki. Z tego co mówił, zostały one włożone do grobu Sauera. Dodam również, że fundacja Pomost działa intensywnie nad ekshumacją grobu, ze względu na śmierć Pana Henryka Penderaka i prawdopodobieństwo zaniedbania grobu w przyszłych latach. Jest już na to zgoda proboszcza, obecnie oczekujemy na zgodę IPN-u. Pozdrawiam serdecznie – Dominik Śmigielski.