Press "Enter" to skip to content

Tropami skrytek Grundmanna (cz. 2)

Spread the love

Nie gaśnie zainteresowanie ukrywaniem pod koniec II wojny światowej przez Niemców zrabowanych skarbów i dóbr kultury.  

Pierwszoplanową rolę odegrał w tej akcji konserwator krajowy Śląska Guenther Grundmann. Z ramienia rządu upadającej III Rzeszy był on odpowiedzialny za ukrywanie zbiorów muzealnych, zarówno tych pochodzących ze Śląska, jak również z innych obszarów Niemiec. Pierwszą część artykułu można przeczytać tutaj: Tropami skrytek Grundmanna (cz. 1).

Pałac w Roztoce na rysunku Bernharda Wernera z lat 1740-1750

Kolejnym miejscem, które odwiedził Gunther Grundmann w 1945 roku, była słynna siedziba von Hochbergów w Roztoce. Tutejszy pałac z pewnością już w okresie przedwojennym mógł uchodzić za rezydencję wyższego rzędu. Była to okazała, dobrze podpiwniczona budowla na planie czworokąta z masywną wieżą. Co więcej, zabudowania gospodarcze wokół pałacu stanowiły wielki kompleks, który mógłby pomieścić zbiory kilku muzeów na raz.

Pamiętać też należy że pałac w Roztoce sam w sobie stanowił wyjątkową atrakcję dla każdego znawcy sztuki. Spośród wielu pozostałych rezydencji Śląska wyróżniał się on swym bogatym wyposażeniem. Nic zresztą dziwnego. Jego właściciele – von Hochbergowie – zaliczani byli do pierwszych pośród posiadaczy ziemskich nie tylko na Śląsku, lecz także na obszarze całych ówczesnych Niemiec. Była to zarazem rodzina, która nieprzerwanie gospodarowała na Roztoce od 1497 roku! Trudno o kogoś, kto był aż tak obeznany w lokalnym terenie i tak aktywnie kształtował tutejsze warunki przez kilka wieków! Niewiele można znaleźć podobnych przykładów na obszarze całego Śląska.

Zanim przejdziemy do opisu samego pałacu i losów tutejszego wyposażenia, które było wystarczająco godne podziwu nawet dla koronowanych głów Europy – w pomieszczeniach tutejszej rezydencji gościli między innymi: cesarz niemiecki Wilhelm II, cesarz Austro-Węgier Franciszek Józef I, król Saksonii Albert – wróćmy do spraw ewakuacji dóbr kultury w 1945 roku. Grundmann pozostawił nam krótką i mało w istocie mówiącą relację o swym pobycie w Roztoce, co może wzbudzać pierwsze podejrzenia o tym, iż nie chciał informować o zawartości tutejszej składnicy, która nosiła w jego spisie kryjówek numer 5. W swych wspomnieniach noszących tytuł „Czar przeżytych lat” pisał o tych sprawach, jak następuje: „Pod koniec lutego 1945 roku przybyłem wraz z dwoma kierowcami z Wehrmachtu i ciężarówką wyładowaną po brzegi papierami z mojego archiwum konserwatorskiego z Mietkowa. Nocowałem w Jaworze, jednakże rankiem miasto znalazło się pod rosyjskim ostrzałem, dlatego też jak najszybciej musiałem je opuścić. Ze skrytki znajdującej się w pałacu w Roztoce nakazałem zabrać kilka obrazów należących do Muzeum Sztuk Pięknych we Wrocławiu i w porze obiadowej ruszyłem dalej dobrze mi znaną drogą na Mysłów” Tyle opisu Grundmanna.

Pałac Roztoce w 1903 roku (Kolekcja: Edward Hałdaś)

Jak widać Grundmann poskąpił nam szczegółów swej wyprawy do Roztoki. Nie napisał, jakie obrazy zabrał, ani też nie zdradził nam niczego bliższego o rozmiarach tutejszego składu muzealiów. Więcej światła rzuca na te kwestie relacja znanego nam już tropiciela śladów Grundmanna, Józefa Gębczaka. Podejrzewał on, że Grundmann wywiózł z Roztoki najcenniejsze na Śląsku zbiory graficzne, w tym rysunki takich autorów, jak Albrecht Dürer czy też Rembrandt van Rijn! Gębczak stwierdził również, iż w tutejszym pałacu przechowywano obrazy ze wspomnianego już Muzeum Sztuk Pięknych we Wrocławiu, z budynków rządowych i ze zbiorów prywatnych z Wrocławia. Za sprawą jego relacji można przynajmniej w przybliżeniu wyrobić sobie zdanie na temat wielkości tutejszej składnicy. W składnicy tej znajdowały się również zbiory, meble i obrazy Hochbergów z Książa, które – jako pamiątki rodzinne – nie zostały objęte konfiskatą Książa w 1943 roku. Były tu też zbiory przerzucone ze zlikwidowanej przez Niemców składnicy w Borowej. Do tego ostatniego wątku wrócimy jeszcze na łamach kolejnego z artykułów, jako że miejscowość Borowa, czyli Borów, leży w granicach powiatu świdnickiego.

Obecnie w naszych rozważaniach istotny jest problem wielkości składnicy w Roztoce. Aby bardziej unaocznić ogrom tej składnicy, należy przytoczyć kolejny fragment relacji Gębczaka, iż wysłany tu z Warszawy pełnomocnik polskiego Ministerstwa Kultury i Sztuki Kieszkowski, który przybył do Roztoki w sierpniu 1945 roku, przygotował pierwszą transzę dzieł sztuki i odesłał ją w październiku (a zatem dwa miesiące od czasu przybycia) do Krakowa transportem złożonym z 24 ciężarówek! Jak by tego było mało, brał on udział w kolejnym transporcie złożonym tym razem z dziesięciu wagonów kolejowych, pełnych obrazów i innych zbiorów, który początkowo odesłano do Jeleniej Góry (zbiory Paulinum), a następnie stamtąd do Warszawy (transport ten dotarł do stolicy 1 grudnia 1945 roku).

Chociaż, zgodnie z relacją Gębczaka, Kieszkowski uznał likwidację składnicy za zakończoną, to jeszcze w sierpniu 1947 roku inny polski muzealnik Styczyński natknął się w tutejszej oranżerii, należącej do majątku, „na 12 dużych włoskich obrazów na drewnie, pochodzących ze stropu kasetonowego w Książu (XVI wieku)”. Te renesansowe obrazy trafiły do renesansowego zamku w Pieskowej Skale, gdzie znajdują się zapewne do dziś.

Spróbujmy teraz dokonać oceny „bogactwa” von Hochbergów z Roztoki. Napotykamy w tym miejscu na dwie trudności. Pierwsza związana jest z faktem, iż von Hochbergowie niechętnie wpuszczali na teren swego pałacu jakichkolwiek obcych, w tym również konserwatora krajowego Śląska, o czym najlepiej przekonał się w XIX wieku Hans Lutsch, autor największego spisu zabytków śląskiej krainy. Druga zaś dotyczy ogromu zbiorów, o których nawet najwięksi badacze mają nikłe informacje, co wiąże się z przywilejem pruskiej szlachty mówiącym o tym, iż jej członkowie nawet podczas spisów podatkowych sami określali wielkość swego majątku i swych dochodów, co nie podlegało żadnej kontroli, ani weryfikacji. Szlachetnie urodzonym wierzono po prostu „na słowo”. Oczywiście sytuacja ta zmieniła się w okresie hitlerowskim, nie na tyle jednak, aby informacje te upowszechniać.

Pałac w Roztoce na początku XX wieku

Mimo tych wszystkich problemów, postarajmy ocenić wartość wyposażenia pałacu w Roztoce i jego najbliższego otoczenia. Pomoże nam w tym opis wspomnianego powyżej Hansa Lutscha, który jak sam pisał: jedynie podczas szybkiego spaceru po wnętrzu pałacu, na jaki von Hochbergowie mu pozwolili, zdołał nieco zauważyć i spisać. Za szczególnie cenne elementy wyposażenia uznał on: (…) szereg mebli, przeważnie skrzyń niemieckiego i włoskiego pochodzenia, które zakupione zostały ostatnimi czasy (a zatem w XIX wieku). Wyróżniała się tu późnorenesansowa szafa z wmontowanymi przedstawieniami malarskimi, które dawały wrażenie perspektywiczne. Znajdowała się tu również bogato inkrustowana kością słoniową szafa z pulpitem do pisania. W pałacu zebrano olbrzymie ilości wyrobów porcelanowych przeważnie produkcji berlińskiej i miśnieńskiej, pochodzących z XVIII wieku, której używano jako zastawy stołowej. Równie olbrzymie były ilości drogocennego szkła śląskiego i czeskiego, „szlifowanego i nieszlifowanego”, jak zauważył Lutsch. Nadzwyczaj cenne były jednak żyrandole ze szkła weneckiego i dwa stojące świeczniki.

Pałac w Roztoce mógł się równać swym wyposażeniem z królewskim Wawelem, bowiem również w jego wnętrzu wisiały piękne i niezwykle drogie arrasy – niezmierna rzadkość w rękach posiadaczy majątków na Śląsku. Jeden z nich ukazywał sceny pasterskie, drugi zaś – sceny starotestamentowe. Lutsch podczas swego „krótkiego spaceru” zdołał także zauważyć cały szereg portretów, przeważnie z XVIII i XIX wieku, wykonanych techniką olejną i pastelą. Za niezmiernie cenny uznał on późnogotycki obraz (zapewne na desce), z końca XV wieku, ukazujący scenę „Zwiastowania Maryi przez archanioła Gabriela”. Również otoczenie pałacu nie pozostało niezauważone przez znawcę sztuki, jakim był Hans Lutsch. Zauważył tu między innymi renesansowy portal, który von Hochbergowie zakupili w Legnicy (zdobił on wejście jednej z tamtejszych kamienic), i nakazali wmontować jako ozdobę swej oranżerii. Zaiste był to kaprys, na jaki w owych czasach stać było jedynie von Hochbergów. Może dziś nie robi on na nas aż tak wielkiego wrażenia, bowiem wielu nowobogackich, nieposiadających żadnego smaku, potrafi zlecić złodziejom kradzież starych ozdobnych nagrobków, aby mogły one stanowić potem ozdobę ich altanki albo willi. Czasy się zmieniają, a ludzie wraz z nimi!

Wróćmy jednak do głównego nurtu naszych rozważań. Jak widzimy, Lutsch rzeczywiście pobieżnie opisał wnętrze pałacu i jego wyposażenia, lecz nawet ów lakoniczny opis daje nam pewne pojęcie o statusie rodziny von Hochbergów i o ich skarbach, gromadzonych przez wieki w Roztoce. Naturalnie opis Lutscha trzeba tu uzupełnić o kilka drobnych, lecz niezmiernie ważnych szczegółów. W I poł. XX wieku za szczególnie cenny element wyposażenia rezydencji von Hochbergów uważano portret króla Prus Fryderyka II autorstwa Antoine Pesne. Trudno wyrobić sobie pogląd na temat własności tego obrazu, niektórzy historycy niemieccy twierdzą bowiem, iż nie należał on do von Hochbergów, lecz był własnością Muzeum Sztuk Pięknych we Wrocławiu, a w Roztoce znalazł się jedynie na zasadzie depozytu. Jak było naprawdę, trudno już dociec. Niemniej jednak okoliczność ta wyjaśnia nam bliskie kontakty między właścicielami pałacu w Roztoce a wspomnianym muzeum, co zaowocowało w późniejszym czasie sprowadzeniem tu innych zbiorów z Wrocławia i zorganizowaniem tu skrytki Grundmanna, opatrzonej numerem 5. Powojenne, zawikłane losy tego obrazu stanowią historię samą w sobie i rzutują też na tajemnicę ukrywania elementów wyposażenia pałacu w Roztoce, ale o tym już w kolejnym odcinku naszej serii.

Cdn.

Tomasz Niesiecki

9 LIKES

Skomentuj jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Mission News Theme by Compete Themes.