Press "Enter" to skip to content

Bardzo śmierdząca sprawa… (cz. 1)

Spread the love

Bez względu na to, jak wyobrażamy sobie wygląd i życie w średniowiecznym mieście, jedno jest pewne. Nie pachniało w nim fiołkami…

Wykusze na murach stanowiły od starożytności element fortyfikacji obronnych (Źródło: Wikipedia/CC BY 3.0/AxelHH)

6 grudnia 1364 roku wystawiony został w Świdnicy dokument, w którym Fryderyk – kustosz wrocławski i gwardian konwentu minorytów (zakonu franciszkanów) w Świdnicy oraz Heinrich von Utinhof – lektor w tymże klasztorze stwierdzili, że na polecenie Bolka II, księcia świdnickiego, otrzymali od rady miejskiej wieżę i część murów miejskich, a w zasadzie jej środkową kondygnację, na swój użytek. Sformułowane zostało przy tym zastrzeżenie, że w wypadku wojny i oblężenia miasta, owa wieża udostępniona zostanie na cele obronne.

Tyle można wywnioskować z tego dokumentu, jeżeli wyrzucimy z niego standardowe formułki i nic nie wnoszące ozdobniki. Dlaczego świdniccy franciszkanie chcieli uzyskać kontrolę nad jedną z kilkudziesięciu wież obronnych, jakie znajdowały się w linii  pierwszego, głównego i najważniejszego pierścienia murów obronnych Świdnicy? Bynajmniej, nie była to chęć powiększenia majątku klasztoru. Powód był znacznie bardziej prozaiczny, a przy okazji także… śmierdzący.

Sprawa musiała mieć swój początek zapewne kilka miesięcy wcześniej i dla franciszkanów być dość ważną, skoro nie potrafiąc porozumieć się z radą miejską w sprawie przekazania w użytkowanie części wieży, zaangażowali w pośrednictwo do rozmów na ten temat osobę samego księcia. Możliwe jest także, że do wcześniejszych rozmów z radą nie doszło, a franciszkanie od razu postanowili w palącej dla nich sprawie, zwrócić się  do władcy.

Dlaczego franciszkanom tak zależało na dostępie do wspomnianej wieży obronnej? Otóż element tej wieży miał stanowić dla braciszków… latrynę. Mogli tu załatwiać swoje potrzeby fizjologiczne, a nieczystości spadały bezpośrednio do fosy miejskiej. Jak to było możliwe? Otóż na wieży od strony zewnętrznej znajdował się wykusz wystający ponad lico muru. Niestety, nie wiemy, czy był to element związany z militarną funkcją wieży – czy też od początku spełniał rolę latryny.

Wykusz na wieży mieszkalnej w Siedlęcinie

W fortyfikacjach średniowiecznych wykusze stanowiły rodzaj obudowanego stanowiska strzeleckiego na zewnątrz muru obronnego. Spełniał kilka funkcji obronnych: pionową – przez otwór w posadzce lub podłodze można było lać na oblegających rozgrzany olej, smołę itp. gorące substancje, a także obrony poziomej, umożliwiającej ostrzał wzdłuż murów. Dostęp do wykuszy był wyłącznie z poziomu ganku na murze obronnym lub z wnętrza wież i baszt.

Bardzo podobną konstrukcję miały latryny, także z poziomymi otworami, nad którymi zazwyczaj konstruowano siedzisko. Jakie było pierwotne zastosowanie omawianego wykusza na baszcie w obrębie obszaru zajmowanego przez klasztor franciszkanów w Świdnicy – nie wiemy. Zresztą często zdarzało się, że konstrukcja dawnych wykuszy obronnych była modyfikowana wraz ze zmianą ich funkcji, w tym wypadku przekształceniem na latrynę.

Wykusz na zamku Świny

Wydaje się, że taka sytuacja mogła mieć miejsce właśnie w Świdnicy, bo wskazują na nią dalsze wydarzenia.

Otóż owo przejęcie części wieży z wykuszem stało się bardzo szybko zarzewiem długiego konfliktu, pomiędzy radą miejską i franciszkanami. Otóż ci ostatni zamurowali w wieży na poziomie wykusza wejścia do niego z dwóch stron korony murów, umożliwiając dostęp do niego jedynie drewnianym gankiem, który połączył wieże z wykuszem z budynkiem, gdzie znajdowały się sypialnie zakonników (dormitoria). W ten sposób franciszkanie zabezpieczyli się przed dostępem osób postronnych z korony murów na teren klasztoru.

Spór pomiędzy franciszkanami i radą miejską trwał aż 127 lat! Dopiero dokument z 6 marca 1491 roku przynosi ugodę między skłóconymi stronami. Franciszkanie zezwolili na przebicie dawnych, zamurowanych wejść do wieży z poziomu ganków na murze, ale jednocześnie zobowiązywali do zabezpieczenia tychże otworów zamykanymi kratami lub drzwiami. O tym, że rozwiązanie to okazało się trwałe, przekonuje nas informacja zawarta w opisie  klasztoru z 1661 roku:

Fragment planu widokowego miasta Matheusa Meriana z 1623 roku z zaznaczoną wieżą sąsiadującą z klasztorem franciszkanów i widocznym na niej wykuszem
Kopia planu Meriana z 1690 roku. Na niebiesko zaznaczono klasztor i kościół franciszkanów, na żółto wieżę i na czerwoną franciszkańską latrynę w wykuszu
Plan widokowy Wernera z lat 1743-1747 z widoczną wieżą, ale już bez wykuszu

W górnej części [od autorów: tj. budynku klasztornego] w kierunku murów miejskich mieści się większość cel; tam zakonnicy posiadali wcześniej swe pomieszczenia sypialne. Na murach miejskich stoi wieża, do której prowadzi dojście z sypialni i gdzie znajdują się toalety. Na temat tej wieży konwent franciszkański posiada w swym archiwum dokument pergaminowy. Wynika więc z tego, że jeszcze w II połowie XVII wieku wykusz spełniał rolę toalety.

[Szczegółową historię klasztoru franciszkanów opublikowaliśmy tutaj: Historia klasztoru franciszkanów (cz. 1), Historia klasztoru franciszkanów (cz. 2) i Historia klasztoru franciszkanów (cz. 3), Historia klasztoru franciszkanów (cz. 4)].

Niestety, nie wiemy dziś, czy opisywany przez nas wykusz posiadał konstrukcję drewnianą, czy murowaną, chociaż na obrazie z 1680 roku wygląda jakby był murowany. W wielu budowlach na Dolnym Śląsku takie wykusze zachowały się do chwili obecnej, chociażby na zamku w Świnach czy wieży mieszkalnej w Siedlęcinie, co prezentują poniższe zdjęcia. Wieża obronna, której franciszkanie używali jako latryny, została rozebrana, w momencie rozpoczęcia budowy nowożytnej twierdzy świdnickiej już w czasach pruskich. W archiwach zachowała się dokładna data jej zburzenia – 8 maja 1747 roku.

Fragment obrazu olejnego z 1680 roku z dobrze widocznym wykuszem na wieży

To, co w naszej opowieści jest niezwykłe to fakt, że ów franciszkański wychodek jest widoczny na planie widokowym miasta Matheusa Meriana z 1623 roku (także na jego poprawionej kopii tego planu autorstwa Georga Linznera z 1690 roku) oraz na wspomnianym wyżej obrazie olejnym z około 1680 roku, nieznanego autora, który wisi w świdnickiej katedrze. Jest to jedyny tego typu element, zauważalny na tych przedstawieniach, na wieżach obronnych miasta. To rzadkość, aby dla tego typu drobnych elementu średniowiecznych fortyfikacji dysponować zarówno źródłową informacją pisaną, jak również ikonografią. Fakt, że późniejszą o 300 lat aczkolwiek to, że jest na nich uwidoczniony, stanowić może dowód na to, że zaistniał jako element architektoniczny w świadomości autorów tych prac. Na planie widokowym Wernera datowanego na lata około 1743-1747 wieża jest jeszcze widoczna, ale na jej licu brak wykuszu. Nie można jednak wyrokować, czy w połowie XVIII wieku już nie istniał, czy też Friedrich Bernhard Werner nie ujął tego szczegółu na swojej pracy.

Wspomniano już, że z franciszkańskiej „wygódki” na wieży ekskrementy spadały bezpośrednio do suchej fosy, jaka otaczała od zewnątrz pierwszy pierścień murów. W jaki sposób pozbywano się ich i jak w ogóle wyglądała kwestia odprowadzania z miasta fekaliów i nieczystości w średniowiecznej Świdnicy – o tym w drugiej części tego szkicu.

Cdn.

Andrzej Dobkiewicz & Sobiesław Nowotny

13 LIKES

2 komentarze

  1. Krzysztof Czarnecki Krzysztof Czarnecki 20 marca 2024

    Data „zburzenia” to raczej data rozpoczęcia lub zakończenia prac. Niemożliwe, aby z ręczną rozbiórką tak dużego obiektu uporano się w jeden dzień.

    • Andrzej Dobkiewicz Andrzej Dobkiewicz Post author | 20 marca 2024

      No aż tak szczegółowo źródła tego nie precyzują. Przy pracach ręcznych rozbiórka rzeczywiście trwała by jakiś czas. Jeżeli jednak użyto prochu do wysadzenia podstaw wieży, to rzeczywiście zburzenie odbyć w ciągu jednego dnia, oczywiście bez robót związanych z usunięciem gruzu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Mission News Theme by Compete Themes.