24 czerwca 1930 roku, około południa, w Świdnicy i wielu okolicznych miejscowościach dało się wyczuć wśród mieszkańców spore napięcie. Przerywano pracę, zamykano sklepy, a mieszkańcy gromadzący się nie tylko na chodnikach i ulicach, ale także na dachach domów, intensywnie spoglądali w górę, jakby czegoś wypatrując. W pewnym momencie w kościołach zaczęły bić dzwony, w mieście wyć syreny. W górze pojawił się srebrny statek powietrzny w kształcie cygara, który majestatycznie przesuwał się na błękitnym niebie… Poprzednie części opracowania można przeczytać tutaj: Latające cygara nad powiatem świdnickim (cz. 1): 95. rocznica, Latające cygara nad powiatem świdnickim (cz. 2): Cud techniki.
***
Udane podróże LZ 127 „Graf Zeppelin” sprawiły, że między wielkimi międzykontynentalnymi przelotami, był mocno eksploatowany także na trasach niemieckich, jako reklama i promocja potęgi niemieckiego przemysłu lotniczego. A ponieważ wszyscy chcieli obejrzeć ten cud techniki początku XX wieku, kierownictwo zakładów Zeppelina i właściciele linii przewozowej często wyrażali zgodę na nie. Nie inaczej było w wypadku przelotu z czerwca 1930 roku, Kiedy prośbę w sprawie promocyjnego lotu wystosowały władze prowincji śląskiej.

Do podróży, na pokład sterowca zaproszono 40 gości, wśród których znalazł się wieloletni dyrektor zakładów „Zeppelin” i były dowódca LZ 127 Hugo Eckner oraz szef policji we Wrocławiu. Podczas lotu sterowcem dowodził kpt. Lehmann.
Do lotu nad Śląskiem LZ 127 „Graf Zeppelin” wystartował z lotniska Staaken-Berlin 24 czerwca 1930 roku o godzinie 8.05. Pogoda była pochmurna, a powietrze mgliste tak, że sterowiec szybko zniknął z pola widzenia żegnającego go tłumu. O godzinie 8.58 sterowiec pojawił się nad miastem Fürstenwalde, leżacym przy kanale Sprewa-Odra, a następnie nad Frankfurtem nad Odrą. Stąd sterowiec obrał kurs na Guben (obecnie Gubin), dokąd dotarł o godz. 9.38, a następnie skierował się w stronę Görlitz (Zgorzelec), gdzie dotarł około godziny 10.45. Tu przebywał około kwadransa i po zrzuceniu worka z pocztą na miejscowym lądowisku, około godz. 11.00 odleciał w kierunku Hirschberg (Jelenia Góra). Po zaledwie pół godzinie lotu, około 11.40 sterowiec pojawił się nad jeleniogórskim rynkiem.
Na trasie lotu sterowca kolejnym miastem nad którym się pojawił „Graf Zeppelin” był Wałbrzych, do którego dotarł tuż po godzinie 12.00, lecąc na wysokości 150 metrów, a więc stosunkowo nisko, co było istotne dla możliwości jego obserwacji przez tłumy. O trasie LZ 127 wieść niosła się błyskawicznie, więc po wlocie na obszar powiatu świdnickiego, pierwszym miastem nad jakie nadleciał LZ 127 były Świebodzice, gdzie szybko rozeszła się wieść o zbliżającym się niezwykłym statku powietrznym. „Graf Zeppelin” nadleciał od strony Wałbrzycha, błyszcząc w pełnym słońcu. Po I wojnie światowej cywilne sterowce niemieckie, między innymi LZ 127, były pokryte specjalną farbą z dodatkiem proszku aluminiowego. To potęgowało wrażenie niezwykłego błyszczenia się konstrukcji w pełnym słońcu. Na korpusie sterowca, bliżej jego dziobu znajdował się czerwony napis „Graf Zeppelin”. Po obu bokach kadłuba, mniej więcej na jego środku znajdował się numer cywilny sterowca D-LZ127. Stateczniki na rufie początkowo malowane były w czarno-biało-czerwone flagi, nawiązujące do barw Cesarstwa Niemieckiego. W latach 30. XX wieku, kiedy LZ 127 pojawił się nad powiatem świdnickim nie posiadał on już takich barw, a stateczniki pomalowane były jak reszta kadłuba farbą z dodatkiem proszku aluminiowego. Dopiero w 1936 roku zaczęto na nich malować flagi z hitlerowską swastyką.
Informację o przelocie nad Świebodzicami „Grafa Zeppelina od swojego korespondenta zamieściła gazeta Anzeiger fur Zobten am Berge um Umgegend:
Wiadomość o tym, że „Graf Zeppelin” zbliża się do miasta, dotarła do Fryburga [od red. Świebodzic] telefonicznie. Radosna nowina rozprzestrzeniła się lotem błyskawicy. Ludzie wypatrywali dumnego, powietrznego olbrzyma na dachach i ulicach. Po kilku minutach, około godziny 12.05, „Graf Zeppelin” stał się widoczny na „Alten Berge”. Przywitały go gromkie okrzyki radości, którym towarzyszyło wycie syren. Sterowiec początkowo skierował się na północ, dlatego przypuszczano, że leci do Striegau [od red. Strzegomia]. Zanim jednak dotarł do miasta, skręcił na wschód i oświetlony pięknym słońcem przeleciał nad naszym miastem. Był to wspaniały i podnoszący na duchu widok, gdy srebrzysty kadłub olbrzyma unosił się nad naszym miastem. Po przelocie nad Fryburgiem w kierunku północno-wschodnim sterowiec skierował się na południowy-wschód, w stronę Schweidnitz, a następnie kontynuował lot w kierunku Reichenbach. Było widoczne na horyzoncie do około godziny 12:30.

Na chwilę warto się tu zatrzymać przy wspomnianej w opisie kwestii, że sterowiec nie poleciał nad Strzegomiem, chociaż taka trasa była pierwotnie planowana i ogłaszana w prasie pod koniec 1930 roku. Nie wiemy co na decyzji jej zmiany zaważyło, w każdym razie potwierdzenie na to, że w czerwcu 1930 roku „Graf Zeppelin” nad Strzegom nie dotarł, znalazł nasz współpracownik Marek Żubryd [czytaj tutaj: Zeppelin nad Strzegomiem]. Przypomnijmy tylko fragment tego artykułu:
Odpowiedzi na to pytanie poszukałem w starych rocznikach gazety Striegauer Anzeiger z lat 1929 i 1930. Już pod koniec 1929 roku zapowiadano w ogłoszeniu prasowym, że na początku następnego roku odbędzie się „Śląska podróż Grafa Zeppelina” (Schlesienfahrt des „Grafen Zeppelin). W artykule zamieszczonym w tej samej gazecie z września 1930 i zatytułowanym „Gerade über unserem Hause ist er gewesen…” („Właśnie pojawił się nad naszym domem…”) dokładnie opisano podróż „Grafa Zeppelina” nad Strzegomiem i najbliższą okolicą. Już na wstępie autor artykułu stwierdził, że tym razem dotrzymano danego wcześniej słowa i długo oczekiwany sterowiec pojawił się nad Strzegomiem. Wielu mieszkańców było bardzo wzruszonych a u niektórych pojawiły się w oczach łzy, gdy potężny sterowiec majestatycznie przelatywał nad miastem. Zeppelin obleciał miasto a następnie okrążył powiat strzegomski i skierował się do Udanina (Gäbersdorf), aby główny radiotelegrafista sterowca, syn emerytowanego nauczyciela Dumcke’a, mógł pomachać swojemu ojcu ze swojego stanowiska. Gdy przybyli na miejsce sterowiec zatrzymał się i zniżył swój dziób, jakby chciał podziękować „małej Ojczyźnie” za swojego wiernego radiooperatora. Następnie majestatycznie wzniósł się w góry i ponownie przeleciał nad Strzegomiem a następnie udał się w kierunku Wrocławia.
Pojawienie się sterowca nad Strzegomiem 8 września 1930 roku był kolejnym przelotem maszyny nad powiatem świdnickim, chociaż nie trafiliśmy na informację o ponownym przelocie nad Świdnicą.

Wróćmy jednak do czerwcowego przelotu. Nie zabawiwszy długo nad Świebodzicami LZ 127 skierował się na południowy-wschód i około godziny 12.15-12.20 pojawił się nad Świdnicą. Również mieszkańcy tego miasta powiadomieni byli o jego przybyciu. Jeszcze przed jego przybyciem odezwały się w świdnickich zakładach przemysłowych i w innych punktach miasta syreny, a w momencie, gdy „Graf Zeppelin” pojawił się nad miastem, zabiły dzwony w kościołach. Na ulicach i placach zatrzymywali się ciekawscy mieszkańcy miasta, a większość wysokich dachów oraz i wież opanowanych było przez obserwatorów. Wspominał o tym zresztą w publikowanych niedawno na ŚPH wspomnieniach Rudi Hiller:
O wiele bardziej moją fantazję poruszył Zeppelin. Godzinami stałem na narożnym balkonie naszego mieszkania, które znajdowało się przy ulicy Grodzkiej i oczekiwałem przybycia zapowiedzianego LZ 127. W końcu pojawił się, błyszczący srebrem i poszybował nade mną. Mój wujek, który we Wrocławiu prowadził sklep z trafiką, podarował mi później „Album z Zeppelinami”, który jeszcze dziś posiadam.
Po zrobieniu okręgu nad miastem LZ 127 ruszył w kierunku Dzierżoniowa. We wspomnianej gazecie Anzeiger fur Zobten am Berge um Umgegend także zachował się opis korespondenta z przelotu sterowca nad tym miastem:
O 12.30 Zeppelin przybył nad Reichenbach [od red. Dzierżoniów]. Głuchy ryk silników powietrznego giganta przyciągał ludzi na wyszczuplające dachy z niewyobrażalną prędkością. Na wieży ratusza wywieszono flagę, której zwykle używa się tylko wtedy, gdy strażnik wieży daje sygnał o pożarze. Sterowiec powoli zmierzał wzdłuż gór. Nad wioskami łańcuchowymi w krainie Gór Sowich lot odbywał się tylko na niewielkiej wysokości. Ludzie ze wsi, którzy już zjedli obiad, zostawili stajnię i prace rolne niewykonane. Gołębie zachowywały się dość dziko, energicznie trzepocząc skrzydłami. Krótko za Reichenbachem Zeppelin wykonał lekki skręt; Nagle obniżył tułów tak, że jego błyszczące ciało stanęło niemal pionowo. „Graf Zeppelin” pojawił się 10 minut później nad miastem Frankenstein o 12.40. Sterowiec przelatywał nad miastem z małą prędkością i na tak małej wysokości, że napisy i wiele szczegółów dostojnego statku były wyraźnie widoczne.
Po opuszczeniu terenu powiatów świdnickiego i dzierżoniowskiego skierował się dalej na Wschód w kierunku Górnego Śląska. Pecha mieli mieszkańcy Raciborza od którego sterowiec
Przeleciał w odległości około 4 kilometrów tak, że ledwo go było widać na horyzoncie. Kilka minut po godzinie 14.00 LZ 127 był już jednak dobrze widziany w Gliwicach, a następnie w Zabrzu. Jak donosiła gazeta Oberschlesische Volksstimme:
Wizyta sterowca w tym czasie była również zaskoczeniem dla dużej części mieszkańców Gleiwitz [od red. Gliwic], dlatego liczni obserwatorzy przybyli dopiero wtedy, gdy silniki Zeppelina zaczęły wirować nad ich głowami. Sterowiec leciał bardzo nisko, tak że głowy pasażerów było widać przez okna kabiny. Po 14.10, gdy dotarł nad Bytom, wykonał nad miastem duże okrążenie po czym obrał kierunek powrotny na zachód.

Nad Bytomiem LZ 127 krążył blisko 20 minut, na wysokości około 300 metrów. Droga powrotna odbyła się w kierunku Opola i Wrocławia. O godz. 14.45 sterowiec widziany był nad Strzelcami Opolskimi, a o godzinie 14.55 dotarł do Opola. Po niecałej godzinie lotu „Graf Zeppelin” zameldował się nad Wrocławiem. Wykonał dwie pętle nad centrum miasta, witany przez dwa samoloty, które zapewniły mu honorową eskortę. Po krótkim „zawisie” – zatrzymaniu się nad nieistniejącym już dziś obserwatorium meteorologicznym i sejsmicznym, jakie do 1945 roku istniał w dzielny Grabiszynek, a następnie skierował się na lądowisko w Gądów-Wrocław. Tu o godzinie 16.02 zrzucił worek z pocztą. Wprawdzie zachowany opis nie jest już związany z obszarem powiatu świdnickiego, ale warto zacytować jak wyglądało odbieranie poczty ze sterowca i jak jego przybycie wzbudziło podziw i szacunek dla techniki lotniczej oraz podniosły nastrój chwili:
Zegar na froncie budynku lotniska w Gądowie wskazuje godzinę 16.00. gdy nagle tłumy czekające przy ogrodzeniach placu i w ogródku restauracyjnym zaczynają się poruszać. Zeppelin wznosi się nad centrum miasta. „Graf Zeppelin” zmierza prosto do Gądowa. Pracownicy poczty już stoją przy żółtym samochodzie, gotowi odebrać nadaną pocztę. W ciągu kilku sekund sterowiec zawisł nad głowami tysięcy ludzi, którzy machali do niego z entuzjazmem. Silniki pracują tylko z połową mocy. Mimo to olbrzym pędzi po lotnisku z zawrotną prędkością. Można wyraźnie zobaczyć poszczególne okna kabin, różne włazy na spodzie kadłuba oraz gondole silnikowe z wirującymi śmigłami przed nimi. Tym razem Zeppelin również wywiesił niemiecką flagę handlową, swobodnie powiewającą na wietrze pod kabiną pilota. Wszyscy wciąż wpatrują się, jakby zafascynowani, w zachwycająco piękny statek, który przy dźwiękach buczących organów płynie tak bezpiecznie i tak blisko, że wydaje się niemal na wyciągnięcie ręki w upalny letni dzień. Następnie, nad zachodnim krańcem lotniska, z podłogi gondoli kontrolnej wyłania się coś ciemnego. W mgnieniu oka rozpościera się na nim lśniąca, biała tkanina. Spadochron z przymocowaną pocztą powoli zsuwa się w kierunku ziemi. Żółty samochód zostaje szybko uruchomiony i po kilku minutach przywozi pocztę z biura w celu dalszego transportu.
Bezpośrednio znad Wrocławia LZ 127 udał się do Berlina via Frankfurt nad Odrą. Sterowiec widziany był nad Głogowem o 16.50, Nową Solą o 17.20 i Zieloną Górą o 17.34, lądując później na chwilę we Frankfurcie nad Odrą. Około godziny 19.00 był już widoczny nad Berlinem i o godzinie 19.30 wylądował po lotnisku Staaken, z którego 11 godzin wcześniej wyruszył na śląską wyprawę. Tu pasażerowie opuścili sterowiec, który o godzinie 21.35 wzniósł się ponownie w powietrze i udał się do macierzystego portu lotniczego we Friedrichshafen, do którego dotarł o godzinie 3.47.

Ze śląskiej podróży Grafa Zeppelina zachowało się sporo zdjęć, dostępnych w Internecie. Jak już wspomnieliśmy, część z nich z pewnością jest przeróbkami, kiedy na gotowe widoki „doklejano” sylwetkę sterowca, dokonując fotomontażu. Ciekawe spostrzeżenia miał w tym względzie chociażby do pocztówki prezentującej przelot LZ 127 nad Świebodzicami, regionalista i kolekcjoner z tego miasta – Waldemar Krynicki. W jednym ze swoich artykułów poddał wspomniane zdjęcie analizie:
Statek powietrzny był widziany w Świdnicy w południe. Czyli że, w naszym mieście [od red. Świebodzicach] musiał być widziany kilka minut przed dwunastą. Na pocztówce przy dużym powiększeniu można zobaczyć, która godzina była na wieży ratuszowej w Świebodzicach. Widnieje tam godzina 11.05 albo 13.05. Tyle można odczytać ze zdjęcia. Być może zegar nie chodził w tym momencie i wskazywał nieprawidłowy czas. Znana jest również druga foto pocztówka na której Zeppelin jest delikatnie przesunięty względem wieży kościelnej, która ma 76 metrów wysokości. Przy długości 235 metrów statku powietrznego proporcje nie są zachowane. Wynika z tego, że mamy do czynienia z fotomontażem z ówczesnych czasów.
Reasumując, fotograf Max Hahn do zdjęcia jakie wykonał 84 lata temu z budynku obecnego Ośrodka Pomocy Społecznej przy ulicy Józefa Piłsudskiego dołożył przelatującego Zeppelina. Z pewnością sterowiec był widziany w naszym mieście lub jego okolicach ale nie w takiej formie.

Kilka zdjęć z przelotu Grafa Zeppelina zachowało się także dla jego przelotu nad Świdnicą. Brak wyraźnych oryginałów, a jedynie internetowe kopie nie pozwalają na pełną analizę, czy są to fotomontaże.
Po raz ostatni sterowiec nad Świdnicą widziany był w lipcu 2021 roku. Był to Goodyear Blimp – jeden z floty komercyjnych sterowców eksploatowanych przez Goodyear Company. W Polsce pojawił się ww związku z kampanią reklamową koncernu. Ma 75 metrów długości, 18 wysokości i może zabrać do gondoli 14 pasażerów. Jest więc dużo mniejszy niż wspomniany LZ 127. Całkowita pojemność sterowca wynosi 8425 metrów3 i wypełniony jest helem. Sterowiec osiąga maksymalną prędkość 125 km/h i ma zasięg 1000 km. Maksymalna wysokość lotu wynosi 3000 metrów. Sterowiec Goodyear Blimp obsługiwany jest przez Deutsche Zeppelin-Reederei GmbH z siedzibą w Friedrichshafen w Niemczech i tam na co dzień stacjonuje. Napędzają go trzy silniki o mocy 200 KM każdy.
A. Dobkiewicz & Sobiesław Nowotny
Opracowanie powstało w ramach projektu w otwartym konkursie Starostwa Powiatowego w Świdnicy na realizację zadań publicznych w zakresie kultury, sztuki, ochrony dóbr kultury i dziedzictwa narodowego oraz krajoznawstwa.
6 LIKES



















Skomentuj jako pierwszy!